sobota, 26 maja 2018

Dwie sprawy nadkomisarza Jarosława Patera

I po raz kolejny postanowienie, że będę pisać regularnie wzięło w łeb. Żyję w takim permanentnym niedoczasie, że jak twierdzi pewna bliska mi osoba nawet umrzeć nie zdążę...

Marek Krajewski znany mi był dotąd jako twórca cyklu kryminałów w których główną rolę grał niejaki Eberhard Mock. Gość był policjantem w międzywojennym Wrocławiu (właściwe było by chyba użyc nazwy Breslau) i był postacią dosyć nieprzyjemną. Co dziwne autor tak go wykreował, że pomimo ewidentnych wad facet budził pewną sympatię i kibicowałam jego poczynaniom.
Ale oprócz Mocka Marek Krajewski stworzył jeszcze innych bohaterów, a jednym z nich jest niejaki Jarosław Pater. Współautorem dwóch książek z tymże bohaterem, czyli jest Mariusz Czubaj. Zarówno "Aleja samobójców" jak i "Róże cmentarne" osadzone są we współczesnych realiach, a miejscem akcji jest przede wszystkim Gdańsk oraz kilka innych nadmorskich miejscowości.

Jarosław Pater jest policjantem w stopniu nadkomisarza, mieszka i pracuje w Gdańsku. Z wykształcenia jest polonistą i chociaż w wyuczonym kierunku nie pracuje już od wielu lat bardzo często odzywa się w nim purysta językowy. Ta słabostka oraz raczej antypatyczny charakter nie przysparzają mu sympatii podwładnych, którzy za jego plecami mówią o nim "Antypater". Jego małżeństwo rozpadło się, on sam nie szuka stałego związku, ale kiedy na horyzoncie pojawia się pewna Joanna zaczyna mieć nadzieję  na coś więcej niż przelotny romans.

Tematem "Alei samobójców" jest tajemnicza zbrodnia w domu spokojnej starości "Eden". Pewnego dnia w jednym z pokoi personel odkrywa oskalpowane zwłoki staruszka. Co więcej z instytucji zniknął inny pensjonariusz, specjalista od ran symbolicznych, czyli np. skalpowania... Pater od początku popada w konflikt z dyrektorem placówki, a kiedy śledztwo przejmuje ABW policjant zostaje od niego odsunięty. Postanawia jednak zbadać tę sprawę do końca nawet wbrew swoim przełożonym.

Drugi tom czyli "Róże cmentarne" opowiada o zabójcy - naśladowcy, który jeździ po Polsce i powiela zbrodnie najsłynniejszych seryjnych morderców. Przy swoich ofiarach zostawia wskazówki dla policji, które stanowią zapowiedź kolejnej zbrodni. Wygląda na to, że po Katowicach, Warszawie i Krakowie kolejnym miejscem gdzie się pojawi będzie któraś z nadmorskich miejscowości. 
Pater, który odlicza już dni do policyjnej emerytury i właśnie wybiera się na urlop z Joanną zostaje włączony w skład zespołu próbującego wytropić mordercę - przy okazji trafia na ślady nierozwiązanej sprawy sprzed kilku lat. Sprawy przez którą rozpadło się jego małżeństwo...

Mam trochę mieszane uczucia jeśli chodzi o książki i ich bohatera. Pater to hazardzista (ale to akurat jakoś specjalnie mi nie przeszkadza), poza tym jest wielbicielem klasycznego rocka i piłki nożnej. Akcja "Alei samobójców" toczy się w czasie mistrzostw świata w 2006 roku i sporo w książce jest dywagacji na tematy sportowe, podobnie w "Różach cmentarnych". Gdzieś czytałam, że Marek Krajewski jest fanem futbolu więc pewnie stąd się wzięła ta tematyka - właściwie go rozumiem, ale z przykrością stwierdzam, że dla osoby niezainteresowanej piłką kopaną te akurat "piłkarskie" fragmenty są zwyczajnie nudne i męczące. Wtręty okołomuzyczne już mi mniej przeszkadzały, ale to chyba dlatego, że akurat  ten rodzaj muzyki dosyć lubię.
A już obraz Gdańska zupełnie mi nie podszedł: zakaraluszony i zaśmiecony falowiec w którym mieszka jakaś opętana liczba ludzi to trochę marna wizytówka tego pięknego miasta.

Ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się, że autorzy popularnie mówiąc "dali ciała" przy tych książkach. Da się przeczytać, ale szału nie ma. Mock zdecydowanie lepszy.

piątek, 4 maja 2018

Pokwietniowe remanenty - część druga

Tym razem dwa tytuły z mojej ulubionej półki, czyli biografie i wspomnienia.

