środa, 14 września 2011

Malownicze Uroczysko

Poznawanie twórczości jakiegoś autora powinno się odbywać (o ile to oczywiście możliwe) w kolejności chronologicznej powstawania jego dzieł. Staram się tak robić, bo wtedy widać jak dana osoba się rozwija, jak zmienia się jej warsztat pisarski i ogólnie można sobie wyrobić zdanie czy autor idzie do przodu, stoi w miejscu lub czy się przypadkiem nie cofa...
Niestety w wypadku pani Magdaleny Kordel najpierw przeczytałam jej ostatnią książkę czyli "Sezon na cuda" bo to Włóczykijka była, później "48 tygodni" (powieściowy debiut pożyczony z biblioteki) i dopiero teraz udało mi się zapoznać z tą "środkową" czyli "Uroczyskiem". I od razu powiem, że jest to z tych trzech książek najlepsza - moim skromnym zdaniem oczywiście. A i jeszcze dla porządku dodam, że jest to pierwsza część przygód Mai, której kontynuacją jest "Sezon na cuda".

Maja Woronecka przechodzi bardzo ciężki okres w życiu. Właśnie dowiedziała się, że jej mąż ma kochankę (do której się zresztą wyprowadził) a utrzymanie domu spada wyłącznie na jej barki. Ten akurat problem rozwiązuje się samoistnie, bowiem Igor jak się okazuje wziął kredyt pod zastaw domu.Planowany interes nie wypalił, komornik zajmuje dom a Maja wraz z córką 15-letnią Marysią pozostają bez dachu nad głową. Z pomocą przychodzą rodzice Mai ofiarując im możliwość zamieszkania w swoim domu, jednak wiadomo, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Młoda kobieta musi podjąć kilka ważnych decyzji oraz od nowa ułożyć sobie życie. Dlatego też postanawia wyjechać na kilka dni do Malowniczego - miasteczka gdzieś w Sudetach, gdzie jej rodzice mają dom odziedziczony po jednej z krewnych. W ciszy i spokoju chce odreagować i spojrzeć z dystansu na wydarzenia ostatnich tygodni. Małomiasteczkowa atmosfera zachwyca Maję do tego stopnia, że postanawia porzucić Warszawę i na stałe związać się z Malowniczem. Niestety nie bierze w swoich decyzjach pod uwagę faktu, że jej najbliższym ten plan może się zupełnie nie spodobać...

Powieść przeczytałam niemal jednym tchem. Tak jak w poznanych wcześniej książkach tej autorki bardzo odpowiada mi sposób narracji i jej poczucie humoru. Ale również ujęło mnie to jak Magdalena Kordel pisze o sprawach poważnych - a taką zdecydowanie jest rozwód głównej bohaterki - sytuacja mało komfortowa zarówno dla Mai jak i jej rodziców czy Marysi. Jakby nie było Igor przekreśla kilkanaście wspólnych lat, nie licząc się z uczuciami żony i córki i dodatkowo ma do nich pretensje, że Maja nie załamuje rąk i nie zgadza się potulnie na ponoszenie konsekwencji jego wyborów tylko walczy o siebie i Marysię.

Tak jak już napisałam - to najlepsza z powieści pani Kordel i polecam ją z całym przekonaniem jako świetną lekturę na coraz dłuższe jesienne wieczory.

wtorek, 13 września 2011

Konkursowo:)

Poszczęściło mi się ostatnio w konkursach, bo na blogu czytanki-przytulanki wygrałam śliczną książkę dla mojego Piotrusia a w losowaniu u Leny decyzją jej brata też zgarnęłam ciekawą lekturę - tum razem dla siebie. A że równowaga w przyrodzie powinna być zachowana to wypada żeby komuś ode mnie dostała się jakaś książeczka. I tak się też stanie ale o tym za chwilę, bo wpierw chciałam się podzielić z Wami pewną refleksją dotyczącą konkursów właśnie.

