niedziela, 11 stycznia 2015

Genialna hochsztaplerka

Jesienią 1845 roku pojawiła się w Paryżu pewna kobieta. Głosiła, że nazywa się Makryna Mieczysławska i była przeoryszą  zlikwidowanego przez władze rosyjskie klasztoru bazylianek w Mińsku. Matka Makryna twierdziła, że za odmowę przyjęcia prawosławia tak ona, jak i pozostałe siostry były przez wiele lat więzione, zmuszane do ciężkiej pracy i torturowane, tak, że większość z nich zmarła w niewoli lub została na stałe okaleczona. Makrynie udało się w końcu uciec z niewoli i dotrzeć do Poznania. Stamtąd już bez większych problemów dotarła do stolicy Francji, gdzie stała się ulubienicą polskiej emigracji, a jej opowieści o mękach przeżytych w obronie wiary poruszyły nie tylko jej rodaków, ale również francuską opinię publiczną. Wkrótce Makryna udała się do Rzymu, gdzie spotkał się z nią papież Grzegorz XVI. Mieczysławska została już w Wiecznym Mieście, stanęła na czele nowo utworzonego zakonu i do końca swych dni (zmarła w 1869 roku) cieszyła się dużą popularnością.
Jeszcze za życia Makryny trafiali się wątpiący w jej historię, tym bardziej, że władze carskie kilkakrotnie starały się przekonać, że jest zwykłą oszustką, a jej opowieści są wyssane z palca. Jednak dopiero kilkadziesiąt lat później, w roku 1923, ks. Jan Urban, w oparciu o liczne źródła historyczne zdemaskował Makrynę Mieczysławską jako oszustkę.

Jacek Dehnel to jeden z popularniejszych współczesnych polskich autorów. W jego dorobku znajdziemy powieści, opowiadania, felietony i utwory poetyckie, a także przekłady (m.in. "Wielkiego Gatsby'ego" F.S. Fitzgeralda). Jego utwory są tłumaczone na wiele języków, a sam autor jest laureatem licznych nagród i wyróżnień przyznawanych za twórczość literacką.
Niestety, moja znajomość twórczości Jacka Dehnela nie jest zbyt imponująca - jak dotąd przeczytałam jedynie "Lalę". Książką byłam zachwycona, więc kiedy nadarzyła się okazja poznać najnowszą powieść, czyli "Matkę Makrynę" nie wahałam się ani chwili.

Narracja prowadzona jest dwutorowo: opowieść Makryny, którą wzruszała Polaków na emigracji przeplata się z "prawdziwą" historią Ireny Wińczowej, kobiety, która podawała się za prześladowaną bazyliankę. 
Od razu powiem, że o Makrynie Mieczysławskiej i jej opowieści słyszałam już wcześniej (w końcu studiowałam historię), chociaż dokładnych szczegółów martyrologii mińskich bazylianek nie znałam. Tak więc ta część książki, chociaż czytana z zainteresowaniem, nie wniosła wiele nowego do mojej wiedzy na temat Makryny (no może poza opisem tortur stosowanych wobec mniszek). O wiele bardziej zainteresowana byłam jej drugim obliczem czyli Wińczową.
Że Irena jest oszustką dowiadujemy się od niej samej niemal na początku powieści. Oto wdowa po rosyjskim oficerze, alkoholiku i brutalu, najprawdopodobniej żydówka, zostaje bez środków do życia. Przypadkiem poznaje siostrę bazyliankę, która po likwidacji swego rodzimego klasztoru zatrzymuje się u wileńskich bernardynek i od niej słyszy co nieco na temat losu członkiń jej zgromadzenia. Kiedy musi opuścić Wilno i wręcz żebrać aby przeżyć, zaczyna się podawać za mniszkę, która cudem uciekła z rosyjskiej kaźni. Jej opowieści wzruszają słuchaczy, otwierają nie tylko serca ale i mieszki, tyle, że prawda szybko wychodzi na jaw. Rzekoma Makryna musi opuścić rodzinne strony, bo im dalej od Wilna i Mińska, tym mniejsza możliwość, że oszustwo wyjdzie na jaw. I tak trafia na paryskie salony...

W powieści Dehnela spotkamy wiele osób znanych z kart naszej historii: począwszy od twórców kultury - Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida, poprzez księcia Adama Jerzego Czartoryskiego i jego otoczenie związane z Hotelem Lambert, na księdzu Aleksandrze Jełowieckim i innych duchownych kończąc. Wszyscy oni dali się omotać sprytnej oszustce, co może świadczyć o jej charyzmie i pewnej inteligencji - w jej historię uwierzyli ludzie wykształceni, kulturalni i inteligentni. Owszem, Makryna trafiła ze swoją historią na niezwykle podatny grunt - kilka lat wcześniej upadło powstanie listopadowe, w kraju szerzą się represje, a emigranci starają się przekonać świat o rosyjskim okrucieństwie wobec Polaków, jednak to nie do końca tłumaczy fenomen fałszywej zakonnicy.

