czwartek, 31 stycznia 2019

Trzy po trzy czyli "Trójka e-pik" powraca

Mój ty świecie... Wychodzi na to, ze umarłam medialnie a teraz nastąpi zmartwychwstanie ;)
A zmartwychwstanie następuje na rzecz niejakiej "Trójki e-pik", dawnego pomysłu Sardegny, któren to pomysł też ożył w tym miesiacu po dosyc długiej hibernacji.
W ramach tejże "Trójki" należało przeczytać trzy książki z określonymi motywami - duchy, góry, smieszny kryminał. Oczywiście każdy motyw osobno, chociaż jakby się ktoś uparł to może udałoby się zmieścić wszystko w jednym dziele.
Pomimo rozlicznych obowiązków udało mi się wybrane lektury przeczytać. i to nie byle gdzie, bo w samym Zakopanem gdzie przebywałam w czasie ferii w charakterze wychowawcy na kolonii. Zeby nie było - nie zaniedbywałam swoich obowiązków w czasie dnia. Natomiast po 22-giej, kiedy moje chłopaczyska powinny teoretycznie słodko spać w łóżeczkach siadałam sobie pod lampeczką na korytarzu (tak żeby widzieć wszystkie drzwi do pokojów) i czytałam, często do późnych godzin nocnych, tzn. do czasu kiedy moi panowie znudzeni i zdenerwowani moim okrucieństwem (bo przecież na kolonii najfajniejsze rzeczy dzieją się w godzinach nocnych) szli wreszcie spać...

"Za stare grzechy" Izabelli Frączyk to pierwszy tom cyklu "Śnieżna grań" opowiadającego o rodzinie Stachowiaków prowadzącej na Podhalu rodzinny biznes turystyczno-wypoczynkowy. Rodzina składa się z mamy i dwójki dorosłych dzieci, bowiem ojciec rodziny zginął kilka lat wcześniej w nieszczęśliwym wypadku. Firma składa się z pensjonatu, restauracji, stoku narciarskiego z wyciągiem, wypożyczalni sprzętu oraz szkółki narciarskiej. Biznesem gastronomicznym zarządza mama, syn Edek odpowiada za stok i wyciąg natomiast córka Lola zajmuje się szkoleniem przyszłych narciarzy oraz wypożyczalnią. Do rodziny należy jeszcze stryj Józek oraz Mania ośmioletnia córeczka Loli.
Główną bohaterką tego tomu jest Lola, która z jednej strony musi się uporać z przeszłością, a konkretnie z tatusiem Mani, o którego dziewczynka zaczyna coraz natarczywiej się dopytywać, a z drugiej strony zadecydować co zrobić z nową całkiem obiecującą znajomością z pewnym polsko-austriackim biznesmenem.
Książkę czyta się bez bólu, ale jakaś wybitna literatura to niestety nie jest... Akcja jest przewidywalna, postacie bohaterów też, jak to mówi moje dziecko "mocne 2 na 10". widziałam, że wyszedł już drugi tom, jak będę miała dużo czasu to może sięgnę, ale przymusu nie czuję.

Nora Roberts to uznana marka i chociaż romansów nie czytuję jakoś namiętnie to akurat jej książki mi się podobają.
"Noc na bagnach Luizjany" to historia osadzona w starej posiadłości leżącej na obrzeżach Nowego Orleanu. Posiadłość ma nieciekawą opinię, od wielu lat nikt w niej nie mieszka, a wszyscy kolejni właściciele nie wytrzymują tu dłużej niż kilka tygodni. Teraz tę posiadłość kupuje prawnik z Bostonu Declan Fitzpatrick, który właśnie zerwał z narzeczoną i postanowił zacząć nowe życie jak najdalej od rodzinnego miasta. Szybko dowiaduje się, że przed stu laty rozegrała się tu wielki dramat - dwóch braci zginęło w tragicznych okolicznościach a żona jednego z nich zniknęła zostawiając maleńką córeczkę.
Declan poznaje Angelinę, w prostej linii potomkinię tamtego rodu. Szybko też orientuje się, że w swoim nowym domu nie jest sam - słyszy płacz dziecka, ma wizje i czuje czyjąś wrogą obecność. A babcia Angeliny mieszkająca nieopodal posiadłości w chatce na bagnach utrzymuje, że Declan zjawił się tu nieprzypadkowo...
Chociaż od początku wiadomo, ze powieść zakończy se happy endem czyta się ją z przyjemnością. Tak przy okazji - okazuje się, że ta powieść Nory Roberts ma swoją filmową wersję , całkiem zresztą udaną.

