poniedziałek, 20 lutego 2017

Dwóch królów na jednym tronie, czyli o Jadwidze i Jagielle słów kilka

Jak to jest kiedy krajem rządzi równocześnie dwóch królów, a na dodatek jeden z nich jest kobietą? (Tak, to nie pomyłka - Jadwiga, żona Władysława Jagiełły, ukoronowana była na króla - w średniowiecznej Polsce nie istniało pojęcie królowej jako władczyni.) Które z nich Węgierka czy Litwin było lepszym władcą? Kto miał większe zasługi dla swojej przybranej ojczyzny?

Pamiętacie pana Cebulę, nauczyciela historii z serii "Ale historia...", której autorką jest Grażyna Bąkiewicz? Otóż pan Cebula i jego uczniowie powracają w kolejnej opowieści noszącej tytuł "Jadwiga kontra Jagiełło".
Tym razem narratorem jest Gruby, kolega Aleksa i Zuzki, których poznaliśmy przy okazji poprzednich tomów.

Gruby, jak pewnie się domyślacie, jest nieco okrąglejszy od swoich kolegów. Uwielbia słodycze, sam robi sobie landrynki, a w czasie podróży w przeszłość stara się dowiedzieć jakimi łakociami zajadali się ówcześni Polacy. Razem ze swoimi kolegami trafia na zamek wawelski, gdzie poznaje Walerka, pomocnika kucharza. Powszechnie wiadomo, że kuchnia to najlepsze miejsce jeśli chcemy poznać miejscowe nowinki (żeby nie napisać plotki) więc dzieciaki trafiły bardzo dobrze - dowiadują się o tym jak wyglądały początki wspólnego panowania Litwina i Andegawenki, biorą udział w wojennej wyprawie na Ruś Halicką na czele której stoi Jadwiga oraz mają możliwość przekonać, że chociaż królowa jest bardzo młoda to jednak jest osobą niezwykle inteligentną i przewidującą.

I kiedy już Gruby i jego koledzy przygotowują się do powrotu okazuje się, że pan Cebula stawia przed nimi jeszcze jedno zadanie - jeden z ich kolegów zaginął gdzieś w odmętach średniowiecza i trzeba go koniecznie odnaleźć. Podróż po piętnastowiecznej Polsce przedłuża się...

Jadwiga i Jagiełło nie bez przyczyny uważani są za jednych z wybitniejszych naszych władców - małżeństwo z rozsądku i politycznej konieczności wzmocniło Polskę i jej pozycję w średniowiecznej Europie, Jadwiga dbała o rozwój kultury i sztuki, a Jagiełło rozbijając krzyżaków pod Grunwaldem zapewnił krajowi kilkanaście lat spokoju ze strony największego wroga. Przedwczesna śmierć przerwała panowanie Jadwigi - można się tylko domyślać jak wyglądałyby jej dalsze rządy; właściwie można być pewnym tylko jednej rzeczy - nie dopuściłaby do wojny z krzyżakami i pewnie w naszej historii zabrakłoby grunwaldzkiego zwycięstwa...

Grażyna Bąkiewicz zawarła w swojej książce oprócz informacji typowo historycznych mnóstwo ciekawostek dotyczących obojga królów jak i czasów w których żyli. Młody czytelnik może się dowiedzieć z niej o przyzwyczajeniach Jagiełły (np. tego, że władca był abstynentem i do posiłków pijał wyłącznie wodę), o tym jak wyglądały przygotowania do wielkich wypraw wojennych, co jadano w średniowiecznym zamku (ze szczególnym uwzględnieniem konfetów, czyli łakoci) a nawet jak wyglądała toaleta w Malborku.
Podobnie jak w poprzednich tomach ilustracje wyszły spod ręki Artura Nowickiego - biało-czarne, komiczne, utrzymane w komiksowej konwencji rysunki stanowią integralną część historii i w ciekawy sposób przekazują ważne informacje.