Gdyby Wisława Szymborska nie dostała Nobla, to najprawdopodobniej niewiele osób wiedziałoby kto to taki Michał Rusinek. Na szczęście poetkę doceniła Szwedzka Akademia, a laureatka była zmuszona zatrudnić sekretarza. I tak w jej życiu pojawił się młody absolwent polonistyki UJ i pozostał przy poetce aż do jej ostatnich chwil.

Michał Rusinek jest autorem kilku publikacji skierowanych głównie do młodego czytelnika, ale zdarzyło mu się również popełnić tom wspomnień poświęconych jego pracodawczyni noszących tytuł "Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej".

Michał Rusinek w swojej książce prezentuje poetkę, jakiej dotąd nie znaliśmy. Wspomina oczywiście o jej obowiązkach reprezentacyjnych, podróżach i spotkaniach z czytelnikami, ale chyba tylko po to aby uporządkować chronologię. Główny temat bowiem książki stanowią wspomnienia o tym jaka Szymborska była naprawdę.
A była uosobieniem taktu i skromności, miała niezwykle subtelne poczucie humoru, zmysł obserwacji świata, umiejętność mówienia bez zadęcia o tym co w życiu najistotniejsze. Miała swoje przyzwyczajenia i swego rodzaju dziwactwa (jak chociażby fotografowanie się przy drogowskazach ze śmiesznymi lub ciekawymi nazwami miejscowości czy zbieranie kiczowatych pamiątek), miała też osobiste sympatie i antypatie.
Życie Pierwszego Sekretarza (tak żartobliwie poetka mówiła o panu Michale) nie było usłane różami - Szymborska potrafiła być uparta, zdarzało się jej w ostatniej chwili zmieniać zdanie i np. odwoływać zaplanowane spotkania. A pan sekretarz musiał to jakoś zawiedzionym ludziom wyjaśnić...
Z drugiej strony wydaje się, że pani Wisława lubiła swojego współpracownika a także jego rodzinę - córeczka pana Rusinka stała się nawet bohaterką jednego z jej wierszy pt. "Mała dziewczynka ściąga obrus".

Książka Michała Rusinka nie jest może biografią w ścisłym tego słowa znaczeniu, jednak z racji tego, że autor swoją bohaterkę znał bardzo dobrze może stanowić całkiem niezły dokument i źródło wiedzy na temat życia Wisławy Szymborskiej w okresie po otrzymaniu Nagrody Nobla.

*********************************************

"Każdy jest kowalem swojego losu" - to stare porzekadło mogłoby być najkrótsza recenzją tomu o którym teraz słów kilka.

"Wybranki fortuny. Niezwykłe Polki, które podbiły świat" autorstwa Ireny i Andrzeja Fedorowiczów to zbiór portretów kobiet, które dzięki swojej determinacji lub przysłowiowemu łutowi szczęścia wpłynęły na swój los, ale również zaistniały w zbiorowej świadomości Polaków. Podziwiamy ich dokonania, ich współcześni śledzili rozwój kariery, byli dumni z tego co udało im się osiągnąć i tylko niewielu zdawało sobie sprawę jaka była cena tego sukcesu.
Oto bohaterki tej książki:
Maria Leszczyńska, córka polskiego magnata, która została królową Francji;
Zofia Potocka, uboga greczynka, kurtyzana, która weszła przebojem do jednego z najznamienitszych polskich rodów magnackich;
Maria Walewska, szlachcianka, która zawróciła w głowie samemu Napoleonowi Bonaparte;
Helena Modrzejewska, nieślubna córka krakowskiej mieszczki, jedna z najsłynniejszych w świecie aktorek drugiej połowy XIX wieku;
Maria Skłodowska - Curie, dziewczyna z Warszawy, która dwukrotnie zdobyła Nagrodę Nobla i do dzisiaj jest uznawana za jeden z najwybitniejszych umysłów przełomu XIX i XX wieku;
Misia Sert, córka rzeźbiarza Cypriana Godebskiego, prowadziła w Paryżu bardzo popularny salon kulturalny, była protektorką wielu wybitnych artystów pierwszej połowy XX wieku (w jej domu bywali m.in. Picasso, Renoir, Strawiński, Debussy, Proust czy Zola)
Helena Rubinstein, uboga dziewczyna z krakowskiego Kazimierza, która stworzyła jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek kosmetyków upiększających;
Tamara Łempicka, urodzona w Warszawie córka Polki i rosyjskiego Żyda, swiatowej sławy portrecistka i malarka epoki art deco; 
Hanka Ordonówna, córka warszawskiego robotnika, aktorka i piosenkarka, wielka gwiazda międzywojennej sceny; 
Ida Haendel, urodzona w Chełmie w żydowskiej rodzinie, światowej sławy skrzypaczka.

