czwartek, 31 marca 2011

Jak zniszczyć życie dziecka

Dianne Dixon jest scenarzystką telewizyjną i dziennikarką radiową a przez pewien czas uczyła twórczego pisania w jednym z kalifornijskich uniwersytetów. Dzięki uprzejmości serwisu nakanapie.pl miałam możliwość zapoznać się z jej debiutancką powieścią pt. "Język sekretów".

Bohaterem powieści jest Justin Fisher kierujący jednym z londyńskich hoteli, który dostaje propozycję pracy w Santa Monica w Kalifornii. Justin urodził się w Los Angeles, mieszkał wraz z rodzicami i dwoma siostrami w jednorodzinnym domku przy Lima Street 822 ale odkąd zaraz po maturze wyjechał na studia do Bostonu a później do pracy w Europie zerwał wszystkie kontakty z rodziną. Teraz po powrocie w rodzinne strony Justin namawiany przez żonę Amy postanawia odbudować zerwane więzi z najbliższymi. Jednak okazuje się to bardzo trudne – jego dawny dom został sprzedany a jedyny trop prowadzi do domu opieki w którym przebywa ojciec Justina. Tam dowiaduje się, że ojciec zmarł dwa tygodnie wcześniej. Na cmentarzu znajduje groby obydwojga rodziców oraz, co wprawia go w uzasadnione przerażenie, swój własny nagrobek z którego wynika, że… zmarł w wieku czterech lat.


Justin nie może sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, podejmuje nawet próbę samobójczą z której ratuje go sąsiad, jak się okazuje lekarz psychiatra. Przy jego pomocy Justin rozpoczyna wędrówkę w głąb siebie oraz we własną przeszłość – to co tam znajdzie na zawsze zmieni jego życie ale też w znaczący sposób wpłynie na stosunki z najbliższymi.
Dzieje Justina i jego rodziny poznajemy niejako dwutorowo – z punktu widzenia jego samego i tego co sobie przypomni w czasie psychoterapii oraz poprzez historię jego rodziców. Narracja przenosi czytelnika w czasie pomiędzy rokiem 2005 a latami siedemdziesiątymi ubiegłego wieku. Taka kompozycja utworu znacząco wpływa na jego dramaturgię i trzyma w napięciu aż do końcowego, jak dla mnie zupełnie zaskakującego, rozwiązania.
             
Książka ma wartką akcję, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że widać, że pisała to osoba związana ze światem kina – to świetny materiał na scenariusz filmowy. Postacie bohaterów są wielowymiarowe, nie ma tych zdecydowanie dobrych czy tych zdecydowanie złych, targają nimi emocje, dokonują nie zawsze słusznych wyborów i ponoszą ich konsekwencje. Pod fasadą szczęśliwej i kochającej rodziny Fisherowie kryją swoje mroczne tajemnice i zadawnione konflikty, skomplikowane relacje z przyjaciółmi oraz ze sobą nawzajem. Taka sytuacja nie może obyć się bez ofiar o czym najboleśniej przekonuje się Justin – kilkuletnie dziecko jest bez szans w wojnie prowadzonej przez dorosłych…
             
Powieść Dianne Dixon ogromnie mnie poruszyła i pomimo iż zdaję sobie sprawę, że to fikcja literacka nie mogę się z niej nadal otrząsnąć. Być może jest tak dlatego, że sama mam małe dziecko i czytając książkę oczami wyobraźni widziałam na miejscu Justina mojego synka. Chwilami nie potrafiłam opanować wzruszenia ale były też momenty gdzie targała mną autentyczna wściekłość na dorosłych traktujących dziecko jak mało wartościowy przedmiot w swoich prywatnych przepychankach. Niestety życie pokazuje, że takie sytuacje nie są jedynie literacką kreacją czy pomysłem scenarzysty filmowego.
             
