wtorek, 20 września 2016

Chyłka kontra Zordon czyli prawniczego cyklu część trzecia

Kilka dni temu miał swoją premierę "Immunitet", najnowsza książka Remigiusza Mroza o Chyłce i Zordonie (już jest w czytaniu...), a do mnie dotarło, że z różnych powodów (głównie zdrowotnych, bo ślepnę na potęgę) nie skrobnęłam ani słowa na temat "Rewizji" czyli poprzedniego tomu serii. Tak wiec nadrabiamy zaległości :)

Brutalne morderstwo, którego ofiarami są żona i córka robotnika z Ursynowa, stało się tematem dnia w większości mediów. Kobiety były ubezpieczone a ich polisa na życie jest tak wysoka, że aż budzi podejrzenia - skąd rodzina miała na nią pieniądze? Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zamordowana była Polką a jej mąż Romem...
Towarzystwo ubezpieczeniowe nie ma zamiaru wypłacać ogromnego odszkodowania, tym bardziej, że pierwsze czynności śledcze wskazują, że zabójstwa dokonał mąż i ojciec denatek. Zrozpaczony mężczyzna trafia do Chyłki, która po rozstaniu się z kancelarią pracuje w boksie w supermarkecie, gdzie udziela porad prawnych. Joanna, właściwie wbrew zdrowemu rozsądkowi, podejmuje się reprezentowania wdowca w sporze z towarzystwem ubezpieczeniowym. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że owo towarzystwo jest klientem kancelarii Żelazny & McVay...

Tak więc Chyłka i Zordon stają po dwóch różnych stronach barykady. Kto okaże się lepszy? Czy Joanna zdana tylko na swoją inteligencję i umiejętności będzie równorzędnym partnerem dla Konrada, który, chociaż o niebo mniej doświadczony, ma za sobą wsparcie renomowanej kancelarii? I kto właściwie zamordował żonę i córkę Roberta Horwata vel Bukano? Odpowiedzi na te i jeszcze kilka innych pytań znajdziecie w książce do lektury której serdecznie zachęcam.

Joanna po spektakularnym odejściu z kancelarii przeżywa kryzys - kłopoty finansowe, które rysują się na horyzoncie, praca, która nie daje jej żadnej satysfakcji zawodowej, brak nadziei na polepszenie sytuacji życiowej i zawodowej sprawiają, że twarda i przebojowa kobieta rozsypuje się i szuka zapomnienia w kieliszku. Fakt, Joanna nawet w stanie zamroczenia alkoholowego jest niebezpiecznym przeciwnikiem, jednak druga strona nie zawaha się przed żadnym chwytem żeby ja (a przy okazji również jej klienta) pogrążyć - stawką jest w końcu milion złotych.

Ta Joanna to swoją drogą jest dla mnie ogromnym fenomenem. Posiada niemal wszystkie cechy, których nie toleruję u innych - tupet, chamstwo, złośliwość, bezwzględność, egoizm, brak empatii, gustuje w alkoholu, a do tego miewa ciągoty rasistowskie. I chociaż powinnam baby nie cierpieć w całej rozciągłości, to złapałam się na tym, że jest mi jej najzwyczajniej pod słońcem żal i że trzymam kciuki, żeby jej się udało wyjść na prostą. I tak sobie myślę, czy ta jej kreacja nie jest jakąś maską, za którą kryje się prawdziwa Chyłka - wrażliwa, zraniona przez los kobieta, którą życie nie rozpieszczało i która nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi demonami. 
Remigiusz Mróz bardzo oszczędnie dawkuje nam szczegóły na temat przeszłości Joanny, jednak to co już o niej wiem pozwoliło mi na wysnucie takiej a nie innej hipotezy - może czas pokaże czy mam rację.

Zachęcam do lektury "Rewizji" a sama zagłębiam się w kolejnej odsłonie przygód Chyłki i Zordona.

poniedziałek, 12 września 2016

Romans wszech czasów, czyli historia Elżbiety I Tudor i Roberta Dudleya

Elżbieta I Tudor to jedna z popularniejszych postaci historycznych. Na jej temat powstało wiele opracowań naukowych, filmów dokumentalnych i fabularnych, wreszcie stała się Królowa Dziewica bohaterką całej masy książek z zakresu literatury pięknej.  Właściwie nie ma się czemu dziwić - zarówno osoba jak i czasy w których przyszło jej żyć są niezwykle ciekawe.

