Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnień czar.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnień czar.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 września 2013

Lektury małoletniej Ani - odc.10

Kolejna odsłona moich dziecięcych lektur - dzisiaj słów kilka o pani Hannie Ożogowskiej.
Pisarka przyszła na świat w Warszawie w 1904 roku, z tym miastem związana była przez większość swojego życia, tutaj też zmarła w roku 1995. Przyszła pisarka studiowała w Instytucie Pedagogiki Specjalnej na Wydziale Pedagogicznym Wolnej Wszechnicy Polskiej i do roku 1951 pracowała w łódzkich szkołach średnich -m.in. przez pewien czas była dyrektorką Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli.
Hanna Ożogowska debiutowała w roku 1932 na łamach "Płomyka", którego później (w latach 1952-69) była redaktorką naczelną. Należy też nadmienić, że w latach 1974-88 była wiceprezesem polskiej sekcji IBBY, czyli Stowarzyszenia Książki dla Młodych, międzynarodowej organizacji, której celem jest promocja literatury dziecięcej i młodzieżowej.

Dorobek literacki Hanny Ożogowskiej to ponad 20 książek dla dzieci i młodzieży, oraz niezliczona ilość opowiadań, które ukazywały się na łamach prasy dziecięcej i młodzieżowej. Najbardziej znane utwory to: "Dziewczyna i chłopak czyli heca na 14 fajerek", "Ucho od śledzia", "Złota kula" i "Tajemnica zielonej pieczęci".  
Większość książek tej autorki osadzona jest w Warszawie, a jej bohaterowie to uczniowie szkoły podstawowej. Ożogowska opisuje rzeczywistość lat 60-tych i 70-tych, problemy mieszkaniowe nękające mieszkańców stolicy, jej bohaterowie pochodzą z rodzin inteligenckich i robotniczych, gdzie nikomu się nie przelewa i każda złotówka oglądana jest dwa razy zanim zostanie wydana.

Czytałam w dzieciństwie sporo książek Ożogowskiej, aczkolwiek nie wszystkie i teraz (podobnie jak w przypadku innych autorów mojej młodości) nadszedł czas na nadrobienie zaległości.

"Za minutę pierwsza miłość" to historia grupy przyjaciół, którzy wcześniej pojawili się w innej książce Hanny Ożogowskiej, a mianowicie w "Głowie na tranzystorach". Ewa, Irka, Kostek i Marcin chodzą do VII klasy i powoli zaczynają dorastać. Planują co będą robić w przyszłości, starają się rozwijać własną osobowość i marzą o pierwszym wielkim uczuciu. I aby nie przegapić tej pierwszej miłości obserwują starsze rodzeństwo, próbują różnych sprawdzonych sposobów aby wzbudzić zainteresowanie swoją osobą i zupełnie nie zauważają, że tuż obok jest ktoś, komu na nich naprawdę zależy. 
Książka pełna jest zabawnych zdarzeń, bo bohaterowie to normalne dzieciaki i różne rzeczy im się przydarzają. Ot, choćby Ewie, która wybierając się na spacer z kolegą z VIII klasy postanawia poprawić sobie urodę - niestety w łazience wysiadło światło i zamiast siostrzanej kredki do brwi dziewczynka użyła ołówka chemicznego...

Akcja książki toczy sie na początku lat 70-tych, więc realia tamtych czasów nieco odstają od tego co mamy dzisiaj - zmienił się system oświaty, zmieniły się obyczaje i normy społeczne, nie ma przydziałów mieszkaniowych a i relacje dzieci-rodzice też wyglądają inaczej. 
Jednak jest coś co się nie zmieniło i pewnie nigdy się nie zmieni - potrzeba przyjaźni, potrzeba uczucia i wyjątkowa wrażliwość młodych ludzi, strach przed odrzuceniem, niepewność i zaniżona samoocena. Dzisiejsze nastolatki pomimo całej swojej przebojowości i kreatywności niewiele się pod tym względem różnią od pokolenia, które w dorosłość wchodziło 40 lat temu.

A tak przy okazji dochodzę do wniosku, że jeszcze coś się od początku lat 70-tych nie zmieniło. A tym czymś jest biurokracja - mama Kostka przez kilka tygodni usiłuje rozwiązać sprawę podatku od psa (dostała wezwanie, aby taki podatek zapłacić, tymczasem nie mają i nigdy nie mieli żadnego psa) i pomimo zaświadczenia od dozorcy domu oraz pisma z administracji nie jest w stanie przekonać paniusi z Urzędu Miasta o pomyłce. Dopiero kiedy narzeczony córki uruchamia prasę sprawę udaje się załatwić pozytywnie.
Przeglądając codzienną prasę lub śledząc jakikolwiek program z nurtu "dziennikarstwa interwencyjnego" można bez problemu zauważyć, że pomimo zmian jakie przez te lata zaszły w naszym kraju w dalszym ciągu pojawiają się takie biurokratyczne potworki.
Cóż, podobno w życiu musi być coś stałego i niezmiennego...

niedziela, 22 września 2013

Lektury małoletniej Ani - odc.9

Nie wiem za bardzo jak to się teraz układa, ale kiedy byłam jeszcze uczennicą szkoły podstawowej to istniał dosyć wyraźny podział na literaturę dziewczyńską i chłopacką - my zaczytywałyśmy się Montgomery i Siesicką, a nasi koledzy (jeżeli przypadkiem oderwali się od kopania piłki) wybierali Szklarskiego, Nienackiego lub Niziurskiego. Zdarzało się co prawda, że dziewczyny sięgały po "męską" literaturę, ale w drugą stronę to już raczej nie działało... 
Ja akurat jestem z tej grupy dziewcząt czytających książki dla chłopców, uwielbiam Pana Samochodzika, książki o Indianach i przygody czterech pancernych oraz powieści Edmunda Niziurskiego.