Autorzy śledzą losy tych dziesięciu kobiet, akcentując to co stanowi ich wspólną cechę - żadna z nich, biorąc pod uwagę urodzenie bądź panujące w ich czasach obyczaje i zasady, właściwie nie mogła marzyć o karierze jaka stała się ich udziałem, chociażby, jak w przypadku pani Walewskiej mogła to być kariera nieco wątpliwej jakości.
Biografie nie są jakoś szczególnie przeładowane naukową wiedzą, a raczej stanowią studium przypadku, próbę udowodnienia czytelnikowi, że czasami zwyczajnie wystarczą chęci, ambicja i ciężka praca aby stanąć na szczycie.

Bardzo ciekawa książka - szczerze polecam.

wtorek, 1 maja 2018

Pokwietniowe remanenty

Druga połowa kwietnia obfitowała w moim życiu w różnego rodzaju przypadki, głównie natury zawodowej. Były oczywiście egzaminy gimnazjalne klas trzecich, były próbne egzaminy klas drugich, rozmaite szkolne i klasowe sprawy, które trzeba było rozwiązać natychmiast, tu i teraz, moje własne dziecię nieodwołalnie weszło w okres "burzy i naporu" i zaczynam mieć wrażenie, że któreś z nas tego nie przeżyje, wreszcie, i to było chyba najważniejsze, ważyły się losy mojej pracy na rok przyszły... 
Na szczęście większość problemów już poza mną, etat (CAŁY!!!) mam, a Piotrek, no cóż najwyżej się go uroczyście wyrzeknę.
Relaks polegał oczywiście na czytaniu, ale już pisać to mi się zupełnie, ale to zupełnie nie chciało. Tak więc majówka (spędzana w domu) upłynie mi chyba na nadrabianiu pisarskich zaległości. Na początek trzy tytuły.



O Małgorzacie Rogali zdarzyło mi się słyszeć jakiś czas temu, natomiast dopiero teraz miałam możliwość zapoznać się z jej książką "Zapłata". Powieść stanowi pierwszy tom kryminalnego cyklu, którego bohaterami jest dwójka policjantów - Agata Górska i Sławek Tomczyk. 

W toalecie warszawskiego klubu zostaje zamordowany syn znanego adwokata. Mariusz Leśniak zginął w bardzo nietypowy sposób - otruty igłami cisa. Dla Agaty to śledztwo nie jest takie jak inne - tym razem w zbrodnię może być zamieszana jej najbliższe przyjaciółka, Justyna Lipiec. Przed laty Leśniak był oskarżony o śmiertelne pobicie narzeczonego Justyny - nigdy nie został skazany, bo sąd nie miał wiarygodnych dowodów. Justyna bardzo przeżyła śmierć Filipa i doskonale zna się na roślinach i ich właściwościach. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy niedługo potem, również otruty ginie Igor Kawecki, przyjaciel Mariusza Leśniaka, podobnie jak on uczestniczący w pobiciu sprzed lat...

"Zapłata" nie jest może typowym kryminałem, chociaż jest zbrodnia a policjanci prowadzą śledztwo. Autorka położyła bowiem największy nacisk na wątpliwości targające Agatą - z jednej strony policjantka chce dobrze wykonać swoją pracę i schwytać zabójcę, z drugiej strony, zwyczajnie i po ludzku uważa, że Leśniaka i Kaweckiego spotkało to na co zasłużyli. Do tego dochodzi jeszcze obawa, że być może to Justyna postanowiła po latach wymierzyć sprawiedliwość - dylemat pomiędzy byciem policjantką a przyjaciółką męczy Agatę, ale wpływa również na Sławka, który musi zadecydować czy odsunąć partnerkę od śledztwa, czy ukryć jej osobiste zaangażowanie i ryzykując własną karierą pomóc jej oczyścić przyjaciółkę.
Tak więc kryminał, ale z dużą dawką powieści psychologicznej.
Dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się styl pani Małgorzaty Rogali i jej sposób prowadzenia narracji, a szczególnie poczucie humoru, które jest widoczne w powieści. Sprawa jest bowiem bardzo poważna, ale główni bohaterowie to zwyczajni ludzie, którzy mają swoje wady i zalety, zdarza im się popełniać błędy, ale starają się w miarę możliwości odreagowywać śmiechem napięcie jakie niesie ze sobą ich praca. Czasami najpierw coś robią a dopiero później myślą co prowadzi do zabawnych zdarzeń - jak chociażby historia z nożem do chleba.
O co chodzi? A to już odsyłam do książki...