Dehnel świetnie kreuje swoją bohaterkę - możemy obserwować jakiej metamorfozie podlega Irena/Makryna od rozpaczy i desperacji, poprzez bezczelne kłamstwo i fałszywą pobożność aż do genialnej mistyfikacji, w którą chyba w końcu sama uwierzyła. Można mieć o niej różne zdanie, można jej współczuć, można się na nią oburzać, ale jednego nie można jej odmówić - niesamowitego wręcz opanowania i żelaznej konsekwencji w budowaniu własnego wizerunku.

Na koniec należy jeszcze wspomnieć o języku powieści. Ponieważ narratorką jest sama Makryna, siłą rzeczy wysławia się w polszczyźnie rodem z XIX wieku a jej wypowiedzi pełne są określeń pochodzących z gwary litewskiej. (Od razu uspokoję, że do tekstu dodany jest słowniczek, więc bez problemu można zrozumieć o co chodzi). 

Jacek Dehnel po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem słowa. A ja po raz kolejny przeczytałam genialną powieść, która wyszła spod jego ręki.
Zdecydowanie polecam. 

15 komentarzy:

  1. To może być naprawdę coś ciekawego

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do genialnej hochsztaplerki - Dehnel, w książce przyjął najprostszy wariant, że to Makryna manipulowała emigracją, ale jest przecież możliwy wariant odwrotny, że to ona została wykorzystana i z chwilą gdy przestała być potrzebna została odstawiona na boczny tor. W powieści jest to zresztą delikatnie zasygnalizowane.
    Jeśli chodzi samą powieść, to na pewno ustępuje zarówno "Lali" jak i "Saturnowi", o przyczynach pisałem już u siebie tak, że nie chcę się już u Ciebie powtarzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko w sprawie formalnej :) Po pierwsze, to, że Makryna manipulowała emigracją nie jest rozwiązaniem "najprostszym"; znacznie prostsze (choć nieprawdziwe chyba) są takie, że była agentką polską (Hotel Lambert) lub rosyjską, jak twierdziło wielu.

      Po drugie: w powieści nie tyle "jest delikatnie zasygnalizowane", że Makryna została odstawiona na boczny tor - to jest właśnie opowieść odstawionej, która niby jest przeoryszą, a nie ma nic do roboty; grzała się w sławie, a teraz może tylko odgrzewać wspomnienia. Upadek Makryny jest, jak sądzę, opisany dość szczegółowo :)

      Usuń
    2. Myślę, że niezależnie od tego kto kim manipulował to i tak Makryna zasługuje na uznanie. Jakby nie patrzył była osobą publiczną, więc cały czas "pod obstrzałem". I nie wszyscy popadali przed nią na kolana, znalazło się przecież kilku wątpiących (tu w powieści, a sądzę, że w realu znacznie więcej), którzy zarzucali jej kłamstwo. I z nimi musiała się zmierzyć - pół biedy gdy to byli Francuzi lub Włosi, wtedy rozmawiała przez tłumacza, który mógł (jeśli był wtajemniczony w sprawę) skorygować jej ewentualne wpadki. Jednak z rodakami sprawa była już inna - tu trzeba było bronić się samodzielnie...

      Co do innych powieści pana Jacka Dehnela - jak wspomniałam, czytałam jedynie "Lalę", która jest wspaniała. Mam nadzieję, że i do "Saturna" uda mi się kiedyś dotrzeć :)

      Usuń
    3. Właśnie, co zaskakujące, wiara w opowieść Makryny była dość powszechna. Poza Rosjanami właściwie jedynym człowiekiem z otoczenia Makryny, który kwestionował prawdziwość jej historii, był ks. Semenenko, który został przez Mieczysławską zniszczony i praktycznie wykluczony ze zgromadzenia (dopiero po latach wrócił do braci i wszyscy sobie nawzajem wybaczyli winy; ale odrzucenie niemalże przypłacił życiem).

      Usuń
  3. (a za recenzję i dobre słowa bardzo dziękuję :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej ja powinnam podziękować za świetną lekturę :)

      Usuń
  4. Również byłam pod wielkim wrażeniem Makryny, tzn nowej powieści Dehnela, który ożywił rzekomą bazyliankę. Nie mogłam się doczekać tej powieści i dla mnie to jest wydarzenie. Niedawno słyszałam Dehnela z radio (w Dwójce mojej kochanej). Opowiadał o swoich początkach, o Makrynie, a także o planach na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już przeczytałam książkę i napisałam recenzję to poszukałam innych opinii - bo nie lubię się sugerować czyimś zdaniem (no chyba, że chcę książkę zakupić). Czytałam Twój tekst - cieszę się, ze mamy podobne zdanie.

      Usuń
  5. O, dzisiaj miałam tę książkę w rękach za 9,90 zł i ja odłożyłam, teraz wiem że będę ją chciała przeczytać, jutro pójdę do sklepu może jeszcze będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze zakup się udał, a książka się spodoba :)

      Usuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)