wtorek, 27 października 2015

Kilometrowe wspomnienia kilometrów zrobionych w czasie Targów Książki w Krakowie

I kolejne Krakowskie Targi Książki za nami...

Większość blogerów obecnych na imprezie wyraziło już swoje zachwyty, achy, ochy i inne mniej lub bardziej entuzjastyczne okrzyki. Ja też więc dokładam kilka swoich przemyśleń na temat tego co w sobotę stało się moim udziałem.


Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Za każdym razem kiedy jadę na Targi Książki obiecuję sobie, że nie będę targać ze sobą tony książek do podpisu. I za każdym razem łamię to postanowienie - tak było i w sobotę. Upchany piotrkowy plecak swoje ważył i trochę byłam przerażona wizją marszu od M1 na Galicyjską (bo na EXPO busa jakoś niespecjalnie liczyłam).
Ale żeby mieć czyste sumienie podeszłam na przystanek owego busa i ku mojej radości okazało się, że jest jeszcze kilka wolnych miejsc. Godzina 9.10, do planowego odjazdu zostało jeszcze 20 minut a autobus już był pełny. I tu ogromny ukłon w kierunku pana kierowcy, który z własnej inicjatywy zadzwonił na bazę z propozycją, że on już pojedzie (bo i tak nikogo więcej by nie zabrał) a żeby dodatkowo podjechał jeszcze jeden autobus, bo ludzi na przystanku był jeszcze całkiem pokaźny tłum. I wyobraźcie sobie, że ten dodatkowy samochód został podstawiony...

Karolina Wilczyńska
Pod halą targową kłębił się już całkiem pokaźny tłumek osób oczekujących na wejście. na szczęście jako blogerka mogłam uniknąć tłumu. Chociaż powiem szczerze, że trochę niefortunnie wymyślono, że tym wejściem (niby vipowskim ale jednak wspólnym z publicznością) wchodzili wystawcy, autorzy, osoby dostarczające książki na stoiska - były kłopoty z przejechaniem z wózkiem z paczkami, a i ci, którzy te pakunki przenosili na własnych rękach też nie mieli lekko (dosłownie i w przenośni).

W kolejce spotkałam Kasię i Daniela Englotów, a zaraz po przejściu przez bramkę wpadłam na Sardegnę - czyli są już rozmaite znajome pyszczki :)

Anna Dymna
Pierwszy targowy przystanek zaliczyłam tuż po godzinie 10-tej przy stoisku Ateneum, gdzie swoją książkę podpisywała Ania Grzyb. Chwilę pogawędziłyśmy, ale ponieważ Anię opadły fanki powędrowałam dalej, żeby chociaż trochę stoisk obejrzeć zanim zrobi się tłoczno.
Daleko nie doszłam, bo na drodze stanął mi tłum ludiz ustawiony w malowniczym, mocno poskręcanym ogonku. 
Ki diabeł? O takiej wczesnej godzinie jakiegoś VIP-a zagonili do podpisywania książek? Przeciskająca się z drugiej strony (czyli pod prąd) Archer wyjaśnia mi, ze to fani Neli Małej Reporterki, i że dalej jest jeszcze gorzej... Sorry, nie wiem kto zacz owa Nela i chyba nie jestem zdeterminowana jej poznać. Robię więc wielkie koło i docieram do boksu Poradni K, gdzie właśnie pojawia się pan Stanisław Tekieli, autor cudnej książeczki "Burdubasta albo skapcaniały osioł" traktującej o łacińskich sentencjach i przysłowiach. Mam możliwość chwilę z nim porozmawiać, pochwalić się nietypowym wykształceniem (informacja, że jestem absolwentką klasy klasycznej krakowskiego "Nowodworka" w dalszym ciągu robi wrażenie...) i zapytać o plany na przyszłość - wiosną ukaże się kontynuacja "Burdubasty".

ŚBK-i przygotowują torby z książkami dla blogerów
W Literackim jest już pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk, która wita mnie jak starą znajomą i składa podpis na pierwszym tomie "Fortuny i namiętności". Podpytuję panią Małgosię o drugi tom i moją ulubioną postać z tej powieści czyli Bartka Rabińskiego - autorka zdradza mi co nieco, ale obiecałam dotrzymać tajemnicy, więc rozumiecie...