Nieodżałowanej pamięci Chmielewska Joanna to jedna z moich ukochanych autorek, przeczytałam już niemal wszystko co wyszło spod jej ręki. Jedną z nieprzeczytanych dotąd powieści była "Tajemnica", jak to zwykle u tej pisarki kryminał z dużą dawką humoru.
Rzecz dzieje się na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Joanna, jak to zwykle ona, wplątuje się w kryminalną aferę. Początkowo wydaje się, że afer jest kilka - narkotyki, handel brylantami wreszcie oszustwa w kasynie. W tle majaczy się jeszcze porwanie dziecka oraz seria nieszczęśliwych wypadków, których ofiarami są osoby związane nawet pośrednio z wymienionymi wyżej procederami. Joanna w towarzystwie swojego przyjaciela Gucia stara się dojść o co właściwie chodzi w tym wszystkim. Po raz chyba pierwszy nie ufa swojej ukochanej milicji, która zresztą zdążyła się już przekwalifikować na policję, bo okazuje się, ze w aferę wplątani są również przedstawiciele służb mundurowych.
Historia jest w porządku, jak to u Chmielewskiej humor słowny i sytuacyjny na całkiem niezłym poziomie, jak ktoś nie zna to może warto poznać.

niedziela, 2 grudnia 2018

Mój dzień w książkach - reaktywacja

11 lat temu na blogu Lirael pojawiła się propozycja oryginalnego czytelniczego podsumowania roku. Otóż trzeba było uzupełnić pewien tekst tytułami przeczytanych i zrecenzowanych książek. Teraz tamtą zabawę przypomniała Sardegna. Nie ukrywam, że jest to wyzwanie wymagające ale i zabawa przednia. Zapraszam :)


A oto tekst do uzupełnienia:

MÓJ DZIEŃ W KSIĄŻKACH

Zaczęłam dzień (z) ____________ .
W drodze do pracy zobaczyłam _____________
i przeszłam obok ________________ ,
aby uniknąć ______________ ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy ______________ .
W biurze szef powiedział: ___________ ,
i zlecił mi zbadanie ____________ .
W czasie obiadu z _____________
zauważyłam __________
pod ___________ .
Potem wróciłam do swojego biurka _________ .
Następnie w drodze do domu, kupiłam _______________
ponieważ mam _____________ .
Przygotowując się do snu wzięłam ____________
i uczyłam się ______________,
zanim powiedziałam "Dobranoc" ____________ .


A to moja wersja z 2011 roku:

Zaczęłam dzień z Obrońcami królestwa .
W drodze do pracy zobaczyłam Córkę kata
i przeszłam obok Biblioteki umarłych ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy Cukierni pod Amorem .
W biurze szef powiedział: Obiecaj mi Podróże małe i duże ,
i zlecił mi zbadanie Opowieści z Wilżyńskiej Doliny .
W czasie obiadu z Kiki van Beethoven
zauważyłam Snajpera
Potem wróciłam do swojego biurka - Dożywocia .
Następnie w drodze do domu, kupiłam Gry wojenne
ponieważ mam Śmiertelne fantazje .
Przygotowując się do snu wzięłam Gwiezdny pył
i uczyłam się Języka sekretów
zanim powiedziałam "Dobranoc"Wirgińczykowi .


