niedziela, 26 października 2014

Jak było na Targach Książki? A różnie, baaardzo różnie...

XVIII Targi Książki w Krakowie jeszcze trwają przez kilka godzin, jednak chciałabym sie już teraz pokusić na pewne podsumowanie mojej na nich bytności. Niestety zdaję sobie sprawę, że ta relacja może mi narobić wrogów... 

Jako, że w ubiegłym roku, z przyczyn naukowych nie udało mi się w tym książkowym święcie uczestniczyć to tym bardziej cieszyłam sie na wczorajszy dzień. W piątek przygotowałam stosik książek do podpisu, dokładnie prześledziłam listę sobotnich spotkań na stoiskach i zamarkerowałam te, które mnie interesowały, załatwiłam opiekę dla mojego lekko podziębionego dziecka, nastawiłam budzik i... dotarło do mnie, że nie mam białej serwetki. Po co mi była serwetka na Targi? To za chwilę, na razie tylko napiszę, że ową serwetkę udostępniło mi moje kochane dziecko z własnego zestawu koszyczkowo-wielkanocnego ;)

10.00
Sobotni ranek wstał nad podziw pogodny, więc w całkiem miłym nastroju dotarłam do krakowskiego RDA (dla niewtajemniczonych - dworzec autobusowy) gdzie razem z Ojsajem mieliśmy witać pewnego ważnego GOŚCIA. A gości, szczególnie tych ważnych, jak się wita? No chlebem i solą oczywiście... Ojsaj, zapytany o powitalne akcesoria, z lekka spanikował, ale okazało się, że postąpił niezwykle rozważnie proponując mi wspólne witanie Gościa. Nie chwalący się (aczkolwiek chyba mi się jakieś niewielkie oklaski należą) byłam przygotowana na tę okoliczność - w mojej targowej torbie znalazły się: talerzyk, serwetka i "chlebo-sól" w wersji centusiowo-krakowskiej czyli obwarzanek z solą. Gość i współmałżonek gościa byli wzruszeni naszą gościnnością, albo przynajmniej po mistrzowsku udawali wzruszenie ;)

10.40
Udajemy się w kierunku Targów - niestety z przyczyn obiektywnych trzeba było autko zaparkować pod M1 (dla niekrakusów - taki duży market w pobliżu Targów), a następnie przespacerować się ok. 1,5 km do targowego obiektu. I tu moja pierwsza negatywna uwaga: rozumiem, że tego typu obiektu nie można umieścić w centrum miasta, szczególnie takiego jak Kraków, bo chyba tylko na Błoniach byłoby miejsce, ale jak sie już tworzy coś, co w założeniu ma pomieścić kilka tysięcy ludzi, to pasowałoby tym ludziom zapewnić jakiś dojazd (bo parking, nawet całkiem spory koło Targów jest). Tymczasem ulica Galicyjska to zwykła jednopasmówka, na której w przeciągu kilku minut robi się korek gigant... A do tego jeszcze trzeba pokonać ruchliwe skrzyżowanie - wczoraj światła były wyłączone, a ruchem kierowali policjanci. Z komunikacją miejską też jest problem, bo najbliższe przystanki znajdują się w odległości ok. 2 km od Targów. Na szczęście była ładna pogoda...


11.20
Przed wejściem kłębi się ogromna kolejka chętnych do kupowania, podziwiania, zbierania autografów i czego tam jeszcze. Na szczęście nie musieliśmy w tej kolejce stać (ja i Ojsaj z "akredytacją" blogerską, a nasi ważni goście z zaproszeniami) udaliśmy się do okienka dla gości branżowych i po pięciu minutach mogliśmy wejść na tereny targowe, gdzie rozdzieliliśmy się i każdy pobiegł w swoją stronę, umawiając się na spotkanie o 13.00. 
Przy wejściu na Targi poznałam Secrusa, współmotorniczego Tramwaju nr 4 i mogę zaświadczyć, że to nie żadne elektroniczne alter ego Ojsaja, ale byt jak najbardziej żywy i odrębny, oraz Kasię z Mojej Pasieki.


11.40
Ustawiam się w kolejce do Wojciecha Cejrowskiego (z nieodłącznym kubeczkiem z yerba mate, co do butów to nie wiem, bo lada stoiska była bardzo wysoka, a głupio było się przez nią przewieszać) i dosyć sprawnie udaje mi się zdobyć jego autograf na "Wyspie na prerii". Pan Wojtek z anielską cierpliwością fotografuje się z najmłodszymi fanami swojej osoby, podpisuje się nie tylko na książkach ale również w kajecikach (a ja gdzieś słyszałam, że odmawiał autografów w takiej formie) i generalnie jest bardo miły.


11.50
W stoisku Wydawnictwa Debit jest jeszcze pani Renata Piątkowska, która podpisuje dla mojego Piotrusia książkę "Najwierniejsi przyjaciele. Niezwykłe psie historie". Przy okazji dowiaduję, się, że autorka napisała również książkę z kocimi przygodami. Już wiem, co Piotrek dostanie w najbliższym czasie :)


12.00
W Literaturze rozgościł się jeden z najwyższych (o ile nie najwyższy) polskich pisarzy - Paweł Beręsewicz. Należący do Piotrka egzemplarz książki "Warszawa. Spacery z Ciumkami" wzbogaca się o autograf, natomiast ja wyrażam żal, że Kraków nie ma szczęścia mieć podobnego przewodnika napisanego z myślą o dzieciach. Pan Paweł, z przyczyn obiektywnych, niestety nie podejmie się napisania takiego dziełka.

12.05
W Gandalfie powinni już być Maria Ulatowska i Jacek Skowroński, współautorzy książki "Autorka" (nabywam ją drogą kupna), jednak jak na razie ich nie widać. Aby nie stać bezczynnie i blokować wąskiego przejścia udaję się do Empiku, gdzie za chwilę rozpocznie się spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim. Spotykam Jarka Czechowicza z "Krytycznym okiem" oraz poznaję Anię z "Pisaninki".


