środa, 11 kwietnia 2018

Dwa kryminały - jeden nowy, drugi trochę starszy

Kupno własnego domu za okazyjną cenę - no któż by się nie skusił na taką okazję. Tak też pomyślała  Zuza nabywając piętrowy domek w miejscowości Kłopotów przy ulicy Spokojnej 15. Jakież było jej zdziwienie, kiedy po przyjeździe na miejsce spotkała w swoim wymarzonym domku niejakiego Tymoteusza Magnusa. Co gorsza okazało się, że również on jest szczęśliwym nabywcą posesji przy Spokojnej 15...

Tak rozpoczyna się najnowsza powieść Olgi Rudnickiej nosząca tytuł "Zbyt pięknie". 
Główni bohaterowie, pomimo, że od pierwszego wejrzenia nie darzą się sympatią, muszą połączyć siły aby odnaleźć oszusta, który sprzedał im ten sam dom (jak się okaże nie tylko im) i odzyskać swoje pieniądze. Nie będzie łatwo, a kiedy do akcji włączą się najbliżsi obydwojga poszkodowanych zacznie się "prawdziwa jazda bez trzymanki" jak mawiał komisarz Kurek, bohater innych książek pani Olgi (trylogia o siostrach Sucharskich).

Książki Olgi Rudnickiej uwielbiam i kupuję w ciemno - przyzwyczaiłam się do ciekawych bohaterów, zwrotów akcji i poczucia humoru autorki. Sięgając po tę powieść nastawiałam się na dobrą zabawę i miło spędzone niedzielne popołudnie. I właściwie się nie zawiodłam, chociaż mam jedno, całkiem spore, zastrzeżenie. 
Otóż dawno już nie spotkałam tak irytującej głównej bohaterki. Zuza jest gadatliwa, chimeryczna, nadpobudliwa - to akurat jestem w stanie znieść, bo też mi się zdarza, tyle, że okazjonalnie a nie 24 godziny na dobę. Co mi się jednak w niej nie podoba zupełnie i moim zdaniem jest mocno naciągane to jej stosunek do facetów - agresja, agresja i jeszcze raz agresja. Owszem, ma powód, żeby za nimi nie przepadać, bo właśnie jeden ją wystawił do wiatru, ale napadanie na bogu ducha winnego pasażera mającego nieszczęście podróżować z nią pociągiem to już głęboka przesada, paranoja, fobia i co tam jeszcze - grunt, że takie zachowanie kwalifikuje się do leczenia w zakładzie mocno zamkniętym...
Wiem, miało być śmiesznie i fajnie, ale tym razem, moim zdaniem, autorka przedobrzyła i zamiast intrygującej bohaterki (jak chociażby wkurzające ale przy okazji sympatyczne siostry Sucharskie) wyszła jej chamowata paranoiczka. Szkoda.

Ale książka ogólnie fajna i warto przeczytać.

****************************************

Wielbiciele książek Joanny Chmielewskiej doskonale wiedzą, że wielu jej bohaterów ma swoje odpowiedniki w rodzinie i przyjaciołach pisarki. W 2001 roku w powieści "Trudny trup" pojawia się po raz pierwszy niejaka Martusia - dziennikarka z Warszawy, z którą Joanna pisze scenariusz. Martusia to tak naprawdę Marta Węgiel - dziennikarka telewizyjna, scenarzystka i producentka filmowa oraz autorka kilku książek, w tym trzech kryminałów. Jeden z nich, noszący tytuł "Afera Kobana" stał już od kilku lat na mojej półce i wreszcie doczekał się lektury.

Agata Gosztyńska pracuje w krakowskiej telewizji, zajmuje się głównie kulturą, dlatego jak grom z jasnego nieba spada na nią propozycja zrobienia dokumentu o głośnym skandalu w który wmieszani są najprawdopodobniej wysoko postawieni politycy. Tłumaczenia, że nie ma pojęcia o polityce i jej zawiłościach nie trafiają do zwierzchników Agaty - własnie fakt, że jest zupełnie apolityczna daje gwarancję obiektywnego podejścia do tematu.

Agata w końcu daje za wygraną, zaczyna zbierać materiały a wtedy jej szefowie wykonują zwrot o 180 stopni - dziennikarka dostaje wpierw delikatne sugestie (a kiedy to nie pomaga wyraźne polecenie służbowe) aby dała sobie spokój z aferą. Kobieta nie ma jednak zamiaru odpuścić co naraża ją samą a także jej bliskich na poważne niebezpieczeństwo...

Biorąc pod uwagę bliską przyjaźń jaka łączyła autorkę z Joanną Chmielewską (słynna pisarka jest nawet jedną z bohaterek książki) można by mieć obawy, że może ona pisać "pod Chmielewską". Na szczęście nic z tych rzeczy - widać własny styl Marty Węgiel, historia opowiedziana jest klarownie, bohaterowie są ciekawie skonstruowani, akcja toczy się wartko a czytelnik do końca nie wie kto z bohaterów tak naprawdę jest czarnym charakterem, a kto się tylko takim wydaje.

Bardzo ciekawie przedstawia się obraz środowiska dziennikarskiego - zakulisowych rozgrywek, naprędce zawiązywanych koalicji, firmowych plotek i podchodów, walki o fundusze i ciekawe tematy. Obraz krakowskiego ośrodka ma bardzo wiele wspólnego z tym co o szczecińskiej telewizji pisała w swoich książkach Monika Szwaja, wieloletnia pracownica tamtej instytucji. Tak więc chyba ta telewizyjna rzeczywistość nie jest wcale taka kolorowa jak wydaje się nam, śledzącym na ekranie efekty pracy dziennikarskiej braci.

Warto sięgnąć po tę książkę.

5 komentarzy:

  1. Bardzo lubie kryminaly Rudnickiej, zawsze sie przy nich dobrze bawie, takze mam nadzieje, ze wkrotce uda mi sie i ten przeczytac. Pania Chmielewska uwielbiam, szczegolnie jej starsze ksiazki, bo jakos z tymi ,ktore napisala pod koniec zycia, nie przypadla mi do gustu. Bardzo lubialam jak jej bohaterami byli jej znajomi, co dobrze widac w jej autobiografii. Musze siegnac po ta ksiazke:) pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie moje klimaty, pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Rudnickiej przeczytałam tylko jedna książkę "Natali5" i bardzo mi sie pododbała.
    Niestety ostatnio zaniedbałam większość wyzwań i konkursów ponieważ byłam zajęta uruchamianiem akcji BOOKIECIARNIA.
    Zapraszam do mnie na relacje :-)
    http://epilog-zaczytana-joana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię Rudnicką, ale tej książki akurat nie czytałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że dam jeszcze szansę Rudnickiej, bo na razie czytałam tylko "Były sobie świnki trzy", ale nieco się zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)