Zaczęłam dzień (z) Zaginioną.
W drodze do pracy zobaczyłam Miasto szkła 
i przeszłam obok Alei samobójców
żeby uniknąć Seansu w domu egipskim
ale oczywiście zatrzymałam się przy  Wybrankach fortuny
W biurze szef powiedział: Mazel tow
i zlecił mi zbadanie Małego Licha i tajemnicy Niebożątka
W czasie obiadu z Ojcem chrzestnym
zauważyłam  Księżniczkę Watykanu
pod Złotymi wrotami
Potem wróciłam do swojego biurka Żywiołu ognia.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Róże cmentarne 
ponieważ mam Zapłatę.
Przygotowując się do snu, wzięłam  Arktyczną mgłę 
i uczyłam się Inwigilacji
zanim powiedziałam dobranoc Córkom Wawelu .

piątek, 23 listopada 2018

Podwójna dawka Kiśla ;)

Marta Kisiel dała się już kilka lat temu poznać jako autorka bestsellerowych powieści dla dorosłego czytelnika a w ostatnim czasie zaliczyła bardzo udany debiut jako pisarka dziecięca. W książce "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" powróciła do swoich najpopularniejszych bohaterów, czyli Konrada Romańczuka i jego zwariowanej rodzinki zamieszkujących dom na obrzeżach miasta.

Od chwili, kiedy toczy się akcja "Siły niższej" minęło 9 lat. Mały Bożydar Antoni Jakiełłek, zwany Bożkiem wychowuje się w pełnej miłości atmosferze mając za towarzysza zabaw Licho, małego potwora Gucia oraz widma niemieckich żołnierzy zamieszkujących strych. Chłopiec jest inteligentny i kreatywny, ma dobre serce i otwartą głowę. Jego spokój burzy jednak wujek Konrad, który uważa, że Bożek powinien iść do szkoły i mieć kontakt z innymi dziećmi.
Zderzenie ze światem jest dla chłopca dosyć bolesne. Cóż z tego, że świetnie radzi sobie z nauką, kiedy nie ma wspólnego języka z kolegami - nie wie co to FIFA i minionki, nie lubi Spidermana, a w jego domu nie ma telewizora!
Najgorsze ma jednak dopiero nastąpić...

"Małe Licho i tajemnica Niebożątka" to powieść skierowana do dzieci, ale i dorosły czytelnik będzie się dobrze bawił przy tej lekturze.
Marta Kisiel i jej książki to dla mnie fenomen - niby prosta historia, napisana z humorem i odpowiednią dawką równoważącego go liryzmu, taka lekka opowiastka. Tymczasem pod tą lekkością kryje się drugie dno - autorka porusza tak poważne tematy jak dorastanie, brak akceptacji rówieśników i trudności w dogadaniu się z dorosłymi. 
Dodatkowym bonusem są przepiękne ilustracje Pauliny Wyrt - ciekawe jak wyglądałyby inne książki Marty Kisiel w jej oprawie graficznej.

*****************************************************

Druga z książek Marty Kisiel, którą przeczytałam w ostatnim czasie to "Toń". 
Głównymi bohaterkami są trzy kobiety z rodziny Sternów - Klara oraz jej bratanice Eleonora i Dżusi. Ich dom nigdy nie był normalny - rodzice Eleonory i Dżusi zaginęli, gdy były małymi dziećmi a Klara miała 16 lat. Kiedy dorosły ich drogi się rozeszły - Dżusi wyjechała, natomiast Eleonora została z ciotką i podjęła pracę w bibliotece. Teraz, na prośbę Klary, Dżusi przyjeżdża do rodzinnego domu, aby w czasie nieobecności ciotki pomóc siostrze i zająć się Kotem.