12.07
Poszukuję na empikowych półkach "Gniewu" Miłoszewskiego, bo obiecałam takowy kupić koleżance i nijak znaleźć nie mogę. Ki diabeł? Robią spotkanie, a książki nie mają? Pytam pana przy kasie - z udręczoną miną wskazuje mi regał stojący "po skosie" założony po sufit egzemplarzami interesującej mnie książki... Chyba już jestem zmęczona. Nie tylko ja - terminal płatniczy na Empiku zakończył żywot - chwała Bogu, mam żywą gotówkę...
Słyszę jak pan Miłoszewski uroczyście ogłasza, że zakończył pisanie kryminałów tudzież książek sensacyjnych, natomiast rozpoczyna tworzenie łzawych romansów - słuchacze zamierają w niemej rozpaczy, a kto jeszcze nie ma, rzuca się do kasy zakupić egzemplarz "Gniewu" po prawie 34 zeta (jeśli to cena promocyjna, to w takim razie ile ta książka kosztuje normalnie?). Pan Zygmunt dodaje jeszcze litościwie, że ponieważ zakończenie "Gniewu" jest takie nie do końca zamknięte, to pracuje nad opowiadaniem, które w okolicy stycznia powinno ukazać się w sieci i definitywnie zamknąć historię o prokuratorze Szackim.


12.20
Zygmunt Miłoszewski rozpoczyna podpisywanie książek, kolejka jest opętana, więc stanie w niej jest w tej chwili trochę bez sensu. Biegnę do Gandalfa, gdzie w dalszym ciągu nie ma duetu Ulatowska-Skowroński, a następnie do Naszej Księgarni, gdzie z kolei urzęduje Grzegorz Kasdepke. Tu kolejka również jest potężna, ale w jej początkowym segmencie dostrzegam Sardegnę i Pisaninkę, a za chwilę materializuje się przy nas Ania z "Myśli i słowa wiatrem niesione". Przyklejam sie do nich i kolejna książka podpisana - tym razem"Bon czy ton. Savoire-vivre dla dzieci". Przy okazji naocznie przekonuję się, że mąż na Targach to samo dobro, a w każdym razie egzemplarz należący do Sardegny taki jest - nosi plecak pełen książek, cierpliwie czeka, aż Zuzia pobajczy z rozmaitymi "krewnymi i znajomymi królika" i jeszcze robi za serwis fotograficzny.

12.30
W Gandalfie nadal pusto, ustawiam się w kolejce do Miłoszewskiego, która nawet dosyć sprawnie się posuwa. W oko wpada mi pani stojąca kilka osób za mną - jakby znajoma. Nie zaczepiam jej jednak, bo głupio by było gdybym się pomyliła i nagabywała bogu ducha winną wielbicielkę kryminałów...

12.50
Idę do sali Wiedeń, gdzie ma się odbyć spotkanie blogerów - na drzwiach kartka, że wejście z drugiej strony... A gdzie ta druga strona, no gdzie? Spotykam Soulmate z koleżankami, razem już szukamy tej drugiej strony. Udało się - przy drzwiach pani sprawdza czy jestem na liście, dostaję torbę z jakimiś gadżetami i mogę wejść. Sala jest prawie pełna...

13.00
Ktoś woła: "Ania, chodź, zajęłam ci miejsce!" - to Marta z bloga "Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć". Pomimo kilkuletniej już znajomości po raz pierwszy widzimy sie na żywo - bardzo miłe to spotkanie. Równie miło jest poznać Agnieszkę z "Dowolnika" - Ślascy Blogerzy Książkowi przybyli zresztą w dosyć pokaźnej liczbie :) Poznałam również Ejotka ( Ejotkowe postrzeganie świata) - okazuje się, że świat jest bardzo mały, a ejotkowy mąż pochodzi z sąsiedniej gminy:) Dostrzegam panią na którą zwróciłam uwagę przy Miłoszewskim - teraz o pomyłce nie może być mowy - to Magda z bloga Zapiski w wolnych chwilach  Wszyscy (a właściwiej byłoby powiedzieć wszystkie) rozglądamy się za Ojsajem, który obiecywał oddać koronę nowej Miss, czyli zwycięzcy tegorocznej Ebuki. Niestety nie ma go :(

13.10
Z pewnym poślizgiem rozpoczyna się blogerskie spotkanie - pan prowadzący (chyba z portalu Granice) dwoi sie i troi, ale widać, że nie do końca wie co ma robić. Przystępuje do ogłoszenia wyników konkursu "Ebuka 2014" - żadnego z wyróżnionych nie ma na sali (nie wiem czy ich wcale w Krakowie nie było, czy tylko nie dotarli na spotkanie), Pisaninka, której blog został nagrodzony przez czytelników zjawia się mocno spóźniona (jak się okazuje wezwana SMS-em przez koleżankę) i, pomimo że laureatka, musi zająć miejsce na podłodze pod ścianą... Przy okazji - nie było jak zrobić tego na żywo, więc z tego miejsca serdecznie Ci Aniu gratuluję :)
Zostają również ogłoszone wyniki konkursu literackiego organizowanego przez DużeKa (chyba) i oczywiście też nie ma na sali ani jednego z laureatów...
Na sali jest przedstawicielka niewielkiego wydawnictwa (niestety nie przyszło mi do głowy zapisać nazwy), która wyraża ubolewanie, że blogerzy piszą tylko o książkach dużyuch i popularnych wydawnictw, a wydawnictwa mniejsze, niszowe, pomimo wydawania dobrych tytułów, nie mają szansy sie przebić do ogólnej świadomości.

13.20
Coraz bardziej widać, że spotkanie jest całkowitą improwizacją. Prowadzący proponuje, żeby obecni na sali przedstawili się (trochę to karkołomne przy ponad setce ludzi, ale trzeba jakoś czas zająć...) Już wiem jak wyglądają Szyszka i Miranda z "Kawy z cynamonem". Po czwartym rzędzie przedstawianie sie zostaje przerwane, a za stołem na podwyższeniu pojawiają się pisarze: pani Ewa Bauer i pan Krzysztof Spadło. Niestety na nich też nie ma za bardzo pomysłu - prowadzący pyta ich czy czytają blogi, czy się nimi interesują i tyle.