Kilkanaście dni temu na księgarnianych półkach pojawiła się kolejna powieść na temat Elżbiety I nosząca tytuł "Królewska heretyczka", której autorką jest Magdalena Niedźwiedzka.
Stworzenie jednotomowej (chociażby nawet najgrubszej...) powieści opisującej całe życie królowej jest pomysłem dosyć karkołomnym, dlatego autorka wybrała pewien okres jej panowania obejmujący 18 lat. Akcja powieści rozpoczyna się więc w 1560 roku a kończy w 1578. Dlaczego akurat te daty?
Otóż w tych latach miał miejsce najdłużej trwający związek królowej z Robertem Dudleyem. Do dnia dzisiejszego badacze życia Elżbiety nie są w stanie jasno określić czy był to związek tylko platoniczny czy jednak pomiędzy królową a jej koniuszym doszło do czegoś więcej...

Robert i Elżbieta poznali się i zaprzyjaźnili wiele lat wcześniej, kiedy za panowania królowej Marii, jeszcze jako dzieci, byli przymusowymi mieszkańcami Tower. Nic dziwnego, że kiedy Elżbieta  w 1548 roku wstąpiła na tron wezwała Dudleya na swój dwór i jawnie go faworyzowała. Dwa lata później w tajemniczych okolicznościach zmarła żona Roberta i teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie aby mógł poślubić królową. Nic oprócz zdecydowanej niechęci władczyni do instytucji małżeństwa.

Magdalena Niedźwiedzka opisuje w swojej książce burzliwy związek dwojga ludzi, którzy darzą się gorącym uczuciem, ale równocześnie zupełnie się nie rozumieją. Robert pragnie ułożyć sobie życie, mieć żonę i dzieci, jest również człowiekiem ambitnym, więc ślub z królową stanowi szczyt jego marzeń, Elżbieta żyjąca z piętnem swojej matki i pamiętająca kolejne związki swojego ojca a także nieszczęśliwy mariaż starszej siostry broni się przed małżeństwem - boi się męskiej dominacji i śmierci w połogu, chce zachować niezależność. Przy okazji - Elżbieta jaką widzimy w tej książce różni się od wizerunku wybitnej władczyni jaki serwują nam szkolne podręczniki - to kobieta chimeryczna, niezdecydowana, ulegająca emocjom, obciążona tragicznym dzieciństwem i młodością, podejrzliwa i nieufna. Elżbieta kocha Roberta ale nie waha się go wykorzystywać kiedy jest jej potrzebny i odtrącać a nawet publicznie ośmieszać, kiedy uważa, że sprawy pomiędzy nimi zaszły za daleko.

Zdecydowana większość bohaterów książki to postacie historyczne - członkowie Rady Królewskiej, arystokraci czy wreszcie James Burbage, aktor i twórca pierwszego stałego londyńskiego teatru. Jest jednak w tej książce jedna ważna postać fikcyjna - tajemniczy młody człowiek zwany Philipem Sierotą. To młody aktor z zespołu wspomnianego wyżej Burbage'a, Philip wkrada się w łaski Dudleya, bo chce się dostać w pobliże królowej - chłopak jest pod wrażeniem władczyni, obiecuje napisać o niej sztukę, jednak po pewnym czasie wychodzi na jaw, że ma jeszcze inny cel...

Książka Magdaleny Niedźwiedzkiej to świetna powieść historyczno-obyczajowa, ale równie ważny jest w niej wątek psychologiczny. Autorka kreśli barwną panoramę elżbietańskiej Anglii, otwiera przed nami bramy królewskich zamków i magnackich rezydencji ale prowadzi również do mieszczańskich domów i dzielnic biedoty, uczestniczymy w posiedzeniach Rady, balach i innych dworskich rozrywkach, poznajemy zakulisowe intrygi, którymi tętniły pałacowe korytarze. Pomimo tego, że książka nie należy do najcieńszych (ok. 900 stron) czyta się ją szybko, a fabuła wciąga tak, że nie wiadomo kiedy minie cały wieczór i kawałek nocy...