Kolejnym punktem programu jest wizyta w Wydawnictwie Czwarta Strona, gdzie na czytelników oczekuje pani Karolina Wilczyńska, autorka "Stacji Jagodno". Poznaję tam też jedną z najbardziej pozytywnych osób jakie zdarzyło mi się spotkać, mianowicie pana Piotra Sternala - w zachwytach na jego temat rozpływają się właściwie wszystkie współpracujące z Czwartą Stroną osoby. Ja też do ogólnego zachwytu dołączam :) 

Agnieszka i Ktrya
Spotykam kolejnych znajomych: Elenoir oraz Ałtorkę Martę Kisiel wraz mężem. I powiem wam, że jest mi tak zwyczajnie po ludzku miło, że mnie pamiętają - z Elenoir spotkałyśmy się tylko raz, trzy lata temu, a z Ałtorką co prawda w ubiegłym roku, ale na tylu czytelników, blogerów i innych dalszych i bliższych znajomych wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mnie nie skojarzyła...

 Kolejne kilkanaście minut spędzam wśród książek dla dzieci, w "Literaturze" kupuję dla Piotrka książkę Pawła Wakuły "Jagiełło pod... prysznicem" (Piotrek uwielbia książki pana Pawła traktujące o przyrodzie, ciekawe czy taka o historii przypadnie mu również do gustu) a w "Debicie" zdobywam autograf na "Mruku" Renaty Piątkowskiej.

Marta Kisiel odbiera Złota Zakładkę
O 13. planowane jest wręczenie "Złotej Zakładki" oraz ogłoszenie wyników plebiscytu "Literacki Blog Roku", więc przedzieram się w stronę Wiednia gdzie spotykam Agatę Adelajdę, Anię, Magdę, Ktryę, Agnieszkę, Szyszkę i Mirandę, Karolinę, Anię i Kasię - powitalne "miśki" nie mają końca. Poznaję Hasacza: kobieta - wulkan, przy której nawet islandzki Eyjafiallajokull staje się nic nie znacząca kupką popiołu. I prawie nie rozpoznaję Fenrira...

Zaczyna się część oficjalna - Agnieszka i Ktrya (bo plebiscyt organizowali Śląscy Blogerzy Książkowi) - przedstawiają zwycięzców ZZ - dwie nagrody trafiają do Marty Kisiel ("Nomen Omen"), dwie do Zygmunta Miłoszewskiego ("Gniew"), po jednej zdobywają "Dziewczyny z powstania" Anny Herbich, " "Jego wysokość Longin" Marcina Prokopa, "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk oraz "Wszechświat kontra Alex Woods" Gavina Extence.
Katarzyna Majger
Po ZZ nadszedł czas na ogłoszenie wyników "Literackiego Bloga Roku", konkursu organizowanego przez serwis granice.pl. Najlepszym blogiem literackim okazał się blog "100 sukienek" natomiast wśród blogów o literaturze wygrał "Wielki Buk".
Po ogłoszeniu wyników nastąpiła chwila przerwy na ogarniecie emocji, książkowe prezenty i przygotowanie do drugiej części spotkania czyli wykład Szyszki. Niestety, nie mogłam zostać bo obiecałam Piotrkowi zdobyć jeszcze podpis Bożydara Iwanowa...

Pędząc do stoiska Helionu wbiłam się znów w jakiś opętany tłum (jak się okazało na Targach pojawiła się Martyna Wojciechowska), na szczęście udało mi się odbić w jakąś boczną alejkę. Pana Iwanowa jeszcze nie było, bo utknął w korku, więc udałam się do Akapitu gdzie swoje książki podpisywała pani Katarzyna Majger. Przesympatyczna kobitka, pogawędziłyśmy sobie o smakach dzieciństwa, polskiej kuchni i pomyśle na biznes, czyli restauracji z typowo polskimi potrawami (pierogi, placki ziemniaczane, pyzy, gołąbki...).

Bożydar Iwanow
Z Akapitu wróciłam do Helionu, gdzie pojawił się już pan Bożydar. Z przykrością stwierdzam, że spotkanie z nim było najmniej przyjemnym momentem targów. Nie wiem czy było to skutkiem zdenerwowani z racji spóźnienia, czy koniecznością pozowania do licznych fotografii czy może problemami z wyglądem (celebryta chyba przesadził z solarem, bo wyglądał jak nieco przepieczony toruński pierniczek...) dość na tym, że był dosyć opryskliwy, moje próby nawiązania rozmowy zbył raczej niegrzecznie (poczułam się jak nachalny natręt) i łaskawie złożył podpis na książce. Gdyby nie fakt, że obiecałam ten podpis dziecku to chyba strzeliłabym tam mega focha i odeszła bez autografu.

