czwartek, 27 października 2011

Melisso De La Cruz - zdobyła pani moje serce...

Nie pierwszy raz (i zapewne nie ostatni) wykazałam się całkowitą beztroską i bezmyślnością przy wyborze lektury - nie sprawdziłam jaki gatunek uprawia zupełnie mi nie znana autorka i najprościej mówiąc o czym pisze.
I szczerze mówiąc dobrze zrobiłam, że do tych informacji nie dotarłam, ponieważ po ich lekturze skreśliłabym tę książkę na samym początku. Albowiem Melissa De La Cruz, autorka "Zapachu spalonych kwiatów" jest uznaną autorką książek dla młodzieży i dorosłych a sławę przyniósł jej cykl powieściowy "Błękitnokrwiści" traktujący o współczesnych wampirach. A ja mam na wampiry daleko posuniętą alergię i omijam autorów piszących na ten temat szerokim łukiem.

Tak więc książkę zamówiłam, po kilku dniach odebrałam od listonosza i przyjrzawszy się dokładnie okładce coś mnie tknęło - ta bladość i krwistoczerwone usta nie wróżyły nic dobrego. Przeczytałam opis na okładce - no nie... Wyszło mi z niego jakieś gorące romansidło, za którymi też nie przepadam niemal na równi z wampirami.
Ostatni test - oryginalny tytuł, bo naszym tłumaczeniom już od dawna nie wierzę. Moja znajomość angielskiego jest szczątkowa, ale obyło się bez słownika. Ale tu już moja dusza jęknęła potężnie, bo oryginalny tytuł to "Czarownice z East Endu". No to klapa...
Ale, że staram się z podjętych zobowiązań wywiązywać, więc ułożywszy dziecię i męża do snu zrobiłam sobie mocną kawę i zasiadłam do czytania nastawiając się na drogę przez mękę...
Pierwszy rozdział - niezły, drugi, trzeci - zaczęło mnie wciągać... Kawa stygła, ja czytałam, czas płynął... 
O drugiej nad ranem przestałam kojarzyć co czytam i z żalem odłożyłam książkę, bo zostało mi tylko 80 stron do końca. Wzięłam książkę do pracy i udało mi się ją skończyć w czasie, kiedy moja klasa pisała test - swoją drogą albo super uczciwi, albo zupełne cielęta - nie zwracałam na nich zupełnie uwagi, a po pobieżnym przejrzeniu ich prac to parę jedynek będzie niestety...
A teraz całkiem świadomie i dobrowolnie potwierdzam to co napisałam w tytule tego posta - zawojowałaś moje serce Melisso De La Cruz:)

"Zapach spalonych kwiatów" to opowieść o niezwykłych kobietach z rodu Beauchamp. Jest ich trzy: gospodyni domowa Joanna oraz jej dwie córki - starsza Ingrid, kierowniczka miejskiej biblioteki i młodsza Freya, barmanka w miejscowym pubie. Mieszkają w niewielkim miasteczku North Hampton na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.
Freya właśnie się zaręczyła z niezwykle przystojnym i bogatym Branem Gardinerem. W czasie przyjęcia zaręczynowego poznaje Killiana, młodszego brata swojego narzeczonego i popada wręcz w obsesję na jego punkcie. Bardzo szybko staje się jasne, że bracia nieźle namieszają w rodzinie Frei a problemy z nimi związane to tylko niewielka część kłopotów z jakimi będą się musiały zmierzyć w ciągu kilku letnich miesięcy.
Joanna, Ingrid i Freya należą do przedwiecznego rodu czarowników, są nieśmiertelne i... mają zakaz uprawiania magii wydany przez Wielką Radę. Jednak kilkuwiekowe powstrzymywanie się od czarów zaczyna im już ciążyć i najpierw nieśmiało a następnie coraz śmielej zaczynają łamać warunki kary. Używając swoich umiejętności pomagają mieszkańcom miasteczka w ich mniejszych i większych kłopotach i nie chcą pamiętać jak podobna ich działalność skończyła się wiele lat temu w małym miasteczku Salem w stanie Massachusetts...