W domu Klary i Eleonory panują sztywne zasady - jedna z najważniejszych to ta, że do mieszkania nie wolno nikogo wpuścić. Niestety Dżusi łamie tę zasadę kiedy przed drzwiami staje tajemniczy antykwariusz mówiąc, że ciotka obiecała mu pewien przedmiot - dziewczyna wpuszcza go do środka, a to wywołuje całą lawinę zdarzeń...

Bohaterki "Toni" to kobiety poranione przez tajemnice z przeszłości. Każda z nich próbuje sobie poradzić ze swoimi problemami w odmienny sposób, wyrasta pomiędzy nimi mur niedomówień i pretensji i dopiero widmo niebezpieczeństwa zbliża je do siebie.

W "Toni", podobnie jak w "Nomen Omen" mamy nawiązanie do wojennej historii Wrocławia, do słynnego "złota Breslau", pojawiają się również znane z tamtej powieści siostry Bolesne.
Akcja powieści toczy się nieśpiesznie, wyjaśniają się kolejne tajemnice ale na ich miejsce pojawiają się nowe, których rozwiązywanie może być niebezpieczne, nawet dla przypadkowych osób w jakiś sposób związanych z paniami Stern.
"Toń" wciąga czytelnika, który chcąc nie chcąc zanurza się w jej odmęty mając nadzieję, że jeszcze krok, jeszcze jedna kartka i uda się wygramolić na brzeg i znów wszystko będzie dobrze. Ale czy da się zawrócić bieg rzeki? No właśnie...

Tak przy okazji - Ałtorka uśmierciła w tej powieści dwóch swoich znajomych (jednego z nich mam przyjemność znać również i ja) czym wywołała niezmierną radochę wśród innych krewnych i znajomych królika - przyznam się, że zdarzyło mi się już lansować na znajomości z Mądrzywołkiem (tak, to ten którego zwłoki wypływają o świcie).

Reasumując - książki Marty Kisiel to lektura dla wszystkich pokoleń :)

środa, 21 listopada 2018

Zderzenie dwóch światów

W 1987 roku studentka uniwersytetu w Antwerpii poszukiwała dorywczej pracy po zajęciach. Wpadła jej w oko informacja, że pewna rodzina poszukuje kogoś kto mógłby pomagać w nauce ich dzieciom. I tak Margot trafiła do domu państwa Schneiderów. Pracowała tam przez 6 lat, do 1993 roku. W 2017 roku wydała książkę "Mazel tow. Jak zostałam korepetytorką w domu ortodoksyjnych Żydów" w której zapisała swoje wspomnienia z tamtego okresu.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Margot jest ostatnią osobą, która odnajdzie sie w domu Schneiderów - miała lewicowe poglądy, związana była z Irańczykiem, była zadziorna i bezpośrednia, a co chyba najważniejsze, nie miała zbyt rozległej wiedzy na temat zwyczajów i tradycji swoich chlebodawców.
Państwo Schneiderowie mieli czwórkę dzieci, ale Margot zajmowała się głównie dwójką z nich - Jakowem i Elzirą.
Rodzice wyraźnie zaznaczyli granice współpracy pomiędzy korepetytorką i jej uczniami, ale wkrótce pomiędzy nimi rodzi się przyjaźń, która przetrwa przez wiele lat.

Margot weszła w zupełnie sobie obce środowisko. Początkowo popełniała mnóstwo gaf, a pomiędzy nią i głową rodziny dochodziło do spięć na tle religijnym i obyczajowym - Margot żyła bez ślubu z muzułmaninem. Dziewczyna zadawała też niewygodne pytania, chciała poznać wojenne losy rodziny, z kolei Schneiderowie, których większość krewnych straciła wtedy życie uważali temat Holocaustu za tabu i nie chcieli do niego wracać.
Margot nie mogła pojąć wszystkich zakazów i nakazów, które obowiązują pobożnych Żydów, buntowała się przeciwko roli jaką judaizm narzuca kobiecie i chciała pokazać Elzirze świat poza dzielnicą żydowską. Jednak była w stanie zrozumieć, że jej uczennica a później przyjaciółka pozostała wierna tradycji swojego narodu.

