Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2016

Zostań zuchem z Bolkiem i Lolkiem

Już za kilkanaście dni rozpoczną się kolejne wakacje. Część dzieciaków wyjedzie na kolonie, obozy lub chociaż do rodziny. Jednak spora grupa będzie musiała spędzać wakacyjne tygodnie w domu. Powiało nudą, prawda?
Otóż nieprawda. Wakacje w domu wcale nie muszą być nudne, wystarczy tylko dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu. 

Takie domowe wakacje przytrafiły się bohaterom książeczki "Bolek i Lolek z telewizora" autorstwa Karoliny Macios. 
Bolka i Lolka nie trzeba chyba nikomu przedstawiać - to chyba najbardziej rozpoznawalni bohaterowie polskich kreskówek. Od jakiegoś czasu wydawnictwo Znak emotikon prezentuje młodszym i starszym czytelnikom pisane wersje przygód tej sympatycznej dwójki - książka o której mowa pojawiła się na księgarskich półkach zaledwie kilka tygodni temu.

Tak więc Bolek i Lolek rozpoczynają najgorsze wakacje w życiu. Na szczęście dla nich, stryj Marian ma pewien pomysł, który może zapobiec wszechogarniającej nudzie. Stryj był w młodości harcerzem i teraz zaproponował chłopcom aby w czasie wakacji zdobyli dziesięć zuchowych sprawności. Chłopcy mieli stać się bardziej samodzielni, odpowiedzialni, mieli pomagać innym ale również rozwijać się poprzez obcowanie z kulturą.
Brzmi to bardzo poważnie i może sugerować, że książeczka ocieka nadmiernym dydaktyzmem. Nic bardziej mylnego. Przygody Bolka i Lolka są wesołe, chłopcom nie wszystko się udaje od pierwszego razu, ale starają się - np. pomimo katastrofy jaką zakończyła się pierwsza próba ugotowania obiadu Lolek staje się w czasie wakacji całkiem niezłym kucharzem. 

Pamiętam z dzieciństwa Bolka i Lolka oglądanych w telewizji - Bolek to był taki trochę cwaniak, trochę leń i często wysługiwał się młodszym bratem, chociaż w decydujących chwilach stawał za nim murem, tymczasem Lolek był grzeczny, uczynny i serdeczny, chociaż bywały chwile, że nie wytrzymywał i potrafił całkiem pomysłowo odegrać się na starszym bracie. Literacki portret chłopców też opiera się na takim schemacie - to szczególnie ważne dla tych, którzy Bolka i lolka znają właśnie z telewizora...

Książeczka będzie świetną lekturą dla dzieciaków w wieku 7 - 10 lat. 
Serdecznie polecam :)

sobota, 15 sierpnia 2015

Wakacyjne podróże: Paryż, Mazury i Bałtyk z Longinem

Pamiętacie Longina? Trochę ponad pół roku temu pisałam o pierwszej książce na jego temat, a oto dwa dni temu swoją premierę miał drugi tomik jego przygód.

Tytułem przypomnienia - Longin tak naprawdę ma na imię Marcin, mieszka w Warszawie, ma prawie 13 lat a pseudonim zawdzięcza swojemu ponadprzeciętnemu wzrostowi. Autorem książek na jego temat jest znany dziennikarz telewizyjny Marcin Prokop - zbieżność imion nie jest przypadkowa...
W poprzednim tomiku Longin opowiadał o swoim rodzinnym domu, przyjaciołach (widzialnych i niewidzialnych) oraz o życiu codziennym w latach 80-tych ubiegłego wieku. Tym razem tematem książeczki są pewne szczególne wakacje. Dlaczego szczególne? Otóż Longin z rodziną wyjeżdża za granicę. I to od razu do Paryża.

W dzisiejszych czasach to żadne cudo - wystarczy mieć dokument tożsamości i pieniądze na bilet, ale te trzydzieści lat temu... Po pierwsze trzeba było mieć zaproszenie od kogoś, kto tam mieszkał, następnie trzeba było uzyskać paszport (były takie czasy, że paszportu nie trzymało się w domu i kiedy chciało się wyjechać trzeba było prosić o jego wydanie), wreszcie trzeba było dostać wizę. Na szczęście ojcu Longina udało się załatwić wszystkie formalności i rodzina mogła się udać w podróż. Pierwszy szok kulturowy chłopiec przeżył na niemieckiej stacji benzynowej, gdzie ze wszystkich stron otoczyło go bogactwo różnorodnych słodyczy w kolorowych opakowaniach - ponieważ nie miał kasy to chociaż zdjęcia sobie na pamiątkę zrobił... A później? Zderzenie z zachodnim stylem życia, problemy z dostosowaniem się do francuskiej kuchni, zwiedzanie najsłynniejszych paryskich zabytków i muzeów... No z tym ostatnim to też różnie bywało - Longin nie zawsze zachowywał się jak świadomy odbiorca kultury wysokiej. I może jeszcze dzisiaj zwiedzając Wieżę Eiffla ktoś znajdzie ślady jego bytności w tym miejscu?

Paryska przygoda trwała dwa tygodnie, a przecież wakacje mają dwa miesiące - pozostały czas Longin spędził na Mazurach pod opieką wujka i babci (gdzie wykazał się niezwykłą smykałką do interesów), oraz na koloniach nad morzem. Szczególnie te ostatnie wywołały we mnie masę wspomnień - brak wygód, spanie w namiotach, codzienne apele, służba w kuchni, mycie na świeżym powietrzu... Dla dzisiejszych nastolatków uskarżających się na fatalne warunki wypoczynku, bo na dwie godziny zniknął internet, takie kolonie zalatują wręcz horrorem. A myśmy się na takich wyjazdach (ja raczej jeździłam na obozy harcerskie, ale standard był podobny) cudownie bawili. 

Marcin Prokop jest człowiekiem obdarzonym wyjątkowym poczuciem humoru, więc jego książeczkę czyta się z ogromną przyjemnością. "Longin. Tu byłem" skrzy się dowcipem, chłopiec ma zwariowane, czasem nie do końca bezpieczne, pomysły i bywa też złośliwy, szczególnie jeśli ktoś go sprowokuje. Nie wszystkie postępki Longina przyczyniają mu chwały, ale w końcu nie wymagajmy zbyt wiele od nastolatka.

Na końcu książeczki znajduje się słowniczek, w którym zebrane są wyrażenia nie znane współczesnym dzieciakom. Bo które z nich wie kim był "smutny pan w okularach", co to takiego "Tygrysy" czy kręconka (w moich stronach nie wiedzieć czemu nazywana szczurem) oraz jaki zachodzi związek pomiędzy kasetą magnetofonową a ołówkiem? Te i wiele jeszcze innych ciekawostek ze schyłkowego PRL-u znajdzie czytelnik w tym właśnie słowniczku.

Podobnie jak w przypadku pierwszej książeczki o Longinie uważam, że chociaż skierowana jest ona do dzieciaków, to najwięcej przyjemności z jej lektury będziemy mieć my - dorośli, których dzieciństwo przypadało na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte ubiegłego wieku.

niedziela, 28 czerwca 2015

Wakacyjne podróże w czasie i przestrzeni

Wakacje, znowu są wakacje :D



Co prawda jeszcze mam co nieco papierologii do odrobienia, ale już widać światełko w tunelu. Tradycyjnie wakacje spędzam w domu, więc pewnie częściej będę coś pisać, bo książek całkiem pokaźny stosik czeka na te wolne dni. Ciekawe, jaką aurę zafunduje nam tegoroczne lato - u nas wczoraj i dzisiaj padało... A jeśli na dworze plucha to można poczytać :)
Dzisiejsze rekomendacje co prawda dotyczą książek dla młodszej młodzieży, ale i dorosły może po te książki sięgnąć.