Po raz kolejny zachęcam do zainteresowania się książką duetu Bąkiewicz - Nowicki i zaopatrzenia w nią biblioteczki waszych pociech. Nawet dzieciaki nastawione negatywnie do nauki naszych dziejów dają się porwać tym opowieściom - sprawdzone na moim własnym synu ;) 

sobota, 11 lutego 2017

Oddać czy zostawić? Oto jest pytanie! (cz. 1)

To, że jestem uzależniona od książek wiem już od dawna. Wie to również moja rodzina i większość znajomych. Nie mam pojęcia ile książek jest w domu, ale mąż mój Robert prorokuje, że w końcu strop nie wytrzyma obciążenia makulaturą i któregoś ranka weźmie się i zarwie, a my obudzimy się u mojej mamy (mama mieszka na parterze a my na piętrze)... 
Żeby zminimalizować zagrożenie katastrofą budowlaną (to wersja oficjalna, nieoficjalna jest taka, że potrzebuję miejsca na nowe tomy) od jakiegoś czasu część moich zbiorów oddaję naszej gminnej bibliotece. Obydwie strony są zadowolone - ja, bo mam twardy dowód dla szanownego małżonka, że poważnie przejmuję się jego opiniami, a biblioteka to wiadomo - każda nowa książka mile widziana.
Na moich półkach sporo jest takich książek, które kupiłam w porywie chwili, bo bardzo chciałam je przeczytać, a później tak mi jakoś zeszło i albo o nich zapomniałam, albo nie miałam nastroju - no dość na tym, że pokrył je kurz i pajęczyny.
I tu dochodzimy do sedna sprawy - wybierając książki do przekazania dla biblioteki trafiam na te nieprzeczytane bidulki i muszę zdecydować co z nimi zrobić A żeby podjąć decyzję trzeba przecież książkę przeczytać, prawda? I tak się zrodził pomysł na cykl "Oddać czy zostawić?", czyli notatki (bo to jednak nie będą recenzje czy opinie w pełnym tego słowa znaczeniu) o tych odkurzonych skarbach.

Joanna Chmielewska "Byczki w pomidorach"

Joanna Chmielewska to moja najulubieńsza kryminalistka. Uwielbiam jej starsze książki (z wyjątkiem "Lesia"), niestety z tymi nowszymi mam pewien problem. Bo niby większość bohaterów ta sama, miejsca też dobrze znane, ale historie już tak nie porywają, komizm taki trochę na siłę, a i z językiem (który moim zdaniem jest największym atutem książek pani Joanny) też się coś niedobrego porobiło...
"Byczki w pomidorach" przenoszą czytelnika do Danii, gdzie w domu Alicji roi się od mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych osób i gdzie zatrzymuje się pewna kłopotliwa para z Polski. Pani Julia i pan Wacław od pierwszej chwili podpadają stałym bywalcom kuchni i ogrodu, ale prawdziwy kłopot powstaje kiedy Wacław najpierw zaginie, a następnie odnajdzie się w charakterze zwłok. Policja policją, Joanna i spółka postanawiają na własną rękę rozwikłać tajemnicę zejścia pana Buckiego. 

Książka raczej przeciętna, typowy dla Chmielewskiej galimatias zmienia się w chaos niekontrolowany, głodomór Marianek (który w zamyśle miał chyba śmieszyć) wywołuje swoją bezdenną głupotą tylko i wyłącznie zgrzytanie zębami, inni bohaterowie też specjalnie nie zachwycają... W szkolnej skali ocen 3+.

Pomimo, że nie zachwyca to jednak zostaje - Chmielewskiej (nawet najgorszej) nie oddam!

Clive Cussler "Sahara"

"Sahara" to jedenasta książka z Dirkiem Pittem w roli głównej, a druga która została zekranizowana. Przyznaję się od razu, że film widziałam już dawno (właściwie mi się podobał, chociaż grający główną rolę Matthew McConaughey to jakaś pomyłka) a po książkę sięgnęłam dopiero teraz. I jak to przy adaptacjach bywa film od książki rożni się zasadniczo.
Dirk i jego najbliżsi przyjaciele, Al Giordino i  Rudi Gunn zajmują się niepokojącym rozrostem pewnego rodzaju glonów, które występują u wybrzeży Afryki. Jeżeli nie uda się zahamować tego zjawiska światu grozi kataklizm. Trop prowadzi do Mali, rządzonego przez generała Kazima. Również do Mali trafia doktor Eva Rojas, która wraz z grupą pracowników WHO szuka źródła epidemii dziesiątkującej miejscową ludność. Na miejscu okazuje się, że w sprawę zamieszany jest francuski multimilioner Yves Massarde, który dla zysku nie cofnie się przed niczym...

