wtorek, 29 marca 2016

Tajemnice lwowskiej kamienicy

Pewnego letniego wieczoru ktoś podrzucił pod bramę krakowskiego klasztoru noworodka owiniętego w chustę z wyhaftowanym motylem i imieniem Nina. Dziewczynka dorastała w prowadzonym przez siostry sierocińcu, skończyła studia ekonomiczne i usamodzielniła się. Znalazła pracę w domu spokojnej starości - teoretycznie była księgową, ale praktycznie wykonywała wiele innych prac na terenie ośrodka. 
Jedną z pensjonariuszek była pani Irma. Staruszka szczególnie polubiła Ninę, a młoda kobieta odpłaciła jej tym samym. Ponieważ obydwie były dosyć skryte i dyskretne, to nawzajem nie wypytywały się o przeszłość. Dlatego łatwo wyobrazić sobie zaskoczenie Niny, kiedy po śmierci Irmy okazało się, że starsza pani zapisała jej w testamencie niemal cały swój majątek - oszczędności oraz kamienicę. Jedynym problemem było to, że kamienica znajdowała się we Lwowie...

Dorota Gąsiorowska zadebiutowała w 2014 roku "Obietnicą Łucji", wkrótce później ukazała się kontynuacja tej książki pt. "Marzenia Łucji", natomiast kilka tygodni temu do księgarni trafiła trzecia powieść autorki nosząca tytuł "Primabalerina".

Nina początkowo nie zamierza jechać do Lwowa, ale decyduje się w końcu spędzić tam urlop. Na miejscu okazuje się jak niewiele wiedziała o swojej starszej przyjaciółce - pani Irma była jedną z najsławniejszych lwowskich baletnic. Jej mieszkanie kryje sporo rodzinnych sekretów i Nina, trochę wbrew sobie, wciąga się w tajemniczą historię Irmy i jej córki Tatiany. 
Wędruje też po lwowskich uliczkach, placach i zaułkach - początkowo towarzyszy jej Igor, przyjaciel z Krakowa, ale wkrótce na jej drodze pojawia się Michaił, który od pierwszego przypadkowego spotkania przyprawia jej serce o przyspieszone bicie...

Akcja "Primabaleriny" toczy się w Krakowie i we Lwowie. O ile pierwsze z miast z racji miejsca zamieszkania znam bardzo dobrze, o tyle drugie oglądałam tylko na fotografiach. Ale jeśli jest chociaż w połowie tak bajkowe i klimatyczne jak opisuje to Dorota Gąsiorowska to już jestem w nim zakochana. Opisy domów, ulic, a nawet drzew są bardzo plastyczne, czytając wręcz widziałam zieleń liści, słyszałam krople spadającego deszczu i czułam woń świeżo zaparzonej kawy. Dorota Gąsiorowska sprawnie posługuje się słowem, jej język jest prosty (ale, broń Boże, bynajmniej nie prostacki), a gramatyka i składnia bez zarzutu - piszę o tym, bowiem wiele współczesnych autorek ma z tym problemy, niestety.

Autorka stworzyła w swojej książce całą galerię ciekawych postaci, zarówno pierwszoplanowych jak i epizodycznych. Oczywiście najwięcej dowiadujemy się o Ninie, w końcu jest główną bohaterką książki, ale pozostałe osoby również są przemyślane, posiadają wady i zalety, przyzwyczajenia i  poglądy. To prawdziwi ludzie a nie postacie wycięte z papieru.

Jest jednak coś, co nie do końca mi w "Primabalerinie" pasowało, a mianowicie nadmierne nagromadzenie zbiegów okoliczności (notabene nawet jeden z bohaterów mówi, że takie coś zdarza się tylko w książkach lub filmach), ale to właściwie jeden zarzut jaki mam do tej powieści. Poza tym większość czytelniczek tzw. "literatury kobiecej", a z taką książką mamy tu do czynienia, lubi jak wszystko się szczęśliwie kończy. I tyle.

P.S. W książce występuje pewien wątek romansowy, ale UWAGA, UWAGA autorka darowała sobie (a i czytelnikom takoż) kwieciste opisy erotycznych ekscesów. I za samo to należy jej się głęboki ukłon. 
Co aktualnie wirtualnie czynię.


7 komentarzy:

  1. Ojjj książkę miałam zacząć już czytać, ale ja nie cierpię takich cudownych zbiegów okoliczności. Brak erotyki, to faktycznie rzadkie, ale i tak jeszcze się wstrzymam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to całkiem fajna obyczajówka jest, szczególnie na poprawę nastroju po ciężkim dniu :)

      Usuń
  2. To urocza lektura. Mnie się spodobała. Są zbiegi okoliczności, ale to taki gatunek. Czyta się jednak przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie się też podobała :)
      Wiem, że to taki gatunek - sama zresztą wolę jak się książka dobrze kończy :)
      Jednak są czytelnicy którzy, podobnie jak ja, nie przepadają za nadmiarem szczęśliwych trafów - niech się więc czują ostrzeżeni...

      Usuń
  3. Moja mama dziś wypożyczyła tę książkę z biblioteki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Jutro koniecznie do mnie na blog W szponach literek, to nie żart :)

      Usuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)