O cyklu "Kroniki Archeo" Agnieszki Stelmaszyk zdarzyło mi się już pisać kilkakrotnie (TU, TU i TU). Niedawno w moje ręce trafił kolejny tom przygód Ostrowskich i Gardnerów pt. "Szyfr Jazona".
W Ratyzbonie, podczas prac budowlanych zostaje odnaleziony grobowiec tajemniczej księżniczki. Znaleziskiem, oprócz archeologów, interesuje się kilka osób - szczególne emocje wzbudza zwierciadło z wygrawerowanymi symbolami. Wszystko wskazuje, że na lusterku jest zaszyfrowana jakaś ważna informacja...
Tym razem obydwie rodziny, panna Ofelia oraz "kasztelan" Ryszard Ostrowski przyjeżdżają do Paryża. Już na samym początku ktoś podmienia walizkę panny Ofelii, właściciel domu w którym rodziny wynajęły pokoje jest bardzo tajemniczy, a i sam dom okazuje się mieć swoje tajemne skrytki...
Gardnerowie i Ostrowscy (i ich dzieci również) zostają wplatani w niebezpieczną rywalizację pomiędzy grupami starającymi się odczytać symbole ze zwierciadła i odnaleźć mityczny skarb - złote runo z opowieści o Jazonie i wyprawie argonautów. Trop wiedzie z Paryża do Normandii, a następnie na Lazurowe Wybrzeże...

Tak jak poprzednie tomy książka charakteryzuje się wartką akcją, przygody są niebezpieczne (niektóre nawet bardzo), ale dzieciaki mają ogromne szczęście i z każdej opresji wychodzą cało. Dorosłemu mogą zgrzytać pewne nieścisłości, ale dzieciakom to nie przeszkadza.
Lektura w sam raz na deszczowy wakacyjny dzień :)

Więcej informacji  o tym co się działo z bohaterami książki można znaleźć na blogu Jima i Martina Gardnerów - http://www.tropiciele.tajemnic.pl/


Druga książka, którą chciałabym polecić również stanowi kontynuację powieści, którą czytałam kilkanaście miesięcy temu. Otóż "Starcie potworów" to drugi tom przygód rodzeństwa Walkerów, z którymi po raz pierwszy spotkałam się przy okazji "Domu Tajemnic".

Sytuacja finansowa rodziny znacznie się poprawiła, wiec młodzi Walkerowie mogą uczęszczać do najlepszej (a przy okazji najbardziej snobistycznej) szkoły w mieście. Niestety same pieniądze to nie wszystko - Eleanor i Brendan nie radzą sobie w nowym środowisku. Kordelii udaje się co prawda zasymilować w nowej szkole, ale i ona ma zmartwienia - młody lotnik, którego poznała w czasie przygód opisanych w "Domu Tajemnic" zniknął...
Jakby tego wszystkiego było mało okazuje się, że Wichrowa Wiedźma nadal żyje a jej ojciec, Król Burz, zrobi wszystko aby odnaleźć córkę oraz "Księgę życzeń i zagłady". Rodzeństwo po raz kolejny będzie musiało stawić czoła niebezpieczeństwom, które kryją się w książkach Denvera Kristoffa. Los rzuci ich w sam środek rzymskiego amfiteatru, znajdą się w samym centrum walk z nazistami, wreszcie trafią do tybetańskiego klasztoru...

Spora dawka adrenaliny, trochę magii i fantastyki (miejscami naukowej), nieco dobrego humoru - to sprawdzona recepta na sukces. Zadziałało przy poprzednim tomie, zadziałało i teraz, tylko... Mam wrażenie, że w kilku miejscach autorzy zabrnęli za daleko w  wymyślaniu fantastycznych perypetii i nie bardzo wiedzieli jak wybrnąć z opresji. Tak, że niektóre rozwiązania mocno naciągane są. Ale ogólnie może być - 12-15 latkom powinno się podobać.

sobota, 28 marca 2015

Kim ty jesteś, Vango Romano?

Timothee de Fombelle to francuski pisarz o którym po raz pierwszy usłyszałam trochę ponad miesiąc temu, a na dzień dzisiejszy jestem już po lekturze jego wszystkich wydanych w Polsce książek... Jak na razie wydawnictwo Znak emotikon zaserwowało nam trzy powieści tego autora (o dwóch z nich piszę TUTAJ i TUTAJ), ale wierzę, że już wkrótce pojawią się kolejne - tym bardziej, że książka o której kilka zdań znajdziecie poniżej jest pierwsza z trzytomowego cyklu.

Akcja "Vango. Uciekaj albo giń" toczy się w Europie, w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Bohaterem jest młody, około dwudziestoletni chłopak Vango Romano. 
Poznajemy go w kwietniowy dzień 1934 roku w Paryżu. Przed katedrą Notre Dame rozpoczyna się własnie uroczystość święceń kapłańskich, a on jest jednym z kleryków, którzy mają je otrzymać. Niestety uroczystość zostaje przerwana przez oddział policji pod dowództwem komisarza Boularda, który chce aresztować Vanga. Chłopiec posiada pewne umiejętności, dzięki którym udaje mu się wymknąć stróżom prawa, ale okazuje się, że problemy z policją to nie jedyny jego kłopot. Ktoś próbuje go zamordować, więc chłopak musi przez cały czas mieć się na baczności. Jest ledwie kilka osób, którym może zaufać.
Vango przemieszcza się niemal po całej zachodniej Europie próbując uciec przed grożącym mu niebezpieczeństwem. Nie ma pojęcia, dlaczego i przez kogo jest prześladowany - wydaje się, że klucz do rozwiązania tej zagadki kryje się w jego przeszłości. Niestety, jedyna osoba, która mogłaby rzucić światło na pochodzenie Vanga straciła pamięć...

Historia Vanga i jego ucieczka stała się dla autora książki doskonałym pretekstem do ukazania szaleństwa, które narodziło się w tamtym okresie w Niemczech i już za kilka lat miało ogarnąć całą Europę. Jednym z bohaterów książki jest Hugon Eckener, niemiecki inżynier i lotnik, twórca sterowców "Graff Zeppelin" i "Hindenburg", który trafił pod obserwację rosnącego w siłę gestapo. Eckener był osobą bardzo popularną w Niemczech w okresie międzywojennym (miał m.in. całkiem realne szanse zostać kanclerzem w 1932 roku, ale zrezygnował, gdy dowiedział się, że Hindenburg będzie się starał o reelekcję), a ponieważ nigdy nie wstąpił do partii nazistowskiej stał się niemal automatycznie niewygodny dla nowego reżimu.
W książce jest zresztą więcej postaci historycznych - spotkamy tu m.in. Józefa Stalina i jego córkę Swietłanę, a w epizodzie w paryskim teatrze pojawił się genialny rosyjski kompozytor Sergiusz Prokofiew.