Edmund Niziurski przyszedł na świat w Kielcach w 1925 roku. Tam spędził dzieciństwo i młodość (poza latami wojennymi), tam chodził do szkoły średniej i studiował. I chociaż kilka lat po wojnie opuścił rodzinne miasto, to Kielecczyzna pozostała bliska jego sercu - duża część jego utworów osadzona jest w fikcyjnych miejscowościach wzorowanych na miastach i miasteczkach regionu świętokrzyskiego. 
Niziurski debiutował jeszcze w czasie wojny jako... poeta, bowiem w 1944 roku w prasie podziemnej ukazał się jego wiersz. Po wojnie współpracował z czasopismami młodzieżowymi oraz Polskim Radiem. Pisarz kojarzony jest głównie z literaturą młodzieżową, ale warto wspomnieć, że w swoim dorobku ma również kilka książek dla dorosłych. Jest to chyba jedyny współczesny polski autor, którego utwór niezmiennie, pomimo licznych reform i zawirowań w naszym systemie oświaty, znajduje się w kanonie lektur szkolnych - jest to powieść pt. "Sposób na Alcybiadesa".
Do najpopularniejszych utworów Niziurskiego oprócz wspomnianego wyżej "Sposobu" należą powieści "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", Księga urwisów", "Siódme wtajemniczenie", "Klub włóczykijów" oraz zbiór opowiadań "Jutro klasówka".
Za swoją twórczość był wielokrotnie nagradzany, a kilka jego powieści doczekało się ekranizacji - moim zdaniem nie do końca udanych, bowiem największą zaletą tych książek jest narracja, a tej w filmie się odtworzyć nie da...

Przy okazji trochę prywaty: nie dane mi było zetknąć się osobiście z panem Edmundem, ale przez rok dosyć regularnie spotykałam się z jego młodszym bratem - prof. Mirosław Niziurski był moim wykładowcą historii muzyki w czasie studiów podyplomowych w kieleckiej Wszechnicy Świętokrzyskiej.

W bardzo młodych latach przeczytałam sporo książek Niziurskiego, ale jeszcze kilka pozostało i tak oto w tych dniach zapoznałam się z "Niesamowitymi przypadkami Cymeona Maksymalnego".
Maksymilian Ogromski przez przyjaciół zwany Cymkiem jest uczniem siódmej klasy. Właśnie przeniósł się do nowej szkoły i ma szansę rozpocząć szkolne życie z czystą kartą. Niestety Cymek ma ogromnego pecha - w poczekalni gabinetu lekarskiego spotyka młodego człowieka, którego bierze za swojego rówieśnika a który okazuje się jego nowym polonistą... Na szczęście magister Szykoń (poufale zwany Koniem) puszcza w niepamięć niefortunne spotkanie, ale pech Cymka nie odpuszcza. Chłopak chce nakręcić film - brat kolegi pożyczy mu kamerę, siostra obiecała wyłożyć cześć funduszy potrzebnych na to przedsięwzięcie, techniczna strona projektu jest zapewniona, ale brak głównej aktorki. A właściwie to jest nadmiar chętnych na to miejsce...

Książka Niziurskiego opowiada w zabawny sposób o problemach wieku dorastania - o pierwszych uczuciach, o rywalizacji między uczniami, o stałym konflikcie na linii młodzież-nauczyciele, o planach i marzeniach. Cymek wplątuje się w coraz to nowe historie, które wymagają od niego podejmowania trudnych decyzji - działać zgodnie z własnym sumieniem i wejść w konflikt z klasą czy milczeć i obserwować jak koledzy niszczą nauczyciela, wysypać nielubianego kolegę czy trzymać język za zębami i samemu być podejrzanym o nieregulaminowe zachowanie i wreszcie którą dziewczynę wybrać: atrakcyjną egoistkę czy mniej reprezentacyjną ale z lepszym charakterem? 
Kto ciekaw odpowiedzi na te i inne nękające Cymka problemy niech szybciutko pędzi do biblioteki - z pewnością znajdzie tam kilka półek z książkami Edmunda Niziurskiego a wśród nich również "Niesamowite przypadki".

Pisałam już wyżej, że jedną z najważniejszych cech twórczości Niziurskiego jest specyficzny język - to jeden z tych autorów, których styl można rozpoznać po przeczytaniu zaledwie kilku zdań. Znakiem firmowym tego autora są również oryginalne nazwiska - Maksymilian Ogromski, Tytus Ciemski, Eugeniusz Tubkowski czy Klaudiusz Opęda to tylko niektórzy z bohaterów tej książki. W powieściach Niziurskiego jest element dydaktyzmu, ale tak zgrabnie wprowadzony, że dotarł on do mnie dopiero kiedy przeczytałam jego powieści jako osoba dorosła - jako dziecko nie widziałam w tych zabawnych historiach jakiegoś szczególnego moralizatorstwa.
Język Niziurskiego, który z jednej strony jest jego największą zaletą może być niestety dla młodych czytelników największą wadą. Pisarz używa bowiem młodzieżowego slangu na równi z językiem literackim, a miejscami również naukowym, okraszając tę mieszankę własnymi pomysłami - język potoczny ciągle ewoluuje i sposób mówienia właściwy dla lat 60-tych czy 70-tych jest dzisiaj anachroniczny, a w skrajnych przypadkach wręcz niezrozumiały.
Mimo wszystko myślę, że powieści Niziurskiego w dalszym ciągu będą czytane przez młodzież w różnym wieku;)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Lektury małoletniej Ani - odc. 8

Nie wiem jak to się stało, że jeszcze nie pojawiła się w tych wspominkach jedna z najukochańszych autorek mojego (i pewnie nie tylko mojego) dzieciństwa, kanadyjska pisarka Lucy Maud Montgomery... Czas wiec nadrobić to zaniedbanie, tym bardziej, że co jakiś czas sięgam do jej książek - stoją sobie na osobnej półce i na pierwszy rzut oka widać po nich wytężoną eksploatację.

Jako, że z twórczością tej akurat autorki wszyscy spotkaliśmy się w szkole podstawowej ("Ania z Zielonego Wzgórza" nie daje się już od lat reformatorskim zabiegom i tkwi sobie spokojnie na liście lektur dla klasy VI, co więcej, pomimo, że książka uznana jest za "dziewczyńską" to i chłopcy czytają ją bez większych oporów) to chyba nie ma potrzeby wypisywania tu jakiejś szczegółowej biografii. Przypomnę tylko, że przyszła na świat w 1874 roku w Clifton na Wyspie Księcia Edwarda, jej matka zmarła kiedy dziewczynka miała niespełna 2 lata, a ojciec oddał ją na wychowanie teściom i wyjechał. Lucy przez pół życia związana była z wioską Cavendish - mieszkała w niej aż do czasu swojego zamążpójścia w 1911 roku. Po ślubie przeniosła się do Leaskdale w Ontario gdzie jej mąż objął obowiązki pastora. Lucy Maud resztę życia spędziła poza Wyspą Księcia Edwarda, dopiero kiedy zmarła w 1942 roku powróciła w rodzinne strony - jej grób znajduje się na cmentarzu w Cavendish.

