Na początek jeszcze raz serdecznie gratuluję Zacofanemu w Lekturze, który został tegorocznym laureatem Ebuki - nagrody dla najlepszego bloga o tematyce książkowej. Byłeś moim faworytem - mam na to świadków w osobach moich koleżanek z pracy (część osób wie, że prowadzę bloga i nawet czasami go podczytuje) oraz samego dyrektora mojego gimnazjum (przy okazji się dowiedział o moich pozaszkolnych działaniach).
Nagrodę Rednacza portalu Duże Ka zdobył blog Czytajki - dziecięcych książek czar natomiast w dalszym ciągu trwa głosowanie czytelników - laureata tej nagrody poznamy w październiku w Krakowie.
*******************************************
Przeczytałam. Co tam przeczytałam - połknęłam w ciągu dwóch dni pierwszy tom "Pieśni Lodu i Ognia" czyli "Grę o tron" G. R.R. Martina. Śliczna jest;)
O czym jest książka pewnie większość doskonale wie. Ale jakby się przypadkiem trafił ktoś niezorientowany to pokrótce wygląda to tak: kilkanaście lat temu buntownicy obalili króla Aerysa Targanyena, wymordowali niemal całą jego rodzinę a na żelaznym tronie połączonych siedmiu królestw zasiadł przywódca rebeliantów Robert Baratheon mając przy boku piękną Cersei Lannister, córkę innego z wodzów powstania.
Mijają lata - Robert staje się coraz bardziej ociężały, Lannisterowie starają się zdobyć jak najwięcej władzy i wpływów, a zarządzający północną częścią imperium Ned Stark oczekuje przybycia króla, swojego dawnego przyjaciela. W czasie wizyty władca powołuje Starka na stanowisko Namiestnika, a Ned pomimo niechęci żony i własnych wątpliwości zgadza się na królewską propozycję i wyrusza na południe. Bardzo szybko orientuje się, że wplątał się w sieć intryg, wokół siebie nie ma nikogo komu mógłby zaufać, finanse państwa są w opłakanym stanie a jakby tego wszystkiego było mało coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że jego poprzednik na urzędzie został zgładzony, najprawdopodobniej z polecenia królowej...
Czytając książkę miałam cały czas wrażenie, że pomimo iż dorośli snują intrygi, dowodzą wojskami, podejmują najważniejsze decyzje to głównymi bohaterami "Gry o tron" są dzieci - młodzi Starkowie, książę Jeffrey Baratheon czy wreszcie Daenerys Targaryen, cudem ocalała córka Aerysa. Wplątani w knowania dorosłych, stają się pionkami w grze, której stawką jest władza nad krajem, bywają gwarancją lojalności swoich rodziców, niejednokrotnie podejmują decyzje od których zależy ich życie, muszą sobie radzić w nieznanym i wrogim otoczeniu - muszą niemal z dnia na dzień wydorośleć. Przyznam się, że szczególnie kibicowałam małej Aryi Stark i od razu jak tylko skończyłam "Grę o tron" chwyciłam do ręki "Starcie królów", żeby się dowiedzieć co dalej będzie z tą upartą i zadziorną dziesięciolatką.
Powieść Martina, pomimo ogromnego rozmiaru i masy bohaterów jest niezwykle dopracowana - autor ma wizję swojego świata, wiele postaci jest niejednoznacznych, nie można od razu określić po której stronie tak naprawdę stoją - powoduje to, że książkę czyta się z autentyczną ciekawością.
Pomimo, że jest to jedno z najważniejszych dzieł z dziedziny fantastyki niemal nie mamy w nim do czynienia z magią czy jakimiś nadnaturalnymi istotami. Bohaterowie muszą sobie radzić sami, nie ma potężnych czarodziejów zmieniających jednym kiwnięciem palca bieg wydarzeń, nie ma elfów, krasnoludów czy orków pomagających walczącym frakcjom. Świat Martina bardziej niż inne tego typu dzieła przypomina średniowieczną Europę - no może z wyjątkiem architektury...
Zakończenie książki nie jest jednoznaczne z rozwiązaniem choćby części wątków. Właściwie wszystko pozostaje w stanie zawieszenia, więc jak najszybciej trzeba się rozglądać za drugim tomem. Ja na szczęście nie musiałam go daleko szukać...