Uważam, że książka jest piękną, choć trudną lekturą (szczególnie dla tych bardziej wrażliwych czytelników)  i dlatego szczerze ją polecam.


poniedziałek, 28 marca 2011

Wspaniały początek tygodnia:)

Muszę się tutaj pochwalić bo inaczej duma mnie chyba udusi:)

Dzisiaj padł 500-ny komentarz na tym blogu:) Jego autorką jest Lena którą proszę o namiary gdyż mam dla niej niespodziewajkę:)

Ale to nie wszystko jest. Od jakiegoś czasu serwis nakanapie.pl zmienił zasady organizowania konkursów. Użytkownicy wiedzą o co chodzi a dla tych co nie wiedzą - w skrócie to wygląda tak, że każdy aktywny bywalec Kanapy może zgłosić propozycję zadania konkursowego, a jeśli jego pytanie będzie wykorzystane w konkursie to razem z Administracją czyli Przemkiem i Agacią wybiera zwycięzców konkursu. I możecie sobie wyobrazić moją radość kiedy okazało się, że w dzisiejszym konkursie znalazła się moja propozycja. Konkurs dotyczy książki Hillary Norman pt. "Uwięzieni" a moje pytanie brzmi: "Wymień trzy cechy niezbędne w zawodzie  detektywa. Odpowiedź uzasadnij w 2-3 zdaniach."
Konkurs trwa do środy włącznie, ja już mam po jednym dniu poważny zgryz kogo wybrać a odpowiedzi przybywa:)

I jeszcze jedna niespodzianka która mnie dzisiaj spotkała - pan listonosz przyniósł mi dzisiaj paczkę, której się zupełnie nie spodziewałam a w środku znalazłam "Krawędź czasu" Krzysztofa Piskorskiego wydaną przez  wydawnictwo Runa. Pierwsza myśl była taka, że Kanapa przysłała mi przez pomyłkę książkę do recenzji, która miała trafić do kogoś zupełnie innego - już mi się kila razy taka sytuacja zdarzyła. Przemek wyparł się jednak kategorycznie jakiegokolwiek związku z w/w książką. Nie powiem lubię dostawać prezenty ale jeżeli wiem od kogo i  z jakiej okazji - tymczasem w tym wypadku miałam w głowie pustkę doskonałą. Zaczęłam szukać wśród instytucji które objęły tę książkę patronatem i w końcu udało się:)
Serwis naszemiasto.pl już jakiś czas temu organizował konkurs na który wysłałam odpowiedź, następnie o nim zapomniałam a oni z kolei nie zawiadomili mnie o wyróżnieniu tylko od razu wysłali książkę.

A oto konkursowe pytanie  i moja odpowiedź:
Która z książek o podróżach w czasie wywarła na Tobie największe wrażenie?


Wśród książek traktujących o podróżach w czasie dla mnie taką najważniejszą była chyba ta pierwsza przeczytana na ten temat a mianowicie "Godzina pąsowej róży" Marii Kruger. Zdaję sobie sprawę, że przy dzisiejszych książkach sf czy fantasy to straszna ramota jest ale dla 11-letniej dziewczynki to było objawienie, że można by cofnąć się w czasie, przeżyć wspaniałą przygodę, pomimo niewielkiego szkolnego zakresu wiedzy uchodzić za geniusza czy wiedzieć co czeka spotkanych tam ludzi w przyszłości. Długo, oj długo mi się marzyło żeby odbyć taką cudowną podróż - no niestety na marzeniach się skończyło...


I powiedzcie, czy to nie wspaniały początek tygodnia?

