niedziela, 11 grudnia 2011

Czy warto grzebać w przeszłości?

Przyznaję, że zastanawiałam się przez chwilę czy jest sens pisać o książce, którą czytali już niemal wszyscy i o której większość recenzentów wyrażała się z dużym uznaniem - tym bardziej, że i moja opinia się z tego trendu nie wyłamie. Ale z drugiej strony przypominanie o dobrych książkach nie jest niczym zdrożnym - być może znajdzie się jeszcze ktoś, kto rzeczonego tekstu nie czytał i to właśnie moja opinia go do tej lektury zachęci.
Książka o której mowa to kryminalna powieść Stiega Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" stanowiąca pierwszą część liczącego trzy tomy cyklu "Millenium".
Autor był jednym z bardziej znanych szwedzkich dziennikarzy, zajmował się przede wszystkim skrajnie prawicowymi oraz antydemokratycznymi organizacjami politycznymi i był uznanym specjalistą w tej dziedzinie. Zmarł nagle w 2004roku mając 50 lat niemal w przededniu swojego największego sukcesu jakim było pojawienie się na szwedzkim rynku wydawniczym cyklu "Millenium" (2005). Książka, podobnie jak jej kontynuacja szybko stał się bestsellerem a swój sukces powtórzyła na rynkach europejskich i światowych.
Do Polski trafiła dopiero po czterech latach od szwedzkiej premiery ale podobnie jak w innych krajach zyskała sobie rzesze wielbicieli.

"Millenium" to wydawany w Sztokholmie miesięcznik o tematyce gospodarczej. Może nie jest najpopularniejszym periodykiem ale przynosi swoim właścicielom oprócz oczywiście satysfakcji, nienajgorsze zyski. Niestety główny udziałowiec a zarazem wydawca i dziennikarz Mikael Blomkvist daje się wplątać w intrygę - pisze demaskatorski reportaż o pewnym znanym przedsiębiorcy. Już po publikacji okazuje się, że nie jest w stanie udowodnić opisanych w artykule faktów, zostaje oskarżony o pomówienie i skazany na grzywnę i więzienie. Aby uratować wiarygodność gazety Mikael rezygnuje ze stanowiska w zarządzie. Do bezrobotnego dziennikarza zgłasza się przedstawiciel niejakiego Henrika Vangera i proponuje mu pracę - Mikael ma przeprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa sprzed 40 lat a w zamian za to Vanger dostarczy mu dowodów na poparcie tez zawartych w artykule, który pogrążył Blomkvista. Dziennikarz nie bardzo wierzy w sens rozgrzebywania dawnej sprawy, tym bardziej, że wydaje się, że śledztwo policyjne wyczerpało wszystkie możliwości ale w końcu podejmuje wyzwanie. 
W dziennikarskim śledztwie Mikaelowi pomaga Lisbeth Salander - dwudziestokilkuletnia pracownica firmy ochroniarskiej. Lisbeth jest genialną researcherką ale też osobą niezwykle tajemniczą i skomplikowaną. Pomiędzy nią i Mikaelem rodzi się coś na kształt zażyłości - z pozoru nudne zadanie staje się coraz bardziej niebezpieczne i zagłębiając się w historię rodziny Vangerów nie przypuszczają nawet jakie tajemnice skrywają jej członkowie.

