Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura czeska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura czeska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2013

99 lat temu w c.k. monarchii...

28 czerwca 1914 roku w Sarajewie z rąk serbskiego nacjonalisty zginął następca tronu Austro-Węgier arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg. Dokładnie miesiąc później, 28 lipca, Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, która w kilka dni przekształciła się w konflikt ogólnoeuropejski, a następnie światowy. W przeciągu kilku tygodni pod broń powołano kilka milionów mężczyzn, którzy przez następne cztery lata walczyli, odnosili rany i ginęli "za Boga, cesarza i ojczyznę" - oficjalne źródła podają, że mobilizacji podlegało 7,8 mln obywateli c.k. monarchii z czego aż 7 mln (90%) ucierpiało w wyniku działań wojennych (zabici, ranni, jeńcy i zaginieni).

Jednym z tych, którzy latem 1914 roku rozpoczęli swój szlak bojowy był prażanin Józef Szwejk. Mężczyzna już nie najmłodszy, cierpiący na reumatyzm nawet w wojennych warunkach niespecjalnie nadawał się na frontowego bohatera, co w miarę normalna administracja powinna dosyć szybko ustalić. Niestety administrację austriacką z początku XX wieku można określać różnymi przymiotnikami, jednak z pewnością nie była ona normalna... I tak oto Szwejk rusza na wojnę - początkowo pęta się po policji, sądzie, szpitalu wojskowym aż wreszcie zostaje pucybutem wojskowego kapelana. Służba ta nie trwa jednak zbyt długo - kapelan Katz przegrywa Szwejka w karty i tak oto dzielny wojak trafia do porucznika Lukasza, z którym po różnych perypetiach rusza wreszcie na front.

Jarosław Haszek, autor "Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej" zawarł w swojej książce ironiczny obraz "kolosa na glinianych nogach" - monarchii austriackiej, której potęga należy już do historii; zlepku kultur i narodów, które tylko czekają aby się uwolnić od władzy Wiednia (np. pułki  czeskie, które w czasie działań w Galicji masowo przechodzą na stronę Rosjan); zbiurokratyzowanej i przestarzałej armii, trawionej korupcją, złodziejstwem i niekompetencją. Haszek opisywaną rzeczywistość znał z autopsji - był jednorocznym ochotnikiem w 11 kompanii marszowej 91 pułku budziejowickiego, a nie widząc sensu w walce za Austrię dał się schwytać w niewolę Rosjanom i do końca wojny przebywał w Kijowie. 

W powieści występuje wiele postaci autentycznych, natomiast można się domyślać, ze bohaterowie niehistoryczni swoje pierwowzory mieli wśród współtowarzyszy Haszka z czasów służby w 91 pułku. Sam dobry wojak stanowi swego rodzaju autoportret autora. 
Szwejk to człowiek niezwykle łagodny, optymistycznie nastawiony do świata, z pogodą ducha przyjmuje wszystkie przeciwności losu. Uznany za "notorycznego idiotę" nie przejmuje się tą niezbyt pochlebną opinią, ze stoickim spokojem wysłuchuje inwektyw, którymi częstują go panowie oficerowie i na każdy temat ma odpowiednią anegdotkę, której nie omieszka wygłosić, budząc tym samym jeszcze większą wściekłość przełożonych. I czytelnik, nawet niespecjalnie wnikliwy, bardzo szybko się orientuje, że chociaż Szwejk ma na piśmie stwierdzony idiotyzm to jest to jedna z nielicznych rozsądnych osób jakie spotkamy na kartach tej książki...

Józef Szwejk bardzo szybko stał się jedną z najbardziej znanych postaci kultury popularnej, na kanwie powieści Haszka nakręcono kilka filmów i seriali, powstały przedstawienia teatralne i słuchowiska radiowe. Wielbiciele książki tworzą stowarzyszenia szwejkologów (najbardziej znanym polskim szwejkologiem jest krakowski dziennikarz Leszek Mazan) a od kilku lat można wędrować specjalnym szlakiem turystycznym "Śladami dobrego wojaka Szwejka" z Pragi do Kijowa, część tego szlaku przebiega przez Polskę, m.in. przez Sanok.

Książka bardzo mi się podobała i tylko żałuję, że tak długo musiała czekać na mojej półce... Jeżeli będziecie mieli możliwość sięgnąć po tę opowieść to serdecznie zachęcam. Naprawdę warto. 

piątek, 4 maja 2012

Hurtownia - TOP10, 30 dni i 3 książki.

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć ulubionych animacji!