Niesamowity debiut nastolatki

O debiutanckiej powieści Anny Walczak słyszałam już jakiś czas temu i byłam ogromnie ciekawa jakież to dzieło wyszło spod ręki 14-latki. Ucieszyłam się więc kiedy w lokalizatorze "Włóczykijki" przeczytałam, że ta właśnie książka do mnie wędruje.
Pierwsze wrażenie to okładka – powiem szczerze, że nie oceniam po niej zawartości ale w tym wypadku chyle czoła przed jej autorką Pauliną Radomską-Skierkowską – cudowny projekt. Po zachwytach nad graficzną strona przedsięwzięcia przyszedł czas na lekturę. Moje początkowe obawy spowodowane tym, ze pracując z nastolatkami w gimnazjum znam niestety ich możliwości twórcze, bardzo szybko się rozwiały. Miałam w ręce spójną, przemyślaną książkę, przepełnioną emocjami i świetnie napisaną.
Za chwilę książka i zakładki trafią do koperty
i... powędrują dalej w świat:)

Madison Carpen i Daniel Broogins poznali się w liceum i praktycznie od razu się znienawidzili. Daniel, jedyny syn i spadkobierca najbogatszej rodziny w mieście poniżał i obrażał Madison zmagającą się z niedostatkiem córkę alkoholika i sadysty. Po zakończeniu szkoły ich drogi się rozeszły by ponownie spotkać się po kilku latach. Pomimo starych zadrażnień i ciągle żywej nienawiści Madison proponuje Danielowi małżeństwo – wie, że on musi się ożenić w krótkim czasie (założył się o ogromną sumę pieniędzy) a ona mogłaby się wyrwać ze swojej beznadziejnej egzystencji i spod karzącej ręki ojca. Daniel przystaje na propozycję Madison i rozpoczynają wspólne życie. Tylko czy można nazwać to życie wspólnym? Mieszkają w jednym domu, od czasu do czasu wspólnie gdzieś się pokazują publicznie, co jakiś czas spotykają się przy śniadaniu. Jednak ich wzajemne stosunki przepełnione są wrogością i Madison zaczyna się zastanawiać czy przypadkiem nie trafiła w gorsze miejsce niż jej dom rodzinny…
Z notki umieszczonej na okładce dowiedziałam się, że ulubioną książką autorki jest „Duma i uprzedzenie” Jane Austen a ukochana muzyka to gotycki rock. I muszę powiedzieć, że te dwie fascynacje są widoczne w tej historii – postacie i losy Madison i Daniela są inspirowane, chociaż bardzo delikatnie, losami Lizzy Bennet i pana Darcy’ego. Z kolei oczarowanie gotykiem jest wyraźnie widoczne w kolorycie powieści – powiem szczerze, ze w pewnym momencie odłożyłam książkę i wyszłam na balkon, na słońce bo już miałam dosyć wszechogarniającej i przytłaczającej czarni.
W książce uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz, nie wiem czy zamierzona przez autorkę czy tylko tak przypadkiem wyszło, a mianowicie to, że niemal nie ma tam zdań złożonych. Krótkie zdania potęgują emocje, niektóre odczuwałam niemal jak uderzenie. Szczególnie było to widoczne w pierwszej części utworu.
Czy widać, że książkę napisała nastolatka? Przyznam, że są takie momenty, kiedy np. Daniel zaczyna mówić slangiem młodzieżowym, jednak jest ich tak niewiele, że przy lekturze można zapomnieć o wieku autorki. Mam nadzieję, że Ania jeszcze nie raz nas pozytywnie zaskoczy i po raz kolejny będę mogła się wypowiedzieć na temat jej twórczości.
Mam nadzieję, że kolejnym uczestnikom akcji książka spodoba się tak jak i mnie, bo jeszcze raz podkreślam -  niezwykła jest ta powieść napisana przez nastolatkę podczas kiedy jej rówieśniczki często mają problem z napisaniem sensownej 20-linijkowej wypowiedzi na zadany temat.