Najbardziej znanymi utworami tej kanadyjskiej pisarki jest oczywiście cykl powieści o rudowłosej Ani Shirley znanej jako "Ania z Zielonego Wzgórza". Bardzo popularny jest również cykl o "Emilce ze Srebrnego Nowiu", oraz jedyna w dorobku autorki powieść dla dorosłych czyli "Błękitny Zamek". Lucy Maud Montgomery napisała jeszcze kilka innych książek, ale ich popularność jest już dużo mniejsza. A szkoda, bo to utwory godne uwagi - moim zdaniem szczególnie opowieść o  małej Jance ze Wzgórza Latarni.

Jedenastoletnia Janina Wiktoria Stuart mieszka wraz z matką w rezydencji swojej babki przy ulicy Wesołej w Toronto. Źle się czuje w tym domu, podświadomie czuje, że babka jej nie lubi, nie ma przyjaciół, jest niezdarną, zakompleksioną i bardzo wrażliwą dziewczynką. Niespodziewanie jej życie wywraca się do góry nogami - okazuje się, że jej ojciec, o którym była przekonana, że zmarł wiele lat temu, jednak żyje. Co więcej żąda, aby dziewczynka przyjechała do niego na wakacje na Wyspę Księcia Edwarda. Początkowo Janka nie chce spotkać się z człowiekiem o którym nic nie wie, jednak nie ma wyboru - matka przygotowuje ją do podróży i pewnego czerwcowego dnia dziewczynka rusza na spotkanie ojca. Szybko okazuje się, że jej strach nie miał żadnych podstaw i niemal od pierwszej chwili pomiędzy nią o jej tatą powstaje silna więź. I tak oto zaczyna się dla Janki cudowne lato, które zmieni ją w zupełnie inną osobę...

Bohaterki Lucy Maud Montgomery to najczęściej dziewczynki z rozbitych rodzin czy wręcz sieroty, zdane na łaskę krewnych bądź opieki społecznej. Wrażliwe, z bogatą wyobraźnią, szybko zyskują sobie sympatię tak czytelnika jak i otoczenia, a obdarzone przyjaźnią odpłacają lojalnością i wiernością. Ich postawa ma niejednokrotnie wpływ również na dorosłych - rodzice Janki muszą dla jej dobra odrzucić stare urazy i podjąć kilka ważnych a zarazem trudnych decyzji.

"Jana ze Wzgórza Latarni" to jedna z ostatnich książek, które wyszły spod pióra Lucy Maud - powstała w 1937 roku, więc siłą rzeczy warstwa obyczajowa różni się od historii o Ani czy Emilce, które powstały na początku wieku - krótsze sukienki, coraz więcej samochodów, udogodnienia w życiu codziennym (chociażby coraz powszechniejsze telefony) to tylko niektóre przykłady. Co jednak widać wyraźnie w tej książce to większa swoboda, którą dysponują kobiety - rzecz dzieje się w okresie międzywojennym. Szczególnie jest to widoczne w sposobie bycia  matki Janki oraz jej starszej siostry. Ciotka Gertruda to osoba z poprzedniej epoki, ograniczona konwenansami stara panna, zależna od matki i brata. Ona nigdy nie zdobyłaby się na bunt wobec rodziny tak jak to zrobiła matka Janki poślubiając Andrzeja Stuarta. I choć później jej małżeństwo się rozpadło to jednak pozostał w niej nikły płomyk wolności, który, w sprzyjających warunkach być może jeszcze raz zapłonie...

Historia o Jance jest wzruszająca, ale równocześnie zabawna - dziewczynka ma charakterek, który niejednokrotnie da się we znaki otoczeniu. Ma też przeróżne pomysły i talent do przyciągania  przygód.
Mam nadzieję, że jeśli jeszcze nie znacie Janki Stuart to te kilka zdań zachęci was do zawarcia znajomości z tą niezwykle sympatyczną dziewczynką i spędzicie miło czas w jej towarzystwie.

niedziela, 10 lutego 2013

Lektury małoletniej Ani - odc. 7

Dawno już nie było wspominek o literaturze mojego dzieciństwa, więc czas najwyższy nadrobić te zaległości. Tym bardziej, że dzięki wydawnictwu Znak emotikon mogłam w ostatnich dniach wrócić do jednej z ulubionych książek dzieciństwa.

Żyjąca na przełomie XIX i XX wieku angielska pisarka Edith Nesbit zaliczana jest obok F. H. Burnett, K. Grahame'a, J. Barrie'ego i B. Potter do najważniejszych przedstawicieli "złotego wieku powieści dla dzieci". Uważa się ją również za prekursorkę nowoczesnej literatury fantastycznej, bowiem w swoich utworach dla młodych czytelników opisywała bohaterów, którzy dzięki czarodziejskim postaciom lub magicznym przedmiotom mogli przeżywać niesamowite przygody, podróżować w czasie i przestrzeni oraz spełniać swoje największe marzenia.

Edith Nesbit  była osobą niekonwencjonalną, do czego przyczyniło się być może niezbyt szczęśliwe dzieciństwo - w wieku 4 lat straciła ojca, a kolejne lata spędziła w rozmaitych szkołach, niemal w całkowitej izolacji od matki i rodzeństwa. Uchodziła za osobę wyzwoloną, bowiem w czasach wiktoriańskich szokowała krótko obciętymi włosami oraz krótkimi sukniami, a także prowadziła dosyć swobodny tryb życia.

Pierwszy utwór dla dzieci wydała stosunkowo późno, bo w roku 1897, w wieku 39 lat. Dwa lata później światło dzienne ujrzał pierwszy tom o przygodach rodzeństwa Bastablów (kolejne tomy w latach 1901 i 1904), zaś najsłynniejsza jej książka pt. "Pięcioro dzieci i coś" powstała w roku 1902.

"Pięcioro dzieci i coś" to opowieść o piątce rodzeństwa i przygodzie jaka ich spotkała w czasie wakacji. Antea, Janeczka, Cyryl, Robert i najmłodszy, dwuletni braciszek nazywany Barankiem na stałe mieszkają w Londynie, ale lato spędzają na wsi, w Białym Dworku. Po kilku dniach rodzice muszą nagle wyjechać i dzieci zostają pod opieką niani i kucharki. Zwiedzając okolicę trafiają do starego kamieniołomu i tam spotykają tajemnicze stworzonko. Jest to Psammetych, czarodziejski duszek spełniający życzenia, zwany również Piaskoludkiem. Łatwo sobie wyobrazić radość dzieci kiedy dowiedziały się o właściwościach nowego znajomego - całkiem zrozumiałe, że wszyscy doszli do wniosku, że otwierają się przed nimi niezwykłe możliwości. Niestety szybko się okazuje, że nie wszystko idzie po ich myśli, a życzenia, które w założeniu miały nieść przyjemność i dobrą zabawę sprowadzają na nich coraz to nowe kłopoty...

