wtorek, 8 maja 2012

Jak stary król się z młodą księżniczką ożenił


Dzień urodzin Kraszewskiego zbliża się milowymi krokami a mnie pozostało jeszcze kilka książek do przeczytania  i zrecenzowania …

Kolejny tom „Dziejów Polski” nosi tytuł „Matka Królów”. Określenie to przyjęło się stosować do królowej Elżbiety Rakuszanki, żony Kazimierza Jagiellończyka, której czterech synów nosiło korony królewskie – trzej w Polsce, a czwarty zasiadał na tronie Czech i Węgier.  Kraszewski miał jednak na myśli inną naszą władczynię, a mianowicie królową Zofię Holszańską, czwartą żonę Władysława Jagiełły, popularnie zwaną Sonką.

Powieść rozpoczyna się w chwili kiedy umiera trzecia żona Jagiełły, nieakceptowana przez ogół szlachty Elżbieta Granowska. Król jest już posunięty w latach, ma córkę z drugiego małżeństwa, która ma ogromne szanse na polską koronę (jest bowiem w prostej linii prawnuczką Kazimierza Wielkiego), przestał mieć nadzieję na męskiego potomka, faktyczną władzę w Polsce sprawuje Rada Królewska na czele z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim a rządy wielkoksiążęce na Litwie sprawuje stryjeczny brat Jagiełły Witold. I to właśnie on podsuwa staremu królowi pomysł ożenku oraz najwłaściwszą, jego zdaniem, kandydatkę – młodziutką Zofię, siostrzenicę jego zmarłej żony. Witold ma w tym swój cel, bowiem planuje za pośrednictwem krewnej wpływać na króla. Tymczasem, kiedy już udaje się doprowadzić do małżeństwa i koronacji Sonki okazuje się, że młoda królowa jest co prawda wdzięczna za tak ogromne wyniesienie, ale agentką swojego wuja być nie myśli. Rozjątrzony Witold planuje straszliwą zemstę, w której niebagatelną rolę odegrała powszechnie znana podejrzliwość i łatwowierność króla…
Cały czas miałam wrażenie, że Kraszewski pisał tę książkę w jakimś ogromnym pośpiechu, bo zdarzały się w poprzednich tomach błędy rzeczowe, ale tak jak w przypadku tej powieści to dawno JIK nie namotał. Przykład pierwszy z brzegu – Zbigniew z Brzezia był marszałkiem dworu, ale zmarł zanim Jagiełło ożenił się z Sonką. I faktycznie, gdzieś tam w tle występuje wdowa po nim. Jednak w chwili kiedy Witold oskarża królową o cudzołóstwo a Jagiełło wydaje rozkaz aby odstawiono ją do Wilna, Zbigniew cudownie zmartwychwstaje, udaje mu się przejednać pierwszy gniew króla i wynegocjować odesłanie królowej do Krakowa. A kiedy kilka miesięcy później odbywa się uroczyste złożenie zaręczenia za niewinność królowej żona Zbigniewa po dawnemu jest znów wdową… A to nie jedyny cudownie zmartwychwstały.

Jednak sprawiedliwie trzeba przyznać Kraszewskiemu, że po raz kolejny napisał powieść, którą czyta się z przyjemnością - wartka akcja, barwne postacie, wątki romansowe oraz walka o władzę powinny zaciekawić nawet takie osoby, którym z historią nie do końca jest po drodze.
Odnoszę tylko wrażenie, że Jagiełło nie należał do ulubionych władców Kraszewskiego - przedstawia go bowiem pisarz jako zdziecinniałego starca, bojącego się własnego cienia, krótkowzrocznego i łatwowiernego. Przy okazji przypomina mi się oglądany przed laty serial "Królewskie sny" dotyczący tego samego okresu w życiu Jagiełły. W postać króla wcielał się nieodżałowany Gustaw Holoubek - mam przed oczami jego kreację - Jagiełło jest starym człowiekiem, ale zachował godność, zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę jest tylko figurą w rękach Oleśnickiego i konkurującego z nim Witolda jednak mimo to wzbudza szacunek. Tymczasem Jagiełło u Kraszewskiego budzi jedynie litość.