13.30
Pojawia się młoda osoba (ani chybi blogerka), która postanawia ożywić dyskusję i robi to w najgorszy możliwie sposób... Jeszcze raz usłyszę o statystykach, wejściach na bloga i tym podobnych pierdołach to chyba zacznę gryźć... A dziewczyna jeszcze stwierdza, że blog, na którym są tylko recenzje to już całkiem nie ma oglądalności, a jej sie słupki podniosły jak zaczęła na nim publikować teksty o czym innym (aczkolwiek też o kulturze) i o kocie, czy innej śwince morskiej (No dobra, nie tymi słowy, ale sens taki miało), więc jej blog nie jest książkowy, tylko popkulturalny. Oczywiście odezwało się grono fanek i przyjaciółek blogerki, popierające jej wypowiedź. Na szczęście nie wszyscy myślą tak samo i równie (a może nawet bardziej) gromki brawa dostała osoba (z której występieniem również i ja się utożsamiam) pytająca czy w blogowaniu o książkach rzeczywiście liczą sie tylko słupki? Tym bardziej, że ponoć wszyscy jesteśmy zapaleńcami  i bez literatury nie ma dla nas życia...
Dyskusję podsumowała Szyszka, że osiągnięcie wysokich statystyk to kwestia kilku prostych sztuczek i jak kto ciekawy to ona może je zdradzić. Ja od siebie dodam, że często wystarczy dobry tytuł, czego przykładem mój tekst o "Dzieciach z Bullerbyn" - patologia w tytule posta przyciągnęła taką masę czytelników, że ho,ho ;)

13.45
Już myślałam, że padnie haslo do użalania sie jak to te wstrętne wydawnictwa nas wykorzystują i nie płacą, ale nie. W tym punkcie programu doszło do... no trudno, nie potrafię tego inaczej określić, całkiem nieprofesjonalnego zachowania pań z wydawnicta, które wdały się w pyskówkę... Na szczęście tym razem pan prowadzący wykazał sie refleksem i elegancko zakończył starcie ;)
Na koniec Agnieszka (Dowolnik) zaprosiła wszystkich na katowickie targi, które odbędą się pod koniec listopada, obiecując spotkanie organizowane przez ŚBK (w domyśle profesjonalnie przygotowane).
Jeszcze tylko pamiątkowa fotka z dziewczynami ze Śląska i mogłam opuścić salę Wiedeń A.

13.50
Dobiegam do Znaku, gdzie podpisywał książki Marcin Ciszewski - właściwie już skończył, ale miła pani z wydawnictwa zauważyła zdyszaną sierotę z książką w objęciach, wskazała ją pisarzowi a ten złożył podpis na swoim najnowszym dziele czyli na "Szakalu" (Tak przy okazji to książkę dostałam w piątek po południu - mam szczęście co nie?)
Z tego Znaku to ledwie żywa wyszłam, bo ktoś nie pomyślał i naprzeciwko siebie ulokował dwa duże wydawnictwa, mianowicie Znak i Literackie. W jednym z nich podpisywać miał książki Janusz L. Wiśniewski, a w drugim kończyło się spotkanie z Katarzyną Grocholą, a w kolejce już czekał Szczepan Twardoch... Masakra...

14.00
Idę do DużegoKa, gdzie ma być pani Renata Kosin. Jest! Towarzystwa dotrzymuje jej pani Ewa Bauer, a z portalu nikogo... Nie wiem, może się czepiam, ale wydaje mi się, że jakiś "gospodarz" winien tam być, choćby po to, aby w wypadku braku fanów (tu na szczęście tak nie było) biedny autor nie siedział sam jak kołek w płocie. (Tu dygresja - niespecjalnie przeze mnie lubiane wydawnictwo Novae Res swoimi autorami zajmowało się profesjonalnie, przechodziłam koło nich kilkakrotnie i jeśli nie było chętnych do podpisów to zawsze któraś z pań ze stoiska zabawiała rozmową zaproszonych pisarzy).

14.20
Zaglądam do Gandalfa - pan Jacek i pani Maria byli o czym świadczą podpisy na plakacie, ale już się zbyli. Jestem trochę zła, bo nie musiałam tej "Autorki" kupować tutaj i nosić pół dnia w torebce (która i bez tego ciężka była okrutnie).


14.30
Docieram do Czarnej Owcy, gdzie już jest (a więc sporo przed czasem) Vincent V. Severski. Właściwie to nie planowałam zakupów, ale pierwszą część jego trylogii miałam już skądś od dawna, trzecią wygrałam w konkursie na fb i brakowało mi tylko środka. A, że promocja była całkiem spora, więc się skusiłam i tak oto mam podpisanych "Niewiernych" :)
Udaje mi się jeszcze zrobić zdjęcie pisarza i aparat definitywnie pada. Jakaś sierota zapomniała podładować baterie. Ciekawe kto to był?

14.50
Przemieszczam się ponownie w stronę DużegoKa, gdzie ma gościć Marta Kisiel. Po drodze zaglądam do Platona, gdzie, również przed czasem, są już Jerzy Fedorowicz i Jarek Szubrycht, autorzy książki "Lodołamacz Fedor", czyli wywiadu rzeki, jaki pan Jerzy udzielił panu Jarkowi. Przy okazji podpisywania popełniam potężny nietakt, beztrosko ogłaszając, że książkę nabyłam nie ze względu na pana Fedorowicza (było nie było głównego bohatera) ale na okoliczność pana Szubrychta. Pan Jarek jest widocznie skonsternowany tym wybuchem uczuć u nieznanej sobie pani w wieku... (no powiedzmy zmierzającym szybko w stronę średniego) a do mnie dociera dwuznaczność mojej wypowiedzi. Szybciutko dodaję, że bardzo jestem ciekawa jakim dziennikarzem jest mąż mojej byłej uczennicy - to akurat najprawdziwsza prawda, uczyłam panią Szubrychtową w VIII klasie (matematyki...).