Chociaż książka powstała ponad 100 lat temu to w dalszym ciągu stanowi świetną lekturę dla młodego czytelnika. Bohaterowie to zwykłe dzieci, skłonne do zabawy, czasem nieznośne, trochę naiwne, nie zawsze pamiętające o dobrych manierach, ale wrażliwe i lojalne. Nie zawsze się ze sobą zgadzają, ale jeśli ktoś spróbował by skrzywdzić jedno z nich, reszta zawsze stanie w jego obronie. Autorka nie epatuje nadmiernym dydaktyzmem, jednak widać, że poważnie traktuje wartości takie jak przyjaźń, miłość, rodzina, lojalność i uczciwość, i te cechy wykazują jej bohaterowie. Kolejne problemy wywołane przez nieprzemyślane życzenia sprawiają, że dzieci stają się coraz bardziej odpowiedzialne i starają się aby ich poczynania nie krzywdziły innych.

"Pięcioro dzieci u coś" to świetna lektura dla dzieci w wieku 8 -10 lat, zarówno dla chłopców jak i dla dziewczynek. Zaletą firmowanego przez Znak Emotikon najnowszego wydania oprócz pięknego tłumaczenia Ireny Tuwim jest również warstwa edytorska - książka jest szyta, w twardej oprawie wzbogacona ilustracjami Marii Orłowskiej - Gabryś, może więc stanowić świetny prezent dla młodego czytelnika. 

Na koniec chciałam dodać, że Edith Nesbit napisała jeszcze dwie książki o przygodach sympatycznego rodzeństwa, a mianowicie "Feniks i dywan" oraz "Historia Amuletu", które, miejmy nadzieję, również ukażą się w ramach znakowskiej serii "Klasyka literatury dziecięcej".

wtorek, 16 października 2012

Lektury małoletniej Ani - odc.6

Jesienna pogoda sprzyja jednakowoż wspominkom...

Kolejny z zapomnianych już dzisiaj francuskich mistrzów "płaszcza i szpady", którego książka rozpalała  wyobraźnię nastolatki to Paul Feval.
Przyszedł na świat w 1817 roku, z pochodzenia był Bretończykiem a z zawodu prawnikiem. Nie zrobił jednak kariery sądowej i musiał imać się rozmaitych zajęć aby mieć z czego żyć. Spróbował też swoich sił w dziedzinie literatury i to okazało się strzałem w dziesiątkę. Już jego debiutancka nowelka pt. "Klub fok" zyskała duże uznanie wśród czytelników "Paryskiego Przeglądu" a młody autor miał otwarte drzwi do największych francuskich czasopism. Kolejne utwory potwierdzają talent dwudziestokilkuletniego adwokata i skutkują propozycją wydania powieści. Feval miał początkowo obiekcje, bo wydawca zażyczył sobie powieści, której akcja toczyć się miała w ówczesnym Londynie - tymczasem pisarz niemal zupełnie nie znał angielskich realiów. W końcu przyjął propozycję a "Tajemnice Londynu" stały się ogromnym sukcesem wydawniczym. Odtąd Feval zaliczony został do grona najwybitniejszych pisarzy francuskich a wszystkie jego powieści były rozchwytywane przez zachwyconych czytelników co przełożyło się również na zdecydowaną poprawę jego warunków materialnych. Niestety wskutek nieprzemyślanych inwestycji pisarz utracił niemal cały majątek, wkrótce zmarła jego żona a on sam został sparaliżowany, a co za tym idzie niezdolny do pisania. Ten uwielbiany przez współczesnych pisarz zmarł w biedzie w 1887 roku jako pensjonariusz jednego z paryskich hospicjów.

Mój domowy egzemplarz nosi liczne
ślady obcowania z czytelnikami;)
Największą część twórczości Fevala stanowią kryminały, ale nie gardził też innymi gatunkami literackimi - można go uznać (obok Brama Stockera) za ojca powieści "wampirycznych", pisał utwory obyczajowe, religijne oraz historyczno-przygodowe. I to te ostatnie, a właściwie jeden z nich, przyniosły mu ponadczasową sławę.
Utwór o którym mowa to "Kawaler de Lagardere", znany również pod tytułem "Garbus" - książka wydana została w 1857 roku a pierwsze polskie wydanie datuje się na rok 1914.

Tytułowy bohater to dziecko paryskiej ulicy, sierota bez nazwiska (Lagardere to nazwa pałacu w którego ruinach pomieszkiwał), niezwykle uzdolniony szermierz, zabijaka i utracjusz, chodzący własnymi drogami, łamiący serduszka romantycznych dam i ich pokojówek, szczęściarz, który potrafił wyjść cało z największych opresji. Przypadkiem wplątuje się w konflikt pomiędzy dwoma z najpotężniejszych ludzi we Francji księcia Gonzagi i księcia de Nevers, a kiedy ten ostatni umiera na skutek ran odniesionych w pojedynku Lagardere bierze na siebie odpowiedzialność za jego dziecko, maleńką Aurorę, owoc tajemnego związku łączącego Neversa z narzeczoną Gonzagi...
Wagabunda musi zmienić swoje życie, porzucić nazwisko, ukrywać się przed mściwym i potężnym magnatem i zająć się wychowaniem i ochroną powierzonego mu niemowlęcia...

"Kawaler de Lagardere" to przede wszystkim opowieść "płaszcza i szpady" gdzie znajdziemy liczne pojedynki, galopady, ucieczki, porwania i cudowne ocalenia, będzie też wątek uczuciowy, chociaż w nieco innej formie niż ta do której przyzwyczaił nas mistrz gatunku Aleksander Dumas. Ale książka Fevala promuje takie cechy jak przyjaźń, odpowiedzialność, dotrzymywanie danego słowa, poświęcenie i odwagę. Zaznaczam jednak od razu, że nie jest to niestrawne moralizatorstwo - autor potrafi mówić o tych wartościach niejako przy okazji, mimochodem, ale tak, że zapada to głęboko w serce i umysł czytelnika.

Książka Fevala doczekała się kilku ekranizacji, ostatnio w 1997 roku powstał film "Na ostrzu szpady" w reżyserii P. de Broca. Jak dla mnie najlepsza jest jednak wersja z 1959 roku (film nosił tytuł "Garbus") gdzie główną rolę grał ówczesny niekwestionowany amant francuskiego kina Jean Marais.