Akcja książki jest niezwykle dynamiczna, wydarzenia następują po sobie tak szybko, że nie ma wręcz czasu na złapanie oddechu i uporządkowanie nadmiaru wrażeń. Autor stworzył szereg ciekawych postaci, którym czytelnik może kibicować i o których bezpieczeństwo może się bać. Dodam, że zdarzyło mi się trzymać kciuki nawet za kogoś, kto niekoniecznie stał "po dobrej" stronie...
Autor stosuje liczne retrospekcje - główny wątek obejmuje okres od kwietnia 1934 roku do marca roku 1936, ale co jakiś czas akcja przenoszona jest o kilka, a nawet kilkanaście lat wstecz.

Ponieważ książka jest pierwszą częścią cyklu zrozumiałe jest, że nie znajdziemy w niej wyjaśnienia wszystkich spraw i rozwiązania wszystkich dotyczących Vanga zagadek. Wydaje mi się wręcz, że jest ich nawet więcej niż na początku powieści. Jeśli dodać do tego, że zakończenie jest tak skonstruowane, że kilku kluczowych bohaterów znajduje się w sytuacji co najmniej niekomfortowej (żeby nie powiedzieć, że grozi im poważne niebezpieczeństwo), to nie ma się co dziwić, że mam nadzieję, że kolejna część tej historii pojawi się w miarę szybko...

Serdecznie polecam tak młodym, jak i starszym czytelnikom.

piątek, 6 marca 2015

Powrót na Drzewo

Kilka dni temu pisałam o przepięknej książce pt. "Tobi", której autorem jest Timothee de Fombelle, natomiast dzisiaj słów parę o jej kontynuacji noszącej tytuł "Oczy Eliszy".

Od wydarzeń opisanych w pierwszym tomie przygód Tobiego minęło 3 lata. Przez ten czas chłopiec przebywał z dala od swojego rodzinnego Drzewa, bowiem splot wydarzeń rzucił go na leżącą opodal łąkę zamieszkałą przez Ludzi Traw, których mieszkańcy Drzewa nazywali Paździerzakami. Pomimo, że obydwa plemiona niewiele się różnią pod względem fizycznym to poprzez lata narosło pomiędzy nimi wiele antagonizmów - nic dziwnego, że przybysz z Drzewa traktowany jest z daleko posunięta ostrożnością.
Kiedy już wydaje się, że Tobi znalazł miejsce gdzie będzie mógł spokojnie żyć docierają do niego wieści z Drzewa. Okazuje się, że jego rodzice (co do których był przekonany, że zginęli) są więzieni przez okrutnego Joe Mitcha, natomiast jego przyjaciółka Elisza też ma poważne kłopoty - dawny przyjaciel Tobiego, a później jego zacięty wróg Leo El Blue, chce ją zmusić do małżeństwa.
Tobi podejmuje decyzję o powrocie na drzewo...

"Oczy Eliszy" są zdecydowanie poważniejsze od pierwszego tomu przygód Tobiego i bardziej przygnębiające. Przez trzy lata drzewo zmieniło się nie do poznania. Wszystkie przewidywania Sima Lolnessa zaczynają się sprawdzać - drążenie licznych korytarzy w głąb pnia sprawiło, ze Drzewo zaczyna chorować i usychać. Przerzedzona korona nie jest w stanie chronić niższych gałęzi, które pokrywają się lasem porostów - dla mierzących dwa milimetry wzrostu drzewnych ludzi jest to przeszkoda niemal nie do przebycia.
Każdy, kto ośmieliłby się protestować przeciwko panującym porządkom trafia do więzienia lub do obozów pracy, ludzie znikają z dnia na dzień, a na Drzewie panuje atmosfera strachu i podejrzliwości. Przed Tobim stoi zadanie niemal nie do wykonania - nie zna dokładnie aktualnej sytuacji, nie wie czy może komuś zaufać i co najważniejsze, nie bardzo wie gdzie szukać swoich bliskich. Jakby tego było mało zauważa klatkę, którą transportowana jest grupa Paździerzaków schwytanych przez łowców niewolników. Do troski o rodziców i Eliszę dochodzi niepokój o los nowych przyjaciół.

Może to moja nadinterpretacja, ale uważam, że "Oczy Eliszy" to doskonałe studium totalitaryzmu. Joe Mitch może nie jest tytanem intelektu, ale potrafi pociągnąć za sobą tłumy. Kilka chwytliwych populistycznych haseł zapewniło mu popularność wśród zwykłych ludzi, korupcją lub szantażem podporządkował sobie większość członków Rady Drzewa, a swojemu najpoważniejszemu wrogowi, czyli profesorowi Lolnessowi złamał karierę i doprowadził do jego wygnania, a później uwięzienia. Kiedy już skupia całą władzę w swoich rękach pokazuje prawdziwe oblicze bezwzględnego tyrana, otacza się podobnymi sobie ludźmi i rozpoczyna rządy terroru...

Timothee de Fombelle po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem słowa pisanego. Pomimo poważnej tematyki książka napisana jest językiem zrozumiałym dla dzieci, autor nie uchyla się od mówienia o okrucieństwach i wynaturzeniach panującego systemu lecz dostosowuje to do poziomu wrażliwości młodego czytelnika. Pokazuje, że prawdziwa odwaga to nie brawura a bohaterstwo nie jest zarezerwowane tylko dla dużych i silnych. I co najważniejsze, przekonuje, że nawet jeśli zdarzy się popełnić błąd lub podjąć błędną decyzję to można, a nawet trzeba, starać się to naprawić.

Serdecznie polecam tę piękną i mądrą książkę - tak dzieciom, jak i dorosłym.

poniedziałek, 2 marca 2015

Życie na drzewie może być niezwykle ekscytujące

Tobi ma 12 lat, ale okoliczności tak się ułożyły, że od niego zależy los jego rodziców i przyjaciół. Ścigany jak dzikie zwierzątko nie tylko przez brutalnych bandytów, ale również przez zwykłych obywateli skuszonych ogromną nagrodą, musi się ukrywać i co najgorsze nie może właściwie nikomu zaufać...

Autorem książki o przygodach Tobiego jest francuski pisarz i dramaturg Timothee de Fombelle. "Tobi" to jego debiut literacki, za który otrzymał w 2006 roku prestiżową nagrodę Prix Saint-Exupery przyznawaną najlepszym książkom dla młodych czytelników.

De Fombelle stworzył niezwykle ciekawą i wciągającą historię. Tobi i jego pobratymcy to mikroskopijne stworzonka (chłopiec ma 1,5 mm wzrostu) zamieszkujące ogromne Drzewo. Społeczeństwo drzewnych ludzi, podobnie jak to się ma w naszym świecie, jest zróżnicowane tak pod względem majątkowym jak i intelektualnym. Najbogatsi mieszkają w górnych partiach Drzewa, tzw. Wierzchołkach, mają tam piękne rezydencje, rozległe ogrody i otaczają się kosztownymi przedmiotami. Ci którym się mniej poszczęściło zamieszkują niższe, mniej słoneczne rejony, drążą w korze  niewielkie mieszkania i pracują aby utrzymać swojej rodziny - zajmują się głównie produkcją żywności. Wreszcie najniżej położone tereny, noszące nazwę Dolnych Gałęzi to swoiste pogranicze i miejsce gdzie nikt nie zapuszcza się o ile nie musi - niemal nie widać tam słońca, jest wilgotno i chłodno. Jest to również miejsce w które trafiają osoby wydalone z wyższych rejonów - kolonia karna dla wrogów Drzewa.
I właśnie w charakterze takich zesłańców trafia tam rodzina Lolnessów. Ojciec Tobiego jest jednym z najwybitniejszych uczonych na drzewie, przez wiele lat jego prace z dziedziny nauk przyrodniczych oraz liczne wynalazki dawały mu miejsce wśród elity intelektualnej Drzewa. Niestety jedna decyzja przekreśla jego karierę i uczony wraz z żoną i synem musi opuścić Wierzchołki i rozpocząć życie wygnańca. Lolnessowie przyjmują swój los ze spokojem, jednak to jeszcze nie koniec ich problemów. Na Drzewie jest ktoś, kto bardzo chciałby poznać sekret jednego z wynalazków profesora Lolnessa oraz zdobyć pewną niezwykle cenną rzecz znajdującą się w jego posiadaniu...