Od razu powiem, że zabierałam się do tej książki jak przysłowiowy pies do jeża. Zaczynałam lekturę kilkakrotnie i po przeczytaniu kilku kartek odkładałam zachodząc w głowę czym tak naprawdę wszyscy się zachwycają. Mnie wydała się zwyczajnie nudna.
Wreszcie postawiłam sobie i książce ultimatum - czytam do setnej strony i jeśli mnie nie wciągnie to żegnamy się ostatecznie i nieodwołalnie. I kiedy już przebrnęłam przez pierwsze rozdziały sama nie wiem jak i kiedy dotarłam do końca. A co najdziwniejsze nie jestem w stanie napisać co mnie urzekło do tego stopnia, że zaliczyłam nieprzespaną noc z piątku na sobotę, a mój mąż i dziecko musieli przebyć sobotę na suchym prowiancie, bo nie miałam kiedy ugotować obiadu...
Autor stworzył  ciekawych bohaterów - Blomkvist to zwykły facet, żaden superbohater, popełnia błędy, daje się kilka razy wywieść w pole ale wzbudza ogromną sympatię. Z kolei Lisbeth początkowo nie zyskała może mojej sympatii ale w miarę lektury coraz lepiej ją rozumiałam.
Ważnym tematem poruszonym w książce jest problem przemocy wobec kobiet oraz działanie opieki społecznej w Szwecji, które to państwo zawsze jawiło mi się jako bardzo przyjazne dla rodziny a książka burzy ten idylliczny obraz.
Wydaje mi się, że najważniejszą zaletą jest mocne umiejscowienie akcji powieści w realiach. Widać tu rękę dziennikarza, dobrego dziennikarza doskonale znającego świat o którym pisze - począwszy od historii (niezbyt chlubne związki z nazistami, chociaż Szwecja starała się zachować neutralność) poprzez gospodarkę (dzieje imperium Vangerów) na opiniotwórczej roli mediów kończąc.

Czy ma ta książka wady? Pewnie jakieś ma, ale mnie specjalnie nie rzuciły się w oczy. No może odrobina kryptoreklamy, bo faktycznie jeżeli mowa o jakimś sprzęcie elektronicznym to zawsze wymieniana jest marka, podawane są również nazwy istniejących firm czy placówek handlowych ale może w Szwecji takie reklamowanie określonych produktów jest w dobrym tonie?

Jakby nie było na nocnej szafce czeka już drugi tom "Millenium"...

czwartek, 8 grudnia 2011

Co dwa trupy to nie jeden;)

Z racji przystąpienia do Syndykatu Zbrodni w Bibliotece prawdopodobnie częściej będą się pojawiać na tym blogu bardziej krwiste tematy, aczkolwiek od razu zaznaczam, że nie przepadam za takimi supermrocznymi klimatami, więc moje kryminalne lektury muszą być chociaż trochę zabawne - ukłony w kierunku mojej ulubionej Joanny Chmielewskiej.
Popularność pani Joanny sprawia, że co jakiś czas pojawiają się u nas piszące panie, które mniej lub bardziej świadomie tworzą "pod Chmielewską". Efekt bywa różny i właściwie do tego roku nie spotkałam autorki, która mogłaby tej autorce zagrozić. 

Dlaczego napisałam, że do tego roku? A dlatego, że wakacyjną porą po raz pierwszy spotkałam się z młodą polską pisarką Olgą Rudnicką - było to przy okazji książki "Natalii 5" o której pisałam TUTAJ. I mam taką nadzieję, że oto rośnie, może nie konkurentka dla Chmielewskiej, ale jej godna następczyni.
W tych dniach przeczytałam kolejną książkę Olgi Rudnickiej a mianowicie "Zacisze 13" i jeżeli można tak powiedzieć, to moja nadzieja się jeszcze umocniła.

Bohaterką powieści jest Marta, nauczycielka historii w liceum. Od dwóch lat mieszka w Śremie, w małym domku przy ulicy Zacisze 13. Marta nie chce mówić o okresie poprzedzającym jej przyjazd do Śremu, stara się prowadzić spokojne życie, ale jej przyjaciółka Aneta ma wrażenie, że przeszłość młodej kobiety kryje jakąś mroczną tajemnicę.
Pozorny spokój Marty kończy się pewnego wczesnowiosennego dnia, kiedy to wracając z Anetą z zakupów z Poznania zabiera (nadzwyczaj niechętnie) do miasteczka mężczyznę, któremu zepsuł się samochód, a następnego ranka spotyka go po raz kolejny - w charakterze zwłok we własnym ogródku. Zwykle w takim wypadku wzywa się policję, ale Marta, z sobie wiadomych względów, stara się ze wszystkich sił unikać kontaktów z organami ścigania. Nie ma rady, musi się jakoś sama pozbyć kłopotliwego "gościa". 
Niestety jak mówi przysłowie nieszczęścia chodzą parami i w domu Marty pojawiają się kolejne męskie zwłoki, tyle, ze tym razem szczęśliwą znalazczynią jest Aneta, która również zrobi wszystko, żeby nie zawiadamiać policji...
Jak pozbyć się dwóch trupów? No cóż jest kilka sposobów, zaciekawionych, który z nich wybrały Marta i Aneta odsyłam do lektury.