"Sahara" to jedna z najlepszych książek Cusslera jaką do tej pory czytałam. Ma wszystkie atuty powieści sensacyjnej - wciągającą intrygę, wartką akcję, pomysłowych i przebojowych bohaterów. Pomimo, że mnie więcej wiedziałam o co chodzi czytało mi się świetnie.

Zdecydowanie zostaje - Cusslera, podobnie jak Chmielewskiej, nie oddam.

Asa Hellberg "Ostatnia wola Sonji"

Literatura szwedzka kojarzyła mi się jak dotąd wyłącznie z Astrid Lindgren oraz ze współczesnymi kryminałami.  "Ostatnia wola Sonji" trafiła do mnie podczas którychś targów książki, nazwisko autorki nic mi nie mówiło, tytuł sugerował jakąś ostateczność a okładka... No cóż nie grała mi zupełnie z tytułem ani z krajem powstania...
Książka rozpoczyna się od pogrzebu - umiera Sonja Gustavsson. Jej trzy przyjaciółki - Susanne, Rebecka i Maggan dowiadują się od adwokata, że zmarła posiadała ogromny majątek a one są jej jedynymi spadkobierczyniami, bowiem Sonja nie miała rodziny. Jednak przejęcie spadku obwarowane jest pewnymi warunkami - wszystkie trzy kobiety muszą podjąć wyzwania jakie przygotowała dla nich pani Gustavsson. Muszą porzucić swoje dotychczasowe życie a nawet kraj, bowiem Sonja zaplanowała dla nich zadania w Paryżu, Londynie oraz na Majorce. Co więcej - żadna nie może się wyłamać - żeby otrzymać spadek muszą wszystkie podjąć grę...

Książka może nie jest najwyższych lotów, ale czyta się ją całkiem przyjemnie. Bohaterki to kobiety po przejściach, z bagażem doświadczeń i lat, którym trudno jest zmienić przyzwyczajenia i zmierzyć się z nieznanym, jednak wszystkie podejmują wyzwanie Sonji. "Ostatnia wola Sonji" to powieść obyczajowa, chociaż nieznacznie dryfująca w stronę romansu, doskonała jako relaks po długim pracowitym dniu.

Wędruje do biblioteki - chociaż sympatyczna, to raczej drugi raz po nią nie sięgnę. Niech trafi do innych czytelników.

piątek, 3 lutego 2017

Celebryta - to brzmi (a właściwie brzmiało) dumnie

Celebryta - kto to taki?
No cóż, najkrócej mówiąc to ktoś znany z tego, że jest znany. Celebryci pojawiają się na tzw. ściankach, zaszczycają wszelkiego rodzaju eventy (nawet jeśli jest to premiera korbowodu do ciągnika), wdzięczą się do fotografów i atakują z okładek prasy kolorowej. Tydzień bez nowego wpisu na Pudelku czy innej Plejadzie jest dla nich czasem straconym, więc prześcigają się z nowymi sensacyjnymi newsami na swój temat.
Z powyższego tekstu można by wnioskować, że nie jest to moja ulubiona grupa społeczna. Fakt, nie przepadam, ale staram się w miarę możliwości ignorować, większości nie kojarzę, no może poza Grycankami, ale to już wina lodów, które uwielbiam. Chociaż takiego wybryku natury jakim była kilka lat temu niejaka Jola Rutowicz to nawet ja nie dałam rady nie zauważyć. I do dzisiaj mnie wstrząsa na samo wspomnienie...

Czyli dzisiejszy celebryta to ktoś raczej mało godny uwagi. Nie to co jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Żeby być celebrytą w PRL-u trzeba było sobą coś konkretnego reprezentować. Nawet "Czerwony Książę", czyli Andrzej Jaroszewicz, syn premiera Piotra Jaroszewicza, oprócz znanego nazwiska mógł się pochwalić pasją i osiągnięciami jako kierowca rajdowy. Ówcześni celebryci to ludzie utalentowani i o ugruntowanej pozycji zawodowej, przedstawiciele kultury i sztuki - Zbigniew Cybulski, Kalina Jędrusik, Agnieszka Osiecka, Daniel Olbrychski, Maryla Rodowicz, Stanisław Mikulski, Marek Hłasko czy Leopold Tyrmand. O nich i o wielu jeszcze innych ikonach lat 50., 60. i 70. opowiada książka Aleksandry Szarłat "Celebryci z tamtych lat".

