Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak Horyzont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak Horyzont. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2019

Czy powstanie to właściwe miejsce dla młodej dziewczyny?

Powstanie Warszawskie nie od wczoraj budzi liczne kontrowersje. 63 dni walki to z jednej strony niespotykany heroizm i patriotyzm mierzony krwią powstańców, z drugiej to śmierć setek żołnierzy i cywili zamieszkujących miasto, a i Warszawa stała się morzem gruzów.
Gdyby zapytać samych powstańców (niewielu już ich niestety zostało...) co dzisiaj, po latach sądzą o tamtych letnich dniach 1944 roku to większość z nich pewnie powiedziałaby, że tak było trzeba. I to pomimo tego, że właściwie od początku wiadomo było, że będzie trudno, a po kilku dniach nadzieja na zwycięstwo zaczęła się ulatniać z dymem kolejnych burzonych przez Niemców domów.

Wśród powstańców było wiele dziewcząt - pełniły obowiązki pielęgniarek i łączniczek, przenosiły meldunki, opatrywały rany, trzymały za rękę umierających żołnierzy, niektóre walczyły z bronią w ręku. Dziennikarka Anna Herbich,  autorka "Dziewczyn z powstania" dotarła do kilkunastu z nich i namówiła na wspominki dotyczące tamtych wydarzeń. Jedną z powstańczych dziewczyn występujących w książce jest Irena z Wilgów Herbich, babcia autorki.

Bohaterki książki pochodzą z różnych środowisk, mają różną sytuację rodzinną, niektóre są w konspiracji, inne próbują normalnie żyć i przetrwać w tych nienormalnych czasach. Każda z nich trochę inaczej widzi tamte dni: Halina na kilka godzin przed wybuchem powstania urodziła syna, Jacuś, synek Ireny miał dopiero cztery miesiące - obydwie były gotowe zrobić wszystko aby uratować dzieci; Jadwiga do Warszawy przedziera się z Kresów gdzie już rozpoczęły się rządy władzy ludowej; Anna, pochodząca z jednej z najważniejszych rodzin II Rzeczpospolitej trafia do radzieckiej niewoli, która jest jeszcze gorsza niż walka w zniszczonej stolicy, a jeszcze Sławka, Zosia, Teresa...  Tym co je łączy jest siła i wola przetrwania.

"Dziewczyny z powstania" opisane przez Annę Herbich to tak naprawdę normalne, zwykłe młode kobiety, które chciały kochać i być kochane, które cieszyły codzienne drobiazgi i chwile spędzane z najbliższymi. Wojna im to zabrała, a one stanęły w powstańczym szeregu aby odzyskać to co straciły - jeśli nie dla siebie, to dla swoich dzieci i wnuków. I my, pokolenie ich wnuków i prawnuków nie możemy o tym zapomnieć, nie ważne jaki mamy osobisty stosunek do powstania i tych, którzy go wywołali.

wtorek, 12 marca 2019

Idy marcowe czyli koniec pewnej historii

Trochę ponad trzy lata temu zachwycałam się dwoma książkami z cyklu "Kronik Zapomnianego Legionu" - "Zapomnianym Legionem" (opinia TU) i "Srebrnym orłem" (opinia TU), a dzisiaj chciałabym napisać parę słów na temat "Drogi do Rzymu", która stanowi zwieńczenie tej trylogii.

Akcja powieści rozpoczyna się zimą 48r. p.n.e. w Aleksandrii. Przewrotny los krzyżuje na kilka chwil losy Romulusa i Fabioli - rozdzielone kilka lat wcześniej rodzeństwo rozpoznaje się w aleksandryjskim porcie. Niestety, nie dane jest im nawet zamienić słowa - Fabiola opuszcza ogarnięte walkami miasto na jednym z okrętów, Romulus wcielony wcześniej na siłę do XXVIII legionu musi walczyć z siłami wrogimi Cezarowi. W czasie tych walk młody legionista ponosi jeszcze jedną stratę - ranny Tarkwiniusz znika gdzieś w bitewnej zawierusze i chłopak zostaje sam. Przy życiu trzyma go właściwie tylko myśl o Fabioli - marzy aby wrócić do Rzymu i odnaleźć siostrę. Niestety nie jest to takie proste, bowiem Cezar nie planuje powrotu do stolicy, a nad Romulusem pojawia się kolejne niebezpieczeństwo - na jaw wychodzi jego przeszłość. Odwaga i poświęcenie w czasie walk zostają natychmiast zapomniane, gdy okazuje się, ze młody legionista jest zbiegłym niewolnikiem. Wydaje się, że nic ani nikt nie uratuje mu życia i Romulus zginie w cyrku ku uciesze gawiedzi...