Muszę powiedzieć, że pomimo nieco makabrycznej tematyki świetnie się bawiłam czytając tę książkę. Bardzo mi odpowiada poczucie humoru prezentowane przez autorkę i jej sposób widzenia świata. 
Ale stwierdzenie, że książka to taki wesolutki kryminał byłoby wielkim niedopowiedzeniem. W miarę jak poznawałam historię Marty, jej życie i doświadczenia z czasów sprzed zamieszkania w Śremie coraz lepiej rozumiałam jej niechęć do mężczyzn oraz policji. Bo powieść pomimo dużej dawki optymizmu i humoru niesie ze sobą również poważniejszy temat - przemoc w rodzinie. Marta, o czym dowiadujemy się już na początku lektury jest rozwódką - wyrwała się z toksycznego związku, w którym mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Dziewczyna nie miała w nikim oparcia, bo nawet jej własna matka stanęła po stronie byłego męża Marty. Dlatego po rozwodzie Marta zerwała wszystkie stare znajomości i wyjechała jak najdalej mogła od swojego starego życia żeby odbudować sobie świat na nowo. I wszystko się tak dobrze układało...

Olga Rudnicka pisząc tę książkę miała zaledwie 21 lat, nie ustrzegła się przed pewnymi błędami (chociażby kontrastowe przedstawienie Marty i Anety: blondynka - brunetka, wesoła i spontaniczna - poważna i powściągliwa) ale moim zdaniem jest to całkiem niezła książka na zimowy wieczór. A już zakończenie (w sensie - kto zabił) zupełnie mnie zaskoczyło...

wtorek, 6 grudnia 2011

Czas prezentów - czyli wyniki Andrzejkowo-Mikołajkowej wygrywajki:)

Odwiedził Was dzisiaj Mikołaj?
Bo mnie tak - co prawda na prezent muszę troszkę poczekać, ale wygrana u Fenrira bardzo mnie cieszy:)

Bardzo mnie zaskoczyła ilość zgłoszeń do tego losowania - ponad 120 osób wyraziło chęć przygarnięcia jednej ze wspaniałych książek z wydawnictwa Znak literanova. A ja do rozdania miałam tylko dwie:(
Kropla w morzu...

Postanowiłam więc, że w ramach mikołajkowego dzielenia się prezentami dorzucę jeszcze dwie książki od siebie. Najpierw myślałam, żeby je rozlosować, ale później zdecydowałam się na inne rozwiązanie.
Wiele z osób, które zgłosiły się do losowania mogę chyba nazwać bliskimi znajomymi, chociaż nigdy nie spotkaliśmy się twarzą w twarz. Zaglądamy do siebie na blogi, kontaktujemy się mailowo, wymieniamy książki - sami zresztą wiecie:) Wpisy na Waszych blogach są dla mnie wielokroć inspiracją do sięgnięcia po książki, które jakoś wcześniej mnie nie interesowały - Fenrir, dzięki za kopa w kierunku fantastyki, Enga - dzięki tobie odkryłam Macieja Grabowskiego i Martę Kisiel, Bujaczek - fajnie się z Tobą wymienia książki, Lena, Sil. Archer, Patrylandia,... pewnie jeszcze długo można by wymieniać osoby które poznałam przy okazji tego bloga. A to niecały rok dopiero...