15.10
DużeKa - Marta Kisiel, którą witałam na Dworcu, z którą miałam przyjemność jechać na Targi i stać w kolejce do szatni podpisuje swoje książki (wiem, bezczelnie pławię się w jej blasku). Wokół niej całkiem spore kółko fanów domagających się nowych książek, niektórzy posunęli się nawet do ciasteczkowego przekupstwa. Autorka oczywiście obiecuje nowy utwór, ale za nic nie chce zdradzić kiedy to będzie...

15.30
Idę już w kierunku wyjścia, ale w kawiarence widzę Magdę (Zapiski) siedzącą z, jak się później okazało, Olą z "Książek Oli". Dociera do mnie, że muszę sie napić kawy, bo padnę. Rozmawiamy sobie na przeróżne okołoksiążkowe tematy i mam taką myśl, że tak właśnie powinno wyglądać blogerskie spotkanie - bez odgórnej moderacji, za to pozwalające poznać, przynajmniej trochę, innych zapaleńców. Same nie wiemy jak mija prawie godzina na rozmowie - dzięki dziewczyny :)

16.20
Planujemy z Olą powrót Expobusem - na szczęście jesteśmy na tyle wcześnie, że udaje nam sie bez problemu wsiąść. Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia, autobus nie jest z gumy, więc część osób zostaje na przystanku...

17.00
Oczywiście byłoby nieważne - musiałam zabłądzić... w Galerii Krakowskiej. Przeciągnęłam biedną Olę w tę i z powrotem po budynku. A wystarczyło od razu zejść na niższy poziom, gdzie bez problemu wiedziałabym w której części jestem. 

17.20
Ufff... Zdążyłam w ostatniej chwili na bus do domu. Tegoroczne targi uważam za odbyte...

Podsumowując: Targi, chociaż w nowym budynku, dalej są zatłoczone, duszne i gorące. Na szczęście poprawiła się sytuacja, jeśli chodzi o szatnie, toalety, kawiarnie. Na górze jest restauracja, ale jej nie zwiedzałam, więc nie mam na jej temat zdania. 

Organizacyjnie, hmm... Dobrze, że miałam mapkę i rozpisane numery stoisk, bo ciężko by było gdziekolwiek trafić. Szkoda, że organizatorzy nie pomyśleli o umieszczeniu takich informacji w kilku miejscach na sali.
O rozmieszczeniu, trochę bezsensownym, poszczególnych stoisk już pisałam wyżej.

Komunikacyjnie - też nie za bardzo jest za co chwalić.

Oferta - niektóre wydawnictwa się postarały (chociażby Czarna Owca, bo 30% rabatu to bardzo miła wiadomość), inne niekoniecznie... Ale sobie chociaż pooglądałam różnych cudeniek, szczególnie w sektorze książek dla dzieci :)

Spotkanie blogerów - z bólem serca, ale muszę to powiedzieć: porażka. Nie można organizować imprezy nie mając na nią żadnego planu. I nikogo nie usprawiedliwia nieobecność szanownego RedNacza z DużegoKa: wiadomo o niej było już kilka dni temu, to nie wyskoczyło w ostatniej chwili...
Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej :) A już szczytem marzeń byłyby jakieś identyfikatory z imieniem i nazwą bloga (takie mieli ŚBK).

Bardzo mi przykro, że nie dałam rady być na sptkaniu organizowanym przez Kaś - niestety mieszkam za daleko od Krakowa, żeby planować późniejszy powrót, a za blisko, żeby kombinować z hotelem...

Kiedy zaczynałam ten wpis Targi jeszcze trwały. Teraz już się definitywnie skończyły. 
Pomimo pewnych niedogodności już planuję obecność na następnych :)

72 komentarze:

  1. Naprawdę nie szkodzi, przynajmniej zwiedzałam Kraków nieco dłużej w Twoim towarzystwie :) :) :) Gdybyś się nie przyznała - nawet nie zorientowałabym się, że gdzieś krążymy. Nawet przypuszczam, że to przeze mnie. Przy mnie głupieją wszystkie busole i kompasy, jak Boga kocham... błądzę wszędzie;)
    Było mi niezmiernie miło poznać jedną z legendarnych dla mnie blogerek i jedną z pierwszych recenzentek, które podczytywałam regularnie na LC.
    Dziękuję za sympatyczną "kawkę" i powrót do domu. Pozdrawiam :)
    p.s. W autobusie jednak było ciemno. Męki Tantala. Torba książek i brak światła...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki za przemiłe spotkanie i mam nadzieję na kolejne :)
      Też niestety nie poczytałam - w busie był taki ścisk, że ręką nie bardzo było jak ruszyć...

      Usuń
  2. Bardziej kompletny wpis targowy chyba się już nie pojawi ;) Świetnie zarysowałaś sytuację wynikłą na tym oficjalnym spotkaniu blogerów - to Kasiowe było już na szczęście zupełnie inną bajką.

    A tą "żywością i odrębnością" się chlubię - udało mi się na czas Targów zmaterializować w swej indywidualności, czym wprawiłem w zaskoczenie niektóre z nowo poznanych osób :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wieczorne posiedzenia w Krakowie są jak na razie poza moimi możliwościami :( Tak, że zazdroszczę bardzo udziału w organizowanej przez Kasię imprezie :)

      Usuń
  3. Myślę, że takie targi to bardzo interesujące wydarzenie. Niestety odbywają się zdecydowanie zbyt daleko mojego miejsca pobytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom to bardzo fajna impreza jest :)

      Usuń
  4. Bardzo fajna relacja z Targów. Ja na spotkanie blogerów się spóźniłam i szczerze... nie miałam pojęcia co się dzieje. Teraz wiem już nieco więcej :) Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele straciłaś, a być może nawet zyskałaś - w czasie tej godziny można było się pokręcić między stoiskami i coś fajnego wypatrzeć :)

      Usuń
  5. To już znasz kawał blogerskiego światka! Chociaż tyle wyniosłaś ze spotkania. Organizacja rzeczywiście była zaskakująca. Tłumnie i gorąco. Komunikacja tragiczna - wyjeżdżałam przez godzinę. Widzę, że byłyśmy gdzieś koło siebie - też wyszłam z autografem Miłoszewskiego. Potwierdzam, że WC był boso. I też za rok planuję obecność:) Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Zjazd blogerów mnie ominął z powodu braku czasu. Poznałam tylko jedną blogerkę - Książkowca:)

      Ciekawa i obszerna relacja:)

      Usuń
    2. A ja, o ile mnie wzrok nie mylił, koło Książkowca stałem, a potem nawet siedziałem na opuszczonym przez nią miejscu. Zresztą też niedługo, bo Bartek się nudził i wyciągnął mnie na hale. Co, jak czytam u Ciebie okazało się wcale niegłupim pomysłem :P

      Usuń
    3. Znam, ale dalej uważam, że nie o to chodziło - o spotkaniu mówię. I jak ja mogłam Cię, Książkowcu drogi nie zauważyć? Aż mi głupio, bo zawsze się chlubiłam świetną pamięcią wzrokową...