Również Fabiola przeżywa ciężkie chwile - jest niemal pewna, że zna nazwisko tego, kto brutalnie zgwałcił jej matkę. To najpotężniejszy obywatel Rzymu i zemsta za krzywdę jest niemal niemożliwa. Jednak dziewczynie nie brakuje determinacji i pomysłowości - postanawia zorganizować spisek mający na celu zamordowanie... Cezara. Aby łatwiej tego dokonać a przy okazji mieć dobrą przykrywkę do swoich działań kupuje Lupanar, dom publiczny w którym kiedyś pracowała - nikogo raczej nie zdziwi, że do tego przybytku uczęszczać będzie grupa bogatych i wpływowych mężczyzn. Niestety o nią też upomina się przeszłość w postaci Scewoli, szefa bandy łowców niewolników, z którym zadarła kilka lat wcześniej w Pompejach. Życie Fabioli po raz kolejny zawiśnie na włosku.

Właściwie najbezpieczniejszy żywot wiedzie Tarkwiniusz, który po odłączeniu się od swojego legionu leczy rany w Aleksandrii, a przy okazji studiuje tam rękopisy zgromadzone w słynnej Bibliotece Aleksandryjskiej. Z Egiptu udaje się na Rodos, a następnie do Rzymu, gdzie ponownie spotyka Romulusa oraz poznaje Fabiolę.
Tymczasem zbliża się marzec 44r. p.n.e. i jeden z najważniejszych dni w historii republiki rzymskiej - 15 marca, czyli idy marcowe...

Będę się tutaj powtarzać, bo pisałam o tym już przy okazji poprzednich tomów - Ben Kane jest świetnym pisarzem, opowiadana przez niego historia wciąga bez reszty i chociaż wiadomo, że Cezar zginie to mimo wszystko ma się nadzieję, że jednak coś lub ktoś odwróci jego losy. Bohaterowie to postacie z krwi i kości, mają wady i zalety, podejmują nie zawsze dobre decyzje, nie są też żadnymi superbohaterami o niezwykłych mocach i nadprzyrodzonym szczęściu. Bywają weseli i smutni, radośni i przerażeni, a zaatakowani nie zawsze są się w stanie obronić i wyjść bez szwanku z potyczki. Są po prostu prawdziwi.

Całość "Kronik Zapomnianego Legionu" obejmuje okres 10 lat. Fabiola i Romulus z początku opowieści to dwójka nastolatków brutalnie rozdzielona i skazana właściwie na życie bez przyszłości. Determinacja, inteligencja i zaradność tej dwójki sprawiają, że udaje im się wygrać z losem, a lata walki o swoje wpływają na to jakimi stają się dorosłymi. Żadne z nich nie ma lekko, ale wydaje mi się, że cięższą szkołę życia przechodzi Fabiola. Oczywiście Romulus musi na co dzień walczyć o życie, ale zarówno w szkole gladiatorów jak i wojennych wypraw ma przy sobie przyjaciół, na których może liczyć. Życie jego siostry przez większość czasu nie jest bezpośrednio zagrożone, ale dziewczyna jest sama, nie ma się na kim oprzeć. Owszem jest jej protektor Decimus Brutus, jednak Fabiola w chwili kiedy go poznaje nie potrafi już zaufać mężczyźnie, bowiem spotkało ją zbyt wiele krzywd. Paradoksalnie Romulus zagrożony strzałami, włóczniami i mieczami wrogów gdzieś na rubieżach imperium jest bezpieczniejszy niż jego siostra w samym centrum ówczesnego cywilizowanego świata.

Serdecznie polecam tę książkę oraz oczywiście dwa poprzednie tomy "Kronik".

niedziela, 13 grudnia 2015

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Kilkanaście dni temu pisałam TU o pierwszej części "Kronik Zapomnianego Legionu" a dzisiaj przyszła pora na wrażenia z części drugiej noszącej tytuł "Srebrny orzeł".

Fabiola otrzymuje od swego protektora upragnioną wolność i wyjeżdża do jego majątku w Pompejach. Niestety spokojne życie nie trwa długo, dziewczyna zadziera z bandą łowców niewolników i musi uciekać do Rzymu, gdzie właśnie w najlepsze trwają zamieszki pomiędzy zwolennikami dwóch różnych stronnictw politycznych.