Ale ad rem - te dwie książki ode mnie chciałam ofiarować takim właśnie blogowym przyjaciołom. Ale tu kolejna zagwozdka - bo też Was się całkiem spory tłumek zebrał...
W końcu postanowiłam obdarować dwójkę blogerów, którzy nie tylko piszą o książkach ale również włączają sie w przeróżne akcje okołoblogowe, poświęcają swój czas a niestety zdarzyło się, że za swoją działalność zostali potraktowani dosyć niemiło:(
Mowa tu o Pablo i Sabince. 

Większość pewnie widziała jak zachował się pewien autor po przeczytaniu recenzji (moim zdaniem umiarkowanie pozytywnej) na blogu Pabla...
A i pewnie część też pamięta problemy Sabinki przy okazji nierzetelnej uczestniczki wakacyjnej wymianki...

Tak więc proszę Pabla i Sabinkę o namiary - mam dla Was Mikołajkowo-Gwiazdkowe prezenty:)

A teraz fotorelacja z losowania:

Karteczki z nickami wędrują do maszyny losującej...


...losujemy pierwszego szczęśliwca...

...a teraz druga osoba...

... i już wszystko wiadomo:)
"Obiecaj mi" wędruje do Angeli a "Podróże małe i duże" do antoninadz.
Gratuluję i proszę o adresy do wysyłki - mam nadzieję, że prezenty od Znaku dotrą przed świętami.

A ja już dzisiaj zapraszam na kolejne losowanie - w styczniu "Lektury..." będą obchodziły pierwsze urodziny:)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Ogłoszeń garść:)

Po pierwsze primo:

Tylko do jutra do godziny 15.00 przyjmuję zgłoszenia do losowania 2 z tych książek:



Kto się jeszcze nie zgłosił to zapraszam tutaj.



Po drugie primo:



Jeżeli szukacie jakiejś dobrej książki pod choinkę a nie do końca jesteście zdecydowani to może zajrzyjcie TUTAJ - specjalna wyszukiwarka podpowie co najbardziej ucieszy męża, bez jakiej książki nie może się obyć nastolatka oraz jaka literacka perełka zaskarbi Wam dozgonną wdzięczność teściowej.
Satysfakcja gwarantowana:)


Po trzecie primo:

Jeszcze tylko kilka dni (do 15 grudnia) można kupić dowolne książki z oferty ZNAKU z rabatem 30% - aby z niego skorzystać trzeba tylko wpisać na formularzu zamówienia kod Anek7


Po czwarte primo:



Zapraszam wszystkich wielbicieli kryminałów do nowej akcji pod nazwą Syndykat Zbrodni w Bibliotece. Wszystkie potrzebne informacje znajdziecie TUTAJ


Po piąte primo:


Na portalu granice.pl ruszyła kolejna edycja plebiscytu na najlepsze książki na zimę. TUTAJ można znaleźć nominowane książki, dowiedzieć się o nich czegoś więcej i oczywiście zagłosować. Myślę, że warto - na głosujących czekają nagrody.


Po szóste primo:


Czy skarpety już przygotowane?



Bo wiecie, w nocy może do Was zajrzeć pewien sympatyczny staruszek z długą, białą brodą:)
I szkoda by było, gdyby nie miał gdzie zostawić prezentów - może wśród nich znajdzie się jakaś cudna, wymarzona książeczka...

Co zrobić z nietypowym znaleziskiem

Czy macie jakieś ulubione zwierzątko? 
Głupie pytanie zadaję - przecież wiem, że jest tu całkiem spora grupa wielbicieli kotów, jest całkiem pokaźna frakcja psiarzy, ja na ten przykład uwielbiam konie (chociaż się ich trochę boję) a i zafascynowani innymi, mniej popularnymi przedstawicielami fauny też się pewnie trafią.
A gdyby tak to pytanie dotyczyło zwierząt fantastycznych? 
Stawiam moją półroczną pensję (więcej nie, bo jednak muszę za coś żyć gdyby się okazało, że nie mam racji), że największą popularnością cieszą się smoki. Co swoją drogą trochę mnie dziwi, bo biorąc pod uwagę jedynego polskiego przedstawiciela tej rasy, zamieszkującego niegdyś grotę pod Wawelem, to nie mamy chyba zbyt dobrych skojarzeń...
I jeszcze jedno ostatnie pytanie - co byście zrobili, gdyby jakimś cudem dostało się w wasze ręce jajo smoka?
No tu już można puszczać wodze fantazji aż miło...
Nie mam pojęcia co bym zrobiła w takiej sytuacji, ale o jednym z możliwych rozwiązań przeczytałam kilka dni temu w książce Christophera Paoliniego pt. "Eragon".