      Usuń
    4. Ale skoro nie zauważyłam również Jego Wysokości Bazyla... Ech, żle zed mną ;(

      Usuń
    5. Jeśli trzeba niepostrzeżenie opuścić salę, potrafię dokonywać cudów kamuflażu :P

      Usuń
    6. Teraz myślę, że jednak pomysł prezentowania się wszystkich blogerów nie był taki zły:) Bazylu, rzeczywiście stał obok jakiś dryblas z ok. ośmiolatkiem. Pozdrawiam dużego i małego czytelnika:)
      Aniu, gdyby nie lęk przed tłumem, to pewnie bym cię wypatrzyła. a tak wyszłam po angielsku;)

      Usuń
    7. To właśnie byliśmy my z Bartkiem. Dzięki za pozdrowienia i wygrzanie krzesełka :P

      Usuń
  6. Ja byłam pierwszy raz, przed chwilą wróciliśmy. Niezbyt przygotowani znaleźliśmy poszukiwane książki i nawet autograf załapaliśmy. Kuba wniebowzięty ja również szkoda, że nie było więcej czasu na oglądanie przyglądanie i wdychanie zapachu książek.:) Na pewno będziemy za rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były moje trzecie targi, więc pewne doświadczenie już mam ;) Wiadomo, że sobota jest zawsze najbardziej oblegana, ale z drugiej strony jest też wtedy najwięcej znakomitości. Tak, że niby zmęczyłam się bardzo, ale mimo wszystko uważam, że warto było :)
      Cieszę się, że targi przypadły do gustu i, że planujecie w przyszłym roku powtórkę :)

      Usuń
  7. Anek - dziękuję za tak wyczerpującą relację! Żałowałam bardzo, że do Krakowa dotrzeć po raz kolejny już nie mogę, fajnie, że napisałaś tak dużo, mogłam choć trochę poczuć tę atmosferę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, padma w moich skromnych progach :)
      Krakowskie Targi, pomimo pewnych niedogodności, to wspaniała impreza. Więc może w przyszłym roku?

      Usuń
  8. Prawdziwy maraton. mój udział był o wiele skromniejszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja także Anku dziękuję Ci za tę rozmowę. Po spotkaniu blogerów ogólnym, które tak trafnie opisałaś, czułam niedosyt właśnie rozmów kuluarowych :) Cieszę się, że udało nam się spotkać i pogadać :) No i cieszę się, że miałaś możliwość reanimować się kawą :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo moim zdaniem najważniejsza jest rozmowa, możliwość poznania innych ludzi - a te słupki, współprace, obserwatorzy i co tam jeszcze to sprawa nie tylko drugo, ale trzecio czy czwartorzędna...
      Serdecznie dziękuję za przemiłe spotkanie :)

      Usuń
  10. Zazdroszczę. Chyba się wybiorę do Katowic, choć mam równie daleko jak do Krakowa:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu Katowic serdecznie zapraszam :)

      Usuń
  11. Mnie również spotkanie blogerów wydało się strasznie chaotyczne, z lekka nieprzemyślane, ale można wybaczyć ten błąd ze względu na fakt, że w Krakowie to pierwsze tak duże spotkanie blogerów. Nie ma się co równać z zeszłorocznym... I szkoda, że nie udało się bliżej poznać, chociaż już wiem mniej więcej, jak wyglądają znajomi blogerzy :) Do zobaczenia, mam nadzieję, za rok! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej - uczymy się na błędach, prawda?
      Najważniejsze, że coś dla blogerów się organizuje, że ktoś docenia naszą "siłę sprawczą" przy reklamie książek :) A i fakt wejścia niejako "bez kolejki" na tereny targowe nie jest bez znaczenia :)

      Usuń
    2. Taaak, jak zobaczyłam w sobotę tę kolejkę do kas, zwątpiłam :) Ale na szczęście mogłam poczuć się niejako jak VIP i bez kolejeczki można było się dostać :)

      Usuń
  12. Mnie niestety na Targach nie było. Żałuję, ale co zrobić. Mam za daleko i za nic mi nie pasuje z dojazdami itd. Mam nadzieję, że za rok w końcu dane mi będzie się zjawić i poznać choć część blogerów, których regularnie odwiedzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób spoza Krakowa było - jest w mieście kilka hosteli na kieszeń normalnego człowieka :)
      Zapraszam w imieniu Krakowa i Targów na przyszły rok :)

      Usuń
  13. Fakt, miałaś sporo przygód, co do wielu punktów się z Tobą zgadzam. Moja relacja będzie jeszcze z dzisiaj, więc nie wiem kiedy publikacja. Ale ogromnie się cieszę że poznałam Cię na żywo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że o kimś ważnym zapomniałam we wpisie :( Już poprawiam :)
      Tez się cieszę ze spotkania, chociaż tak króciutkiego. Ale może na jakimś B-NETkowym da radę dłużej pogadać?