Blogerzy, którzy odnieśli sukces
Odchodziłam od tego Helionu zła jak diabli, a że przy okazji byłam już mocno zmęczona to szłam trochę na oślep i kilka chwil później wylądowałam na... szerokiej piersi pana ochroniarza - kocioł z Martyną w środku przybrał na sile i ochrona wprowadziła ruch jednokierunkowy, a ja właśnie próbowałam iść pod prąd, bo mi się zamarzyło dostać do Literackiego...
Znowu trzeba było szukać obejścia, ale opłaciło się - pani Anna Kamińska, autorka "Simony" to uśmiechnięta, rozgadana i sympatyczna osoba. Pogawędziłyśmy o książce, o moim świrze na punkcie Kossaków i o niszczejącej Kossakówce. Bardzo pozytywna osoba :)

Chciałam zdobyć jeszcze jeden podpis od pana Remigiusza Mroza, ale niestety, kolejka mnie pokonała...

Marta Kisiel podpisuje książki w "Smakołykach"
O 16-tej rozpoczynał się panel z udziałem blogerów, którzy odnieśli sukces. Dla mnie ważny o tyle, że wreszcie miałam okazję poznać "starszego brata w blogowaniu" czyli Zacofanego w Lekturze. Oprócz niego w panelu wzięli udział Ojsaj, Ktrya, Ania, Agnieszka, Jarek Czechowicz i Kinga Kasperek. Było trochę wspominków, trochę chwalenia się (w pozytywnym słowa znaczeniu) swoimi osiągnięciami, trochę refleksji nad blogosferą - godzina minęła nie wiadomo kiedy...

Jeszcze tylko jeden targowy przystanek - w Naszej Księgarni państwo Hanna i Paweł Lisowie podpisują "Kuchnię Słowian". Znów wspominamy smaki dzieciństwa czyli produkowany w domu ser i masło, chrupiącą skórkę chleba, mleko "prosto od krowy" czy największy przysmak - ciasto makaronowe przypiekane na piecu... Chyba jesteśmy ostatnim pokoleniem, które jadało te pyszności.

Fragment naszego końca stołu
Z żalem opuszczam budynek Targów, ale chcę możliwie szybko dostać się do centrum Krakowa, bo tam w restauracji "Smakołyki" odbywa się spotkanie blogerskie.
Kiedy docieram na miejsce okazuje się, ze wszystkie miejsca są zajęte (ktoś coś pomylił w rezerwacji i zamiast 50 miejsc przygotowano 30) i szukamy stolików i krzesełek. A goście nadal napływają...

Dobra stroną tego zamieszania było to, że wśród podobnie jak ja spóźnionych znaleźli się m.in. Bazyl z rodziną, Zacofany w lekturze z szanowną małżonką, Agnieszka Tatera i Marta Kisiel z mężem. Siedzimy sobie razem, z drugiej strony mamy Sardegnę i Agnieszkę (Dowolnik) z mężami oraz Ktryę, wymieniamy mniej lub bardziej złośliwe uwagi i z dziką radością obserwujemy Ojsaja, który wraz z Kasią i jej mężem próbują ogarnąć loterię książkową. Janek posiada chyba zdolność bilokacji, jest w trzech miejscach naraz, usiłuje przekrzyczeć rozgadany tłumek i niczym magik z kapelusza wyciąga z kartonów coraz to nowe fanty. Szacun dla tego wielkiego duchem człowieka i organizatora całego zamieszania!

Stado blogerów w całej okazałości
Kiedy wreszcie większość blogerów obładowanych książkami, zakładkami, kubeczkami i misiami opuszcza "Smakołyki" pozostaje nas niewielka grupka i, o radości, można wreszcie spokojnie porozmawiać. To jest to co najbardziej lubię na takich imprezach :D

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba wracać do domu. Kolejne Krakowskie Targi Książki przeszły do historii a ja zaczynam odliczać dni do kolejnych.


Na koniec moje zdobycze targowe:

Po lewej stronie zakupy własne, po prawej upominki ze spotkania targowego.


Fanty wyniesione z loterii w "Smakołykach"


Puzzle zakupione na Targach, cała moc zakładek oraz cudne pocztówki autorstwa Mirandy

32 komentarze:

  1. Nela to taka przyszła Martyna Wojciechowska. ;)

    Miło Cię było spotkać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem - znalazłam nawet jakieś jej zdjęcie. Sympatyczny dzieciak :)

      Też się cieszę ze spotkania. Szkoda, że nie było czasu na dłuższą rozmowę.

      Usuń
  2. Starszy o całe siedem dni, o ile dobrze pamiętam, jest mi co wypominać, doprawdy:) Ja się bardzo cieszę, że chociaż przelotnie się spotkaliśmy, należy zadbać o jakieś ugruntowanie znajomości w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody.
    I jesteś chyba jedyną, która ma jakieś zdjęcie Bazyla :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi sie takie spotkanie "starej dobrej blogosfery"...