Jean Marais jako Lagardere

piątek, 10 sierpnia 2012

Lektury małoletniej Ani - odc. 5

Kolejna wyprawa w przeszłość - tym razem sprowokowana książeczką czytaną z Piotrusiem, bo staram się aby i on poznał najpiękniejsze książki mojego dzieciństwa.

Frances Hodgson Burnett to brytyjska pisarka urodzona w 1849 roku w Manchesterze. W wieku 16 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, w których mieszkała do końca życia - zmarła w 1924 roku w Plandome w stanie Nowy Jork.

Była autorką opowiadań i powieści dla dorosłych, ale największą popularność i nieśmiertelną sławę przyniosły jej książki dla dzieci. Napisała ich kilkanaście, większość była w różnych okresach wydawana w Polsce, natomiast do dzisiaj na bibliotecznych półkach znajdują  się właściwie tylko trzy - "Mały lord", "Mała księżniczka" i "Tajemniczy ogród".
Wszystkie one były adaptowane na potrzeby teatru, filmu a nawet musicalu, tłumaczono je na wiele języków i na stałe wpisały się do kanonu literatury dziecięcej.

"Mały lord" to historia siedmioletniego Cedryka mieszkającego wraz z matką w Nowym Jorku. Pewnego dnia okazuje się, że na skutek kilku nieszczęśliwych wypadków chłopczyk staje się jedynym spadkobiercą tytułu hrabiowskiego należącego do jego dziadka ze strony ojca. Aby objąć dziedzictwo musi udać się do Anglii i zamieszkać z dziadkiem - starym, zgorzkniałym, schorowanym arystokratą. Sytuację komplikuje fakt, że dziadek nienawidzi matki chłopca, uważa, że podstępem wdarła się do szlacheckiej rodziny i zabrania jej przekroczenia progu swojego domu - ma ona zamieszkać w niewielkim domku w sąsiedztwie  hrabiowskiego zamku a synek będzie ją mógł odwiedzać.
Mały chłopiec, swoją dobrocią, miłością i szlachetnością szybko podbija serca zamkowej służby i okolicznych dzierżawców, a i stary hrabia nie potrafi się oprzeć jego urokowi...

Bohaterką "Małej księżniczki" jest siedmioletnia Sara Crewe, umieszczona przez ojca w londyńskiej pensji dla dziewcząt kierowanej przez pannę Marię Minchin. Panna Minchin wiedząc, że kapitan Ralf Crewe jest człowiekiem szalenie bogatym traktuje małą Sarę z  niezwykłą pobłażliwością i spełnia wszystkie jej zachcianki. Kiedy Sara kończy 11 lat okazuje się, że ojciec dziewczynki umarł a majątek przepadł - dziewczynka  z dnia na dzień zostaje zdegradowana do roli służącej, musi ciężko pracować na swoje utrzymanie, mieszka w nędznej izdebce na poddaszu i bardzo często chodzi głodna i przemarznięta. Jednak Sara nie załamuje się tak drastyczną odmianą swojego losu w czym pomaga jej bogata wyobraźnia oraz przyjaciółki: pensjonarki - Ermengarda i Lotka, służąca Rózia a także oswojony szczur Melchizedek.

Jednak najpopularniejszą książką tej autorki jest chyba "Tajemniczy ogród", a to za sprawą nastrojowej ekranizacji z 1993 roku, którą reżyserowała Agnieszka Holland a także z tego powodu, że jest to lektura szkolna...

Mary Lennox to urodzona i wychowana w Indiach 10-latka, której rodzice umierają w czasie epidemii. Dziewczynka zostaje wysłana do Anglii, gdzie ma zamieszkać w domu nieznanego jej wuja. Jak się okazuje krewny większość czasu spędza w podróżach i dziewczynka przebywa praktycznie sama w wielkim domu. Rozpieszczona i samolubna Mary musi się przyzwyczaić do zwyczajów panujących w starym domu. Idzie jej to z trudem, ale wszystko się zmienia kiedy zaprzyjaźnia się z wiejskim chłopcem Dickiem oraz dokonuje dwóch niesamowitych odkryć - pierwsze z nich to zaniedbany, ogrodzony wysokim murem różany ogród a drugim jest jej kuzyn Colin, chory chłopiec zamknięty w jednym z licznych pokojów ogromnego domu. 
Mary, Dick i Colin, już we trójkę przeżywają niezapomniane lato w tajemniczym ogrodzie...

Bohaterami tych książek są dzieci, które muszą stawić czoła poważnym problemom, pod ciężarem których zdarza sie polec dorosłym. Jednak Cedryk, Sara i Mary nie poddają się, zwyciężają przeciwności i mają przy tym zbawienny wpływ na swoje otoczenie. Cedryk i Sara to wręcz anioły w postaci dzieci, bohaterowie bez wad i co tu dużo mówić mało rzeczywiści. Oczywiście czytając o spotykających ich nieszczęściach płakałam rzewnymi łzami (szczególnie nad Sarą) i nie było ważne, że doskonale wiem jak się książka skończy. Mój egzemplarz "Małej księżniczki" wchłonął tyle łez, że wyglądał jak podtopiony...
Zupełnie inaczej ma się sprawa z Mary Lennox - początkowo to taki, używając dosadnego określenia,  "rozwydrzony bachor". Jak się jednak czytelnik może przekonać Mary jest mądrą i wrażliwą dziewczynką, wystarczyło tylko trochę uwagi, którą poświeciła jej Marta, jedna ze służących, która mając kilkoro młodszego rodzeństwa potrafiła trafić do bardzo samotnego i nieszczęśliwego w gruncie rzeczy dziecka. I własnie Mary, ze swoimi wadami i nawykami jest bohaterką na wskroś prawdziwą, z którą młody czytelnik może się identyfikować.

Ale jakby nie było - te trzy powieści Francis Hodgson Burnett to żelazny repertuar dla dzieciaków w wieku 8-12 lat. 
A i dla tych starszych też;)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Lektury małoletniej Ani - odc. 4

Teofil Gautier przyszedł na świat w 1811 roku w Tarbes. Był francuskim pisarzem, poetą i dramaturgiem, zajmował się również krytyką literacką i teatralną. Był jednym z propagatorów hasła "sztuka dla sztuki" uważając, że najważniejsza w dziele jest jego artyzm, doskonałość formy a inne wartości, chociażby poznawcze czy polityczne są drugorzędne. Był romantykiem, chociaż w jego utworach mało było niesamowitości, tak charakterystycznej dla tego stylu literackiego. Jest autorem opowiadań fantastycznych, kilku powieści oraz libretta do baletu "Giselle".
Zmarł w 1872 roku, pochowany jest na cmentarzu Montrmarte w Paryżu. Jako ciekawostkę można podać fakt, że pomnik na jego grobie stworzył polski rzeźbiarz Cyprian Godebski.