"Tobi" to właściwie powieść fantastyczno - przygodowa dla młodzieży, ale może stanowić świetną lekturę również dla dorosłego czytelnika. Autor zgrabnie buduje napięcie, wprowadza nieoczekiwane zwroty akcji i robi wszystko aby przyciągnąć uwagę czytelnika - nie sposób się oderwać od tej książki. Ogromną zaletą tej powieści jest kreacja bohaterów, tak pierwszoplanowych, jak i tych występujących tylko w epizodach. De Fombelle stworzył postaci niezwykle różnorodne pod względem charakterologicznym, prawdziwe, takie z którymi można się identyfikować i wobec których nie można być obojętnym. Owszem jest tu podział na dobrych i złych, ale jest też sporo postaci, które nie są jednoznaczne, które ewoluują, robią błędy i mają mozliwość zmiany swojego postępowania - czytelnik może im kibicować, ale również może się zastanowić jak on sam postąpiłby w danej sytuacji.
Poza wszystkim "Tobi" to powieść z przesłaniem. W książce są bardzo silne akcenty ekologiczne - Sim Lolness dostrzega niebezpieczeństwo nastawionej tylko na zysk gospodarki rabunkowej, ostrzega przed niszczeniem środowiska, propaguje ochronę ekosystemu w którym przyszło mu funkcjonować. Co ważne autor pisze o tym w taki sposób, że zupełnie nie czuć dydaktyzmu i moralizatorstwa.

"Tobi" to piękna i świetnie napisana historia. Dodatkowym bonusem są ciekawe ilustracje, które współgrają z tekstem i są pełne humoru. Serdecznie polecam lekturę tej powieści :)

A na koniec dodam, że właśnie kończę czytać drugą część przygód Tobiego. Dopiero tam się dzieje... 

niedziela, 28 grudnia 2014

Miś jaki jest, każdy widzi :)

Ciekawe, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby w 1902 roku Teodor "Teddy" Roosevelt, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, nie wypuścił na wolność złapanego w czasie polowania małego niedźwiadka. Historię szybko podchwyciły gazety tworząc komiks na ten temat, a pewien przedsiębiorczy imigrant z Rosji rozpoczął produkcję pluszowych maskotek przedstawiających misia imieniem Teddy.
I tak bezimienny amerykański niedźwiadek stał się protoplastą zabawki, bez której większość z nas nie wyobrażała sobie dzieciństwa. Z czasem misie trafiły do literatury i do kina, i chociaż zmieniają się mody i gusta to niedźwiadki trzymają się mocno - kultowy już Kubuś Puchatek, nasz rodzimy Uszatek, francuski Colargol czy disneyowskie Gumisie bawią kolejne pokolenia dzieci i dorosłych na całym świecie. Ba, misie doczekały się nawet swojego święta - od 2002 roku w dniu 25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia.

W 1958 roku światło dzienne ujrzał jeden z najbardziej znanych literackich niedźwiadków - pochodzący z mrocznych ostępów Peru, uwielbiający kanapki z marmoladą, siejący (zupełnie niechcący) chaos i zniszczenie, a przy tym mający wyjątkową umiejętność spadania zawsze na cztery łapy miś Paddington. Pojawił się pewnego dnia na londyńskim dworcu, gdzie zauważyli go państwo Brown i zaproponowali mu aby na parę dni zatrzymał się w ich domu. Kilka dni zmieniło się w kilka tygodni, a potem już nikt z domowników nie wyobrażał sobie życia bez Paddingtona.

Paddingtonowi może brakuje kindersztuby (w końcu wychowywał się w dżungli), ale jest grzeczny i stara się dopasować do otoczenia i szybko zyskuje sobie serca domowników, oraz innych osób. Szczególnie zaprzyjaźnia się z panem Gruberem, właścicielem antykwariatu, który niejednokrotnie ratuje misia z kłopotów. Trochę gorzej układają się stosunki Paddingtona z mieszkającym po sąsiedzku panem Curry'm, ale właściwie nie ma się co dziwić - jest to osobnik z gruntu niemiły i kłótliwy, a przy tym niezwykle skąpy i złośliwy.
Miś stara się odwdzięczyć swoim gospodarzom za okazaną sobie gościnność i chętnie pomaga w domu - jego domeną staja się zakupy na targu, ale jeśli ma możliwość pomaga również przy innych pracach, chociaż najczęściej ta pomoc kończy się katastrofalnie... Paddington jest jednak misiem pogodnym i zrównoważonym, który nie zraża się niepowodzeniami, zakładając, całkiem zresztą słusznie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

Pomysłodawcą Paddingtona jest angielski pisarz Michael Bond, który stworzył czternaście książek opowiadających o przygodach tego niezwykłego niedźwiadka. Polskie dzieci po raz pierwszy miały okazję spotkać się z Paddingtonem na początku lat siedemdziesiątych i od tego czasu wszedł on na stałe do grona ulubionych książkowych postaci. Jego popularność wzrosła jeszcze bardziej, od kiedy stał się bohaterem kreskówki, a aktualnie do kin wchodzi najnowsza wersja przygód Paddingtona. Przy tej okazji wydawnictwo Znak emotikon postanowiło przypomnieć literacki pierwowzór i kilka tygodni temu w księgarniach pojawił się "Paddington", na którego złożyły się trzy pierwsze tomiki o przygodach misia: "Miś zwany Paddington", "Jeszcze o Paddingtonie" i "Paddington daje sobie radę". Równocześnie wydawnictwo zapowiada kolejną książkę o londyńskim niedźwiadku "Paddington. Kolejne historie".

Warto sięgnąć po tę książkę, bo to doskonała rozrywka tak dla dzieci, jak i dla dorosłych. My z Piotrkiem przeczytaliśmy ją przed wizytą w kinie, ale myślę, że i po obejrzeniu filmu lektura nikogo nie znudzi. Już Paddington o to zadba. 


wtorek, 2 grudnia 2014

Schyłkowy PRL oczami dziesięciolatka

Nie tak znowu dawno, bo niecałe trzydzieści lat temu, w jednej z kamienic na warszawskim Grochowie mieszkał sobie pewien chłopiec. Spośród gromady innych chłopców wyróżniał go nieprzeciętny wzrost i z tego powodu zyskał sobie z angielska brzmiący przydomek "Longin". Mieszkanie było niewielkie, więc Longin musiał rezydować w kuchni - tato, który miał smykałkę do majsterkowania wydzielił mu tam niewielki kąt za lodówką, w którym mieściło się łóżko i opuszczany blat przy którym można było odrabiać lekcje. Kiedy go poznajemy Longin jest uczniem czwartej klasy, za szkołą nie przepada, ale już lepsze lekcje niż siedzenie w domu z młodszym braciszkiem Sebastianem...
Pewnego dnia mama prosi Longina, aby powiesił pranie na strychu i ta, błaha z pozoru, czynność wprowadza ogromne zmiany w życiu chłopca. Na strychu poznaje bowiem swojego rówieśnika Alberta, z którym szybko się zaprzyjaźnia, a nawet zaprasza go do swojego mieszkania. I tu czeka go ogromna niespodzianka - nikt poza Longinem nie widzi Alberta...