Serdecznie polecam!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Wakacyjne podróże - Jagodno po raz trzeci

Równo rok temu po raz pierwszy odwiedziłam wykreowaną przez Karolinę Wilczyńską podkielecką wieś Borowa, a dzisiaj chciałam napisać słów kilka o trzeciej już książce z serii "Stacja Jagodno". (O dwóch poprzednich pisałam TUTAJ i TUTAJ).

Akcja dwóch poprzednich części serii toczyła się jesienią, zimą i wczesną wiosną. Tym razem Borowa prezentuje się w letniej, wakacyjnej odsłonie. W białym domku Róży Marcisz od jakiegoś czasu mieszka pani Zosia, Tamara przyjeżdża na weekendy, a Marysia spędza tu większość wakacyjnych dni dzieląc swój czas pomiędzy pomaganie babci, wizyty u hrabianek Leszczyńskich i spacery z Kamilem.
Tymczasem do wsi przyjeżdża z Anglii kuzyn hrabianek Leszczyńskich. Przypadkowo spotyka Marzenę, koleżankę Tamary, która wybrała się do niej na weekend. Znajomość wydaje się być dla obu stron interesująca, jednak dosyć szybko ujawnia się tzw. sprzeczność charakterów - Jan ma nieco staroświeckie poglądy (chociażby w kwestii płacenia rachunku za wspólną kolację) czym wzbudza agresje wojującej feministki Marzeny...

Tamarze to lato przyniesie również nową porcję zmartwień - pojawia się Leszek, ojciec Marysi, który ma swoje plany wobec córki. Tamara chce ją chronić, jednak były mąż jasno daje do zrozumienia, że użyje wszelkich środków aby postawić na swoim.

Domek babci Róży to miejsce szczególne, otwarty dla wszystkich, którzy maja kłopoty i chcą o nich porozmawiać lub chociaż pomilczeć w ciepłej, serdecznej atmosferze. Staruszka nie zmusza do zwierzeń, nie daje światłych życiowych porad, nie wskazuje gotowych rozwiązań - raczej wspiera dobrym słowem, częstuje herbatą i konfiturą z fiołków, pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a na każdy problem prędzej czy później znajdzie się jakaś rada. Tym razem takie wsparcie potrzebne jest Małgosi, żonie wójta Kacpra Kamińskiego. Na pierwszy rzut oka to kobieta sukcesu - ładna, zadbana, żona miejscowego polityka, świetnie ustawiona finansowo. Jednak to tylko fasada, za którą kryje się nieszczęśliwa i samotna kobieta. Czy magia babci Róży (oraz rozsądek Tamary i szaleństwo Marzeny) zdoła coś zmienić w jej życiu? Cóż o tym dowiecie się po lekturze książki.

Karolina Wilczyńska po raz kolejny stworzyła ujmującą opowieść o zwykłych ludziach, ich radościach i  smutkach. Bo chociaż Jagodno wydaje się niemal rajskim zakątkiem to przy bliższym poznaniu pokazuje swoje mroczne oblicze - również tu istnieje przemoc domowa, brak szacunku dla starszych osób czy lekceważenie i poniżanie drugiego człowieka. Tak, to wszystko prawda - ale autorka równocześnie przekazuje nam czytelnikom, że z każdej sytuacji jest wyjście, a najważniejsze to uwierzyć w siebie i swoje możliwości.

Książka bardzo mi się podobała, serdecznie ją polecam, ale mam do autorki jeden mały zarzut - dlaczego gdzieś zniknął Łukasz? Mam nadzieję, że wróci w kolejnym tomie "Stacji Jagodno"...

środa, 17 sierpnia 2016

Wakacyjne podróże - polskie morze z Nikim, Polą, Gretą i Gutkiem

Wakacje nieodwołalnie zbliżają się do końca - jeszcze tylko kilka dni i trzeba będzie wracać do szkoły. Na pociechę zostaną wspomnienia letnich wędrówek czy wieczorów przy ognisku, nowi znajomi, być może przyjaciele lub sympatie...

Dla Nikodema, Poli, Grety i Gutka te wakacje rozpoczęły się dosyć pechowo. Co prawda spędzali je nad morzem jednak deszczowa aura, brak towarzystwa i cała masa prywatnych problemów sprawiły, że letnie dni mijały markotnie. Kolejny deszczowy dzień zapowiadał się równie beznadziejnie jak poprzednie - cała czwórka siedziała w pustej smażalni i nudziła się. Kiedy do lokalu weszło dwóch podejrzanych typów nikt nie spodziewał się, że oto zaczyna się ich największa przygoda..