      A Bazyla mam bo siedział centralnie naprzeciwko. Można powiedzieć, że przesłonił mi cały świat ;)

      Usuń
    2. Kolejna szansa w Warszawie w maju :D

      Usuń
  3. Szalona!! Ty chyba też masz zdolność bilokacji, bo kurczę ładnie tych autorów spotkałaś. Mam nadzieję, że następnym razem nagadamy się, a nie tylko uściskamy, chociaż i to był dla mnie zaszczyt wielki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdolność bilokacji to może nie, ale zdrowe nogi jak najbardziej ;)

      Też mam nadzieję na dłuższą rozmowę przy następnej okazji, bo to co było to istne szaleństwo :)

      Usuń
    2. No ja byłam otumaniona. Chyba jestem bardziej introwertyczna niż mi się wydawało, no i miałąm stresiora okrutnego.

      Usuń
  4. Ha ha, najfajniejsza relacja z targów, jaką do tej pory czytałam :D A poza tym to nie wiem, po co je czytam, i tak mi źle i smutno, że mnie nie było :/ A Nela to idolka mojej córki jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak liczyłam na poznanie słynnej Padmy, a tu nic z tego :( Przykro mi...

      Dzięki za miłe słowo. Nie wiem czy najfajniejsza, ale z pewnością najdłuższa ;)

      Usuń
  5. Nela fajna, moja siostrzenica ją bardzo lubi :)
    Miałam jakieś szczęście w sobotę, bo nie wpakowałam się w żaden taki mega zator. A w niedzielę, niemal bez kolejki, do Mroza się dostałam.
    Żałuję, że w Smakołykach raptem 20 min byłam, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.
    Liczę na Warszawę, może uda nam się poznać :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej niedzieli to już u kilku osób czytałam - szkoda, że nie mogłam sobie pozwolić na jeszcze jeden dzień w Krakowie :(

      Też po cichutku liczę na Warszawę ;)

      Usuń
  6. Sympatycznych ludzi długo się pamięta;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdyby ktoś miał wątpliwości, rozwiewam. Starszy pił li tylko i jedynie sok pomarańczowy :P Aniu, gratuluję Gałczyńskiego. Robił wrażenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szklaneczka w połączeniu z miną - cudowne! :-D

      Sok pomarańczowy ok, ale liczba moli książkowych przekroczyła znacznie stężenie uznawane za nieszkodliwe dla nieletnich ;-)

      Usuń
    2. Teraz dopiero przyjrzałem się dokładniej szklaneczce i dojrzałem logo. No, ładnie! :) Liczba blogerów osiągnęła stan krytyczny i przewyższyła liczbę dostępnych miejsc :)

      Usuń
    3. Nic dziwnego bo niektóre blogerki zajmowały więcej, niż jedno miejsce. Nie to bym narzekał stwierdzam tylko fakt. I niektórzy ch...uj wie po co poprzyprowadzali bachory na imprezy książkowe.

      Usuń
    4. Bazyl - ponoć jako jedyna mam Twoją focię, z czego dumna jestem niemożebnie :)
      Też dopiero teraz zauważyłam logo na szklaneczce... Jestem pełna podziwu dla chłopaków, że wytrwali tak długo - rosną nam kolejni książkoholicy :)
      Z miejscami dała ciała obsługa restauracji - Janek rezerwował 50 miejsc, a oni przygotowali... 30...
      Ale daliśmy sobie radę :D

      Usuń
  8. Wspaniała relacja :) Dużo się na tych Targach działo, jak zawsze więc nie udało się wszystkiego obejść i zobaczyć. Widzę, że trafiłaś na te mniej odwiedzane stosika :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stoiska mniej odwiedzane, bo i zainteresowania trochę inne niż u większości blogerów ;) Owszem lubię dobra obyczajówkę, ale sto razy wolę np. biografię...

      Usuń
  9. A Pani to ta najstarsza blogerka z solidną nadwagą? To chyba po urodzeniu pięciu dzieci. Mi to nie przeszkadza bo cenię umysł i obiektywność w blogowaniu a też kulturę osobistą. Zapraszam do czytania moich opowiadań i poezji.
    Pozdrawiam
    Wiesław

    OdpowiedzUsuń
  10. Stado blogerów :) Ważne, ze targi udane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo tłumu i zmęczenia - bardzo udane :)

      Usuń
  11. Aniu, może zanim Warszawa, to Katowice? Ja się wybiera, nawet mamę chcę ściągnąć, wiem, że nie będzie takiego tłoku, to i pewnie czas na pogaduszki będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś czas temu umawialiśmy się z Jankiem na wyjazd do Was - zobaczymy czy uda się plany zrealizować:)

      Usuń
  12. Muszę kiedyś się wybrać na takie targi ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie było Cię znowu spotkać :) Widzimy się w Katowicach :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam do polubienia strony Kossakowki:
    https://www.facebook.com/PlacKossaka4/

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)