***************************************************

"Między tęsknotą lata a chłodem zimy" to pierwsza część "Trylogii policyjnej" autorstwa Leifa GW Perssona, szwedzkiego profesora kryminologii, byłego komisarza policji i pisarza. Książka odstała już na mojej półce całkiem sporo czasu (jakoś tak 6-7 lat) i wreszcie sytuacja dojrzała aby ją przeczytać.
"Trylogia policyjna" to praca w której Persson chciał przedstawić własną wersję wydarzeń związanych z nierozwikłaną do dnia dzisiejszego zagadką morderstwa szwedzkiego premiera Olofa Palmego w 1986.
historia rozpoczyna się od tajemniczej śmierci amerykańskiego dziennikarza, który pewnego jesiennego wieczoru wypadł z okna akademika, gdzie od kilkunastu dni zajmował pokój. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo, ale kiedy śledczy przyglądają się sprawie bliżej, pojawia się coraz więcej wątpliwości...

Książka była swego czasu bardzo reklamowana i porównywana z trylogią "Millenium" Stiega Larssona i chyba to porównanie stanowiło impuls do zakupu tej pozycji.
Tak więc pewnego kwietniowego wieczoru wzięłam tę całkiem pokaźną cegłę (ponad 600 stron) i zaczęłam czytać. I tak jakoś nie zaiskrzyło...
Pamiętając swoje doświadczenia z "Millenium" (zaskoczyło gdzieś dopiero w połowie pierwszego tomu) drążyłam temat dalej, i dalej, i dalej... No i niestety, przebrnęłam ostatkiem sił do końca i raczej po kolejne tomy nie sięgnę. Nuda i chaos, chaos i nuda, zupełnie nieprzyswajalni bohaterowie - swoją drogą jak na mój gust za dużo ich, bo kilkakrotnie musiałam wracać do już przeczytanego rozdziału, żeby wyłapać kto, z kim i dlaczego?
Czytając tę książkę można odnieść wrażenie, że zdecydowana większość policjantów i agentów tajnych służb (bo oprócz stróżów prawa pojawia się w książce również wywiad) to zdegenerowani alkoholicy o ilorazie inteligencji stułbi szarej, a pozostała reszta to z kolei prawicowi ekstremiści czy wręcz neonaziści.
Książka jest przegadana, mnóstwo w niej opisów i wątków pobocznych, które nie dość, że nic nowego do sprawy nie wnoszą to jeszcze ją gruntownie zaciemniają.

Tak więc z żalem, ale nie polecam.

********************************************************

"Miasto szkła" - trzeci tom trylogii "Dary anioła" Cassandry Clare pochłonęłam w dwa wieczory. Kolejna odsłona opowieści o Nocnych Łowcach nie zawiodła mnie - czytało się świetnie, akcja wciągała, ostateczne rozwiązanie było spektakularne, a stworzone przez autorkę uniwersum nadal potrafi zaskoczyć.

Nocni Łowcy muszą podjąć decyzję co do ewentualnego sojuszu z Podziemnymi (wampiry, wilkołaki, itp.) w zbliżającym się starciu z Valentinem i chociaż niby mają wspólne cele nie jest to wcale takie proste.

Clary i Jace nie mogą być razem ale również nie są w stanie funkcjonować osobno, Simon próbuje sobie radzić ze swoją nową tożsamością - właściwie jest czymś pośrednim między człowiekiem a wampirem (tym bardziej, że z jakiegoś powodu może przebywać na słońcu i z tego powodu zyskał sobie nawet przydomek "Chodzący za dnia"). Alec ma coraz większe kłopoty z ukrywaniem swoich uczuć, Isabelle jest w dalszym ciągu zabójczo piękna i równie zabójczo skuteczna w walce z demonami. A na scenie pojawia się jeszcze jeden tajemniczy bohater imieniem Sebastian...

Brzmi to trochę jak podrzędne romansidło, ale o dziwo nic z tych rzeczy. Są oczywiście wielkie uczucia, ale to co w "Mieście szkła" jest moim zdaniem najważniejsze to fakt dojrzewania głównych bohaterów, zmiany jakie w nich zachodzą, podejmowanie życiowych decyzji i całkiem dorosłe (chociaż według prawa Nocnych Łowców dorosły jest tylko Alec) podejście do życia. Młodzi bohaterowie udowadniają dorosłym, że mają swoje zdanie, potrafią go bronić a w chwili zagrożenia można na nich liczyć.