Oczywiście North Hampton to nie tylko panie Beauchamp. Autorka umieszcza w swojej powieści kilka postaci i wątków drugoplanowych, robi to jednak w bardzo klarowny sposób i nie ma problemu z ogarnięciem akcji powieści. Przy okazji muszę pochwalić styl autorki - prosty i bez udziwnień, nawet sceny erotyczne, choć sugestywne nie są męczące, jest ich niewielka ilość i wszystkie mają uzasadnienie w fabule. I za to należą się autorce ukłony, bo udało się jej stworzyć sympatyczną książkę - takie trochę obyczajowe fantasy (chyba stworzyłam nowy gatunek literacki), które uchroniło się przed byciem paranormal romance.

Czytając książkę miałam przy okazji świetna zabawę wyszukując w niej wszelkie analogie z mitologią skandynawską, bo zbieżność imion między młodą barmanką a nordycką boginią miłości i płodności wcale nie jest przypadkowa.

Pomimo bardzo pozytywnych wrażeń po tej lekturze, raczej daruje sobie "Błękitnokrwistych" (żeby mi się wrażenia nie popsuły) natomiast z pewnością sięgnę po kontynuację "Zapachu spalonych kwiatów" jeśli takowa ujrzy światło dzienne - autorka pozostawiła bowiem otwarte zakończenie co może sugerować, że powstaną dalsze części tej historii.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak literanova



12 komentarzy:

  1. Książka jest cudowna!;)
    Uwielbiam ją:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja natomiast bardzo lubię historie z wampirami, ale jeżeli połączone to jest z jakimś romansem, tak jak Zmierzch, to nie idę w tę stronę. Tutaj chyba takiej tragedii nie ma i po Twojej recenzji będę chciał przyjrzeć się z bliska najpierw okładce książki, a potem treści:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tej recenzji ,aż żałuję że nie zamówiłam tej książki ,chociaż najnowszy Mendoza też zapowiada się całkiem ciekawie... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Po twojej recenzji doszłam do wniosku, że muszę postarać się dorwać tą książkę w swoje łapki. Zapowiada sie naprawdę bardzo ciekawa lektura :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja żałuje że w ogóle sięgnęłam po błękitnokrwistych i teraz mam dylemat, bo się odrobinę zraziłam do autorki, ale może dam jej szanse :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ubawił mnie wstęp Twojej recenzji :))

    Sama miałam zamiar zabrać się za tę książkę jutro, ale dotarł do mnie Murakami, więc postanowiłam to przełożyć, ale teraz bardzo mnie kusisz... Nie znałam co prawda tej autorki i nawet nie wiedziałam, że raczy nastolatki opowieściami o wampirach, ale teraz to już nieważne. Skoro ta powieść jest naprawdę dobra [co potwierdzają też inne recenzje], nie ma się co uprzedzać :)

    PS. 'Cielęta' też mnie ubawiły!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha! Ja to bym chętnie ją przygarnęła ;) Uwielbiam takie dzieła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że Ci się podobała :) Ja przez pomyłkę dostałam 2 egzemplarze xD Mam nadzieję, że mnie również spodoba się ta powieść. Dodam też, że po niezbyt pochlebnych opiniach innych powieści autorki miałam wątpliwości. Teraz tylko chcę rozpocząć lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę się obawiałam tej książki, bo również jestem anty wampirza, ale jeśli Ciebie wciągnęło, to zapowiada się na prawdę ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie czytałam i mimo pozytywnych recenzji, które czytam i tak nie sięgnę . po prostu powieść ta do mnie nie przemawia i jestem prawie pewna, że by mi sie nie spodobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wstęp do Twojej recenzji wywołał uśmiech na mej twarzy, dalsza jej część zaciekawienie. Czarownice to temat, który bardzo lubię i chociaż to romansidło to jeśli Tobie się spodobało to myślę, że i mnie by pochłonęło.

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)