      Usuń
    2. Eee tam bez przesady z tą ważnościa :D
      Ale dzięki za miłe słowo :) Na B-Netkowych to ja nie bywam, niestety. Ale kiedyś, gdzieś pogadamy dłużej :)

      Usuń
  14. Ależ pięknie i szczegółowo wszystko opisałaś! Pozwoliłam sobie odczytać na głos osobistemu mężowi Twoją wypowiedź, co by nie było, że jest niedoceniany ;) Mimo panującego chaosu i tak bawiłam się świetnie, żałuję tylko, że było tak mało czasu na pogaduszki ze wszystkimi znajomymi blogerami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chylę czoła przed osobistym mężem Twoim i jego cierpliwością :)
      Wbrew narzekaniom uznaję targi za udane wydarzenie, chociaż mam niedosyt pogaduchów... Z niektórymi tylko się przywitałam :(

      Usuń
    2. A mąż Sardegnowy i u mnie w relacji z Targów, więc chyba masz Zuziu naprawdę wspaniały egzemplarz! ;)

      Anek - myślę, że byłyśmy gdzieś obok siebie w trakcie podpisywania książek przez Martę Kisiel; stałam tuż obok Doroty, która przyniosła ciasteczka :))

      Super relacja! Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Aine - pewnie tak. Jak nic przydałyby się jakieś identyfikatory...

      Usuń
  15. I ja tu jestem :) Ech, szkoda że nie do końca było ok a co do spotkania to wszystko się posypało... Ale za rok! :D Poprawimy :)
    Miałaś przygód a przygód, jeden dzień... Ja byłam dwa a i tak nie kupiłam tego, czego chciałam, ale generalnie jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja miałam zaplanowane kupno jeszcze dwóch książek, ale jak zobaczyłam te dzikie tłumy to zrezygnowałam - to już nie na mój wiek niestety :(
      A co do spotkania, to liczę, że pierwsze koty za płoty i w przyszłości będzie już tylko lepiej :)

      Usuń
  16. Bardzo Ci dziękuję za tę relację! Przeczytałam całą z ogromnym zainteresowaniem. Może uda mi się wybrać za rok.

    P.S. A ten fragment jakby o mnie: "Jakaś sierota zapomniała podładować baterie. Ciekawe kto to był?" Prawie zawsze tak mam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiło mi się trochę lżej, że nie tylko ja tak mam z tymi nieszczęsnymi bateriami :(
      Do zobaczenia, w takim razie, za rok :)

      Usuń
  17. Spotkanie blogerów było beznadziejnie przygotowane (a lizaki niedobre;)), ale już mniejsza z tym. Najzabawniejsza była ta część, kiedy jedna z blogerek zarzuciła (bo ja tak to odebrałam) blogerom książkowym, że piszą o książkach. Prawie dorównała jej pani z wydawnictwa Claroscuro, która pożaliła się, że blogerzy nie piszą o książkach publikowanych w małych oficynach i że często spoilerują, co jest niewybaczalne (może użyła innego równie mocnego słowa). Zastanawiałam się, czy mam spaść z krzesła, czy umrzeć ze śmiechu;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, czyli odczucia mamy takie same... Miejmy nadzieję, ze to był jednorazowy falstart, a w przyszłości będzie już tylko lepiej.

      Lizaka złapało dziecko i zeżarło niemal z patykiem, więc co do jego walorów smakowych się nie wypowiem;)

      Z tego wszystkiego nawet nie zdążyłam się z Tobą przywitać... Szkoda :(

      Usuń
    2. Ech, a gdyby małe wydawnictwa podpisały z blogerem umowę, żę podeślą im "szczotkę" w PDFie, z zastrzeżeniem, żeby nie puszczać pliku dalej, to wcale nie musieliby wysyłać gotowych książek (tak teraz robi Prószyński, a przecież jest gigantem). Bloger przeczytałby, zrecenzował, a wśród nadesłanych recenzji można przecież wylosować jedną i ją nagrodzić książką, prawda? I co to za zarzut, że się blogosfera nie rozwija... to znaczy, że mam pisać o dupie-maryni, żeby więcej osób mnie czytało? Na Kawie z Cynamonem recenzujemy TYLKO TO CO NAM SIĘ PODOBAŁO (wbrew pozorom, Szajsy mnie zachwycają :P). Mam zacząć recenzować wszystko, co mi wpadnie w łapy? A wrrr, zdenerwowałam się. A na spotkaniu blogerów po Targach byłam za krótko, kiedy wszyscy byli głodni i jedli, więc nie było jak rozmawiać. Może w Katowicach się uda lepiej? :D

      Usuń
    3. O widzisz Joasiu, to jest myśl - zdecydowana większość blogerów czytuje e-booki (ja niestety nie, bo oczy już nie te) więc takie rozwiązanie pewnie by im pasowało, a wydawnictwa by właściwie nic nie kosztowało... Trzeba tylko chcieć a nie narzekać.
      Mówiąc szczerze to mnie już od jakiegoś czasu ciśnienie się podnosi jak czytam o tych nieszczęsnych statystykach, słupkach i innych pierdołach. Nie przeczę zdarzy mi się zamieścić coś innego niż recenzja, ale nawet takie "różności" są najczęściej w jakiś sposób z książkami związane... I tak, czytam to co mi się podoba - życie jest za krótkie, żeby robić coś na co nie ma się ochoty (no może poza porannym wstawaniem do pracy...)
      Liczę na te Katowice, tym bardziej, że spotkanie organizują sami blogerzy, i to na szczęście tacy nienastawieni na słupki :)

      Usuń
    4. Ale z drugiej strony Znak nam ostatnio odmówił, bo mamy "za mało" w słupkach. A z trzeciej - Prószyński i Rebis kompletnie nie mają z tym problemu (to się nazywa inwestycja w blogera! :D). A mnie się od statystyk przewraca, przez ostatnie 3 lata to robiłam zawodowo, sztuczki i oszustwa się robi, żeby klików było więcej, zamaskować to można na milion sposobów... a ja wolę, żeby do mnie trafiali ludzie z polecenia znajomych, przypadkiem czy jakkolwiek bądź - i zostali, bo polubili mój styl pisania.

      Usuń
    5. I dlatego ja w żadne słupki nie wierzę...

      Usuń
    6. Anek, może się jeszcze kiedyś na targach jakichś pojawię, ale chyba nieprędko;). Chętnie poznałabym niektórych blogerów osobiście, lubię dyskutować, ale nie w tłumie. Zresztą ja nie pasuję do tych "wiodących", którzy wypowiadają się najgłośniej;).
      Pozdrawiam:).