Początkowo seria miała się kończyć na tym tomie, ale ze względu na jej popularność autorka dopisała jeszcze trzy tomy. Ciekawa jestem co z tego wyszło, bo "Miasto szkła" stanowi całkiem zgrabne zakończenie trylogii i rozwiązuje właściwie wszystkie problemy. Chociaż z drugiej strony jest parę spraw, które można różnie interpretować, więc istnieją całkiem mocne punkty zaczepienia od których można rozpocząć kolejne wątki...

Mam nadzieję szybko się przekonać co będzie dalej.

środa, 11 kwietnia 2018

Dwa kryminały - jeden nowy, drugi trochę starszy

Kupno własnego domu za okazyjną cenę - no któż by się nie skusił na taką okazję. Tak też pomyślała  Zuza nabywając piętrowy domek w miejscowości Kłopotów przy ulicy Spokojnej 15. Jakież było jej zdziwienie, kiedy po przyjeździe na miejsce spotkała w swoim wymarzonym domku niejakiego Tymoteusza Magnusa. Co gorsza okazało się, że również on jest szczęśliwym nabywcą posesji przy Spokojnej 15...

Tak rozpoczyna się najnowsza powieść Olgi Rudnickiej nosząca tytuł "Zbyt pięknie". 
Główni bohaterowie, pomimo, że od pierwszego wejrzenia nie darzą się sympatią, muszą połączyć siły aby odnaleźć oszusta, który sprzedał im ten sam dom (jak się okaże nie tylko im) i odzyskać swoje pieniądze. Nie będzie łatwo, a kiedy do akcji włączą się najbliżsi obydwojga poszkodowanych zacznie się "prawdziwa jazda bez trzymanki" jak mawiał komisarz Kurek, bohater innych książek pani Olgi (trylogia o siostrach Sucharskich).

Książki Olgi Rudnickiej uwielbiam i kupuję w ciemno - przyzwyczaiłam się do ciekawych bohaterów, zwrotów akcji i poczucia humoru autorki. Sięgając po tę powieść nastawiałam się na dobrą zabawę i miło spędzone niedzielne popołudnie. I właściwie się nie zawiodłam, chociaż mam jedno, całkiem spore, zastrzeżenie. 
Otóż dawno już nie spotkałam tak irytującej głównej bohaterki. Zuza jest gadatliwa, chimeryczna, nadpobudliwa - to akurat jestem w stanie znieść, bo też mi się zdarza, tyle, że okazjonalnie a nie 24 godziny na dobę. Co mi się jednak w niej nie podoba zupełnie i moim zdaniem jest mocno naciągane to jej stosunek do facetów - agresja, agresja i jeszcze raz agresja. Owszem, ma powód, żeby za nimi nie przepadać, bo właśnie jeden ją wystawił do wiatru, ale napadanie na bogu ducha winnego pasażera mającego nieszczęście podróżować z nią pociągiem to już głęboka przesada, paranoja, fobia i co tam jeszcze - grunt, że takie zachowanie kwalifikuje się do leczenia w zakładzie mocno zamkniętym...
Wiem, miało być śmiesznie i fajnie, ale tym razem, moim zdaniem, autorka przedobrzyła i zamiast intrygującej bohaterki (jak chociażby wkurzające ale przy okazji sympatyczne siostry Sucharskie) wyszła jej chamowata paranoiczka. Szkoda.

Ale książka ogólnie fajna i warto przeczytać.

****************************************

Wielbiciele książek Joanny Chmielewskiej doskonale wiedzą, że wielu jej bohaterów ma swoje odpowiedniki w rodzinie i przyjaciołach pisarki. W 2001 roku w powieści "Trudny trup" pojawia się po raz pierwszy niejaka Martusia - dziennikarka z Warszawy, z którą Joanna pisze scenariusz. Martusia to tak naprawdę Marta Węgiel - dziennikarka telewizyjna, scenarzystka i producentka filmowa oraz autorka kilku książek, w tym trzech kryminałów. Jeden z nich, noszący tytuł "Afera Kobana" stał już od kilku lat na mojej półce i wreszcie doczekał się lektury.

Agata Gosztyńska pracuje w krakowskiej telewizji, zajmuje się głównie kulturą, dlatego jak grom z jasnego nieba spada na nią propozycja zrobienia dokumentu o głośnym skandalu w który wmieszani są najprawdopodobniej wysoko postawieni politycy. Tłumaczenia, że nie ma pojęcia o polityce i jej zawiłościach nie trafiają do zwierzchników Agaty - własnie fakt, że jest zupełnie apolityczna daje gwarancję obiektywnego podejścia do tematu.