"Duża kieszeń na kłopoty" to kolejna powieść Agaty Mańczyk, która ukazała się w wydawanej przez Naszą Księgarnię "Serii z nitką". 
Główni bohaterowie to czwórka nastolatków - trochę zbuntowanych, trochę zagubionych, ale przede wszystkim bardzo samotnych i potrzebujących ciepła i wsparcia. Nikodem i Pola mieszkają na stałe w Jarosławcu, Gutek i Greta przyjechali tu na wakacje. Nie znają się, ale wspólne zadanie, poszukiwanie skarbu piratów połączy ich w jeden zespół - pomimo różnych charakterów i celów, które im przyświecają, muszą sobie zaufać, bo tylko w ten sposób osiągną sukces.

Po raz kolejny bohaterowie książki Agaty Mańczyk borykają się z problemami, które w jakiś sposób ich przerastają - tato Nikodema stracił pracę i wpadł w alkoholizm, mama Poli zmarła a ojciec zajęty pracą był niemal nieobecny w jej życiu, rodzice Gutka wiecznie się kłócili a ukochana babcia była poważnie chora. Wydawać by się mogło, że Greta miała szczęście - kochający rodzice, czuwający nad każdym jej krokiem, zawsze gotowi spieszyć z pomocą i wyręczający ją w każdy możliwy sposób. Niestety to o czym gdzieś podświadomie marzyła pozostała trójka było dla niej największą udręką - nadopiekuńczość rodziców stanowiła przysłowiową złotą klatkę i dziewczyna nade wszystko chciała się z niej wyrwać i zacząć żyć własnym życiem.

Awantura w którą wplątują się bohaterowie książki będzie od nich wymagała (oprócz działania zespołowego) odwagi, przedsiębiorczości, kreatywnego myślenia oraz odłożenia na bok swoich kłopotów. Cała czwórka będzie się musiała sprawdzić w działaniu, robić rzeczy o których do tej pory nawet nie myśleli a także podejmować decyzje, które zaważą na losie ich wszystkich. Kilka wspólnych dni nauczy ich więcej niż całe dotychczasowe życie. Tylko, czy będą potrafili skorzystać z szansy jaką daje im los?
Cóż, o tym dowiecie się w czasie lektury ;)

Serdecznie polecam tę książkę nastolatkom, ale również ich rodzicom - to niesamowite co się może kłębić w młodych głowach...

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Wakacyjne podróże: z Ewą do Prowansji

Ewa od zawsze lubiła fotografować. Zamiłowanie z dzieciństwa udało się w dorosłym życiu zmienić na źródło dochodu, bowiem młoda kobieta pracuje jako fotograf w niewielkim mieście gdzieś na południu Polski. Być może zlecenia, które przydziela jej szef nie stanowią jakiegoś zawodowego wyzwania, ale dziewczyna lubi to co robi. I oto pewnego dnia następuje przełom - do agencji fotograficznej zgłasza się Eliza, właścicielka kwiaciarni, która chce zamówić zrobienie  folderu dla klientów. Kwiaciarnia znajduje się w Prowansji, więc Ewa pakuje sprzęt i wyjeżdża do Francji...

Anna J Szapielak swoją literacką przygodę rozpoczęła w 2010 roku powieścią "Zamówienie z Francji", która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelniczki. W kolejnych latach ukazały się kolejne powieści - "Dworek pod lipami", Młyn nad Czarnym Potokiem", "Wspomnienia w kolorze sepii" oraz "Znów nadejdzie świt".
Teraz, po sześciu latach pisarka wróciła do swojej pierwszej książki, gruntownie ją poprawiła, a żeby  jeszcze lepiej zaakcentować różnicę nadała książce nowy tytuł "Francuskie zlecenie". Tak więc jeśli ktoś czytał "Zamówienie" to niech się czuje ostrzeżony - to nowa wersja starego tytułu.