Tytułowy bohater to młody wiejski chłopak, sierota wychowywany przez wuja w niewielkiej osadzie u podnóża gór zwanych Kośćcem. Pewnego dnia Eragon znajduje piękny niebieski kamień, który jak się okazuje jest jajem smoka. Po kilku dniach jajo pęka i wychodzi z niego mały smok. Eragon ukrywa swoją nową przyjaciółkę (okazuje się bowiem, że smok jest dziewczynką) w lesie a sam stara się dowiedzieć czegoś o tych mitycznych stworzeniach. Z pomocą przychodzi mu wiejski bajarz Brom, który zadziwiająco dużo wie o smokach, elfach i innych stworach. Jak się okazuje ta wiedza w niedługim czasie bardzo się przyda chłopcu - w poszukiwaniu smoczego jaja na farmę trafiają dwa złowrogie potwory Ra'zacowie. Eragona szczęśliwym trafem nie ma w domu ale jego wuj Garrow umiera po spotkaniu z nimi.
Eragon przysięga zemstę i opuszcza rodzinne strony razem ze swoją smoczycą Saphirą oraz Bromem. Wędrując w poszukiwaniu Ra'zaców przygotowuje się do starcia z nimi - Brom uczy go szermierki oraz zapoznaje z tajnikami magii. Najważniejsze jednak zmiany zachodzą w samym Eragonie. W czasie podróży chłopiec dojrzewa emocjonalnie, uczy się opanowania i odpowiedzialności za swoje czyny.
I ma oczywiście masę niebezpiecznych przygód...

Książka, jak zdążyłam się zorientować, ma bardzo różne, często skrajne opinie. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że czytało mi się ją bardzo dobrze. Historia mnie wciągnęła, bohaterowie zyskali w większości moją sympatię a po zakończeniu lektury szybciutko postarałam się o następny tom tego cyklu, bowiem "Eragon" jak pewnie większość wie ma kontynuację.

Ma ta opowieść jednak kilka wad. Przede wszystkim autor w kilku miejscach jest nie do końca konsekwentny - prości chłopi posługujący się sztućcami, krawężniki przy błotnistych drogach, myśliwy kupujący mięso u rzeźnika i pewnie jeszcze kilka takich kwiatków by się znalazło. Wiem, że Paolini pisząc "Eragona" był nastolatkiem więc pewnie od czasu do czasu wkradały mu się do świata fantastycznego takie współczesne wtręty, aczkolwiek od książki okrzykniętej bestsellerem wymagałoby się jednak jakiejś spójności czasu i miejsca.
Druga rzecz coś, co być może jest pochodną tego, że jakiś czas temu widziałam ekranizację (nie najlepszą) tej powieści. Mianowicie nie bardzo mogę wyobrazić obie Broma jako starego człowieka, a w taki sposób przedstawia go Paolini - najprostsza rzecz - w jaki sposób staruszek może przez kilkadziesiąt minut walczyć na miecze z młodym chłopakiem, chociażby nie wiem jak niedoświadczonym? Ja w każdym razie czytając te opisy szkolenia Eragona miałam przed oczami Jeremiego Ironsa, który w filmie wcielał się w postać Broma a nie kogoś o wyglądzie nieco młodszego świętego Mikołaja.
I jeszcze jeden zarzut to pewna rozwlekłość w opisach, szczególnie miejsc - podziwiam fantazję, która wykreowała ten baśniowy świat, ale czasem za daleko poszła ona w szczegóły. O ile jeszcze ten szczegół ma znaczenie dla dalszej akcji to rozumiem, że trzeba o nim wspomnieć, ale generalnie są opisy, które tylko i wyłącznie służą temu, żeby pokazać jakie autor ma bogate słownictwo i plastyczną wyobraźnię.