Romulus, Brennus i Tarkwiniusz wraz z resztą ocalałych legionistów Marka Krassusa znajdują się w niewoli u Partów. Dostali wybór - śmierć albo służba na rzecz partyjskiego króla i przebywają w leżącej na południe od Morza Kaspijskiego Margianie aby tam walczyć ze Scytami. Coraz bardziej oddalają się od Rzymu, chociaz Tarkwiniusz cały czas twierdzi, że na wschodnich rubieżach Partii rozpoczynają swoją drogę do domu. Haruspik jednak wie, że dla jednego z nich podróż życia zakończy sie właśnie na tej dalekiej ziemi...

Z drugimi tomami trylogii (szczególnie jeśli tom pierwszy zawiesi wysoko poprzeczkę) często bywa tak, że nie dorównują swoim poprzednikom. Autorzy najczęściej spowalniają akcję, przygotowując grunt pod wydarzenia, które będą treścią tomu trzeciego a zarazem efektownym zakończeniem przygód głównych bohaterów. 
"Srebrny orzeł" na szczęście ustrzegł się klątwy drugiego tomu, chociaż faktycznie czytelnik nie ma co liczyć na jakieś potężne zwroty akcji.

Ben Kane umieszczając swoich bohaterów w takich a nie innych miejscach ma przy okazji możliwość pokazania kilku kluczowych momentów z ostatnich lat republiki rzymskiej.  

Oczami Fabioli oglądamy starcia na ulicach Rzymu po śmierci Klaudiusza Pulchera (jednego z popularnych polityków, zabitego przez przeciwników politycznych w styczniu 52 r.p.n.e.); poprzez jej kochanka dowiadujemy się o szczegółach kampanii galijskiej Cezara i jego zwycięstwie nad powstańcami dowodzonymi przez Wercyngetoryksa; wreszcie jesteśmy wraz z nią świadkami przekroczenia Rubikonu, bitwy pod Farsalos i zajęcia Aleksandrii.

Tarkwiniusz, Romulus i Brennus prowadzą życie żołnierzy - biorą udział w patrolach, walczą w potyczkach z plemionami najeżdżającymi partyjskie ziemie i starają się uchronić własne życie. Tym bardziej, że wrogów nie brakuje również wśród towarzyszy broni...
Zapomniany Legion musi stanąć do walki z przeciwnikiem, który budzi wśród jego żołnierzy niemal paniczny strach - słonie bojowe same z siebie robią wrażenie, a biorąc jeszcze pod uwagę doświadczenia sprzed 150 lat, kiedy to Hannibal dziesiątkował rzymskie wojska przy pomocy tych zwierząt, nie ma się co dziwić, ze nawet najtwardszym weteranom drżą kolana...
Dla trójki przyjaciół stawka tej bitwy jest jeszcze większa - to może być przepustka na upragnioną wolność.

Po raz kolejny muszę wyrazić podziw dla autora za dbałość o wierność realiom. Co prawda w kilku przypadkach (z powodu braku odpowiednich źródeł historycznych) autor posługuje się fikcją literacką, ale stara się opierać swoją wizję na dostępnym materiale źródłowym i wynikających z niego przesłankach. Do tekstu dołączone jest zresztą posłowie, w którym Ben Kane wyjaśnia, które wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, a które powstały w jego głowie.

Podobnie jak "Zapominany legion" tak i "Srebrny orzeł" to kawał świetnej literatury przygodowo-historycznej. Serdecznie polecam jego lekturę i z niecierpliwością czekam na tom trzeci. Mam nadzieję, że Znak Horyzont nie będzie zbyt długo wystawiał na próbę cierpliwości mojej i innych wielbicieli tych książek...

piątek, 4 grudnia 2015

Było ich trzech, w każdym z nich inna krew...

Starożytny Rzym...
Potężne imperium, które jak nienasycony potwór połykało coraz to nowe ziemie i ludy. Gospodarcza i polityczna potęga władająca większością ówczesnego cywilizowanego świata, posiadająca wielotysięczną niezwyciężoną armię, swój dobrobyt opierająca na ciężkiej pracy milionów niewolników. 
Dzieje Rzymu od zawsze stanowią świetny temat dla rozmaitych większych i mniejszych twórców i najprawdopodobniej taka sytuacja jeszcze przez wiele lat się nie zmieni. Bohaterami dzieł literackich, muzycznych czy plastycznych najczęściej są postacie znane z kart historii, ale od czasu do czasu pojawia sie utwór poswięcony zwykłym mieszkańcom imperium.