Książkę do akcji "Włóczykijka" przekazało Wydawnictwo "Novae Res" 

sobota, 26 marca 2011

Huck Finn - przyjaciel Tomka Sawyera

Jakiś czas temu pisałam o „Przygodach Tomka Sawyera” Marka Twaina a dzisiaj słów parę o kolejnej książce tego autora a mianowicie o „Przygodach Hucka”, które są niejako kontynuacją poprzedniej.
Głównym bohaterem jest Huckelberry Finn, włóczęga i półsierota, który razem z Tomkiem znalazł skarb a przy okazji stał się bohaterem miasteczka St. Petersburg. Huckiem zaopiekowała się wdowa Douglas jednak dla chłopca nie przyzwyczajonego do żadnych obowiązków i zorganizowanego życia jest to prawdziwa męczarnia. Huck stara się sprostać stawianym sobie wymaganiom jednak kiedy już wydaje się, że wszystko dobrze się potoczy pojawia się jego ojciec. Finn senior dowiedział się bowiem, że syn jest posiadaczem znacznego majątku i postanawia to wykorzystać dla swoich celów. Huckowi udaje się jednak uciec i po sfingowaniu własnej śmierci postanawia popłynąć tratwą w dół rzeki Missouri aby z dala od ojca rozpocząć nowe życie. Okazuje się, że podobny pomysł ma Jim, Murzyn należący do miss Watson, siostry pani Douglas, który chce się dostać do jednego ze stanów w których nie ma niewolnictwa. Ich podróż obfituje w przeróżne przygody, niektóre naprawdę groźne jednak pomysłowość i odwaga Hucka pomaga im wyjść z nich obronną ręką.
Książka pomimo że bardzo pogodna i wesoła dotyka bardzo poważnego problemu a mianowicie niewolnictwa. Akcja toczy się bowiem na południu Stanów Zjednoczonych w czasach przed wojną secesyjną. Huck lubi Jima jednak dopiero po dosyć długim okresie spędzonego razem czasu zaczyna w nim widzieć człowieka. Ponieważ bohaterowie cały czas znajdują się w podróży mamy możliwość obserwować różnorodne zjawiska społeczne i typy ludzkie. Razem z Huckiem jesteśmy świadkami zabójstwa, próby linczu, obławy na zbiegłych niewolników, występów różnej maści szarlatanów, waśni rodowych i innych.
Huck kilkakrotnie jest zmuszony podjąć bardzo trudne decyzje z którymi kłopot miałaby dorosła osoba a cóż dopiero mówić o kilkunastoletnim chłopcu. Stara się jednak nikogo nie ranić i nawet jeśli zdarzy mu się pomyłka to natychmiast podejmuje próbę naprewy zaistniałej sytuacji. Twain troszkę za bardzo idealnie przedstawia Hucka, no ale z drugiej strony to książka dla młodego czytelnika więc powinna nieść ze sobą pozytywne przesłanie.
Podobnie jak w przypadku „Przygód Tomka Sawyera” serdecznie polecam lekturę „Przygód Hucka” – z pewnością nie będzie to czas stracony.  

Stosik nr 7

Kolejna sobota i kolejny stos - szczerze mówiąc nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że tyle książek z różnych źródeł do mnie dociera. A teraz jest to udokumentowane czarno na białym znaczy się w kolorze:)

Patrząc od dołu - te 6 książek to efekt zakupów na kiermaszu w Bibliotece Gminnej i u mnie w pracy. Cztery wzbogacą księgozbiór syna a pozostałe mają być pomocą dydaktyczną dla mamy.

I tak do Piotrusia wędrują:
"Zwierzęta Polski"
"Moja mała encyklopedia. Rośliny"
"Moja mała encyklopedia. Woda"
"Zielona Encyklopedia, czyli wszystko co musisz wiedzieć o ekologii"

Moi uczniowie będą mieli okazję poznać
"Skarbiec sztuki" Rosie Dickins
"Zwycięstwa oręża polskiego"


Kolejne trzy książki z Targu z Książkami
"Zupa z ryby fugu" Moniki Szwai, przeczytana i zrecenzowana jakiś czas temu (zapraszam TUTAJ ) a teraz zakupiona do domowej biblioteczki.
"Polowanie na Perpetuę" Ewy Stec
"Sezon na cuda" Magdaleny Kordel  - też już przeczytana w ramach akcji "Włóczykijka" i kupiona jako sprawdzony polepszacz nastroju:)

Kolejna trójca to efekt prezentów urodzinowych (dostałam pieniążki do zainwestowania w coś pożytecznego:D) czyli zakupy w Kumiko
"Uroczysko" Magdaleny Kordel, żeby komplet był,
"Statek śmierci" i "Korsarz" Cliva Cusslera - bo lubię tego autora i już...