Marcin Prokop to znany i lubiany dziennikarz telewizyjny. Wraz z Dorotą Wellman stanowili przez kilka lat chyba najbardziej rozpoznawalną parę prowadzących rozmaite programy na antenie TVP2, a od 2008 roku wraz z Szymonem Hołownią prowadzi program "Mam talent" emitowany przez stację TVN. Jest, również z Szymonem Hołownią, współautorem dwóch książek skierowanych do dorosłego czytelnika, natomiast w ostatnich tygodniach pojawiło się jego najnowsze dzieło, skierowana tym razem do dzieci opowieść "Jego wysokość Longin".

W swojej książce Marcin Prokop opowiada o dzieciństwie, które przypadło na ostatnie lata PRL-u. Przed sklepami stoją jeszcze kolejki, bo akurat rzucili jakiś atrakcyjny towar, w pokoju rodziców króluje telewizor marki "rubin", dziadek robi zapasy cukru i papieru toaletowego na wypadek wojny, a tato pędzi w domu bimber. Chłopcy grają w piłkę, ścigają się na rowerach, zbierają papierki z gumy "Donald", kolekcjonują resoraki, tworzą podwórkowe bandy i ani im w głowach siedzenie w domu przed telewizorem (inna rzecz, że w telewizji jest tylko dwa programy, w których prawie wcale nie ma audycji dla dzieci). W niektórych domach pojawiają się atari, czyli konsole do gier, ale dzieciaki rzadko są do nich dopuszczane, bo to kosztowna zabawka - tata Longina wydał na swoje atari całą "trzynastkę".

Książka Marcina Prokopa to ciepła i pełna humoru opowieść o świecie, którego już nie ma. Chociaż przeznaczona jest dla rówieśników tytułowego Longina, to moim zdaniem docenią ją przede wszystkim dorośli, zwłaszcza ci, których dzieciństwo i młodość przypadały na drugą połowę lat osiemdziesiątych. Dla współczesnych nastolatków wiele z opisywanych sytuacji będzie zupełnie niezrozumiałych, bo np. który dzieciak dzisiaj wie co to Wyścig Pokoju i gra w kapsle? Niektóre sytuacje, które wywołają uśmiech na twarzy dorosłego dla dzieci nie będą wcale zabawne, inne może i będą śmieszyć, ale z zupełnie różnych powodów. Ale jedno jest pewne - dzięki tej książce nasze dzieci mają szansę dowiedzieć się jak wyglądało nasze dzieciństwo...

Serdecznie zachęcam do poznania tej książki. Bo jestem niemal pewna, że polubicie Longina tak samo jak ja :)

środa, 4 grudnia 2013

Powieściowy rollercoaster

Alfred Hitchcock, jeden z najsłynniejszych reżyserów ubiegłego wieku powiedział kiedyś, że "film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". Słowa wielkiego mistrza niezaprzeczalnie wziął sobie do serca inny filmowy twórca, tylko, że tym razem zastosował je pisząc swoją debiutancką książkę.
Chris Columbus, bo o nim mowa, jest amerykańskim reżyserem, scenarzystą i producentem, a jego najsłynniejsze dzieła to "Pani Doubtfire", "Gremliny rozrabiają", dwa pierwsze filmy z serii o Harrym Potterze oraz filmy o małym Kevinie, który pechowym zbiegiem okoliczności spędza święta sam  - raz w domu, a raz w Nowym Jorku;)
Columbus do współpracy nad "Domem Tajemnic" zaprosił  popularnego w Stanach Zjednoczonych autora książek dla młodzieży nazwiskiem Ned Vizzini i ze współpracy obu panów powstała książka, którą miałam właśnie okazję przeczytać.

Walkerowie mają kłopoty finansowe. Ojciec rodziny, znany chirurg, stracił właśnie pracę, w sądzie toczy się przeciw niemu sprawa wniesiona przez pacjenta, oszczędności topnieją i trzeba drastycznie ciąć wydatki. W związku z tym rodzice sprzedali dom i obydwa samochody a teraz szukają jakiegoś mieszkania. Agentka nieruchomości proponuje im zakup pięknego, całkowicie urządzonego domu w dobrej dzielnicy, który podejrzanie mało kosztuje... Rodzice cieszą się, że trafiła im się taka okazja, natomiast trójka ich dzieci od razu wyczuwa, że z domem jest coś nie w porządku. Szybko się okazuje, że  dzieciaki mają rację, a z domem Kristoffa (jego pierwszym właścicielem był pisarz Denver Kristoff) związana jest mroczna i groźna tajemnica. Utwierdza ich w tym wizyta sąsiadki, która twierdzi, że jest córką pisarza i na oczach przerażonej rodziny zmienia się w potężną i groźną Wichrową Wiedźmę. Huragan przez nią wywołany niszczy wnętrze domu, rodzice gdzieś znikają, a dzieci trafiają do jakiegoś alternatywnego świata pełnego fantastycznych miejsc i osób.
Kordelia, Brendan i Eleanor dosyć szybko dochodzą do wniosku, że trafili do świata powieści, których autorem był Kristoff, jednak nie mają żadnego pomysłu jak się z niego wydostać...

"Dom tajemnic" to książka z pogranicza powieści przygodowej i fantastyki. Mamy tu czary, olbrzyma, piratów, wiedźmę, tajemniczą księgę, która spełnia życzenia, rozbójników i jeszcze wiele innych elementów charakterystycznych dla tych gatunków literackich - do wyboru do koloru. Akcja powieści gna na złamanie karku, właściwie nie ma nawet chwili na odpoczynek i złapanie oddechu, pokuszę się o stwierdzenie, że widać iż autorem jest człowiek związany z przemysłem filmowym - "Dom Tajemnic" to niemal gotowy scenariusz filmu. Trochę na tym cierpi charakterystyka postaci - bohaterowie są zaledwie naszkicowani i niewiele się o nich dowiadujemy. Podziwiać jednak należy fantazję autorów w kreowaniu powieściowej rzeczywistości - książka jest pierwsza z cyklu i już jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnych odsłonach przygód rodzeństwa Walkerów.