Najbardziej chyba znanym utworem tego pisarza jest powieść przygodowa "Kapitan Fracasse". Bohaterem tej historii jest zubożały szlachcic baron de Sigognac. Pewnego jesiennego wieczoru do jego zrujnowanego zamku trafia trupa aktorów. Młody człowiek żyje w ogromnym ubóstwie - całe jego domostwo stanowi on sam, wierny służący, stary kot imieniem Belzebub i koń, tak samo zabiedzony jak jego pan. 
Przybycie aktorów wyrywa Sigognaca z życiowego marazmu. Pod wpływem urody jednej z aktorek, młodziutkiej Izabeli postanawia zostawić swoje niewielkie włości i udać się w podróż z wędrownymi artystami. Aby nie jeść za darmo chleba Sigognac proponuje swoją pomoc przy doborze repertuaru - posiadając niejakie wykształcenie i znajomość literatury ma zająć się dopasowywaniem istniejących sztuk do możliwości zespołu teatralnego z którym podróżuje. Początkowo wszystko idzie w miarę dobrze, jednak pewnej zimowej mroźnej nocy ma miejsce tragiczny wypadek - zamarza Matamore, jeden z członków trupy. Grał on charakterystyczną rolę żołnierza - samochwała, jedną z najpopularniejszych postaci commedia dell'arte. Bez niego przyszłość zespołu jawi się w czarnych barwach.
Sigognac postanawia odwdzięczyć się aktorom za ich przyjaźń i pod pseudonimem Kapitana Fracasse rozpoczyna swoją teatralną karierę. Coraz większym uczuciem darzy też piękną Izabelę...

"Kapitan Fracasse" to powieść przygodowo-awanturnicza. Są w niej pojedynki, porwania, nagłe zwroty akcji i niesamowite zbiegi okoliczności. Może dzisiaj nieco razić ckliwością i przewidywalnością jeśli chodzi o zakończenie, ale kiedy czytałam ją po raz pierwszy jako nastolatka byłam zachwycona. Autor ma bardzo klarowny styl, postacie, szczególnie te drugoplanowe, nie są jednowymiarowe a nawet najczarniejszy charakter potrafi się zmienić - piękna romantyczna i trzymająca w napięciu bajka.
W 1961 roku we Francji powstała ekranizacja tej powieści z najpopularniejszym wówczas aktorem kina francuskiego Jeanem Maraisem w roli Sigognaca oraz Genovieve Grad jako Izabelą (aktorka polskiej publiczności bardziej znana jest jako Nicole Cruchot, córka głównego bohatera cyklu filmów o żandarmie z St. Tropez). 

Jeżeli komuś podobali się "Trzej muszkieterowie" to i "Kapitan Fracasse" również powinien zyskać ich uznanie:)

Sigognac i Izabela w wersji kinowej

niedziela, 18 marca 2012

Lektury małoletniej Ani - odc. 3

Książka o której chcę dzisiaj napisać, to jedna z tych lektur, które przeczytałam pod wpływem filmu, ponieważ najpierw zobaczyłam ekranizację, a dopiero później sięgnęłam po pierwowzór filmowego scenariusza. I do dzisiaj nie wiem która wersja  mi się bardziej podobała - jakby nie było, nie potrafię sobie wyobrazić Hedwigi, bohaterki "Panienki z okienka" inaczej jak z twarzą młodziutkiej Poli Raksy...
"Panienka z okienka", której autorką jest Jadwiga Łuszczewska ma podtytuł "Starodawny romansik" - może on i starodawny, ale czyta się go całkiem przyjemnie i dzisiaj.

Jadwiga Łuszczewska, bardziej znana jako Deotyma przyszła na świat w Warszawie w 1834 roku. Była córką Wacława Łuszczewskiego i Magdaleny z Żółtowskich - jej dziadek Edward Żółtowski był generałem w wojsku napoleońskim. Przyszła pisarka wychowywana była w duchu patriotyzmu, od najmłodszych lat miała kontakt z polską literaturą i historią. Rodzina wiele podróżowała - zarówno po ziemiach polskich, jak i po Europie. Matka dziewczynki prowadziła jeden z popularniejszych salonów w stolicy i tam też zadebiutowała jej nastoletnia córka - szybko zdobyła rozgłos jako niezrównana improwizatorka poezji.
Swoją popularność wykorzystywała ni tylko w salonie rodziców, zaangażowała się również w działalność patriotyczną, brała udział w manifestacjach poprzedzających wybuch powstania styczniowego, chociaż ostatecznie opowiedziała się za Aleksandrem Wielopolskim, który był przyjacielem jej rodziców. Po wybuchu powstania wraz z ojcem (został aresztowany po złożeniu przez niego tytułu carskiego szambelana) udała się na zesłanie z którego wrócili w 1865 roku. W niedługim czasie zmarli jej rodzice a ona sama zainaugurowała działalność własnego salonu literackiego, który przetrwał do pierwszych lat XX wieku. Zmarła w 1908 roku w Warszawie.

Łuszczewska zajmowała się głównie improwizacją poetycką - w czasie spotkań towarzyskich tworzyła na poczekaniu wiersze na zadany temat. Była nazywana polską Safoną - raz z powodu swojej poezji, a poza tym również na konto kostiumów w których występowała, a które stylizowane były na starogreckie stroje. Stało się to również przyczyną złośliwych wierszyków na cześć poetessy:
Deotyma się nadyma,
Zamiast kiecki ma strój grecki.
Miała równie tyle zwolenników co przeciwników - ci ostatni zarzucali jej zbytni patos, przeładowanie jej poezji ozdobnikami, które miały zatuszować miernotę wierszyków. Anonimowy złośliwiec napisał:
Smutno kiedy Deotyma
Na natchnienie się nadyma.
A tu obok cicho skomli
Tkliwy wierszyk Syrokomli"