      Usuń
    7. Elenoir - bardzo miło wspominam spotkanie z Tobą na Targach 2 lata temu, takie kawiarniane z Agnieszką Taterą, Robertem Frygą i chłopakami z biblionetki. I takie rozmowy sprawiają, że co roku czekam na Targi. Bo książkę to sobie mogę kupić gdziekolwiek, a z wieloma osobami mam możliwość spotkać się tylko i wyłącznie przy okazji takich imprez.

      Usuń
  18. Od samego czytania tej relacji poczułam się bardzo zmęczona i niestety, przekonałam się, że takie imprezy to tylko dla zdrowych fizycznie (do dźwigania książek) i z młodymi nogami (do kilkugodzinnego biegania, z przerwą na stanie w kolejkach).
    Szkoda ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czy ja wiem... Ja już daaawno nie jestem nastolatką a dałam radę. Co więcej sporo było osób starszych, które sobie spokojnie dreptały między stoiskami :)

      Usuń
    2. To pewnie były te wyjątki ze zdrowymi nogami :)
      A tak mówiąc poważniej bardzo żałuję, że takich targów jak dziś nie było 30 lat temu. I nie chodzi mi o organizację imprez (bo przecież były Dni Oświaty Książki i Prasy), ale o współczesną ofertę wydawniczą.

      PS Napisałam komentarz jeszcze raz, bo coś mi zżarło.

      Usuń
  19. Słyszałam o tym zjeździe blogerów - słowo porażka i mnie się nasunęło. Ktoś niestety nie uszanował blogerów i ich czasu, zakładając, że sami się sobą zajmą. Co do organizacji targów to rzeczywiście nadal było tłoczno, mimo 2 hal - ale dla mnie to pozytywny sygnał, że z czytelnictwem nie jest tak źle jak się nam zewsząd wmawia. Spora część młodzieży zostawiała spore sumy na stoiskach z książkami zamiast w fast-foodowych restauracjach czy drogeriach. Z dojazdem rzeczywiście fatalnie, ale podobno w przyszłym roku mają połączyć Galicyjską z Nowohucką, dzięki czemu pojawi się druga nitka dojazdowa. A najbliższy przystanek jest zlokalizowany bliżej niż napisałaś, bo równe (wg Google Maps) 800 m od hali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem 800 m, ale w linii prostej... A za ulicami to niestety sporo więcej;(
      Fajnie byłoby, żeby Galicyjską jakiś autobus miejski jeździł, bo szliśmy w tłumie ludzi, którzy korzystali z komunikacji miejskiej, a jeden Expobus to stanowczo za mało.

      Cieszą tłumy czytającej młodzieży, bo to dobrze rokuje na przyszłość.
      A spotkanie... Cóż, ktoś chciał chyba dobrze, ale wyszło jak zwykle. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej :)

      Usuń
    2. Google nie liczy w linii prostej: https://www.google.pl/maps/dir/50.063724,20.0039391/Mi%C4%99dzynarodowe+Centrum+Targowo-Kongresowe+EXPO+Krak%C3%B3w,+Galicyjska+9,+31-586+Krak%C3%B3w/@50.0590019,19.9928016,15z/data=!4m9!4m8!1m0!1m5!1m1!1s0x471644deaaa1bcf9:0xfd34a8b9f606d97!2m2!1d20.009365!2d50.059481!3e2 Nie ma szans, żebym szła codziennie 2 km w jedną stronę :) Co do tego, że jeden expobus to za mało, to stanowczo się zgadzam. Jeszcze z 2 czy 3 lokalizacji na takie spore miasto... Liczę na to, że w przyszłym roku będzie tylko lepiej!

      Usuń
    3. O popatrz, to ja musiałam źle zrozumieć mapę, bo sobie wpisałam przystanek tramwaju nr 14 pod M1 i Expo i pokazało mi 780m i prostą kreskę... Jakby nie było coś jadącego przez Galicyjską bardzo by się przydało - przecież tam często się takie imprezy będą odbywać:)

      Usuń
    4. 800 m jest od przystanku autobusowego M1 Nowohucka, od tramwajowego 14-stki jest jeszcze raz tyle ;)

      Usuń
  20. Kolejki przerażające... Jeszcze nigdy nie byłam na targach, bo wszędzie mi daleko, a i z czasem ciężko. Ale może kiedyś... kto wie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kolejki faktycznie porażają. Ale w tym roku mogliśmy już my, blogerzy, wejść bramką dla VIP-ów :)
      Myślę, że warto wybrać się na któreś Targi - po pierwszym razie człowiek wsiąknie na dobre :)

      Usuń
  21. Tu Szyszka! Od razu usprawiedliwiam się, że nie podeszłyśmy z Mirandą żeby się osobiście (i z radością!) zapoznać, ale goniły nas terminy spotkań z wydawcami. Jednak bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiamy i machamy łapką - oby następne targi dały nam, blogerom, więcej czasu dla siebie i były lepiej zorganizowane :) Kto wie, może się tym zajmę? Jestem medialną bestią... ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mogłam podejść, ale zagadałam się ze ŚBK, a jak oprzytomniałam to już większość gdzieś pobiegła...

      Tak myślę, że gdyby spotkanie organizowali sami zainteresowani to może byłoby bardziej ogarnięte? Czytałam, że w Katowicach częśćblogerska ma trwać aż 4 godziny... W takim czasie to faktycznie można porozmawiać, poznać nowych ludzi i jakieś wiążące wnioski z dyskusji wyciągnąć.

      Usuń
    2. To ja też łapką pomacham, a co! ;) Na katowickie targi się wybieram, bo to w końcu niedaleko, i planuję tam spędzić trochę sobotniego dnia. Jeżeli same targi będą takie, jak w zeszłym roku, to będzie dużo czasu na spokojne rozmowy :)

      Usuń
    3. Bardzo bym chciała jechać do Katowic, prowadzę nawet negocjacje z siostrzeńcem własnym, ale na razie nie wiadomo czy uda nam się zgrać terminy, tym bardziej, że on Janusz jest i w tym dniu wypadają mi imieniny...