Całkiem nieźle się bawiłam czytając tę powieść, pragnę jednak stanowczo zaznaczyć, że przeznaczona jest dla MŁODEGO CZYTELNIKA i wytrawni znawcy fantastyki niech po nią raczej nie sięgają.

wtorek, 12 listopada 2013

Propozycja dla wszystkich fanów Harrego Pottera

Jesienne wieczory sprzyjają czytaniu, prawda?
Nawet dziecię moje jedyne, które ku rozpaczy rodzicielki oporne jest na słowo pisane, życzy sobie głośnego czytania. Ostatnio trochę mu się przestawiły gusta czytelnicze/słuchacze i życzy sobie "coś fantastycznego...".
I tak mi się coś wydaje, że w ubiegłym tygodniu pokazało się w księgarniach coś w tym temacie:



"Dom Tajemnic" to wspólne dzieło pisarza Neda Vizzini oraz reżysera, scenarzysty i producenta wielu kinowych hitów Chrisa Columbusa. Polskim ambasadorem książki, jak również głosem jej audiobooka jest Piotr Fronczewski, który tak o niej mówi:
"Dom Tajemnic to niebezpiecznie wciągająca opowieść o potędze czarnej magii, sile przyjaźni i poświeceniu. Niewyjaśnione sekrety sprzed lat, walka trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych i ostateczne starcie dobra ze złem. Tej jesieni magia powraca..."

TU można zobaczyć wywiad z autorami książki, a TUTAJ przeczytać jej fragment. Brzmi interesująco... 

niedziela, 17 marca 2013

Magic Molly - niestety po raz ostatni...

Wszystko co dobre niestety się kiedyś kończy - za nami lektura ostatniego tomu przygód małej Molly, która potrafi rozmawiać ze zwierzętami.

Molly razem z siostrzyczką Kitty i najlepszą przyjaciółką Alice wybierają się na piknik do pobliskiego dworu, gdzie ma się odbyć świąteczna zabawa dla dzieci. Zbliża się Wielkanoc i właściciele Marwell Hall zorganizowali wielkie poszukiwania czekoladowych jajek, warsztaty plastyczne oraz wiele innych atrakcji dla dzieciaków z okolicy.
Dziewczynki mają nadzieję na dobrą zabawę i oczywiście marzą o zdobyciu głównej nagrody - niespodzianki. Niestety na samym początku poszukiwań zostają rozdzielone i Molly sama wędruje brzegiem sadzawki. Jej uwagę przyciąga bardzo dziwnie zachowująca sie kaczka - szybko się okazuje, że  nie jest zwyczajnym ptakiem. Lucy jest bowiem kaczką przynoszącą szczęście. W tej jednak chwili ma ogromny problem - zaginęło jej jajko. Molly postanawia pomóc zdenerwowanej kaczce - jajko nie wygląda zwyczajnie, jest piękne i kolorowe, więc istnieje ryzyko, że któreś z szukających dzieci może je zniszczyć myśląc, że to łakocie.

Kolejne magiczne zwierzątko i kolejna porcja kłopotów. Po raz kolejny Molly musi wykazać się odwagą i inteligencją, by pomóc kaczce i uratować jej jajko. Wdzięczna Lucy obdarowuje dziewczynkę szczęściem, które dopomoże Molly w próbie zdobycia głównej nagrody. Dziewczynka może też liczyć na siostrę i przyjaciółkę - wspólne działanie doprowadzi je do wymarzonego celu. Niestety nie wszystkie dzieci są dobre i miłe - Molly spotyka dwie dziewczynki, które za wszelką cenę chcą wygrać zawody, nawet krzywdząc innych uczestników zabawy.

Po raz kolejny powtórzę to co już pisałam przy okazji poprzednich tomów - książki Holly Webb to doskonała lektura dla dzieci - jest sympatyczna bohaterka, jest trochę magii, jest też przesłanie, ale bez nachalnego dydaktyzmu. Molly jest zwyczajną dziewczynką, zdarza jej się postąpić nie do końca zgodnie z zasadami jakie panują w jej domu, jednak dzieje sie tak tylko wtedy, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Molly kocha zwierzęta, dba o nie i świetnie się z nimi rozumie - to świetny przykład postępowania dla kilkulatka.

Nieustająco polecam tę serię, a także inne książki Holly Webb - jestem pewna, że wasze dzieciaki pokochają te opowieści tak samo jak mój Piotrek.

czwartek, 7 marca 2013

Nieśmiałość na różne sposoby

Utarło się przekonanie, że świnki to zwierzątka, delikatnie mówiąc, nie najczyściejsze...

Tymczasem Myszorek jest zaprzeczeniem tego uogólnienia - jest niezwykle czysty, nie lubi błota, kałuż ani hałasu. Opiekunowie na farmie byli zmuszeni umieścić go w osobnej zagrodzie, bo nie potrafił się zaaklimatyzować w stadzie.

Na farmę przyjeżdża wycieczka z pobliskiej szkoły. Wśród uczniów jest nasza stara znajoma Molly i jej przyjaciółka Alice, czasowa właścicielka jednorożca Sopelka. Molly szybciutko wyczuwa, że w zagrodzie ukrywa się jakieś magiczne zwierzątko. Cierpliwość daje efekty - zza beli siana wychodzi powolutku śliczny, różowy prosiaczek. Myszorek też wyczuwa, że Molly jest wyjątkowa - bardzo go to cieszy, ma bowiem ogromny problem i liczy na to, że dziewczynka mu pomoże. Prosiaczek bardzo lubi dzieci, jest jednak tak bardzo nieśmiały, że nie wychodzi z ukrycia. A mógłby zrobić tyle dobrego! Bo Myszorek ma moc uszczęśliwiania ludzi - wystarczy aby na kogoś dmuchnął i ta osoba od razu patrzy weselej na świat.
Molly obiecuje pomóc Myszorkowi, ale wydaje jej się, że sama nie da sobie rady...

Jak to zwykle w książeczkach Holly Webb ma ta historia drugie dno. Bo nie tylko prosiaczek jest nieśmiały. Wśród kolegów Molly znalazłoby się kilkoro dzieci, które nie potrafią nawiązać kontaktu z innymi. Jedne, tak jak Alice zamykają się w swoim światku, boją się odezwać i starają się nie rzucać w oczy. Inni, tak jak Ben, zachowują się głośno, zaczepiają innych, są złośliwi - tak jakby pod tym nieodpowiednim zachowaniem starali się ukryć swoje kompleksy. I dotarcie do nich, zaproponowanie pomocy może być jeszcze trudniejsze niż zaczarowanie nieśmiałego prosiaczka.

Kolejna piękna historia, która wyszła spod pióra brytyjskiej pisarki i kolejna, którą nieustająco polecam wszystkim Waszym pociechom:)

piątek, 22 lutego 2013

Molly i czarodziejski kucyk

Mała Molly ma niezwykłe szczęście - po raz kolejny poznaje zwierzątko obdarzone magicznymi zdolnościami.

Kiedy pewnej soboty Molly wybiera się do swojego dziadka, który jest kowalem, nie przypuszcza, że spotka ją niezwykła przygoda - spotka prawdziwego jednorożca. Sopelek wygląda jak zwykły kucyk, jednak dziewczynka dostrzega na jego czole coś na kształt maleńkiego rogu. Pani James, jego właścicielka, nie zdając sobie sprawy z tego kim tak naprawdę jest Sopelek, chce go podkuć. Dziadek Molly odmawia jednak wykonania usługi, ponieważ zwierzę jest bardzo zdenerwowane i mógłby mu zrobić krzywdę. I całe szczęście, bo jeśli jednorożec zostanie podkuty żelaznymi podkowami to zupełnie straci swoją czarodziejską moc...
Sopelkowi udaje się porozumieć z Molly, wyczuwa w niej pokrewną duszę i, pomimo, że musi odjechać ze swoją właścicielką, obiecuje, że odnajdzie dziewczynkę.