Agata w końcu daje za wygraną, zaczyna zbierać materiały a wtedy jej szefowie wykonują zwrot o 180 stopni - dziennikarka dostaje wpierw delikatne sugestie (a kiedy to nie pomaga wyraźne polecenie służbowe) aby dała sobie spokój z aferą. Kobieta nie ma jednak zamiaru odpuścić co naraża ją samą a także jej bliskich na poważne niebezpieczeństwo...

Biorąc pod uwagę bliską przyjaźń jaka łączyła autorkę z Joanną Chmielewską (słynna pisarka jest nawet jedną z bohaterek książki) można by mieć obawy, że może ona pisać "pod Chmielewską". Na szczęście nic z tych rzeczy - widać własny styl Marty Węgiel, historia opowiedziana jest klarownie, bohaterowie są ciekawie skonstruowani, akcja toczy się wartko a czytelnik do końca nie wie kto z bohaterów tak naprawdę jest czarnym charakterem, a kto się tylko takim wydaje.

Bardzo ciekawie przedstawia się obraz środowiska dziennikarskiego - zakulisowych rozgrywek, naprędce zawiązywanych koalicji, firmowych plotek i podchodów, walki o fundusze i ciekawe tematy. Obraz krakowskiego ośrodka ma bardzo wiele wspólnego z tym co o szczecińskiej telewizji pisała w swoich książkach Monika Szwaja, wieloletnia pracownica tamtej instytucji. Tak więc chyba ta telewizyjna rzeczywistość nie jest wcale taka kolorowa jak wydaje się nam, śledzącym na ekranie efekty pracy dziennikarskiej braci.

Warto sięgnąć po tę książkę.

sobota, 7 kwietnia 2018

Bo każdy Polak to kawalerzysta

"Polak lepiej zrozumie konia niż rodaka" te słowa generała Józefa Dowbór-Muśnickiego doskonale oddają stosunek międzywojennych kawalerzystów do ich czworonożnych towarzyszy żołnierskiej doli i niedoli. Bo od wzajemnego zaufania i oddania nierzadko zależało życie tak jeźdźca jak i jego rumaka.

"Oficerowie i konie. Przyjaźń na śmierć i życie" Piotra Jaźwińskiego to coś na kształt monografii poświęconej żołnierzom i ich wierzchowcom. Autor, przygotowując się do napisania tej książki, zapoznał się z całą masą tekstów źródłowych - wspomnień, pamiętników, dokumentów i artykułów z ówczesnej prasy fachowej. Powstał z tego barwny portret czworonożnych żołnierzy, ich losów ale również charakterów, bowiem konie, podobnie jak ludzie mają swoje wady i zalety, przyzwyczajenia, sympatie i antypatie a nawet dziwactwa.

Książka składa się z sześciu rozdziałów, które opowiadają o kolejnych etapach końskiej służby w wojsku - począwszy od kupna odpowiednich źrebaków, poprzez ich szkolenie (a także szkolenie ich jeźdźców) oraz służbę liniową aż do kasacji, czyli przejścia na końską emeryturę. Znalazło się również miejsce na portrety końskich legend - jak chociażby najbardziej znany polski koń, czyli Kasztanka należąca do Józefa Piłsudskiego. Ostatni rozdział opowiada o zmierzchu legendy, czyli o wojennych losach polskiej kawalerii.
Piotr Jaźwiński umieścił w swojej pracy wiele informacji na temat koni w wojsku, ale również całą masę anegdot - o ułańskiej fantazji, zaradności polskich kawalerzystów, o ciekawych a czasem niebezpiecznych przygodach jakie były udziałem żołnierzy i ich czworonożnych przyjaciół. Sporo z tych anegdot dotyczy nawyków i sztuczek prezentowanych przez konie - nie ma się zresztą co dziwić, człowiek nie przepada za wszystkimi swoimi obowiązkami, więc koń też ma do tego prawo.

Autor zastosował w swojej książce ciekawy zabieg, uczynił bowiem współnarratorem konia - to właśnie jego oczami widzimy kolejne etapy końskiej służby zakończonej tragicznie we wrześniu 1939 roku. Te fragmenty wnoszą do narracji nutkę nostalgii i wywołują wzruszenie, równoważąc przy okazji fachowe informacje oraz anegdotyczne historyjki. I chociaż książka to z założenia praca popularnonaukowa czytelnik może liczyć na dobrą zabawę oraz porcję wzruszeń.