O życiu prywatnym ówczesnych celebrytów przysłowiowy Kowalski wiedział niewiele, no chyba, że sławny człowiek stał się bohaterem jakiegoś skandalu - nie było kolorowej prasy, fotoreporterzy robili zdjęcia tylko podczas oficjalnych imprez (np. festiwali), a znajomi gwiazd odznaczali się wyjątkowa dyskrecją. Co innego tzw. "środowisko" - tu wszyscy się znali, wszyscy o wszystkich plotkowali, ale, co ważne, swoją wiedzę zachowywali dla siebie.

Autorka książki dotarła do wielu gwiazd tamtego okresu i namówiła ich na wspomnienia o sobie, ale także o innych, bowiem wielu gwiazd (dosyć wspomnieć Hłaskę, Osiecką, Jędrusik czy Cybulskiego) od dawna już nie ma między nami. Z tych wspomnień powstał ciekawy przewodnik po celebryckim szlaku.
Tak więc celebryta tamtych czasów miał raczej pogardliwy stosunek do rzeczy materialnych, bogactwem nie grzeszył, a jak już jakaś forsa się mu trafiła to szybciutko zostawiał ją w którymś z kultowych lokali z wyszynkiem. Owszem, od czasu do czasu pozwalał sobie na jakiś ekstrawagancki ciuch, który stawał się potem symbolem, tak jak kurtka Zbigniewa Cybulskiego czy biały kożuch Marka Hłaski. Celebryci nie zważali przesadnie na drobnomieszczańskie konwenanse, chociaż w porównaniu z ich dzisiejszymi odpowiednikami cechowała ich wręcz wzorowa moralność. Mieli styczność z komunistyczną władzą i wszechwładną SB-cją, zdarzało im się iść na układ typu występ na festiwalu piosenki radzieckiej w zamian za paszport na wyjazd do Francji czy USA, niektórzy czerpali z tego wymierne korzyści typu własne M-2 poza kolejką czy talon na małego fiata. Zdarzały się konflikty na tle artystycznym, ale generalnie towarzystwo żyło w miarę zgodnie, spotykano się w warszawskich restauracjach i kawiarniach, jeździło się na te same festiwale, a wakacje spędzało się w Sopocie, na Mazurach bądź w Zakopanem. Najważniejsze, że wszyscy mieli czas na spotkanie, rozmowę czy wreszcie imprezowanie. I właśnie tego, tego wspólnie spędzanego czasu, najbardziej dzisiaj jest brak ówczesnym celebrytom. Ale jak mawiał klasyk - to se ne wrati...

Książkę przeczytałam z ogromnym wzruszeniem - trochę tego PRL-u, w jego schyłkowej formie, pamiętam z dzieciństwa. Dlatego polecam ją szczególnie moim rówieśnikom - to świetny pretekst do podróży w przeszłość. 
Aczkolwiek dla młodych ludzi to może być ciekawa lektura i powód do zastanowienia się nad współczesnymi ikonami stylu. Wystarczy bowiem porównać Natalię Siwiec i Kalinę Jędrusik - obydwie mogą poszczycić się pięknym biustem, z tym że u pani Siwiec jest to jedyny atut, natomiast pani Jędrusik była przy okazji wspaniałą artystką i prawdziwą osobowością polskiej kultury.

środa, 1 lutego 2017

Matka i córka, czyli kulisy Nocy św. Bartłomieja

Katarzyna Medycejska i Małgorzata Walezjuszka (powszechnie znana jako królowa Margot) - matka i córka, których imiona nierozerwalnie związane są z jedną z największych zbrodni czasów nowożytnych: osławioną Nocą św. Bartłomieja.
O ile o samym wydarzeniu wszyscy uczyliśmy się w szkole, o tyle o jego bohaterach nie wiemy najczęściej wiele, bądź zgoła nic. I wielka szkoda, bowiem historia osób zamieszanych w rzeź hugenotów z 1572 roku jest ciekawa, pogmatwana oraz bardzo niejednoznaczna. Tym bardziej, że wokół Katarzyny i Małgorzaty narosło wiele legend, które niejednokrotnie znacznie mijają się z prawdą.

