Kiedy ostatnio zdarzyło się wam napisać/ dostać list, lub chociaż kartkę pocztową?
No, właśnie... Telefony komórkowe i internet zdecydowanie ułatwiają kontakty międzyludzkie, bo przecież można zadzwonić z każdego miejsca i o każdej właściwi porze, można wysłać maila lub SMS-a i nasza wiadomość w przeciągu kilku sekund trafi do adresata. Nie trzeba szukać papieru listowego i koperty, nie trzeba stać na poczcie w kilometrowej kolejce po znaczki - wszystko załatwi się szybko i wygodnie, nie ruszając sie z domu. I tylko trochę żal, bo te wiadomości są siłą rzeczy bardzo ulotne - skrzynka mailowa czy pamięć telefonu mają ograniczoną pojemność...
Te pocztowo - listowe refleksje naszły mnie na okoliczność książki, którą właśnie skończyłam czytać, a mianowicie "Listów na wyczerpanym papierze", czyli korespondencji Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory.
Książkę przygotowała do druku o raz opatrzyła wstępem Magda Umer - przyjaciółka obydwojga artystów. W jej ręce najpierw trafiły listy, które pisała Agnieszka Osiecka (dostała je od samego Przybory) a jakiś czas potem skontaktowała się z nią córka Osieckiej, która chciała opublikować listy Jeremiego do swojej matki. I tak oto w ręce czytelników trafiła korespondencja obrazująca burzliwy związek, który połączył tych dwoje w lutym 1964 roku i trwał nieco ponad dwa lata, do czerwca 1966 roku.
Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora to dwie niekwestionowane gwiazdy na firmamencie polskiej rozrywki, autorzy wielu przebojów wykonywanych do dzisiaj, twórcy widowisk teatralnych, obdarzeni talentem literackim oraz niesamowitą umiejętnością obserwacji otaczającego ich świata i przetwarzania go na język poezji.
Kiedy rozpoczyna się ich związek ona ma lat 28, on jest o ponad 20 lat starszy, obydwoje mają za sobą nieudane małżeństwa i bagaż rozmaitych życiowych doświadczeń. Obiektywnie rzecz biorąc to chyba trudno o dwie bardziej różne (żeby nie powiedzieć skrajne) osobowości. Agnieszka to dusza towarzystwa, ma wokół siebie masę znajomych a nawiązanie kontaktu z obcymi osobami nie stanowi dla niej żadnego problemu - w jej listach można naleźć opisy takich, nawiązywanych ad hoc znajomości. Tymczasem obraz Jeremiego, który wyłania sie z tej korespondencji ukazuje człowieka zdystansowanego do otoczenia, niezbyt lubiącego duże towarzystwo, raczej domatora i samotnika.
Podobno przeciwieństwa się przyciągają - tak też pewnie było i w tym przypadku.
Z przyczyn okołozawodowych, jak też rodzinnych obydwoje często podróżowali, w tym również za granicę. Kontakt telefoniczny był utrudniony i kosztowny, pozostawały więc listy i kartki. Z tych listów układa się historia miłości - wybuch uczucia, tęsknota za drugą osobą, która jest daleko, liryczne zaklęcia i obietnice, wreszcie pretensje (niektóre uzasadnione, inne całkiem zmyślone), a na koniec swoista inwentaryzacja przedmiotów zgromadzonych przez wspólne miesiące i kulturalny ich podział.
Całość okraszona tekstami piosenek, wierszy, zabawnych rymowanek i gier słownych autorstwa obojga bohaterów, licznymi fotografiami Agnieszki i Jeremiego oraz skanami listów, telegramów, pocztówek i zwykłych karteluszków z króciutkimi informacjami.
Miała rację Agata Passent, córka Agnieszki Osieckiej, motywując chęć wydania listów Jeremiego Przybory, że "To taka piękna literatura..." - bez gwarowych naleciałości, pisana pięknym, literackim językiem, mówiąca o rzeczach zwykłych i codziennych jak o wielkim cudzie. Jakiż talent pisarski wyziera tu z każdego niemal zdania, jakaż wrażliwość i emocje.
Jedna z nielicznych zasad jakie wyniosłam z dzieciństwa (bo ja z zasady bardzo odporna jestem na zasady) to taka, że nie wolno czytać cudzych listów. Ale bardzo się cieszę, że zajrzałam do tej pięknej korespondencji.
I tylko trochę żal, że już takich listów ludzie nie piszą...
Podobno przeciwieństwa się przyciągają - tak też pewnie było i w tym przypadku.
Z przyczyn okołozawodowych, jak też rodzinnych obydwoje często podróżowali, w tym również za granicę. Kontakt telefoniczny był utrudniony i kosztowny, pozostawały więc listy i kartki. Z tych listów układa się historia miłości - wybuch uczucia, tęsknota za drugą osobą, która jest daleko, liryczne zaklęcia i obietnice, wreszcie pretensje (niektóre uzasadnione, inne całkiem zmyślone), a na koniec swoista inwentaryzacja przedmiotów zgromadzonych przez wspólne miesiące i kulturalny ich podział.
Całość okraszona tekstami piosenek, wierszy, zabawnych rymowanek i gier słownych autorstwa obojga bohaterów, licznymi fotografiami Agnieszki i Jeremiego oraz skanami listów, telegramów, pocztówek i zwykłych karteluszków z króciutkimi informacjami.
Miała rację Agata Passent, córka Agnieszki Osieckiej, motywując chęć wydania listów Jeremiego Przybory, że "To taka piękna literatura..." - bez gwarowych naleciałości, pisana pięknym, literackim językiem, mówiąca o rzeczach zwykłych i codziennych jak o wielkim cudzie. Jakiż talent pisarski wyziera tu z każdego niemal zdania, jakaż wrażliwość i emocje.
Jedna z nielicznych zasad jakie wyniosłam z dzieciństwa (bo ja z zasady bardzo odporna jestem na zasady) to taka, że nie wolno czytać cudzych listów. Ale bardzo się cieszę, że zajrzałam do tej pięknej korespondencji.
I tylko trochę żal, że już takich listów ludzie nie piszą...