Pani James to pierwsza niesympatyczna osoba jaka pojawiła się na kartach książeczek o Molly, jest niemiła w stosunku do dziewczynki i nic sobie nie robi z widocznego strachu Sopelka - tylko zdecydowana postawa starszego pana ratuje kucyka przed bolesną i tragiczną w skutkach operacją. Dobrze, że pojawia się ktoś taki jak pani James - do tej pory świat Molly wypełniali tylko ludzie kochający zwierzęta i rozumiejący ich potrzeby, natomiast w realnym świecie już tak idealnie nie jest i młody czytelnik powinien sobie z tego zdawać sprawę.

W książeczce jest poruszony jeszcze jeden ważny problem - tato Molly operuje kotkę, która uległa bardzo poważnemu wypadkowi i rokowania zwierzątka są bardzo kiepskie. Zarówno on, jak i jego córeczka, bardzo przeżywają ten przypadek, natomiast dla mnie stanowiło to świetny punkt wyjścia do rozmowy o odchodzeniu naszych ulubieńców. Nasze domowe zwierzątko czuje się  co prawda świetnie, jednak nie jest niestety wieczne...

Pomimo tych poważniejszych akcentów książka niesie bardzo optymistyczne przesłanie, Molly stara się pomóc Sopelkowi, a przy okazji można się domyślić po kim dziewczynka odziedziczyła magiczne zdolności.

Po raz kolejny serdecznie polecam lekturę przygód Magic Molly, a sama czekam na dwa ostatnie tomy z serii, które ukażą się już w marcu.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Kłopotliwy podopieczny

Po raz kolejny odwiedziliśmy z moim synkiem mieszkającą w Larkfield siedmioletnią Molly - dziewczynkę, która potrafi rozmawiać ze zwierzętami.

W jej domu odbywa się właśnie ważna uroczystość - Kitty, młodsza siostra Molly, obchodzi czwarte urodziny. Aby uczcić ten ważny dzień i sprawić małym gościom niespodziankę rodzice dziewczynek zaplanowali występ magika Fantastycznego Feliksa. Każdy szanujący się magik musi oczywiście posiadać królika, którego będzie mógł wyciągać z kapelusza. Feliks ma oczywiście takie zwierzątko - bielutkiego króliczka imieniem Śnieżek. Kiedy w czasie występu Molly dotyka futerka zwierzątka szybko orientuje się, że Śnieżek jest magiczną istotą. Upewnia się co do tego po programie, co więcej okazuje się, że Feliks, podobnie jak ona rozumie mowę zwierząt.
Kilka dni później Molly ponownie spotyka Feliksa i Śnieżka w klinice swojego taty. Króliczek cierpi na chroniczną czkawkę i Feliks ma nadzieję, że doktor coś na to poradzi. Dolegliwość jest o tyle niebezpieczna, że kiedy króliczek dostaje ataku owej czkawki znika i odnajduje się w zupełnie nieprawdopodobnych miejscach. O tym oczywiście nie można powiedzieć ojcu Molly - pewnie by wcale nie uwierzył, jak to dorosły...
Z przyczyn obiektywnych Śnieżek musi zostać przez kilka dni w klinice, a Molly ma mu zapewnić opiekę.

W odróżnieniu od poprzednich poznanych przez Molly czarodziejskich zwierzątek Śnieżek jest stworzonkiem mocno kłopotliwym. Trochę samowolny, nieposłuszny, lubi kaprysić, zawsze stawia na swoim - opieka nad nim to prawdziwe wyzwanie. Jeśli dodać do tego jego nagłe zniknięcia, to oczywiste jest, że dla Molly nadchodzi czas ogromnej próby. 
Kilkudniowy pobyt Śnieżka w rodzinnym domu dziewczynki ma w założeniu udowodnić jej rodzicom, że jest już na tyle dorosła i odpowiedzialna, żeby mieć własne zwierzątko. Z drugiej strony Molly na własnej skórze odczuwa, że opieka nad zwierzęciem to nie tylko ogromna przyjemność ale równorzędny, a nawet większy, obowiązek.

Niezmiennie polecam tę książeczkę tak jak i całą serię wszystkim dzieciakom w wieku wczesnoszkolnym.

czwartek, 14 lutego 2013

Molly i czarodziejskie zwierzątko - po raz drugi (nie ostatni)

Jakiś czas temu pisałam tu o książeczce Holly Webb - "Magic Molly. Kotek czrownicy". Ponieważ książeczka bardzo przypadła do gustu mojemu synkowi postarałam się o kolejną część przygód dziewczynki, która rozmawia ze zwierzętami i tak oto jesteśmy po lekturze "Szczeniaczka spełniającego życzenia".

Tym razem do lecznicy prowadzonej przez ojca Molly trafia starsza pani, która niedawno stała się właścicielką ślicznego szczeniaczka imieniem Gwiazdka. Piesek pani Hunter jest zdrowy - właścicielka chce mu tylko zaaplikować konieczne szczepienia. Kiedy Molly bierze Gwiazdkę na ręce odczuwa wielki smutek zwierzątka - nie może z nim jednak porozmawiać kiedy w pobliżu są dorośli...
Okazja nadarza się po kilku dniach - Gwiazdka jest coraz bardziej osowiała, nie chce jeść i pani Hunter zostawia ją w klinice na obserwację  Molly zakrada się nocą do budynku lecznicy, poznaje smutną historię szczeniaczka i oczywiście postanawia mu pomóc. Ale to nie będzie takie proste...

Kolejna wizyta w świecie Molly i kolejna porcja pozytywnych wrażeń. I kolejny temat do rozmowy z dzieckiem. 
Tym razem Molly oprócz pomocy Gwiazdce musi rozwiązać jeszcze jeden problem. Jak sugeruje tytuł książeczki Gwiazdka może spełnić czyjeś marzenie - tak jak każdy Molly ma większe i mniejsze pragnienia. Kiedy jednak może poprosić o spełnienie jednego marzenia dopadają ją wątpliwości i musi podjąć trudną decyzję - czy poprosić o coś dla siebie, czy też wybrać coś co sprawi radość komuś innemu, komuś kto jest smutny i tak naprawdę bardziej potrzebuje tego czarodziejskiego życzenia. To wybór, który byłby bardzo trudny dla osoby dorosłej a co dopiero dla siedmioletniego dziecka...

Serdecznie polecam Wam i Waszym dzieciakom (własnym i cudzym) tę śliczną książeczkę, a my zabieramy się za dalszą lekturę - właśnie na księgarniane półki trafiły kolejne dwa tomiki opowiadające o Magicznej Molly i jej przygodach.

niedziela, 10 lutego 2013

Lektury małoletniej Ani - odc. 7

Dawno już nie było wspominek o literaturze mojego dzieciństwa, więc czas najwyższy nadrobić te zaległości. Tym bardziej, że dzięki wydawnictwu Znak emotikon mogłam w ostatnich dniach wrócić do jednej z ulubionych książek dzieciństwa.