Nancy Goldstone to amerykańska pisarka, autorka powieści biograficznych - jej bohaterkami są m.in. Joanna D'Arc, Joanna królowa Neapolu czy wreszcie córki hrabiego Rajmunda Berenguera z Prowansji, które dzięki małżeństwom zasiadały na tronach Francji, Anglii, Niemiec i Sycylii. 
W Polsce dostępna jest jak na razie jedna jej książka - "Królowe rywalki", którą firmuje Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Już tytuł pracy sugeruje relację jaka łączyła królową Katarzynę z jej najmłodszą córką. Można by się zastanawiać dlaczego Medyceuszka nie darzyła akurat Margot sympatią, tym bardziej, że do pozostałych córek była racze przychylnie nastawiona. Być może spowodowała to wyjątkowa uroda królewny (Katarzyna należała do osób o niezbyt ujmującej powierzchowności); być może sympatia jaką darzył ją ojciec, król Henryk II, który żony ani nie kochał, ani nie szanował; być może inteligencja i samodzielność Małgorzaty - trudno dziś oceniać. Jedno jest pewne: pomiędzy matką i córką próżno się dopatrywać jakichś serdeczniejszych uczuć. Więcej - Katarzyna niejednokrotnie wystawiała córkę na śmiertelne niebezpieczeństwo, nie wahała się poświęcać jej osoby w imię opacznie pojętej racji stanu czy wręcz osobiście czyhać na jej życie.
Małgorzata, która siłą rzeczy nie miała na francuskim dworze tak silnej pozycji jak Katarzyna, uwikłana w niedobrane małżeństwo z Henrykiem z Nawarry, zagrożona zarówno przez matkę jak i brata, króla Henryka III (w nasze historii występującego jako Henryk Walezy) stara się ocalić życie i z tego powodu wikła się w rozmaite nie najszczęśliwsze alianse, nierzadko z podtekstem erotycznym, co staje się podstawą do oskarżeń o niemoralne prowadzenie się.

Wokół Katarzyny i Małgorzaty narosło wiele mitów przedstawiających tę pierwszą jako wybitną władczynię, kierującą Francją w okresie gdy na tronie zasiadało kolejno jej trzech synów, natomiast tej drugiej przypinając łatkę osoby rozwiązłej, niemoralnej, działającej pod wpływem przypadkowych faworytów.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna - i tę prawdę serwuje nam Nancy Goldstone w swojej pracy. Autorka opierając się o liczne źródła oraz opracowania maluje nam obraz epoki w której przyszło żyć jej bohaterkom.
Z listów, pamiętników i dyplomatycznych not wyłaniają się nieco inne niż tradycyjne portrety dwóch antagonistek. Okazuje się, że Katarzyna swoją pozycję zawdzięcza nie tyle wyjątkowej inteligencji co zbiegom okoliczności (przedwczesna śmierć męża, słabe zdrowie i również przedwczesna śmierć dwóch starszych synów, gnuśność i brak zainteresowania sprawami państwa cechująca Henryka III, wreszcie współpraca z Gwizjuszami) zaś Małgorzata nie jest aż taką jawnogrzesznicą jak to opisują jej wrogowie, a inteligencja i wykształcenie królewny niejednokrotnie ratuje życie jej samej a nawet znienawidzonemu mężowi (przynajmniej do czasu, kiedy obydwoje jadą na przysłowiowym jednym wózku).

"Królowe rywalki" to oczywiście praca popularnonaukowa, jednak napisana w bardzo przystępny sposób. Autorka stroni od przesadnie naukowego języka, stara się aby swoje bohaterki przedstawić jako żywe, pełnokrwiste kobiety a nie papierowe postacie znane z kart szkolnych podręczników. Na kartach książki odnajdzie czytelnik plastyczny obraz francuskiego dworu, spotka najważniejsze postacie europejskiej polityki tamtego okresu, dowie się jak wyglądało życie codzienne członków rodziny królewskiej. Sporo miejsca poświęciła autorka kwestiom religijnym: nie tylko Nocy św. Bartłomieja, ale również przyczynom i skutkom tego wydarzenia, które położyło się głębokim cieniem na rodzie Walezjuszy i na całej francuskiej historii.
I pomyśleć, że gdyby Katarzyna Medycejska nie zmusiła Margot do ślubu z Henrykiem z Nawarry, hugenoci nie mieli by powodu do tłumnego przyjazdu do Paryża, gdzie czekała na nich śmierć z rąk katolików...


sobota, 31 grudnia 2016

Kolejny rok kończy się, odchodzi w mrok...