Mam nadzieję, że pomimo wszystko Jagiełło w wersji Józefa Hena (na jego książce oparty był serial) ma więcej wspólnego z rzeczywistością niż ten, którego stworzył Kraszewski.

niedziela, 6 maja 2012

Stosisko, 30 dni razy dwa i... zakwasy:(

Co to są zakwasy to każdy pewnie wie... Ja takowych się dorobiłam wczoraj odchwaszczając klomb z piwoniami. Klomb wygląda jak trzeba, ale ja nieco przeceniłam własne możliwości i dostałam takich bólów w rękach, że całą noc nie spałam, a i dzisiaj niewiele udało mi się zrobić... Miała być recenzja, ale nie dałam rady...
Tak więc będzie tylko zdjęcie stosiku, a właściwie stosiska, które się zbierało przez trzy tygodnie. Są w nim pożyczki od biblionetkowiczów, dwie "Włóczykijki", kilka wymianek, trzy egzemplarze recenzenckie i jeden miły prezencik:


************************************************************

DZIEŃ 22 (to za wczoraj)
Ulubiona seria wydawnicza

Ulubiona ze względu na tematykę (podróże) oraz niezwykłą staranność edytorską - "Biblioteka Poznaj Świat" wydawnictwa Bernardinum.



DZIEŃ 23
Ulubiony romans

Może nie do końca jest to romans, ale jedna z najbardziej romantycznych historii jakie znam - historia o Ani Shirley i Gilbrcie Blythe czyli "Ania z Zielonego Wzgórza" L. M. Montgomery i jej kontynuacje.


piątek, 4 maja 2012

Hurtownia - TOP10, 30 dni i 3 książki.

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć ulubionych animacji!


Ulubione animacje... Przypominają się czasy dzieciństwa i wczesnej młodości... A więc powspominajmy:)


Bolek i Lolek


Gumisie


Krecik


Między nami jaskiniowcami


Miś Yogi


Pszczółka Maja


Rozbójnik Rumcajs


Siostrzeńcy Kaczora Donalda


Smerfy


Wilk i zając

**************************************************************

DZIEŃ 21
Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś

Tej kategorii to już za nic nie rozumiem... Przede wszystkim nie wstydzę się, że coś przeczytałam - widocznie w konkretnej sytuacji potrzebna mi była taka a nie inna lektura i już. Owszem jest parę książek, po które dzisiaj bym nie sięgnęła, no ale ponoć tylko krowa nie zmienia przyzwyczajeń...
I w kategorii "dzisiaj bym tego raczej nie czytała" mieszczą się wydawane w latach 90-tych tzw. harlequiny - małe książeczki do kupienia w każdym kiosku, do przeczytania w ciągu 2 godzin i do zapomnienia w ciągu 15 minut. Historie były mocno romansowe i łzawe, literacko to cieniutkie było, ale bez tych książeczek chyba nie przetrwałabym niektórych co nudniejszych wykładów na studiach... A tak zajmowało się strategiczną pozycję na sali wykładowej i odpływał człowiek w krainę bzdurnego romansidła. A na następny wykład pożyczało się od którejś z koleżanek kolejną książeczkę i jakoś to szło...

******************************************************

Na koniec chciałabym napisać kilka zdań o książkach, które przeczytałam dzięki użytkownikom BiblioNETki. I obiektywnie rzecz biorąc pewnie bym po nie w innych okolicznościach przyrody nie sięgnęła, bo one są tak trochę z boku moich zainteresowań literackich.