      Usuń
  22. Książka Miloszewskiego standardowo jest po 44.99 - autor nawet to komentował na Facebooku. :D
    Przy Cejrowskim stałam dłuższą chwilę i wiem na czym na pewno się nie podpisuje: na Wyborczej (nawet tej "targowej" z planem") i ulotkach reklamujących coś, czego nie zna, więc nie wie czy się z tym utożsami. :P Do notesów obiekcji nie miał. ;)

    Miło było Cię poznać! W przelocie, ale dobre i to na początek. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddając dzisiaj znajomej ów "Gniew" dostrzegłam tę zwariowaną cenę. Nawet jak na bestseller i topowego autora to trochę przesada...

      Mam nadzieję, że jeszcze sie kiedyś uda spotkać i pogadać, a nie tylko wymienić powitalne okrzyki :)

      Usuń
    2. Nie wiem czy czytałaś na FB, więc Ci wkleję tutaj, jak skomentował to autor:

      "Ktoś z Państwa skomentował, że wyjściowa cena „Gniewu” (44,90) jest absurdalna i poczułem się wywołany do tablicy.

      Tak, jest absurdalna. Długo kłóciłem się z wydawcą o jej obniżenie, ponieważ moim zdaniem nieprzekraczalną barierą dla powieści w miękkiej oprawie jest 40 złotych. Jak widać bezskutecznie się kłóciłem. I choć ciągle ubolewam, że cena jest tak wysoka, to chciałbym przedstawić argumenty wydawcy, które częściowo do mnie trafiają.

      Otóż wydawca argumentuje, że rynek oszalał i nikt już nie chce kupować książki, jeśli nie jest ona sprzedawana w takiej, czy innej promocji. Dlatego ceny wydrukowane na okładce przestały być cenami książki, stały się nierzeczywistymi bytami, które służą jedynie do przekreślania i pisania obok nowej ceny. Dlatego te nieszczęsne 44,90 służy jedynie temu, żeby móc „Gniew” sprzedawać w normalnej dla takich książek cenie, czyli między 30 a 40 złotych.

      I faktycznie myślę, że ciężko będzie Państwu kupić książkę w tej cenie. W empikach kosztuje teraz 35 zł, co już brzmi bardzo przyzwoicie. W księgarniach internetowych można „Gniew” znaleźć za niecałe 36. Może się zdarzyć, że w księgarni za rogiem (są jeszcze takie?) ktoś postanowi to sprzedawać po 45 złotych, ale mocno wątpię.

      Tak czy owak zależy mi, żeby Państwo nie myśleli, że wyjściowa cena 45 złotych wynika z tego, że autor stał się szalonym chciwusem. To jakaś korporacyjno-biznesowa zagrywka, nad którą ubolewam, bo niezależnie od tego, za ile Państwo książkę kupicie, w świat idzie informacja, że Miłoszewski napisał najdroższego paperbacka na rynku.

      Bardzo bym chciał, i nie tylko ja, żeby w Polsce wprowadzono rozwiązanie znane i sprawdzone m.in. we Francji, Niemczech, czy Włoszech. Tam wprowadzono ustawę o książce, wedle której przez określony czas (18-24 miesiące) po premierze książkę można sprzedawać TYLKO w cenie wydrukowanej na okładce. Rozwiązanie jest cudowne, bo po pierwsze sprawia, że ceny książki spadają – nie trzeba w nich od razu uwzględniać rabatów i promocji – a po drugie ratuje od zagłady małe księgarnie. W warunkach polskich są one skazane na niechybną śmierć, ponieważ nie mają szans konkurować cenowo ze sklepami internetowymi, lub sieciami jak empik czy matras.

      Ten zabieg nie wymaga żadnych pieniędzy z podatków, jedynie woli politycznej, czyli że możemy o tym zapomnieć, ekipa ćwierćinteligentów od kopania piłki niegdy się nie pochyli nad czytelnictwem. Jeszcze by, Boże uchowaj, sprowadzili sobie przez to na głowę myślących obywateli, cóż to by była za tragedia."

      Na pewno się uda! :)

      Usuń
    3. Dzięki Aniu :)
      Faktycznie to jakaś paranoja z tymi cenami. A później wszyscy jęczą, że nie czytamy bo za drogo...
      A tak przy okazji, to mignęła mi taka scenka:
      Ok. godziny 14-tej pan Zygmunt z ogromną walizą i młodą osobą płci żeńskiej z dziecięciem na ręku próbowali się przedostać do wyjścia. Trasę wybrali paskudną, bo pomiędzy Znakiem a Literackim, gdzie tłum był najgęstszy... Przebrnęli jak zwyczajni targowicze, bez pompy i ochrony - fajne to było :) Chociaż z drugiej strony empik na nim tyle zarabia, że mógł ich ktoś do tego wyjścia chociaż odprowadzić...

      Usuń
  23. Dzięki waszym relacjom; Twojej, Bogusi, Agaty, Magdaleny czuję się prawie jakbym tam była. To fajne uczucie, bo nie muszę się denerwować nieprzygotowanie, zatłoczeniem i brakiem organizacji a mam namiastkę waszych emocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, nawet gdybym wcześniej miała wizję proroczą na temat tego ścisku, chaosu i nie najlepszej organizacji, to i tak bym nie zrezygnowała z wyjazdu. Dla mnie Targi to przede wszystkim ludzie - pisarze i blogerzy. I te spotkania zostają na zawsze w pamięci.

      Usuń
  24. Aniu, dopiero teraz tu dotarłam (wiecznie jestem w niedoczasie) - napisałaś wspaniale. Godzina po godzinie, schludnie, rzeczowo, ujmująco.
    Cieszę się, że mogłam Cię poznać (za krótko, ach, za krótko!), liczę na przyszłe spotkania, na pewno jakieś się zdarzą. Do Katowic oczywiście zapraszam :)

    I przyłączam się do podziękowań mężom - tu dziękuję mojemu osobistemu, który mnie dzielnie wspierał, nosił, robił zdjęcia i przeczekiwał pogaduchy.

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)