Uff... Ostatni dzień roku 2016.
Paskudnego roku, który dał mi nieźle w kość - problemy ze zdrowiem, krążące nad głową widmo bezrobocia, niedopinający się domowy budżet - to wszystko sprawiło, że z wytęsknieniem oczekiwałam dzisiejszego dnia. Bo to wreszcie koniec, ostatni z 266 pechowych dni. A od jutra nowe rozdanie, nowe plany i nadzieje :)

Zwykle w Sylwestra (tradycyjnie spędzanego w domu z dobrą książką) robiłam podsumowanie roku - takie tam statystyki. W tym roku nie będzie jednak cyferek - będzie lista najlepszych książek przeczytanych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Nie o wszystkich dałam radę napisać - niestety kilkanaście tygodni "ślepoty" (tzn. coś tam widziałam, tyle, że dużymi literami i w naturalnym słonecznym świetle) swoje zrobiło.

Kolejność jak najbardziej alfabetyczna:




Opinia się pisze...




Opinia się pisze...




Opinia się pisze...










I to by było na tyle - wracam do książki, która ma potężne szanse stać się jedną z najlepszych lektur 2017 roku. Co to jest? No cóż, po raz kolejny powieść Elżbiety Cherezińskiej, tym razem "Niewidzialna korona".




Życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga wielu szczęśliwych dni w nadchodzącym Nowym Roku - niech będzie lepszy niż ten, który właśnie się kończy :)


poniedziałek, 12 grudnia 2016

I znów mitologia ;)

Po raz kolejny chciałam zaprosić wszystkich do podróży do mitologicznego świata, a to za sprawą drugiego tomu "Mojej pierwszej mitologii" autorstwa Katarzyny Marciniak.
Dla przypomnienia - tom pierwszy, o którym pisałam TUTAJ opowiada o najważniejszych bogach olimpijskich oraz najbardziej znanych herosach.

Druga część "Mojej pierwszej mitologii" podzielona jest na trzy części. 
Przewodnikiem po pierwszej z nich, noszącej tytuł "Przemiany" jest rzymski poeta Owidiusz, autor poematu "Metamorfozy". Zawarte są w niej mity opowiadające o tytułowych przemianach, np. o nimfie Dafne zmienionej w drzewo laurowe, o Arachne zmienionej w pająka czy Kallisto przemienionej w niedźwiedzicę. 
W części drugiej poznaje czytelnik małego Achillesa, którego wychowuje centaur Chejron. Przyszły bohater wojny trojańskiej zdobywa umiejętności potrzebne herosowi, ale również poznaje rozmaite baśniowe zwierzęta - pięknego Pegaza, ognistego feniksa, krwiożercze harpie czy zagadkowego Sfinksa. Ta część nosi tytuł "Bestiariusz".
Wreszcie ostatnie kilka opowieści noszące tytuł "W królestwie Hadesa" przenosi czytelnika do podziemi, po których oprowadza rzymska wróżka Sybilla. Pozna tu czytelnik najważniejsze części państwa zmarłych, dowie się co czeka dusze ludzi sprawiedliwych i dobrych, ale zobaczy również jaka kara czeka tych, którzy popełnili największe zbrodnie - los Tantala czy Syzyfa powinien być przestrogą dla wszystkich.

Podobnie jak w tomie pierwszym każda opowieść składa się z trzech części - właściwej historii, omówienia związanego z nią związku frazeologicznego oraz współczesnej scenki, w której omawiany związek znajduje swoje zastosowanie. Młody czytelnik pozna tutaj miedzy innymi znaczenie takich określeń jak "paniczny strach", "ikarowe loty", "biały kruk" czy "szata Dejaniry".