Ulubione animacje... Przypominają się czasy dzieciństwa i wczesnej młodości... A więc powspominajmy:)


Bolek i Lolek


Gumisie


Krecik


Między nami jaskiniowcami


Miś Yogi


Pszczółka Maja


Rozbójnik Rumcajs


Siostrzeńcy Kaczora Donalda


Smerfy


Wilk i zając

**************************************************************

DZIEŃ 21
Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś

Tej kategorii to już za nic nie rozumiem... Przede wszystkim nie wstydzę się, że coś przeczytałam - widocznie w konkretnej sytuacji potrzebna mi była taka a nie inna lektura i już. Owszem jest parę książek, po które dzisiaj bym nie sięgnęła, no ale ponoć tylko krowa nie zmienia przyzwyczajeń...
I w kategorii "dzisiaj bym tego raczej nie czytała" mieszczą się wydawane w latach 90-tych tzw. harlequiny - małe książeczki do kupienia w każdym kiosku, do przeczytania w ciągu 2 godzin i do zapomnienia w ciągu 15 minut. Historie były mocno romansowe i łzawe, literacko to cieniutkie było, ale bez tych książeczek chyba nie przetrwałabym niektórych co nudniejszych wykładów na studiach... A tak zajmowało się strategiczną pozycję na sali wykładowej i odpływał człowiek w krainę bzdurnego romansidła. A na następny wykład pożyczało się od którejś z koleżanek kolejną książeczkę i jakoś to szło...

******************************************************

Na koniec chciałabym napisać kilka zdań o książkach, które przeczytałam dzięki użytkownikom BiblioNETki. I obiektywnie rzecz biorąc pewnie bym po nie w innych okolicznościach przyrody nie sięgnęła, bo one są tak trochę z boku moich zainteresowań literackich.

Dzięki pożyczce w czasie spotkania krakowskich biblionetkowiczów trafiła w moje ręce powieść Bohumila Hrabala pt. "Obsługiwałem angielskiego króla" - może ktoś z Was, drodzy odwiedzający, widział ekranizację tej książki, która powstała w 2006 roku.
Nie ukrywam, że początkowo czytało mi się trudno - a to ze względu na sposób prowadzenia narracji. Fabułę książki stanowią dzieje małomiasteczkowego kelnera, który po wielu perypetiach dorabia się własnego hotelu a potem go traci. Wszystko to na tle historii Czech - od lat 20-tych do 60-tych ubiegłego wieku.
Narratorem jest główny bohater a cała książka pomyślana jest jako kilka historii, które Jan Dite opowiada swoim sąsiadom. I właśnie język, którym posługuje się Dite stanowi największe wyzwanie dla czytelnika. Zdania wielokrotnie złożone, wtrącane wyrażenia gwarowe, częste dygresje - to z jednej strony uwiarygodnia tekst, ale z drugiej wymaga maksymalnego skupienia i uwagi przy czytaniu.

Ale jak już sie człowiek oswoi z tym stylem to potem idzie gładko. Coś mam wrażenie, że będę się starała zacieśnić znajomość z panem Hrabalem.

#####

W BiblioNETce od prawie roku działa instytucja "wędrującej książki". Już gdzieś o tym pisałam, ale krótko przypomnę - użytkownicy portalu mogą wysłać swoją książkę w podróż do chętnych na jej przeczytanie. Akcja bardzo miła, dzięki niej przeczytałam np. "Księdza Rafała" M. Grabskiego czy "Kukułkę" A. Kozłowskiej a sama wysłałam na wycieczkę swój egzemplarz "Dożywocia" M. Kisiel.

Ostatnio przeczytałam w ramach tych wędrówek książkę "Zauroczenie" Margit Sandemo, która jest pierwszym tomem "Sagi o Ludziach Lodu". 
Rzecz dzieje się w XVI-wiecznej, nękanej wojnami Norwegii. Główna bohaterka to siedemnastoletnia Silje - córka kowala, jako jedyna z całej rodziny ocalała z zarazy, błąka sie w poszukiwaniu jedzenia i schronienia. Pomimo, że sama nie ma z czego żyć, przygarnia dwójkę małych dzieci - dwuletnią Sol, której matka zmarła na zarazę oraz Daga, noworodka porzuconego w lesie. Przypadek sprawia, że Silje poznaje Heminga oraz Tengela - buntowników przeciwko obcym rządom w kraju oraz członków tajemniczej i groźnej społeczności zwanej Ludźmi Lodu. Jak się szybko okaże Silje będzie musiała, pomimo dręczących ja obaw, zaufać i powierzyć im życie swoje i swoich podopiecznych...

Książka mi się dosyć podobała i z czystym sumieniem mogę ją polecić wielbicielkom powieści obyczajowych z romantycznym wątkiem, osadzonych w dawnych wiekach.
Ma ta książka jeden mankament, a mianowicie otwarte zakończenie. Nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę, że stanowi pierwszy tom cyklu i ma zachęcić do sięgnięcia po dalsze części. I ja czuję się zachęcona ale i przerażona bowiem tej kontynuacji jest jakaś opętana liczba tomów - jeśli wierzyć BiblioNetce to cała saga liczy sobie 47 tomów... 
Życia mi nie starczy;(