Dzięki pożyczce w czasie spotkania krakowskich biblionetkowiczów trafiła w moje ręce powieść Bohumila Hrabala pt. "Obsługiwałem angielskiego króla" - może ktoś z Was, drodzy odwiedzający, widział ekranizację tej książki, która powstała w 2006 roku.
Nie ukrywam, że początkowo czytało mi się trudno - a to ze względu na sposób prowadzenia narracji. Fabułę książki stanowią dzieje małomiasteczkowego kelnera, który po wielu perypetiach dorabia się własnego hotelu a potem go traci. Wszystko to na tle historii Czech - od lat 20-tych do 60-tych ubiegłego wieku.
Narratorem jest główny bohater a cała książka pomyślana jest jako kilka historii, które Jan Dite opowiada swoim sąsiadom. I właśnie język, którym posługuje się Dite stanowi największe wyzwanie dla czytelnika. Zdania wielokrotnie złożone, wtrącane wyrażenia gwarowe, częste dygresje - to z jednej strony uwiarygodnia tekst, ale z drugiej wymaga maksymalnego skupienia i uwagi przy czytaniu.

Ale jak już sie człowiek oswoi z tym stylem to potem idzie gładko. Coś mam wrażenie, że będę się starała zacieśnić znajomość z panem Hrabalem.

#####

W BiblioNETce od prawie roku działa instytucja "wędrującej książki". Już gdzieś o tym pisałam, ale krótko przypomnę - użytkownicy portalu mogą wysłać swoją książkę w podróż do chętnych na jej przeczytanie. Akcja bardzo miła, dzięki niej przeczytałam np. "Księdza Rafała" M. Grabskiego czy "Kukułkę" A. Kozłowskiej a sama wysłałam na wycieczkę swój egzemplarz "Dożywocia" M. Kisiel.

Ostatnio przeczytałam w ramach tych wędrówek książkę "Zauroczenie" Margit Sandemo, która jest pierwszym tomem "Sagi o Ludziach Lodu". 
Rzecz dzieje się w XVI-wiecznej, nękanej wojnami Norwegii. Główna bohaterka to siedemnastoletnia Silje - córka kowala, jako jedyna z całej rodziny ocalała z zarazy, błąka sie w poszukiwaniu jedzenia i schronienia. Pomimo, że sama nie ma z czego żyć, przygarnia dwójkę małych dzieci - dwuletnią Sol, której matka zmarła na zarazę oraz Daga, noworodka porzuconego w lesie. Przypadek sprawia, że Silje poznaje Heminga oraz Tengela - buntowników przeciwko obcym rządom w kraju oraz członków tajemniczej i groźnej społeczności zwanej Ludźmi Lodu. Jak się szybko okaże Silje będzie musiała, pomimo dręczących ja obaw, zaufać i powierzyć im życie swoje i swoich podopiecznych...

Książka mi się dosyć podobała i z czystym sumieniem mogę ją polecić wielbicielkom powieści obyczajowych z romantycznym wątkiem, osadzonych w dawnych wiekach.
Ma ta książka jeden mankament, a mianowicie otwarte zakończenie. Nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę, że stanowi pierwszy tom cyklu i ma zachęcić do sięgnięcia po dalsze części. I ja czuję się zachęcona ale i przerażona bowiem tej kontynuacji jest jakaś opętana liczba tomów - jeśli wierzyć BiblioNetce to cała saga liczy sobie 47 tomów... 
Życia mi nie starczy;(

#####

I ostatnia pozycja o której dzisiaj piszę - to również taka "wędrująca biblionetkowa książka". Nosi tytuł "Jest super!" a jej autorką jest Agnieszka Sikorska-Celejewska, użytkownikom BiblioNetki bardziej znana jako Agis, bo pod takim nickiem już od wielu lat jest obecna na portalu.
"Jest super!" to historia dwóch przyjaciółek Jagody i Dorotki, które po zdaniu matury postanawiają zacząć dorosłe życie. Wydaje im się, że świat jest na wyciągnięcie ręki i wszystko musi im się udać. Niestety dosyć szybko dochodzi do zderzenia z rzeczywistością i okazuje się, że brak stałej pracy, wynajmowanie najtańszego pokoju i brak perspektyw to wszystko co życie może im zaoferować. Dziewczyny nie załamują się jednak, a dzięki pomocy przyjaciół powoli stają na nogi. 
Powieść przeznaczona jest według mnie raczej do młodego czytelnika, stojącego przed podobnymi wyborami co Jagoda i Dorotka. Jednak i dla tych nieco starszych może to być pożyteczna lektura - na ten przykład rodzice nastolatków będą mieli możliwość dowiedzieć się co chodzi po głowach ich pociech...