"Moja pierwsza mitologia" to moim zdaniem pozycja obowiązkowa dla każdego 10 - 11-latka. Ułatwi ona pierwsze spotkanie z mitologią, którą dzieci poznają w szkole - moje dziecko w podręczniku do piątej klasy ma fragmenty "Mitologii" Parandowskiego i chociaż są one dobrane do jego wieku, to niespecjalnie przypadły mu one do gustu.  Nie ujmując nic panu Parandowskiemu - dla współczesnego dziecka sama narracja, bez dialogów, bez emocji towarzyszącym bohaterom rzeczywiście może być nieco nudna. 
Tak więc "Mitologia" Parandowskiego (czy też ta autorstwa Zbigniewa Kubiaka) jak najbardziej, tylko troszkę później. (Przy okazji - ja Parandowskiego czytałam dopiero w pierwszej klasie LO.) Natomiast teraz drogi młody czytelniku sięgnij po książki Katarzyny Marciniak - dobra zabawa gwarantowana, a i w pamięci sporo powinno pozostać.

niedziela, 4 grudnia 2016

Mitologia po raz drugi

Jeżeli jest książka i ekranizacja to z zasady staram się najpierw czytać a dopiero później oglądać. Nie zawsze się to udaje - tak było i w tym przypadku. Moje dziecko lubi, podobnie jak zdecydowana większość jego rówieśników, oglądać telewizję. Z tym, że lubi to robić w towarzystwie, więc z tatą ogląda rozmaite Discovery, Animal Planet i tym podobne, natomiast od filmów i zawodów sportowych jest mama. Na szczęście Młody nie ogląda seriali...

Tak więc niejakiego Perseusza (bardziej znanego jako Percy) Jacksona poznałam dzięki filmowej adaptacji pt. "Złodziej pioruna".. Film był sympatyczny, bohaterowie niczego sobie, Pierce Brosnan jako centaur też robił wrażenie a wisienką na torcie była obecność jednego z moich ulubionych aktorów Seana Beana w roli Zeusa.
Przyznam się jednak szczerze, że jakoś nie poczułam w sobie natychmiastowej chęci rzucenia się na poszukiwania książki na której opierała się ekranizacja. Owszem od czasu do czasu czytuję jakąś młodzieżówkę, ale specjalnie za nimi nie przepadam.
Percy jednak znalazł mnie sam - jakiś czas temu nasza szkolna biblioteka wzbogaciła się o serię poświęconą młodemu herosowi, więc kiedy potrzebowałam jakiejś zdecydowanie lekkiej lektury mój wybór padł na pięcioksiąg autorstwa Ricka Riordana. 
Na serię "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" składają się tomy "Złodziej pioruna", "Morze potworów", "Klątwa tytana", "Bitwa w labiryncie" i "Ostatni olimpijczyk". 

Percy to heros, półbóg, którego ojcem jest Posejdon. O swoim niezwykłym pochodzeniu dowiaduje się w dosyć gwałtowny sposób tuż przed swoimi dwunastymi urodzinami. Po serii niezwykle groźnych wypadków trafia do letniego obozu w którym poznaje całą gromadę podobnych sobie osób, dzieci bogów i śmiertelników. Z niektórymi się zaprzyjaźnia, z innymi wręcz przeciwnie, ale jedno jest pewne - czeka go tu wiele przygód, ale też sporo będzie się musiał nauczyć. I nie chodzi tu tylko o jazdę konną czy władanie mieczem, co powinien umieć każdy szanujący się heros. Percy, a przy okazji i czytelnicy serii, poznaje mitologię i kulturę grecką, które leżą u podstaw naszej cywilizacji.

W książkach roi się od postaci znanych z kart mitologii, pojawiają się bogowie, nimfy i bohaterowie, ale i potwory z którymi Percy i jego przyjaciele będą musieli walczyć. 
Właściwie każda książka jest zamkniętą całością, jednak lepiej je czytać po kolei, bo jeden wątek, przygotowania do wojny i walka z pradawnym wrogiem rodziny olimpijskiej, spina historię w całość. Książkę czyta się szybko - zasługa w tym ciekawego pomysłu, wartkiej akcji, odrobiny magii i sympatycznych bohaterów. Chociaż co do tych bohaterów to miałabym jedną ale dosyć znaczącą uwagę - Percy jest trochę zbyt kryształowy jak na mój gust. To właściwie chłopak bez wad, zawsze gotowy do walki w obronie słabszych, uprzejmy i akuratny - no ideał jednym słowem. Byłby bardziej wiarygodny, gdyby miał chociaż jedną, maleńką wadę. Choć z drugiej strony muszę przyznać, że da się lubić ;) 

Seria "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" to świetna lektura przeznaczona dla młodszych nastolatków. A jeżeli oprócz śledzenia losów głównego bohatera zapamiętają jeszcze przy okazji coś z mitologii to będzie to bardzo miły dodatek do kilkunastu godzin dobrej zabawy.