"Mazel tow" to książka o zderzeniu dwóch odmiennych kultur i o niezwykłej przyjaźni, która zrodziła się pomimo różnic. Jest to również doskonałe kompendium wiedzy o zamkniętym świecie ortodoksyjnych Żydów, o ich zwyczajach, prawach i obowiązkach. A przy okazji to barwnie napisana opowieść, którą czyta się jednym tchem.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Kobiety, które tworzyły historię

Wielką historię ponoć piszą mężczyźni, ale cóż by oni biedni zrobili, gdyby nie mieli przy swoim boku wyjątkowych kobiet. Wielu z nich, szczególnie tych, których głowę zdobiła korona musiało wchodzić w związek małżeński z osobami całkiem sobie obcymi, często widzianymi po raz pierwszy dopiero w dniu ślubu, bo tego wymagała racja stanu. Małżonkowie mogli mówić o szczęściu jeśli udało im się znaleźć wspólny język i przynajmniej się szanowali, wiele jednakże tych politycznych związków miało tragiczny przebieg dla uwikłanych w nie osób.
Zdarzało się jednak, że władca postanowił iść za głosem serca i poślubić kobietę, którą darzył uczuciem, nawet jeśli była to osoba niższego stanu. Ot, taka historyczna wersja baśni o Kopciuszku...
Takich Kopciuszków na europejskich tronach może nie było zbyt wiele, ale sensacje jakie towarzyszyły ich związkom z monarchami na zawsze uwieczniły je na kartach historii.

Iwona Kienzler to autorka całkiem pokaźnej ilości książek popularnonaukowych, których bohaterkami są kobiety z szeroko pojętych kręgów władzy. Zajmuje się najczęściej naszą rodzimą historią, ale podejmuje też tematykę wykraczającą poza granice dawnej Rzeczpospolitej.
"Kopciuszki na tronach Europy. Z siermiężnej izby na królewski tron" - tytuł tej publikacji mówi sam za siebie i właściwie już nic nie trzeba dodawać. Autorka przedstawiła tu losy siedmiu kobiet i jednego mężczyzny, którzy pomimo iż urodzenie ich do tego nie predestynowało ozdobili swoje skronie królewskim, a nawet cesarskim, diademem.
Tak więc czytelnik będzie mógł się zapoznać z 
  • Cezonią, żoną rzymskiego cesarza Kaliguli, która wcześniej była piekarzową, 
  • Teodorą, małżonką cesarza bizantyjskiego Justyniana, której zdarzało się parać nierządem,
  • Elżbietą Granowską, trzecią żoną Jagiełły,co prawda z rycerskiego rodu, ale jak twierdzili jej współcześni "starą i szkaradną"
  • Anną Boleyn, pochodzącą z nowobogackiej rodziny panną, drugą żoną Henryka VIII Tudora, dla której odłączył Anglię od kościoła, a kiedy już mu się znudziła nie wahał się skazać jej na śmierć,
  • Karin Mansdotter, córką prostego żołnierza, żoną szalonego króla Szwecji Eryka XIV, której interwencja uratowała życie małemu finlandzkiemu księciu, który zasiadł potem na naszym tronie jako Zygmunt III Waza,
  • Martą Skowrońską, córką łotewskiego chłopa, która rozkochała w sobie cara Piotra I i jako Katarzyna I panowała jakiś czas w Rosji,
  • Zofią Chotek, co prawda hrabianką, ale bez grosza przy duszy w której zakochał się arcyksiążę Franciszek Ferdynand, następca tronu Austro-Węgier - jego śmierć w Sarajewie stała się iskrą od której wybuchł pożar zwany I wojną światową,
  • Jamesem Hepburnem, hrabią Bothwell, mężem królowej Szkocji Marii Stuart, który, niestety, opuścił ją w decydującej chwili wybierając życie na wygnaniu, kiedy jego żona dożywała swoich dni w niewoli Elżbiety I.
Iwona Kienzler ma niewątpliwie lekkie pióro i zacięcie gawędziarskie, bowiem wszystkie jej książki z którymi dane mi się było zapoznać czytało się gładko, bez potrzeby sprawdzania znaczenia jakichś ściśle naukowych określeń. Przywołuje sporo źródeł z epoki jak również współczesnych opracowań, wplata w tekst anegdoty jak również plotki, chociaż przy nich uczciwie zaznacza, że nie są to fakty sprawdzone. 