I chociaż  poezja była największą dumą autorki to dla współczesnego czytelnika pozostaje ona autorką "Panienki z okienka".
Akcja książki toczy się w XVII-wiecznym Gdańsku. Kazimierz Korycki jest oficerem floty wojennej. Przypadkiem poznaje młodą mieszczkę Hedwigę, wychowanicę kupca Johannesa Szulca. Żona Szulca przygarnęła maleńką sierotkę, kiedy w czasie podróży do krewnych natrafiła na gromadkę dzieci odbitych z tatarskiego jasyru. Wtedy też zaginęła Krysia, mała siostrzyczka Kazimierza i młody człowiek ma nadzieję, że jeszcze kiedyś ją odnajdzie. Szybko upewnia się, że Hedwiga nie jest jego zaginioną siostra i nic nie stoi na przeszkodzie żeby młodzi zakochali się w sobie, jednak opiekun nie myśli oddać pięknej podopiecznej polskiemu szlachcicowi.
W książce mamy właściwie wszystkie atrybuty powieści płaszcza i szpady - tajne schadzki, ucieczki, porwanie, nieoczekiwane zwroty akcji i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Jest także pewien ukryty list - a co w nim takiego było można sie dowiedzieć po przeczytaniu utworu Deotymy.

Do "Panienki z okienka" wracam co jakiś czas, pomimo, że świetnie wiem jak potoczą się losy Hedwigi, Kazimierza, kupca Szulca czy jego sąsiadki pięknej pani Flory. Książka napisana jest pięknym językiem, akcja jest przemyślana, chociaż czasem trąci schematem - należy jednak pamiętać, że Deotyma pisała ją ponad 100 lat temu (po raz pierwszy wydano ją w 1898 roku) i wtedy bardzo korzystnie wyróżniała się na tle innych powieści dla młodzieży. To świetna powieść przygodowo-romantyczna, bez cienia dydaktyzmu tak na ów czas modnego w literaturze przeznaczonej dla młodego odbiorcy.

A na koniec fotografia ze wspomnianej na początku filmowej wersji powieści, która powstała w 1964 roku:
 Tutaj Pola Raksa w wersji blond, dwa lata później podbiła serca widzów
jako rudowłosa czerwonoarmistka Marusia
w ekranizacji "Czterech pancernych i psa" J. Przymanowskiego.

niedziela, 26 lutego 2012

Lektury małoletniej Ani - odc. 2

Zastanawiałam się komu lub czemu poświęcić kolejny odcinek wspomnieniowego cyklu...
W końcu padło na pierwszą w moim życiu powieść epistolograficzną, a mianowicie "Tajemniczego opiekuna" Jean Webster i jej kontynuację pt. "Kochany Wrogu".

Autorka to amerykańska pisarka, żyjąca w latach 1876 - 1916. Przez matkę spokrewniona była z Markiem Twainem, natomiast jej ojciec był wydawcą tego świetnego pisarza. Dorobek pisarski Jean to osiem powieści dla młodzieży, z których połowa została wydana również u nas. Oprócz wspomnianych wyżej w ręce polskiego czytelnika trafiły jeszcze "To właśnie Patty" (inna wersja tytułu "Patty") i "Wesołe kolegium" (inna wersja tytułu "Patty i Priscilla").
Jean studiowała filologię angielską i ekonomikę w Yassar College, a po ukończeniu studiów współpracowała z lokalnymi gazetami stanu Nowy Jork oraz wizytowała  sierocińce i domy poprawcze. Poczynione w czasie tej pracy obserwacje umocniły ją w przekonaniu, że wychowankowie tych instytucji mogliby, przy pewnej pomocy z zewnątrz, osiągnąć w życiu to samo, co ich rówieśnicy wychowani w "normalnych" rodzinach. Wymagałoby to tylko pewnych zmian w systemie opieki społecznej. I na fali tych przemyśleń powstał "Tajemniczy opiekun".

Bohaterką książki jest siedemnastoletnia Agata Abbot, sierota przebywająca w Domu Wychowawczym im. Johna Griera. Dostaje ona od losu ogromną szansę - otóż jeden z opiekunów zaintrygowany jej szkolnym wypracowaniem postanowił umożliwić dziewczynie dalsze kształcenie i opłacił jej studia w college'u. Agata w zamian powinna się jak najlepiej uczyć oraz raz w miesiącu pisać list do swojego dobroczyńcy opisując w nim swoje postępy w nauce. Dziewczyna nic nie wie na jego temat poza tym, że jest wysoki i szczupły, a swoje listy ma adresować do Johna Smitha.

I tak oto czytelnik zapoznaje się poprzez listy Agaty z życiem w żeńskiej szkole wyższej. Panna Abbot początkowo ma pewne problemy (chociażby nie zna większości książek dla dziewcząt, które czytały jej szkolne koleżanki - w sierocińcu nie było bowiem biblioteki), jednak stara się  nadrobić braki, żeby nie odstawać od koleżanek. Listy w niezwykle humorystyczny sposób obrazują życie szkolne i prywatne dorastających panien, Agata posiada zmysł obserwatorski oraz ma, co jest ogromnie ważne, dystans do samej siebie.
Powieść powstała w 1912 roku, zyskała ogromną popularność i bardzo szybko doczekała się adaptacji filmowej z Mary Pickford (ówczesna megagwiazda)  w roli głównej - film był niemy.

Trzy lata później opublikowała Jean Webster kontynuację "Tajemniczego opiekuna" - powieść pt. "Kochany wrogu".
Podobnie jak pierwowzór jest to również książka pisana w formie listów. Ich autorką jest Sallie McBride - szkolna koleżanka Agaty, która w wyniku splotu rozmaitych okoliczności zostaje po ukończeniu college'u zarządzającą Domu Wychowawczego w którym kiedyś wychowywała się Agata.
Tytułowym Wrogiem jest doktor Robin MacRae, miejscowy lekarz. Siłą rzeczy kontakty Sallie z doktorem są dosyć częste - wszak pod jej opieką znajduje się kilkadziesiąt dzieciaków. I od samego początku staje się jasne, że pomiędzy ponurym lekarzem a młodą zarządzającą stosunki będą co najmniej napięte...

W tej książce autorka przedstawia obraz idealnej placówki opiekuńczo-wychowawczej. Zaczynając od wyglądu zewnętrznego domu, poprzez regulamin, który ma na celu przybliżyć sierotom zasady funkcjonowania normalnej rodziny (podział obowiązków, opieka starszego rodzeństwa nad młodszym), kończąc na indywidualnym podejściu do wychowanków. A wszystko to okraszone humorystycznymi a czasem wzruszającymi historyjkami z życia codziennego sierocińca.

Rok po wydaniu tejże książki pisarka zmarła w wieku 40 lat.