Pomimo tych niedociągnięć uważam, że książkę warto przeczytać. Mnie samej dostarczyła kilka godzin niezłej rozrywki, za którą serdecznie dziękuję pewnemu Bartkowi z klasy IIIA.

sobota, 3 grudnia 2011

Bardzo oporna "Włóczykijka"

Od czasu do czasu zdarza mi się trafić na książkę, która mi nijak nie podchodzi... Odkładam wtedy taką lekturę na bok bo niby dlaczego mam się z nią mordować? Niestety bywa tak, że z taką chybioną lekturą wiążą się pewne zobowiązania...
Tak było w przypadku książki Marty Magaczewskiej pt. "Zaćmienie", która trafiła do mnie w ramach akcji "Włóczykijka". Objętościowo nie jest to pozycja zbyt obszerna, ale czytało mi się niemożliwie ciężko - brałam do ręki i po połowie strony odkładałam na półkę - no coś strasznego...

Akcja książki przenosi nas w jeden z najdzikszych i najsurowszych regionów Francji - do Bretanii. Narratorem tej historii jest młody mężczyzna Marius Geert, który opowiada historię swojej znajomości z pewną tajemniczą dziewczyną imieniem Lydia. Spotkali się przypadkowo na plaży - Marius uratował Lydię przed utonięciem. Dziewczyna tak go zafascynowała, że pomimo jej jawnej niechęci, żeby nie powiedzieć wrogości, stara się z nią zaprzyjaźnić. Ostatecznie Lydia zgadza się aby jej towarzyszył w podróży wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Mężczyzna stara sie czegoś dowiedzieć na jej temat ale paradoksalnie, im bardziej się do niej zbliża tym większa tajemnica spowija jej postać.

Marta Magaczewska to młoda osoba zafascynowana Francją, jej przyrodą, kulturą i mieszkańcami. Akcję swojej powieści osadziła w miejscu, które według starych legend było przedsionkiem zaświatów - to do Bretanii właśnie miały się udawać dusze zmarłych aby wsiąść na łódź, która miała je zawieźć do krainy cieni. Cała powieść jest wręcz nasiąknięta klimatem śmierci, tragicznych doświadczeń i braku nadziei. A oprócz tego zupełnie mnie nie przekonała opowiadana historia - nie rozumiem postępowania Mariusa, jak dla mnie to trochę na siłę stworzona postać i intryga. O wiele bardziej prawdziwa jest Lydia i chociaż jej motywacja też nie do końca mnie przekonuje, to jestem w stanie zrozumieć dlaczego robi to co robi.

Jak już pisałam na początku książka mnie ogromnie wymęczyła - nie wiem, może to był skutek moich osobistych problemów, które przechodziłam w tym okresie (ciężka choroba mojej mamy i jej ponad trzymiesięczny pobyt w szpitalu) ale to chyba po raz pierwszy się zdarzyło, żebym niespełna dwustustronnicową książkę czytala kilka tygodnii. A jak już skończyłam to przez kolejne trzy tygodnie nie mogłam się zebrać w sobie  żeby napisać tę opinię.

Czy polecam? Po raz pierwszy nie jestem w stanie odpowiedzieć jakoś konkretnie na to pytanie. Najlepiej przekonajcie się na własnej skórze...

 

piątek, 2 grudnia 2011

TOP10, stos i "czego to ludzie nie wymyślą" czyli hasła z wyszukiwarki:)




Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć wymarzonych prezentów książkowych!


To są moje mikołajowo - choinkowe marzenia...



Historia filozofii po góralsku

Jedna z najwspanialszych książek jakie zdarzyło mi się czytać. Miałam pożyczoną - chciałabym mieć własną...



Kroniki Diuny

Jak na razie czytałam tylko "Diunę", która mnie zachwyciła. Chciałabym mieć cały komplet, żeby do niej wrócić, a i kiedyś może Piotrka nią zarazić:)



Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa

Uwielbiam Sherlocka - a tu miałabym wszystkie jego przygody w jednym miejscu.