Książki Iwony Kienzler wydaje Bellona i to właśnie do wydawcy miałabym takie dwie znaczące uwagi: po pierwsze taka publikacja aż się prosi o zamieszczenie chociażby po jednym portrecie opisywanych postaci... Druga sprawa to kwestia redakcji - no po prostu nie wypada, żeby w książce było nie było historycznej znalazły się błędy z zakresu historii szkoły podstawowej - zamach w Sarajewie miał miejsce 28 czerwca 1914 roku a nie 28 sierpnia jak to można przeczytać w tekście. 28 sierpnia w najlepsze trwałą już wojna...

*********************************************

Bohaterką książki C.W. Gortnera "Ostatnia królowa" jest Joanna (w swojej ojczyźnie zwana Juaną),córka arcykatolickich  władców Hiszpanii - Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, która do historii weszła z przydomkiem Szalona.

Joannę poznajemy w przełomowym roku 1492 - Kolumb odkrywa Amerykę, a władcy Hiszpanii zdobywają Granadę, ostatnią twierdzę Maurów, kończąc tym wieloletnią wojnę. Infantka kończy 13 lat i rodzice postanawiają wydać ją za mąż. Ich wybór pada na Filipa Pięknego, księcia Burgundii, syna cesarza Maksymiliana I Habsburga.
Joanna, która początkowo protestuje przeciwko planowanemu mariażowi, po spotkaniu z narzeczonym zmienia zdanie - zakochuje się w swoim przyszłym mężu. Początki małżeństwa dają nadzieję na szczęśliwy związek, wkrótce pojawiają się pierwsze dzieci pary (w sumie Joanna i Filip doczekali się sześciorga potomków, którzy wszyscy dożyli wieku dorosłego - rzecz rzadko spotykana w tamtym okresie).

Niestety wszystko komplikuje sprawa sukcesji kastylijskiego tronu. Joanna była trzecim dzieckiem Izabeli Kastylijskiej, więc jej szanse na władanie królestwem matki były bardzo niewielkie. Tymczasem w 1497 roku zmarł jej starszy brat Jan a bratowa urodziła martwą córeczkę; w 1498 roku wskutek komplikacji poporodowych umiera starsza siostra Izabela, a jej synek przeżywa ledwie 2 lata. W tej sytuacji w 1500 roku Joanna staje się dziedziczką Kastylii. 
I tu jej mąż pokazuje swoje prawdziwe oblicze - człowieka opętanego rządzą władzy, który posunie się do każdej niegodziwości aby otrzymać to czego pragnie. Sprawy gmatwają się jeszcze bardziej kiedy w 1504 roku umiera królowa Izabela - do boju o koronę staje ojciec Joanny - Ferdynand. Młoda kobieta wierzy, że ojciec ocali ją i jej dzieci - kiedy prawda wychodzi na jaw jest już za późno. 
W 1506 roku umiera mąż Joanny a królowa wyrusza w makabryczną podróż - przez blisko dwa lata błąka się z ciałem męża po Kastylii, aby wykonać jego ostatnią wolę i pochować go w Granadzie. Nigdy tam jednak nie dotrze - jej ojciec ogłasza, że córka oszalała z rozpaczy i więzi ją w Tordesillas, gdzie spędzi prawie 50 lat. Tam też zostanie pochowana przy boku ukochanego Filipa.