Żyjąca na przełomie XIX i XX wieku angielska pisarka Edith Nesbit zaliczana jest obok F. H. Burnett, K. Grahame'a, J. Barrie'ego i B. Potter do najważniejszych przedstawicieli "złotego wieku powieści dla dzieci". Uważa się ją również za prekursorkę nowoczesnej literatury fantastycznej, bowiem w swoich utworach dla młodych czytelników opisywała bohaterów, którzy dzięki czarodziejskim postaciom lub magicznym przedmiotom mogli przeżywać niesamowite przygody, podróżować w czasie i przestrzeni oraz spełniać swoje największe marzenia.

Edith Nesbit  była osobą niekonwencjonalną, do czego przyczyniło się być może niezbyt szczęśliwe dzieciństwo - w wieku 4 lat straciła ojca, a kolejne lata spędziła w rozmaitych szkołach, niemal w całkowitej izolacji od matki i rodzeństwa. Uchodziła za osobę wyzwoloną, bowiem w czasach wiktoriańskich szokowała krótko obciętymi włosami oraz krótkimi sukniami, a także prowadziła dosyć swobodny tryb życia.

Pierwszy utwór dla dzieci wydała stosunkowo późno, bo w roku 1897, w wieku 39 lat. Dwa lata później światło dzienne ujrzał pierwszy tom o przygodach rodzeństwa Bastablów (kolejne tomy w latach 1901 i 1904), zaś najsłynniejsza jej książka pt. "Pięcioro dzieci i coś" powstała w roku 1902.

"Pięcioro dzieci i coś" to opowieść o piątce rodzeństwa i przygodzie jaka ich spotkała w czasie wakacji. Antea, Janeczka, Cyryl, Robert i najmłodszy, dwuletni braciszek nazywany Barankiem na stałe mieszkają w Londynie, ale lato spędzają na wsi, w Białym Dworku. Po kilku dniach rodzice muszą nagle wyjechać i dzieci zostają pod opieką niani i kucharki. Zwiedzając okolicę trafiają do starego kamieniołomu i tam spotykają tajemnicze stworzonko. Jest to Psammetych, czarodziejski duszek spełniający życzenia, zwany również Piaskoludkiem. Łatwo sobie wyobrazić radość dzieci kiedy dowiedziały się o właściwościach nowego znajomego - całkiem zrozumiałe, że wszyscy doszli do wniosku, że otwierają się przed nimi niezwykłe możliwości. Niestety szybko się okazuje, że nie wszystko idzie po ich myśli, a życzenia, które w założeniu miały nieść przyjemność i dobrą zabawę sprowadzają na nich coraz to nowe kłopoty...

Chociaż książka powstała ponad 100 lat temu to w dalszym ciągu stanowi świetną lekturę dla młodego czytelnika. Bohaterowie to zwykłe dzieci, skłonne do zabawy, czasem nieznośne, trochę naiwne, nie zawsze pamiętające o dobrych manierach, ale wrażliwe i lojalne. Nie zawsze się ze sobą zgadzają, ale jeśli ktoś spróbował by skrzywdzić jedno z nich, reszta zawsze stanie w jego obronie. Autorka nie epatuje nadmiernym dydaktyzmem, jednak widać, że poważnie traktuje wartości takie jak przyjaźń, miłość, rodzina, lojalność i uczciwość, i te cechy wykazują jej bohaterowie. Kolejne problemy wywołane przez nieprzemyślane życzenia sprawiają, że dzieci stają się coraz bardziej odpowiedzialne i starają się aby ich poczynania nie krzywdziły innych.

"Pięcioro dzieci u coś" to świetna lektura dla dzieci w wieku 8 -10 lat, zarówno dla chłopców jak i dla dziewczynek. Zaletą firmowanego przez Znak Emotikon najnowszego wydania oprócz pięknego tłumaczenia Ireny Tuwim jest również warstwa edytorska - książka jest szyta, w twardej oprawie wzbogacona ilustracjami Marii Orłowskiej - Gabryś, może więc stanowić świetny prezent dla młodego czytelnika. 

Na koniec chciałam dodać, że Edith Nesbit napisała jeszcze dwie książki o przygodach sympatycznego rodzeństwa, a mianowicie "Feniks i dywan" oraz "Historia Amuletu", które, miejmy nadzieję, również ukażą się w ramach znakowskiej serii "Klasyka literatury dziecięcej".

środa, 16 stycznia 2013

Dziewczynka, która rozmawia ze zwierzętami

Chyba nie ma takiego dziecka, które nie chciałoby umieć rozmawiać ze zwierzętami. Nie inaczej ma się sprawa z siedmioletnią Molly Smith. Dziewczynka ma na co dzień kontakt z różnymi zwierzątkami bowiem jej rodzice prowadzą klinikę weterynaryjną Larkfield położoną na skraju niewielkiego miasteczka. Molly, gdyby tylko mogła to każdą wolną chwilę spędzałaby w klinice - przecież dzieje się tam tyle ciekawych rzeczy.
Pewnego wrześniowego dnia w klinice pojawiła się mieszkająca nieopodal kliniki Sara, która przyniosła ze sobą ślicznego, małego kotka, Iskierka. Kotek przybłąkał się na podwórko Sary i kobieta zaopiekowała się nim, nie może go jednak zostawić u siebie, bo jej trzy kocury zupełnie nie akceptują nowego domownika. Między Molly a Iskierkiem niemal od razu nawiązuje się nić porozumienia. Szybko też okazuje się, że Iskierek nie jest zwyczajnym małym kotkiem...

Holly Webb to autorka wielu książek dla dzieci, których bohaterami są zwierzęta - dużą popularność przyniósł jej cykl "Zaopiekuj się mną".
"Kotek czarownicy" to pierwsza książeczka z sześciotomowej serii o przygodach Molly Smith - pierwsze dwa tomiki już można znaleźć w księgarniach, a kolejne cztery pojawią się w lutym i marcu. 
Molly, z racji profesji rodziców, ma stały kontakt ze zwierzętami, ale aż do spotkania z Iskierkiem nie zdaje sobie sprawy ze swoich niezwykłych umiejętności, które początkowo troszkę ją peszą. Postanawia jednak pomóc zwierzątku, pomimo, że wcale nie będzie to prosta sprawa.
Autorka przy okazji historii Iskierka porusza ważny temat jakim jest odpowiedzialność i przestrzeganie zasad - kotek zgubił się, ponieważ nie posłuchał swojej właścicielki i zbytnio oddalił się od domu a Molly musi wymyślić jak pomóc Iskierkowi  nie łamiąc przy okazji reguł obowiązujących w jej rodzinie.
Oczywiście autorka nie stosuje jakiejś namolnej dydaktyki - temat poruszony jest przy okazji i może stanowić świetny punkt zaczepienia do rozmowy z dzieckiem na temat tego co można a czego nie powinno się robić.

Na koniec dodam, że książeczkę czytałam w towarzystwie dwóch mężczyzn w słusznym wieku lat ośmiu i sześciu. Początkowo byli oporni, bo jak różowa okładka to pewnie "dziewczyńska książka" i poważny facet nawet nie powinien patrzeć w jej stronę. Na szczęście dali się przekonać i w skupieniu, co bardzo rzadko się im zdarza, wysłuchali do końca kwitując lekturę stwierdzeniem: "Różowa, ale bardzo fajna!".

W związku z tym, opierając się na tej jakże profesjonalnej opinii, polecam lekturę wszystkim dzieciakom, nie tylko tym marzącym o pogawędce z własnym pieskiem lub kotkiem.