"Dysonans" Ewy Stachniak to nagroda od serwisu nakanapie.pl. Doceniono moją wypowiedź w konkursie Shitownik paryski. Pochwalę się przy okazji, że będzie ona zamieszczona w powstającej właśnie powieści autorstwa Pawła Zapendowskiego - użytkownicy Kanapy są współtwórcami tego projektu.

Na samym szczycie książka Ani Walczak "Spalona róża" która nieelegancko mówiąc "przywlokła się" do mnie w ramach organizowanej i prowadzonej przez Lenę i Tajemnicę akcji "Włóczykijka".

A za oknem pada śnieg z deszczem, czyli... wymarzona pogoda na lekturę;)

piątek, 25 marca 2011

Przeczytaj dziś, zanim nadejdzie Jutro

Bardzo mnie, nauczycielkę i bibliotekarkę w gimnazjum, ucieszyła wiadomość o akcji jaką planuje wydawnictwo "Znak". Akcja ma na celu promocję czytelnictwa wśród młodzieży. Ale oddajmy głos organizatorom:


Ostanie badania czytelnictwa potwierdzają tezę, że Polacy przestają czytać. Szkoła – najbardziej naturalne miejsce – nie wyrabia nawyków czytelniczych – co trzeci uczeń i student nie sięgnął w ubiegłym roku po książkę.

Musimy to zmienić! Znak, jako wydawnictwo gromadzące wokół siebie środowisko wybitnych pisarzy, filozofów i naukowców, czuje się szczególnie zobowiązany do promocji kultury czytania. Dlatego przed zbliżającym się Światowym Dniem Książki rozpoczniemy akcję wspierającą czytelnictwo wśród młodzieży Przeczytaj dziś, zanim nadejdzie Jutro.

Zainspirowały nas działania, jakie przeprowadzono w Szwecji w ramach Läsrörelsen [Ruch Czytelnictwa]. Jego twórcy uznali, że wysoki poziom kultury czytania jest niezbędnym warunkiem istnienia demokracji. Początkowo była to inicjatywa intelektualistów i edukatorów, jednak z czasem akcja nabrała rozpędu i włączyły się w nią kolejne instytucje, ministerstwa i rząd Szwecji.
W trakcie projektu uruchomiono ponad 120 programów, w tym Ge dina barn ett språk, czyli Dajmy dzieciom język.
Dzieci i młodzież poproszono o wybranie książek, które mają największe szanse, by zachęcić ich rówieśników do czytania. Jutro Johna Marsdena znalazła się w tym zestawieniu jako jedyna książka spoza Szwecji. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się rozpocząć akcję w momencie wydania tej książki w Polsce.
Akcję przeprowadzono także w miejscach niekojarzonych dotąd z czytaniem – wybrane tytuły były między innymi dołączane w McDonald's do zestawów Happy Meal. Łącznie rozdano 1,2 mln egzemplarzy książek.

Przedstawiliśmy nasz projekt uczniom i nauczycielom. Rozmawialiśmy z młodzieżą o tym, co podoba im się w książkach. Dyskutowaliśmy z pedagogami o tym, jak mogą wykorzystać Jutro do rozmowy o uniwersalnych wartościach. Chcemy pokazać, że można o tych wartościach mówić współczesnym, przystępnym językiem. Że lektury szkolne nie muszą być nudne, a czytanie może być po prostu fajne.
W wyniku współpracy z dr Gabrielą Olszowską, recenzentką ministerialną i dyrektor krakowskiego gimnazjum, powstał szereg materiałów dydaktycznych ułatwiających przeprowadzenie lekcji [m.in. z języka polskiego, języka angielskiego, wiedzy o społeczeństwie].
W ramach akcji chcemy przekazać każdemu gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej zestaw materiałów edukacyjnych, egzemplarz  powieści Johna Marsdena Jutro oraz materiały informujące o konkursie dla uczniów – przesłane materiały stanowić będą komplet narzędzi potrzebnych do przeprowadzenia lekcji.
Kontaktujemy się już ze szkołami, które bezpośrednio zapraszamy do wzięcia udziału akcji – skontaktowaliśmy się już z ponad dwoma tysiącami gimnazjów.