Powieść Gortnera to przepiękna historia wielkiej miłości, emocji które biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, walki o władzę za wszelką cenę. A wszystko to na tle wielkiej europejskiej historii - konfliktu francusko - hiszpańskiego, wojen o Neapol, dynastycznej polityki Tudorów, umacniania się monarchii Habsburgów.
Czyta się jednym tchem. Polecam.

niedziela, 11 listopada 2018

Byłam sekretarką Marszałka, czyli Kazimiery Iłłakowiczówny wspomnienia o Piłsudskim

Dzisiejsze święto przywodzi na myśl tych, którzy stali się architektami naszej niepodległości, a wśród nich na czoło wysuwa się Józef Piłsudski. Jego nazwisko padało dzisiaj wielokrotnie w czasie rozmaitych wieców, spotkań i akademii. Na temat Komendanta powstało wiele opracowań i artykułów a swoje wspomnienia o nim przelało na papier całe grono mu współczesnych - tak przyjaciół i współpracowników jak i antagonistów.

Jedną z osób, które zechciały się podzielić swoimi przeżyciami związanymi z osobą Piłsudskiego była Kazimiera Iłłakowiczówna, znana i ceniona poetka, która przez dziewięć lat (1926 -1935) była jego osobistą sekretarką. 
Poetka poznała przyszłego Marszałka w czasach przedwojennych, kiedy mieszkał w Krakowie a ona sama studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej starsza siostra Barbara wynajmowała pokój u państwa Piłsudskich a Kazia ją tam odwiedzała. Później przyszła wojna, drogi Iłłakowiczówny i Piłsudskiego się rozeszły, aby spleść się ponownie po wydarzeniach przewrotu majowego. Pani Kazimiera pracowała wtedy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych a Józef Piłsudski zrezygnowawszy z prezydentury (Zgromadzenie Narodowe wybrało go na to stanowisko 31 maja 1926 r.) stanął na czele Ministerstwa Spraw Wojskowych. Wtedy przypomniał sobie o egzaltowanej panience, która w międzyczasie wydała kilka tomików poezji i stawała się jedną z najważniejszych przedstawicielek literatury polskiej okresu międzywojennego. Zaproponował jej stanowisko osobistej sekretarki, a Iłłakowiczówna, pomimo początkowych oporów propozycję przyjęła i stała przy boku Marszałka aż do jego śmierci.
Napisana w 1936 roku "Ścieżka obok drogi" to wspomnienia poetki z tamtego okresu.

Muszę się przyznać, że książka Iłłakowiczówny to jeden z najdłużej leżakujących u mnie "połkowników"- czekała prawie 30 lat...
Do jej lektury podchodziłam z pewną rezerwą, bowiem Piłsudski, pomimo swoich niepodważalnych zasług, do moich ulubieńców nie należy niestety. Tymczasem spotkałam się z opinią, że wspomniana książka to pochwalny pean na jego cześć więc nie do końca wiedziałam czego oczekiwać. 

Okazało się, że faktycznie uwielbienie dla Marszałka jest bardzo widoczne, pisarka omija pewne niewygodne fakty z jego biografii (chociażby rozwód i powtórne małżeństwo) ale tak naprawdę Piłsudskiego jest w tej opowieści niewiele...
Autorka pisze głównie o swoich odczuciach, o ludziach z którymi miała styczność w czasie pracy (miło wypowiada się na ten przykład o Wieniawie, natomiast do Becka czuje wyraźną niechęć), opowiada o realiach urzędu czy swoich obowiązkach, wspomina jakieś nie bardzo istotne szczegóły (np. rozwodzi się nad serwisem do herbaty który Piłsudski odziedziczył po swoim poprzedniku w ministerstwie) i, co mi szczególnie zgrzytało, dydaktyzuje i napomina na potęgę, ocierając się niekiedy o banał. 
Tak więc gdyby ktoś chciała się dowiedzieć z tej książki jakichś istotnych szczegółów dotyczących Piłsudskiego srodze się rozczaruje.