#####

I ostatnia pozycja o której dzisiaj piszę - to również taka "wędrująca biblionetkowa książka". Nosi tytuł "Jest super!" a jej autorką jest Agnieszka Sikorska-Celejewska, użytkownikom BiblioNetki bardziej znana jako Agis, bo pod takim nickiem już od wielu lat jest obecna na portalu.
"Jest super!" to historia dwóch przyjaciółek Jagody i Dorotki, które po zdaniu matury postanawiają zacząć dorosłe życie. Wydaje im się, że świat jest na wyciągnięcie ręki i wszystko musi im się udać. Niestety dosyć szybko dochodzi do zderzenia z rzeczywistością i okazuje się, że brak stałej pracy, wynajmowanie najtańszego pokoju i brak perspektyw to wszystko co życie może im zaoferować. Dziewczyny nie załamują się jednak, a dzięki pomocy przyjaciół powoli stają na nogi. 
Powieść przeznaczona jest według mnie raczej do młodego czytelnika, stojącego przed podobnymi wyborami co Jagoda i Dorotka. Jednak i dla tych nieco starszych może to być pożyteczna lektura - na ten przykład rodzice nastolatków będą mieli możliwość dowiedzieć się co chodzi po głowach ich pociech...


czwartek, 5 stycznia 2012

Science fiction zza naszej południowej granicy

W ramach akcji czytania własnych książek pochłonęłam w ciągu tego tygodnia 5 tomów cyklu JFK autorstwa duetu Miroslav Žamboch i Jiří W. Procházka (pierwsze cztery tomy) oraz Tomáša Němeca (tom piąty). I żeby od razu wyjaśnić wszelkie nieporozumienia nie jest to w żadnym wypadku opowieść o pewnym amerykańskim prezydencie zastrzelonym w Dallas.

Bohaterem książek jest bowiem John Francis Kovař były żołnierz służb specjalnych i prywatny detektyw. W chwili kiedy go poznajemy kończy z wielkim hukiem pracę w straży pożarnej - zdecydowanie nie potrafi podporządkować się przełożonym... Równocześnie jego kobieta ma już dosyć życia w ciągłym strachu o niego i odchodzi. Do stojącego u progu nowego życia (w sensie bez pracy i bez Lindy) mężczyzny zgłasza się tajemnicza para, młoda kobieta i niezwykle atletyczny Murzyn, z propozycją pracy w ich agencji. Zanim jednak Monika i Frank wyjaśnili Johnowi o co chodzi cała trójka jest zmuszona uciekać przed tajemniczymi prześladowcami. W czasie tej ucieczki przenoszą się do świata równoległego. Świata w którym Czesi wygrali wojnę z Hitlerem, nie ma telefonów komórkowych ani komputerów a policji i służbach specjalnych zatrudniani są ludzie z parapsychologicznymi umiejętnościami. John musi sobie poradzi w nowych warunkach i znaleźć przejście do swojego świata. Zupełnie nieświadomie też staje na drodze pracownikom owej tajemniczej agencji, która w dalszym ciągu widzi możliwość współpracy z niepokornym zabijaką.

Cykl "JFK" reklamowany jest jako pierwsze czeskie s-f. I jeśli prawdą jest to co mówią wydawcy to ten debiut naszych południowych sąsiadów należy uznać za udany. Może bez przesadnych zachwytów i fajerwerków, ale używając szkolnej skali ocen jest to cykl na solidną czwórkę. Zaznaczam od razu, że książki są nieco nierówne - pierwszy tom był nieco toporny, natomiast trzy kolejne już trzymały poziom. Tom piąty, jak wspomniałam na początku, ma innego autora ale jeżeli chodzi o styl nie ma jakichś ogromnych różnic. Autorzy wykorzystali wzory obecne w s-f od lat - podróże w czasie, rzeczywistość równoległa, różnego rodzaju mutanty, świat po zagładzie nuklearnej, zaburzenie czasoprzestrzeni, nowoczesne technologie, itd. Oczywiście wrzucenie tego wszystkiego do jednego kotła mogłoby zakończyć się dla nieszczęsnego czytelnika co najmniej niestrawnością dlatego całkiem na miejscu było stworzenie cyklu książeczek. Dodam, że seria liczy 7 książek - w każdym razie tyle wydano w Polsce.

Przyznaję, że całkiem dobrze się bawiłam przy lekturze, ale doskwierała mi jedna rzecz. Nie wiem oczywiście jak to w oryginale wyglądało i do kogo mieć pretensje - czy do panów autorów czy do pana tłumacza ale kością w gardle mi stawał używany nagminnie rzeczownik "chłop". Rozumiem, że są pewne związki frazeologiczne (chociażby "chłop na schwał") gdzie tego słowa nie da się zastąpić innym, ale w innych wypadkach można chyba użyć jakiegoś synonimu, chociażby mężczyzna, człowiek, gość, osobnik, facet, koleś, że wymienię te najpopularniejsze...
Możliwe, że się czepiam, ale mnie to akurat przeszkadzało...

Zdaję sobie sprawę, że koneserów gatunku książka nie powali na kolana, ale osobom, które podobnie jak ja z fantastyką naukową mają kontakt sporadyczny powinno się spodobać.