Książka na pewno warta przeczytania, tym bardziej, że obchodzimy okrągłą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. I pamiętając o ludziach, którzy tę niepodległość wywalczyli powinniśmy pamiętać o najwierniejszych towarzyszach wielu z nich.


niedziela, 1 kwietnia 2018

Trzy razy powtórka z rozrywki - czyli tych bohaterów już kiedyś spotkałam

Clive Cussler to jeden z moich ulubionych autorów powieści sensacyjnych. Jego najsłynniejszym bohaterem jest Dirk Pitt, dawniej pracownik a aktualnie dyrektor NUMA (Narodowej Agencji Badań Podwodnych). Tak przy okazji - NUMA to autentyczna organizacja non-profit założona przez Cusslera, której głównym zadaniem jest poszukiwanie i eksploracja historycznych wraków okrętów i samolotów.

"Arktyczna mgła" to kolejna powieść o przygodach Pitta, a jej współautorem jest syn Cliva Cusslera imieniem Dirk.
Rzecz dzieje się u wybrzeży Kanady. Dzieci Dirka Pitta - Dirk Junior i Summer pobierając próbki wody trafiają na rybacki kuter, którego załoga zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach. Chociaż policja uznaje to za nieszczęśliwy wypadek, to młodzi Pittowie oraz Trevor Miller, brat jednego ze zmarłych rybaków mają na ten temat odmienne zdanie, a trop prowadzi do przedsiębiorstwa niejakiego Mitchella Goyette'a.

Wszystkie powieści Cusslera mają wątek ekologiczny - tym razem chodzi o globalne ocieplenie oraz zagospodarowanie (w sensie przerobienie) dwutlenku węgla. Ciemne interesy, chciwość i korupcja u szczytów władzy mogą doprowadzić nie tylko do katastrofy ekologicznej ale i do konfliktu zbrojnego na skalę światową. Dirk Pitt i jego dzieci mają bardzo mało czasu aby temu zapobiec...

Akcja większości powieści Cusslera toczy się w nieco cieplejszych klimacie niż Arktyka, dlatego moim zdaniem autorzy trochę przedobrzyli jeśli chodzi o wytrzymałość bohaterów na niskie temperatury, ale generalnie książka trzyma poziom.

*********************************************************

Siedem lat temu spotkałam się po raz pierwszy z kuzynkami Kruszewskimi - Katarzyną, pracownicą CBŚ oraz Stanisławą, czterechsetletnią alchemiczką, które pojawiają się w trzech powieści Andrzeja Pilipiuka. Po latach pisarz wrócił do swoich bohaterek w powieści "Zaginiona" oraz dołączonym do niej opowiadaniu "Czarne skrzypce".

Stanisława i Katarzyna biorą udział w aukcji dzieł sztuki i starodruków, gdzie chcą zakupić pewną starą mapę. Okazuje się, że artefaktem interesuje się jeszcze trójka młodych ludzi. Co szczególne mapa przedstawia Frisland, wyspę na północnym Atlantyku, której... nie ma na współczesnych, bardzo przecież dokładnych mapach. Młodzi ludzie, którym udaje się zakupić mapę uważają jednak, że wyspa istnieje chroniona przez magiczną barierę, natomiast jedno z nich, dziewczyna znana jako Anna Czwartek, jest zaginioną frislandzką księżniczką. Ich teorię zdaje się potwierdzać seria wypadków - tak jakby komuś zależało, żeby Anna i jej przyjaciele nie odnaleźli Frislandu.

Anna i Stanisława szybko znajdują wspólny język - obydwie czują się obco w swoim środowisku. Właściwie nic w tym dziwnego - jedna żyje już czterysta lat, oprócz Kasi nie ma nikogo bliskiego i, aby nie wzbudzać sensacji, co jakiś czas musi zmieniać miejsce zamieszkania; druga ma specyficzne zdolności o których nie lubi rozmawiać i przeświadczenie, że nie pasuje do swojego otoczenia.

Tak jak wspomniałam, "Zaginiona" to powrót Andrzeja Pilipiuka do bohaterów sprzed lat. Czy udany? Cóż, mam mieszane uczucia - bo niby wszystko w porządku, ale czegoś mi brakowało. Pamiętam, kiedy czytałam poprzednie tomy, to nie mogłam sie oderwać od książek. A tutaj już nie było tej magii...
A może to ja się tak bardzo zmieniłam?

*************************************************************

Trylogia "Dary anioła" Cassandry Clare to moje odkrycie z ostatnich tygodni. Po świetnym tomie pierwszym przyszedł czas na tom drugi pt. "Miasto popiołów". 