Dom do którego trafia Ewa to wiejska rezydencja otoczona pięknym parkiem. Mieszka tu cała wielopokoleniowa rodzina - do stołu zasiada prawie 20 osób. Wszyscy (pomimo, ze są rodowitymi Francuzami) mówią po polsku, również pracownicy mają obowiązek nauczyć się tego języka. Ma to niekiedy humorystyczny wydźwięk, kiedy ogrodnik przemawia językiem bohaterów "Trylogii", bo lekcje polskiego pobierał u wielbiciela Henryka Sienkiewicza.
Na czele rodziny stoi babcia Konstancja - to ona wprowadziła ten językowy rygor na pamiątkę ukochanego męża, który był Polakiem. W rodzinie od wieków panuje matriarchat a majątek jest przekazywany z pominięciem jednego pokolenia czyli z babci na wnuczkę.

Ewa przy okazji robienia fotografii ma możliwość obserwacji domu i ludzi i szybko zauważa, że pomiędzy Elizą a jej babcią trwa swego rodzaju próba sił - starsza pani przywiązana jest do tradycji i chce, żeby wszystko trwało niezmiennie jak przez ostatnie kilkadziesiąt lat, natomiast młoda kobieta chce wprowadzić kilka zmian, które dostosowałyby ich rodzinne przedsiębiorstwo do wymogów współczesnego świata. Eliza kocha i szanuje swoją babcię, ale chce zarządzać majątkiem i rodziną po swojemu.
Zresztą konflikt pokoleń to nie jedyny problem, który rzuca się w oczy Ewie. Stare mury kryją w sobie wiele tajemnic i sekretów, których początki tkwią w zamierzchłej przeszłości. Ewa trochę wbrew sobie daje się wciągnąć w rozwiązywanie rodzinnych tajemnic...

"Francuskie zlecenie" to książka, która z pewnością znajdzie uznanie u wielbicieli sag rodzinnych, ale również u osób lubiących dobrą powieść obyczajową. Historia jest ciekawa, trochę tajemnicza i bardzo wciągająca. I nie ma w niej prawie wcale romansowych historii ;)

Polecam serdecznie.


niedziela, 24 lipca 2016

Kot, apteka i trup w salonie

Na letnie upały najlepszym remedium jest lekka książkowa historia i zimny kompot z rabarbaru - to prawda stara jak świat. Zacieniony balkon kusi, kompocik prosto z lodówki wypełnia szklankę więc trzeba tylko wybrać odpowiednią lekturę. Tym razem padło na książkę "Nieboszczyk wędrowny", której autorką jest Małgorzata J. Kursa.

Marylka i Sławek to młode małżeństwo na dorobku. Obydwoje są farmaceutami, mieszkają w Lublinie, wynajmują niewielkie mieszkanie i raczej nie mają przed sobą jakichś oszałamiających perspektyw. Dlatego spadek który Marylka otrzymuje po ciotce stanowi dla nich wręcz cud. Pani Teresa, również farmaceutka, mieszkała w Kraśniku i prowadziła tam własną aptekę. Z niewiadomych przyczyn pominęła w testamencie własnego syna, a dorobek życia przekazała bratanicy i jej mężowi. Młodzi ludzie przeprowadzają się do Kraśnika i rozpoczynają nowe życie.
Niestety szczęście nie trwa długo, bowiem po kilku dniach wracając do domu zastają w nim ludzkie zwłoki. Co gorsza istnieją przyczyny dla których nie bardzo mogą wezwać policję, więc muszą sami pozbyć się niecodziennego gościa...

Małgorzata J. Kursa jest autorką kilku książek (najnowsza jest 7 z kolei) bardzo dobrze przyjętych przez liczne grono czytelniczek. Ja sama nie miałam jak dotąd możliwości zapoznać się z jej twórczością, więc lekturę "Nieboszczyka" rozpoczynałam z ogromną ciekawością. I już po kilku chwilach dałam się wciągnąć w intrygę do tego stopnia, że książkę pochłonęłam w ciągu jednego popołudnia.

Co stanowi największy atut tej książki? Moim zdaniem styl i poczucie humoru autorki. Owszem fabuła jest ciekawa, bohaterowie sympatyczni, akcja toczy się wartko, nie ma jakichś niepotrzebnych wypełniaczy czy pisania "na ilość", ale tym co najbardziej przypadło mi do gustu jest dowcipna narracja i zabawne dialogi. A już pomysł, aby na ludzi spojrzeć oczami kota uważam za bardzo interesujący - Belzebub (tak się nazywa ukochany kot Marylki) ma bardzo trzeźwy pogląd na świat i chociaż lubi swoich dwunożnych niejednokrotnie uważa ich za istoty nieporadne i wymagające jego kociej opieki.