Ben Kane to Irlandczyk (urodzony w Kenii, aktualnie mieszkający w Anglii), z zawodu lekarz weterynarii, pasjonat dziejów starożytnego Rzymu i autor kilku książek dotyczących tego tematu, które w większości zyskały status bestsellera. Na polskim rynku pojawił się dopiero kilka miesięcy temu za sprawą swojej pierwszej, napisanej w 2008 roku, książki "Zapomniany legion". Dla porządku dodam, że jest to pierwszy tom trylogii "Kronik Zapomnianego Legionu".

Tarkwiniusz pochodzi z plemienia Etrusków, w tajemnicy pobierał nauki u jednego z ostatnich haruspików (wróżbitów), przez kilka lat służył w legionach z których w końcu zdezerterował. Teraz szuka zemsty na człowieku, który odpowiada za śmierć jego mentora. 
Brennus jest Galem, który dostał się do rzymskiej niewoli, trafił do szkoły gladiatorów i po kilku latach stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi w swojej profesji.
Romulus i Fabiola to bliźnięta, dzieci niewolnicy, które w wieku czternastu lat zostają rozdzielone i sprzedane - chłopiec do szkoły gladiatorów, gdzie poznaje Brennusa zaś dziewczynka do luksusowego domu publicznego. 

Nieszczęśliwy traf sprawia, że Brennus i Romulus muszą uciekać z Rzymu - postanawiają zaciągnąć się do armii Marka Krassusa gdzie poznają Tarkwiniusza. Już razem wyruszają do Azji aby tam walczyć z Partami.
Tymczasem Fabiola poznaje tajniki swojego nowego zawodu i wkrótce staje się jedną z najbardziej pożądanych kurtyzan, zyskuje możnego opiekuna i wreszcie może odszukać brata. Niestety po Romulusie ślad zaginął...

"Zapomniany legion" to przede wszystkim wciągająca opowieść o dziejach głównych bohaterów - czasem smutnych, często niebezpiecznych, od czasu do czasu tragicznych. Cała czwórka musi sobie radzić w świecie, który nie ma im nic dobrego do zaoferowania. Obywatel rzymski, nawet ten najbiedniejszy miał więcej praw niż najsłynniejszy gladiator, kurtyzana mogła posiadać osobisty majątek ale w dalszym ciągu była niewolnicą właścicielki domu publicznego, etruski wróżbita mógł mieć stuprocentową sprawdzalność swoich przepowiedni ale zawsze był uważany za człowieka drugiej kategorii, a już życie zbiegłego niewolnika było mniej warte niż podarty sandał...

Jednak tym co mnie najbardziej urzekło w tej powieści jest wspaniale oddane tło historyczno-obyczajowe. Obraz Rzymu pod koniec republiki, kosztowne wille arystokratów i ciemne zaułki, gdzie strach się zapuszczać po zmroku, szkoła gladiatorów i cyrkowa arena, dom publiczny czy wojskowy obóz odmalowane są żywymi kolorami, z dbałością o detale i prawdę historyczną.
Ale to nie wszystko - autor snuje przed czytelnikiem opartą na faktach wizję ostatniej wyprawy Krassusa, opisuje uzbrojenie, organizację i zasady panujące w rzymskich legionach, ich sposób walki, jak również taktykę zastosowaną przez przeciwnika.

Oczywiście najważniejszymi postaciami są bohaterowie fikcyjni, ale wśród drugo i trzecioplanowych postaci spotka czytelnik znajomych z lekcji historii - wspomnianego już Marka Krassusa, Pompejusza, Brutusa czy Juliusza Cezara.

"Zapomniany legion" to świetna lektura dla wszystkich lubiących powieści przygodowe. Owszem jest tu sporo historii, ale podanej niejako przy okazji, więc nie powinna ona przeszkadzać nawet najzagorzalszym wrogom tej akurat gałęzi nauki.
Zresztą wieloletnie doświadczenie zawodowe mówi mi, że akurat historia starożytna jest przez większość lubiana, traktowana trochę jak bajka, więc nic nie stoi na przeszkodzie aby książkę polecić absolutnie wszystkim wielbicielom literatury.