czwartek, 3 maja 2012

30 dni z książką

DZIEŃ 20
Książka, którą poleciłabyś osobie o wąskich horyzontach myślowych

Matko, a jak to rozumieć? Czy ta osoba jest ograniczona, że tak powiem genetycznie (żeby nie napisać głupia)? Czy może jest zafiksowana na jakiś jeden temat czy jedną dziedzinę? 
Cóż, przychodzi mo do głowy tylko jedna rzecz, która te horyzonty może poszerzyć. A jest to



wtorek, 1 maja 2012

30 książek i TOP10

DZIEŃ 19
Książka dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat

Chyba każda książka, która traktuje o obcych kulturach wpływa na moje widzenie świata i często zmienia moje nastawienie do pewnych kwestii. Bo zdarza mi się, ze wstydem to przyznaję, myśleć stereotypami. I tak moje widzenie roli kobiety w islamie zmieniło się po lekturze tej książki:


*************************************************************

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć książek do zabrania na bezludną wyspę!


Pogoda taka bardziej tropikalna, więc to zagubione w czasoprzestrzeni zestawienie jak najbardziej pasuje, bo przecież bezludne wyspy to w strefach gorących występują. Co by tu zabrać?

Coś o takich, którym się w podobnej sytuacji udało, czyli




Kilka książek, które mogą pomóc w życiu na wyspie:




Wreszcie kilka książek, które już dawno chciałam przeczytać a ciągle nie mam czasu





I oczywiście coś, żeby nie zwariować, czyli 


To może trochę naciągane, zakwalifikować całego Pratchetta jako jedną pozycję, ale jak mnie będzie stać na podróż w tropiki to i na jakiś czytnik z kompletem e-booków pana TP też powinno wystarczyć...

Przeczytałam horror i przeżyłam...

Tak sobie myślę, że już nic gorszego niż przeczytanie horroru Sardegna w swoim wyzwaniu nie wymyśli... No chyba, że coś o wampirach będzie;(

Nie ukrywam, że literatura  i filmy grozy budzą we mnie niechęć od zawsze. Jeśli chodzi o filmy to kilka faktycznie oglądałam i to nawet (zdaniem tych co się na tym znają) te z nieco wyższej horrorowej półki. Ale wspomnienia z nimi związane mam mocno nieprzyjemne. W szkole podstawowej będąc obejrzałam "Rój" Irvina Allena, który sklasyfikowany był jako film fantastycznonaukowy a nie horror (i chyba tylko to tłumaczy, że obejrzałam go w czasie wycieczki szkolnej...) ale po którym został mi paniczny strach przed pszczołami. Było to o tyle kłopotliwe, że w tamtym okresie mój tato, będący wielbicielem tych owadów, miał koło domu kilka uli - żadną prośbą ani groźbą nie można mnie było zmusić, żebym przeszła koło nich w odległości bliższej niż 20 metrów.
Drugim horrorem, który zapadł mi głęboko w pamięć był "Duch" Tobe'a Hoopera. Tu z kolei byłam w kinie z koleżankami i kolegami z internatu. Kiedy cały tłum widzów wychodził z kina jeden z kolegów chcąc mi zrobić kawał, dotknął w ciemności zimną ręką mojego karku doprowadzając do wybuchu histerii (jeden jedyny raz w życiu mi się to zdarzyło) i moje wrzaski słychać było chyba kilka ulic dalej...
Tak więc filmom i, przy okazji, książkom z dreszczykiem powiedziałam nie. I przez wiele lat tego się trzymałam.

Ale dla dobra wyzwania postanowiłam się przełamać. Po raz kolejny pmocny okazał się szwagrowy stos "spadkowy" z którego wygrzebałam "Jasność" Stephena Kinga - bo jak już koniecznie spaść to z wysokiego konia.
Zaczęłam czytać i właściwie od razu sobie uświadomiłam, że trzymana przeze mnie książka to pierwowzór "Lśnienia" Stanleya Kubricka. Filmu nigdy nie widziałam ale o czym jest mniej więcej wiem. A teraz już wiem, że za żadne skarby go dobrowolnie nie obejrzę...