Tym co ratuje tę książkę jest język,którym została napisana - Iłłakowiczówna faktycznie jest mistrzynią słowa. Chociaż zdecydowanie wolę jej wiersze niż tę akurat prozę.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Szatan, duchy i morderstwo, czyli profesorowa Szczupaczyńska na tropie

Profesorowa Zofia Szczupaczyńska powraca w wielkim stylu :)

10 września 1898 roku w Genewie została zamordowana cesarzowa Sisi i wydarzenie to okryło żałobą całą austro-węgierską monarchię, w tym również mieszkańców grodu Kraka. Mniej więcej w tym samym czasie zdarzyło się jednak pod Wawelem coś co przyćmiło tamto wydarzenie. Otóż do Krakowa przybył sam Szatan, czyli owiany nimbem skandalu Stanisław Przybyszewski. Śmietanka towarzyska miasta ekscytuje się ekscentrycznym zachowaniem Przybysza, damy powtarzają sobie mniej lub bardziej prawdziwe plotki na jego temat a sam zainteresowany robi wszystko aby nie schodzić z ust socjety.

28 grudnia profesorowa Szczupaczyńska wraz z kilkoma innymi osobami bierze udział w seansie spirytystycznym na którym obecny jest również Przybyszewski. Przy okazji seansu planowana jest jeszcze jedna atrakcja - tej nocy będzie miało miejsce zaćmienie księżyca. Spotkanie odbywa się w ekstrawaganckim Domu Egipskim w mieszkaniu doktorostwa Beringerów. Przy okrągłym stoliku zasiadło dwanaście osób - niestety dla jednej z nich, gospodarza wieczoru doktora Beringera, wieczór zakończył się tragicznie.

Pani Zofia nie ma wątpliwości - musi wziąć sprawy we własne ręce, bowiem bez jej pomocy krakowski wymiar sprawiedliwości nie da sobie rady. Tym bardziej, że najbliższe kilka dni, ze względu na świętowanie Nowego Roku nie będą najlepszym czasem na oficjalne śledztwo. Jej znajomy sędzia śledczy Klossowitz godzi się na propozycję Szczupaczyńskiej i daje jej kilka dni na rozwiązanie zagadki. A zagadka prawie jak w powieści Agathy Christie - wszyscy mieli motyw, nikt nie ma stuprocentowego alibi...

Z tomu na tom profesorowa Szczupaczyńska rozwija swoje umiejętności i, jak dla mnie, staje się coraz sympatyczniejsza. Ma coraz mniejsze opory przed poznawaniem mrocznej strony swojego miasta - nie, nie aprobuje tego co się tam dzieje, ma wszak swoje twarde mieszczańskie zasady (co bardzo dobitnie wytyka jej Przybyszewski) ale rozumie, że świat nie jest czarno-biały i, że czy tego chce czy nie, powoli kończy się pewna epoka a głosiciele nowych idei rosną w siłę.

Maryla Szymiczkowa (czyli tak naprawdę Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński) przyzwyczaiła swoich czytelników do niezwykłej dbałości o szczegóły obyczajowe oraz o warstwę historyczną w swoich powieściach. Nawet wypowiedzi poszczególnych postaci mają swoje źródło w dokumentach z epoki - artykułach z czasopism, recenzjach teatralnych, wspomnieniach oraz naukowych opracowaniach. Stanowi to dodatkowy bonus, z którego z pewnością ucieszą się zagorzali wielbiciele historii Krakowa.

Ale nawet jeśli nie jesteście zdeklarowanymi Krakusami (czy to przez miejsce urodzenia, zamieszkania lub chociaż sympatię) to namawiam do sięgnięcia po tę książkę. Dobra zabawa gwarantowana.