Clary powoli oswaja się ze swoją nową tożsamością - jest Nocną Łowczynią, widzi świat i istoty niedostępne oczom zwykłych ludzi i odkrywa swój talent: chociaż nigdy się tego nie uczyła potrafi kreślić runy. Jej relacje z Simonem i Jace'm są jeszcze bardziej pogmatwane, ponieważ okazuje się, że Jace jest jej bratem. 
W instytucie pojawia się gość z Idrisu - inkwizytorka, która oskarża Jace'a o zdradę i wtrąca go do więzienia. Przyjaciele starają się go uwolnić, ale szybko się okazuje, że to najmniejszy problem jaki przyjdzie im rozwiązać. Valentine napada na Miasto Kości i zabiera stamtąd niezwykle cenny artefakt - Miecz Dusz. Jest mu potrzebny do przeprowadzenia tajemnego rytuału...

Często tak bywa, że po dobrym tomie pierwszym następuje jego słabsza kontynuacja. Tu się tak na szczęście nie dzieje - drugi tom nie odbiega poziomem od pierwszego, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest lepszy. 
Autorka ma niezwykle lekkie pióro i bogatą wyobraźnię. Świat fantastyczny jest ciekawie wykreowany, pojawiły się nowe postacie i nowe wątki, bohaterowie zostają postawieni przed kolejnymi wyzwaniami i muszą podejmować trudne decyzje. Przyznaję się uczciwie, że trochę mnie wkurzyło to co pani Clare zafundowała Simonowi, ale z drugiej strony jestem ogromnie ciekawa jak dalej potoczy się jego wątek.
Tak, że ten... "Miasto Szkła" - przybywam.


wtorek, 20 marca 2018

Obejrzane - przeczytane: Mam dla was propozycję nie do odrzucenia...

Tę książkę chciałam przeczytać już dawno. Bo film widziałam kilkakrotnie i za każdym razem zachwycał.

Mowa oczywiście o "Ojcu chrzestnym" Mario Puzo, którego kinową wersję nakręcił Francis Ford Coppola, a tytułowego bohatera zagrał Marlon Brando. Za którym to Marlonem ogólnie nie przepadam ale tu był po prostu genialny.

Historia włoskiego rodu Corleone rozpoczyna się pod koniec drugiej wojny światowej,  w dniu ślubu Connie - jedynej córki Vita, nestora rodu a zarazem szefa mafijnej rodziny. Wydarzenie to sprowadza do domu krewnych i przyjaciół a także daje sposobność do przedstawienia swoich próśb głowie organizacji. Tradycja bowiem nakazuje, aby w dniu ślubu wszyscy suplikanci zostali wysłuchani.
Don Vito oprócz córki ma jeszcze trzech synów - dwóch z nich, Sonny i Fredo pracują dla niego, natomiast najmłodszy Michael, wyłamał się z rodziny: ukończył studia, walczył na wojnie a teraz, zamiast poszukać sobie dziewczyny z porządnej katolickiej włoskiej rodziny związał się z Kay Adams - Amerykanką i protestantką.
Don Vito szanuje wybory Michaela, ale w głębi ducha wierzy, że w godzinie próby syn stanie po właściwej stronie. Taka chwila nadchodzi szybciej niżby się ktoś spodziewał...

Zanim książka trafiła do moich rąk spotkałam się z opinią, że ciężko napisana, źle się czyta i ogólnie nic specjalnego. Co gorsza opinia pochodziła od osoby, której gust literacki w wielu punktach jest zbieżny z moim i która w ciągu wielu lat znajomości poleciła mi całkiem sporo świetnych książek. Niezrażona tą opinią wzięłam się za czytanie i wręcz utonęłam w świecie opisanym przez Mario Puzo. Wciągająca historia, niebanalni bohaterowie, trudne decyzje przez nich podejmowane - to wszystko splotło się w niesamowitą opowieść o świecie w którym honor i rodzina stanowiły wartość nadrzędną a prości ludzie mogli liczyć na pomoc i opiekę.
Ja wiem -  honor i mafia to trochę dziwne połączenie, szczególnie dla współczesnego polskiego czytelnika, który o mafii słyszy najczęściej w kontekście naparzanki jakichś karków z Pruszkowa czy innego Wołomina. Ale mam nieodparte wrażenie, że dawniej nawet gangsterzy mieli pewne zasady i ich przestrzegali. 
Ech, to se ne vrati...

Książka świetna i gorąco namawiam do jej przeczytania.