Pamiętam emocje, które towarzyszyły lekturze tych książek, szczególnie drugiej z nich. Ileż ja łez wylałam nad losem nieszczęsnych sierotek z Domu Wychowawczego im. Johna Griera. Nie bardzo potrafiłam sobie wyobrazić takie życie - nawet przy pominięciu metod wychowawczych pani Lippett...
Zdarzyło się później w moim życiu, że będąc w szkole średniej należałam do drużyny harcerskiej, która współpracowała z jednym z krakowskich domów dziecka. Współpraca polegała m.in. na zabieraniu dzieciaków na spacery, do parku czy na krótkie wycieczki - tylko raz byłam na takiej akcji... Nie dałam rady, kiedy jeden z chłopców zapytał czy zabiorę go do domu...

Wracając do tematu - książki Jean Webster to świetna lektura dla dziewcząt (a i dla chłopców też) w każdym wieku. Agata i Sallie to zwykłe dziewczyny, które lubią się ładnie ubrać, bawić i śmiać, ale równocześnie niezwykle wrażliwe i potrafiące zrobić coś dla słabszych od siebie.

I na koniec jeszcze jedna sprawa - to dzięki "Tajemniczemu opiekunowi" dowiedziałam się o jeszcze innej cudownej książce, którą też przeczytałam we wczesnej młodości - były to "Małe kobietki" L.M. Alcott. Po raz kolejny sobie ją podczytuję, więc może za kilka dni o tej właśnie książce parę słów napiszę;)



niedziela, 12 lutego 2012

Lektury małoletniej Ani - odc. 1

Zainspirowana przez Kasię postanowiłam napisać o moich lekturach z dzieciństwa - jako, że jestem tylko trochę młodsza od dinozaurów, to wiele tych książek i pisarzy jest dzisiaj nieco zapomnianych a szkoda...
Przeglądając mój zeszyt lektur w którym zapisywałam sobie przeczytane książki dochodzę do wniosku, że już wtedy miałam historycznego bzika - bo najczęściej są to powieści historyczne, ewentualnie literatura "płaszcza i szpady" czyli przygoda w realiach XVI - XVII wieku.

Na pierwszy ogień słów kilka o pani Antoninie Domańskiej, autorce powieści historycznych dla młodych panienek. 
Antosia Kremerówna na świat przyszła w Kamieńcu Podolskim jesienią 1853 roku. W 1865 roku Kremerowie przenieśli się do Krakowa. Kilka lat później Antonina poznała profesora Stanisława Domańskiego, neurologa, wykładowcę Uniwersytetu Jagiellońskiego, za którego wkrótce wyszła za mąż.
W 1890 roku pani profesorowa zadebiutowała jako autorka - jej opowiadanie ukazało się w czasopiśmie "Wieczory rodzinne". W kolejnych latach powstawały dalsze utwory - na potrzeby czasopism dla dzieci, ale również samodzielne wydawnictwa.
Profesor Domański oprócz pracy naukowej zajmował się również działalnością społeczną i polityczną - przez wiele lat był członkiem Rady Miasta Krakowa, a w 1904 roku piastował urząd wiceprezydenta miasta. W związku z tymi funkcjami męża pisarki Stanisław Wyspiański pisząc "Wesele" stworzył jej nieco karykaturalny (była ciotką Lucjana Rydla) portret umieszczając ją w dramacie jako Radczynię.

Ciekawostką może być fakt, że profesorostwo Domańscy byli właścicielami willi w położonej kilkanaście kilometrów od Krakowa Rudawie. W tejże willi w 1908roku spędzał wakacje Henryk Sienkiewicz - napisał tam kilka nowel, oraz fragment powieści "Wiry". Oprócz pracy pisarskiej Sienkiewicz rozkoszował się wiejskim powietrzem i kosztował wiejskich przysmaków, a codziennie rano mleko przynosił mu niejaki Staś Tarkowski...

Antonina Domańska zmarła w styczniu 1917 roku. Pochowana jest na najstarszej krakowskiej nekropolii - Cmentarzu Rakowickim. 

Największą popularność przyniosły pisarce wspomniane wyżej powieści historyczne dla młodzieży. Ich akcja w większości osadzona jest w XV i XVI wieku. 

"Historia żółtej ciżemki", najbardziej znana z książek pani Domańskiej, do dnia dzisiejszego jest lekturą szkolną w większości szkół podstawowych. Jak pewnie większość z Was wie opowiada o małym Wawrzusiu, który nade wszystko lubił wycinać w drzewie różne figurki. Po wielu niebezpiecznych przygodach trafia do pracowni Wita Stwosza, gdzie uczy się snycerstwa i pracuje przy najważniejszym arcydziele polskiego gotyku - monumentalnym ołtarzu w Kościele Mariackim. 

Akcja kolejnej (mojej ulubionej) powieści noszącej tytuł "Paziowie króla Zygmunta" toczy się w latach 20-tych XVI wieku. Jej bohaterowie to siedmiu młodych chłopców z najprzedniejszych rodów Litwy i Korony, którzy pełnią służbę na dworze Zygmunta Starego i Bony. Służba nie jest zbyt ciężka, a że chłopaków trzymają się psie figle postanawiają urządzić zawody - wygra ten, który wymyśli najbardziej oryginalną psotę. Zaręczam, że pomysłowością chłopcy nie ustępują dzisiejszym nastolatkom:)

Trzecia z czytanych przeze mnie książek tej autorki to "Krysia Bezimienna". Krysią, małą sierotką, o której pochodzeniu nić nie wiadomo opiekuje się królewna Anna Jagiellonka mieszkająca na zamku w Jazdowie (Ujazdowie). Po jej ślubie ze Stefanem Batorym dziewczynka wraz z opiekunką przenosi się do Krakowa i tam bardzo szybko okazuje się, że dziewczynka ma jakichś potężnych wrogów, którzy zrobią wszystko żeby ją zgładzić...

Domańska napisała jeszcze kilka innych powieści, opowiadań i baśni - niestety nie przetrwały one próby czasu i dzisiaj próżno ich szukać na półkach bibliotek czy księgarń.
Jej utwory cechuje ogromna dbałość o realia historyczne i obyczajowe. Ich akcja toczy się w Krakowie, czyli w scenerii doskonale znanej autorce, a opisy wydarzeń historycznych, które umieściła w swoich powieściach są oparte na źródłach historycznych.

No, tośmy sobie powspominali... A kolejny odcinek literackich wspomnień w którąś następną niedzielę się pojawi:)