Matka wszystkich lalek

Najnowsza książka pani Moniki - brakuje mi do kolekcji, bo poza nią mam chyba wszystkie.



Sekretnik

Jak wyżej - tylko tej książki mi brakuje do kompletu "Dzieł zebranych" Katarzyny Michalak:)



Silmarillion

Mam "Hobbita" i "Władcę pierścieni", "Silmarillion" też miałam, ale jakaś nierogacizna pożyczyła i nie oddała...



Świadectwo Judasza

Czytałam tego autora "Dni ciemności" i zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a ta książka jest ponoć jeszcze lepsza.



Wszystko czerwone

I jeszcze kilka innych, których mi brakuje do uzupełnienia kolekcji książek Joanny Chmielewskiej.



Zabójcze wibracje

Też jak wyżej - mam większość książek Cusslera, brakuje mi dosłownie kilku, w tym tej od której się moja znajomość z tym autorem zaczęła.



Zapach żółtych róż

Mam pierwszą i trzecią część "Kronik portowych" - brakuje mi tej środkowej...

***************************************************

A to zbiór nowości z tego tygodnia:



Od dołu:

  • "Powtórka z morderstwa" M. Szwaja - prezent od Mikołaja z BiblioNETki (chyba byłam bardzo grzeczna w tym roku)
  • "Marlon Brando o sobie samym" L. Grobel - nagroda w konkursie na recenzję tygodnia na LC
  • "Moja noc jest twoim dniem" M. Rose - j.w.
  • "Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny" V. Donda - j.w.
  • "I że cię nie opuszczę" E. Gilbert - j.w.
  • "Jedwab" P. Jordan - j.w.
  • "Fatum" P. Rowicki - wymiana na LC
  • "Klub Matek Swatek. Operacja Londyn" E. Stec - z biblioteki
  • "Zacisze 13" O. Rudnicka -zaplątało się przez przypadek, bo już było prezentowane w ubiegłym tygodniu...
  • "Najstarszy" C. Paolini - pożyczka od Kuby, mojego ucznia zakręconego na punkcie smoków (już mam obiecane kolejne części)
*****************************************

Dawno już nie było wyszukiwarki, ale zwyczajnie nie było tam nic ciekawego. Ale jakoś teraz internetowi szperacze się uaktywnili, a oto efekt ich działań:

  • 10 najpiękniejszych nauczycielek - hmm... patrząc w lustro, to w moim wypadku chyba o piękno duchowe chodzi...
  • austin & mindy duet nauczycielek - jakiś girlsband?
  • Wambierzyce wampiry - byłam parę lat temu w Wambierzycach, bardzo miło wspominam pobyt ale wampirów jakoś nie spotkałam
  • bukiet kwiatów trzyma misiu - i co, nie chce oddać drań jeden?
  • Justyna habdank Kruszewska - to raczej w jakimś herbarzu trzeba szukać...
  • hernan wskrzeszania blog - ???
  • Olga Sterna walerianowo - aż przejrzałam kilkanaście ostatnich wpisów na konto waleriany - nigdzie jej nie ma, więc jak ktoś do mnie trafił?
  • walerianowe krople kot - a to z doświadczenia własnego wiem: o ile człowieka uspokajają to kota wręcz przeciwnie...
  • Kornel Makuszyński z białą różą - z nartami, Koziołkiem Matołkiem czy z łysiną to rozumiem, ale róża?
  • iamfemmefatale - a ja nie ...
  • w twojej branży nie ma żadnej aktywnej okazji - w ostatnich dniach dochodzę do wniosku, że są tylko nadaktywne. Jakiś diabeł w tych moich gimnazjalistów chyba wstąpił...
  • czemu nie ma głosu gdy oglondam telenowele - może to telenowela interaktywna i trzeba samemu wymyślać dialogi?
  • rozwój piersi u dwunastolatki - zachciało mi się pisać o książce dla dwunastolatków? To teraz mam...
  • ciepłe ciała - a za oknem zimno i mglisto...