Książka bardzo mi się podobała, chociaż muszę przyznać, że dwa czy trzy razy byłam nieco zagubiona. Otóż pani Małgorzata w rolach bohaterów drugiego planu umieściła postacie z innych swoich książek i napomykają one o zdarzeniach czy ludziach o których ja, nie znając poprzednich powieści, nie miałam pojęcia. Nie wpływa to jakoś zasadniczo na odbiór książki, jednak wolę o tym napisać dla porządku.

Polecam :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Ślub, którego nie było i co z tego wynikło

Nie wiem jak w innych częściach kraju, ale u nas pod Miechowem już od kilku dni pogoda czysto jesienna - zimno, mokro i ogólnie mało przyjemnie. Najlepiej zalegnąć w jakimś kąciku z ciekawą książką...

To miał być najpiękniejszy dzień w życiu Kaliny - ślub i wesele dopracowane w najmniejszych szczegółach, piękna suknia, coś starego, coś pożyczonego, coś niebieskiego i jest ON, Patryk, facet idealny. 
Niestety ktoś tam w górze miał inne plany i w czasie ceremonii ślubnej okazuje się, ze Patryk ideałem nie jest, oprócz Kaliny adorował jeszcze inną panią, która teraz spodziewa się jego potomka. Żeby było weselej owa pani to Jola, najbliższa przyjaciółka Kaliny...
Przerwany ślub, odwołane wesele, kolejne dni spędzone na rozpamiętywaniu doznanego upokorzenia - właściwie nie ma się co dziwić, że Kalina tak mocno przeżyła zdradę narzeczonego i przyjaciółki. Ale w końcu trzeba wrócić do życia - dziewczyna postanawia wykorzystać jedyny prezent ślubny jaki dostała - voucher do spa "Kamienny Krąg" w zabytkowym dworku gdzieś na końcu świata (no może niekoniecznie jest to koniec świata, ale autobusy do wsi nie dojeżdżają...). Dar co prawda pochodzi od jakiejś wiekowej ciotki Patryka, ale Kalina postanowiła potraktować go jako odszkodowanie za straty moralne.
Wybierając się w podróż Kalina nie ma pojęcia, że pakuje się w zwariowaną a przy okazji również niebezpieczną przygodę.

"I że ci nie odpuszczę" to literacki debiut Joanny Szarańskiej. Tylko pozazdrościć takiego debiutu - świetna, trzymająca w napięciu intryga, ciekawi bohaterowie i komedia pomyłek w najlepszym wydaniu sprawiają, że od książki nie można się wręcz oderwać.

Kalina to jedna z tych osób, które na własne życzenie generują sobie, a i przy okazji wszystkim wokoło, masę kłopotów. Kiedy właścicielka dworku omyłkowo bierze ją za osobę zatrudnioną do renowacji zabytkowego fresku, nie prostuje tej pomyłki i rozpoczyna pracę u pani Elizy chociaż jej zdolności plastyczne w skali od 0 do 10 można ocenić na "-3". Jakby tego było mało w nocy zostaje okradziona, jednak to co inną osobę zmusiłoby do wyjazdu w tym przypadku tylko utwierdza bohaterkę do pozostania w Kamiennym Kręgu.
Kalina to osóbka o silnej osobowości, energiczna, pomysłowa, z tych co to najpierw robią a dopiero później myślą, lojalna wobec przyjaciół i nieprzejednana wobec tych, którzy ją skrzywdzili - daje się lubić od pierwszej chwili.

Mocną stroną książki jest język - dowcipne, skrzące się humorem dialogi, własne przemyślenia bohaterki, które miejscami przywodzą na myśl styl Joanny Chmielewskiej, humorystyczne opisy miejsc, zdarzeń i ludzi (przecudnej urody czwórka dziarskich staruszków z Warszawy) sprawiają, że czytelnik niejednokrotnie wybuchnie szczerym śmiechem.

"I że ci nie odpuszczę" to pierwszy tom większego cyklu pt. "Kalina w malinach" - mam nadzieje, że autorka nie każe długo czekać na kolejne przygody Kaliny...