Książka stanowi historię pewnej rodziny, która przez kilka miesięcy przebywa odizolowana od świata w zamkniętym hotelu w górach. Torrance'owie to młode małżeństwo z pięcioletnim synkiem. Jack stracił pracę w szkole i aby utrzymać rodzinę zmuszony jest starać się o posadę zimowego stróża hotelu "Panorama". Obiekt ma niezbyt dobrą sławę - Grady, jeden z poprzedników Jacka, zamordował swoją trzyosobową rodzinę a sam popełnił samobójstwo. Mężczyzna nie ma jednak zbyt wielkiego wyboru i razem z żoną Wendy i synkiem Dannym zamieszkuje w hotelu. Początkowo wydaje się, że wszystko będzie w porządku - praca nie jest specjalnie ciężka, a Torrance'owie bez większego problemu organizują sobie czas wolny. Niestety spokój jest tylko pozorny, atmosfera robi się coraz gęstsza, a Jack, który w normalnych warunkach nie zawsze potrafił nad sobą panować (w chwili zdenerwowania popada w swego rodzaju amok - np. będąc w takim stanie złamał trzyletniemu Danny'emu rękę) staje się coraz bardziej szalony...
Nastrój grozy potęguje zachowanie synka Torrance'ów - Danny ma niezwykle silne zdolności telepatyczne, widzi i czuje więcej niż jest w stanie zrozumieć. To on odkrywa, że w budynku czai się duch Grady'ego, który coraz bardziej wpływa na jego tatę...

Skłamałabym, twierdząc, że czytało mi się lekko, łatwo i przyjemnie. Chociaż bezstronnie przyznaję, że King mistrzem pióra jest i nazwisko nosi adekwatne do talentu literackiego. Po mistrzowsku buduje napięcie i powieść, która zapowiada się początkowo jako zwykła obyczajówka nie wiadomo kiedy zmienia się w mrożącą krew w żyłach historię. Ale tego wielbicielom pisarza nie muszę uświadamiać, bo wiedzą to lepiej ode mnie. 
Natomiast jeśli ktoś, podobnie jak ja, nie ma za wielkiego nabożeństwa do takich książek to niech się trzy razy zastanowi czy aby na pewno jest gotowy na wizytę w hotelu "Panorama"

I tak na koniec przyszło mi do głowy coś takiego. Najbardziej chyba boimy się tego, co faktycznie może się zdarzyć, bo jakieś gigantyczne potwory typu Godzilla na ten przykład nie robią na mnie tak piorunującego wrażenia.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

30 dni z książką i zapowiedź na dzień jutrzejszy:)

DZIEŃ 18 
Twoja ukochana książka, której już nie można kupić

Tu by się kilka książek znalazło - bo z pełną wersją "Błękitnego zamku" L.M. Montgomery są niejakie trudności, "Tajemniczy opiekun" J. Webster też pojawia się i znika, a jego kontynuacja pt. "Kochany Wrogu" ostatni raz wydana była w latach 70-tych, do niedawna "Tajemnica Abigail" M. Szabo też była takim białym krukiem...
Książka, którą dzisiaj chcę przywołać to przepiękna opowieść Jalu Kurka pt. "Księga Tatr" - nie do dostania, w każdym razie mnie się za rozsądne pieniądze nie trafiła. Znalazłam ją w bibliotece, już mocno nadgryzioną zębem czasu i wręcz pochłonęłam. Historia Zakopanego i ludzi z nim związanych od lat 40-tych XIX wieku aż do początków wieku XX - poetycka, baśniowa, nostalgiczna... Cudności.


******************************************************

Miałam jeszcze dzisiaj napisać recenzję przeczytanego na okoliczność wyzwania "Trójka e-pik" horroru. Ale po pierwsze nie do końca jestem przytomna a poza tym pisanie o tego typu książce w środku nocy nie jest najlepszym pomysłem. 
Tak, że z przeczytaniem w terminie się zmieściłam, ale recenzja się dopiero jutro ukaże:)
I to pewnie koło południa...