PS. W beczce miodu znajdzie się jednak łyżeczka dziegciu - tłumacz (bo chyba jednak nie autor) miejscami popłynął i w usta starożytnych powkładał całkiem współczesne wyrażenia, zupełnie nie pasujące do całości...

niedziela, 20 września 2015

Bo kto jeśli nie my?

Moi uczniowie nie raz i nie dwa razy oświadczali z rozbrajającą szczerością, ze do mnie jako osoby to nic nie mają, ale historii nie lubią chyba najbardziej na świecie... Właściwie to im się nawet bardzo nie dziwię, bowiem historia w postaci podawanej w szkole do najciekawszych nie należy, więc robię co mogę i przy okazji nauczania tego czego wymaga podstawa programowa staram się przemycić jakieś ciekawostki lub anegdotki o wielkich ludziach. Od kilku dni mam na swojej półce kolejne źródło takich rozmaitych historycznych opowieści.

Autorami książeczki "Polak potrafi, Polka też... czyli o tym, ile świat nam zawdzięcza" jest małżeństwo Ewa i Jan Wróblowie. Obydwoje nauczają historii w warszawskich szkołach średnich, a pan Jan dodatkowo udziela się w mediach (radio, telewizja, prasa...). I właściwie od pierwszej strony widać, że lubią to co robią a historia jest ich wielką pasją. Dodam jeszcze, że omawiana książka jest drugą z serii "Historia Polski 2.0", pierwsza nosi tytuł "Polak, Rusek i Niemiec... czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom" (już ją sobie zamówiłam, bo w Arosie jest fajna promocja), a na styczeń przyszłego roku planowana jest premiera kolejnego tomiku pt. "Polacy - nic się nie stało!... czyli o tym, jak chcieli nam dokopać, ale im nie wyszło". 

Bohaterami "Polak potrafi, Polka też..." są polscy odkrywcy i wynalazcy, ale też ludzie kultury i sztuki, których działalność jest znana poza granicami naszego kraju. O wielu z nich każdy z nas z pewnością słyszał (żeby tylko wymienić Mikołaja Kopernika czy Marię Skłodowską-Curie), ale nazwiska większości nic nam nie powiedzą. Chociaż...
Maksymilian Faktorowicz... Ktoś, coś? Nie? A poszukaj droga czytelniczko w swojej torebce - twój ukochany tusz to jakiej jest marki? Max Factor? Zbieg okoliczności? Nie sądzę... 
No właśnie, pan Maksymilian, który karierę robił w Stanach Zjednoczonych musiał dostosować swoje nazwisko do możliwości artykulacyjnych Amerykanów i z Faktorowicza stał się Factorem. A to nazwisko  znają kobiety na całym świecie.
To tylko jeden przykład, a w książce znajdziecie ich wiele więcej. I przekonacie się sami, że nasi rodacy byli wszędzie - budowali mosty i linie kolejowe, odkrywali ogromne gwiazdy i maleńkie witaminy, walczyli "za wolność waszą i naszą", byli misjonarzami i szpiegami, badali ginące kultury i ratowali życie innych z narażeniem własnego... Można by jeszcze długo wymieniać zasługi Polaków i Polek, ale już z tych kilku przykładów widać, że bez nas daleko by ten świat nie pociągnął ;)

Książka napisana jest współczesnym językiem, zrozumiałym dla nastolatków, pełno w niej anegdot i ciekawostek. To nie suche fakty jak w podręczniku, ale luźna gawęda, a jeśli dodać do tego ciekawą szatę graficzną (rysunek satyryczny, komiks), której autorką jest Joanna Wójcik, to otrzymujemy prawdziwą perełkę wydawniczą.
Chciałabym na koniec dodać, że dorosły czytelnik może się poczuć nie do końca komfortowo w takiej luzackiej konwencji jaką założyli sobie autorzy. Ale moim zdaniem książka skierowana jest do młodego (chociażby tylko duchem) odbiorcy i ma na celu udowodnienie, że historia nie jest nudna, a słynne osoby z portretów i pomników to tacy sami ludzie jak my. No może czasem bardziej utalentowani. A z pewnością o wiele bardziej pracowici...

Reasumując - kładę na szali cały mój zawodowy autorytet (a przez ponad ćwierć wieku całkiem sporo się go uzbierało...) i twierdzę, że to świetna książka. I że jeśli ktoś po jej lekturze nie powie, że historia jest ciekawa, to znaczy, ze nie ma już dla niego żadnej nadziei...