Wszystkie osoby, które chciałyby zgłosić swoją szkołę do udziału w akcji, prosimy o kontakt mailowy: jutro@znak.com.pl
Wkrótce ruszy również oficjalna strona www.seriajutro.pl




środa, 23 marca 2011

Z wizytą w Narnii


Zauważyłam, że jeżeli już ktoś pisze o „Opowieściach z Narnii” C.S. Lewisa to najczęściej o dwóch pierwszych tomach a przecież cykl liczy siedem części. Z moim Piotrusiem czytamy aktualnie piątą część narnijskiego cyklu a mianowicie książeczkę pt. „Koń i jego chłopiec”. Jest to jedyny tom w którym bohaterowie nie wędrują między światami równoległymi a głównymi bohaterami są istoty z pochodzące z samej Narnii i okolicznych królestw.
Pewnego dnia młody chłopiec imieniem Szasta dowiaduje się, że rybak który go wychowywał nie jest jego ojcem i postanawia od niego uciec. Zupełnie nieoczekiwanie zyskuje sprzymierzeńca w narnijskim mówiącym koniu, który kilka lat wcześniej został schwytany i sprzedany do Kalormenu a w chwili poznania Szasty otrzymuje możliwość powrotu do ojczyzny. W czasie szalonej ucieczki przed lwami Szasta i Bri spotykają księżniczkę Aravis która również uciekła z domu i w towarzystwie swjej pochodzącej z Narnii klaczy Hwin zmierza w kierunku granicy z Archenlandią. Niebezpieczeństwo połączyło losy tej czwórki która w dalszą pełną przygód podróż wyrusza już razem. Podróż wiedzie przez Taszbaan czyli stolicę Kalormenu, pustynię oraz lesiste wzgórza Archenlandii za którymi znajduje się cel ich podróży - Narnia.
Tę książkę można odbierać, podobnie jak cały narnijski cykl, dwupoziomowo. Dla mojego sześcioletniego synka to śliczna bajka, pełna przygód, mówiących zwierząt z Wielkim Lwem Aslanem na czele, królów, księżniczek i rycerzy. Dla mnie, czytającej „Opowieści” po raz któryś z kolei to historia pełna religijnych odniesień a także w pewnym sensie studium psychologiczne. Lewis pokazuje przemianę wewnętrzną swoich bohaterów – dumna i samolubna Aravis zaprzyjaźnia się z biednym rybakiem, nieśmiała i delikatna Hwin w chwili zagrożenia wykazuje się ogromną wytrzymałością i determinacją a Szasta w obronie przyjaciół nie waha się stanąć do walki z lwem. Na tle tej trójki najgorzej wypada Bri – zadufany w sobie, uważa Szastę i Hwin za kogoś gorszego od siebie, stara się zawsze narzucić swoje zdanie a w chwili próby zawodzi… Ale i dla  niego jest szansa na rehabilitację jak to we wszystkich bajkach bywa…
Jeżeli ktoś nie zna narnijskiego cyklu to serdecznie zachęcam do jego lektury – „Opowieści z Narnii” to nie tylko „Lew, czarownica i stara szafa”, „Książę Kaspian” i zekranizowana w ubiegłym roku „Podróż >>Wędrowca poświtu<<” ale również „Srebrne Krzesło”, omówiony tutaj „Koń i jego chłopiec”, „Siostrzeniec czarodzieja” oraz „Ostatnia bitwa”. Te książki to doskonała lektura dla czytelników w każdym wieku.