Otóż taki blogowy konkurs to m.in. świetna reklama dla bloga i jego autora, co jest szczególnie cenne dla blogów nowych czy (z różnych przyczyn) mniej popularnych i powiem szczerze, że akurat niespecjalnie mnie razi warunek typu "poinformuj o konkursie na swoim blogu" bo dzięki takim informacjom znalazłam kilka ciekawych blogów na które pewnie bym nie trafiła sama. Jeśli ktoś prosi o dodanie do obserwowanych - hmm... to już mniej fajne, chociaż z zasady dodaję, choćby z tej prostej przyczyny żeby nie przegapić chwili losowania. Aczkolwiek jeśli po jakimś czasie okazuje się, że to jednak nie moja bajka to z tej obserwacji rezygnuję.
Natomiast zupełnie nie rozumiem o co chodzi i mówiąc szczerze niespecjalnie mi się podoba kiedy udział w konkursie jest warunkowany "polubieniem strony na fejsbuku" czy (jak mi to gdzieś mignęło kilka dni temu) klikaniem na jakiś towar wystawiany na finta.pl przez osobę organizującą konkurs. 

Oczywiście, możecie powiedzieć, że nie muszę brać udziału w takich konkursach. Racja, nie muszę i nie biorę - chociażby dlatego, że nie mam konta na fb i nie mam najmniejszego zamiaru go zakładać. Ale gdzieś tam pewien niesmak pozostaje... Bo konkurs, który, moim zdaniem, ma być swego rodzaju zabawą robi się transakcją handlową. 

Ale dosyć tych moich dywagacji, bo oto ogłaszam

Wygrywajkę na zakończenie lata


Książką, którą chcę się bezinteresownie podzielić jest jak widać "Sklepik z niespodzianką. Bogusia" autorstwa Katarzyny Michalak.
Chętnych proszę o zgłoszenia pod tym postem do dnia 22 września do północy. Losowanie odbędzie się w pierwszy dzień jesieni, czyli 23 września w godzinach popołudniowych. Osoby nie posiadające bloga proszę o podanie adresu mailowego.

P.S. I byłabym zobowiązana, gdyby ktoś mi w miarę jasno wytłumaczył o co chodzi z tym "lubieniem na fb" i dlaczego to takie ważne, żeby jak najwięcej osób daną stronę lubiło... 

sobota, 10 września 2011

TOP10 - książki, które powinny mieć swoje adaptacje filmowe


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć książek, które powinny mieć swoje adaptacje filmowe!


Dzisiejszy temat niesie za sobą pewne ryzyko - z ekranizacjami często tak bywa, że niestety nie dorastają do powieściowego oryginału. A jak się jeszcze, nie daj Boże, trafi reżyser - eksperymentator to film z książką może mieć wspólny tylko tytuł... 
Książki wybrałam w ten sposób, aby można na ich podstawie nakręcić różne filmy - od kryminału po melodramat;)


Artemis Fowl - cykl książek których autorem jest Eoin Colfer. Jeszcze nie czytałam wszystkich, ale wydaje mi się że Harry Potter ma w małym arystokracie potężnego konkurenta. Tyle, że czarodzieja z Hogwartu wspiera filmowa machina a ponad miarę inteligentny 12-latek i jego elfia przyjaciółka Holly Nieduża nie mają coś szczęścia i pomimo kilkukrotnych zapowiedzi nie powstał jeszcze film o ich przygodach.
Jaki gatunek filmowy? Fantasy, podobnie jak książka...


Błękitny Zamek  - aż dziwne, że tak popularna książka nie ma jeszcze swojej wersji filmowej - dokładnie sprawdzałam i nic nie znalazłam. Są tylko dwie adaptacje polskiego Teatru TV gdzie główne role odtwarzają  Ewa Żukowska i Marek Bargiełowski (wersja z 1976 roku) oraz Maria Ciunelis i Tomasz Dedek (wersja z roku 1996) oraz musical do którego muzykę stworzył Roman Czubaty a libretto napisały Krystyna Śląska i Barbara Wachowicz.
A jeśli chodzi o gatunek to mógłby to być melodramat, ale i komedia romantyczna też by z tego wyszła.



Cukiernia pod Amorem - po tym jak książka święci sukcesy wśród czytelników (sama odliczam dni do premiery trzeciego tomu) jest bardzo prawdopodobne, że w niedługim czasie zobaczymy jej filmową wersję. Oby tylko nasi filmowcy nie zmarnowali potencjału który tkwi w sadze o Zajezierskich, Cieślakach i Hryciach...
Biorąc pod uwagę rozpiętość czasową, tudzież ilość wątków z trylogii autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk powinien powstać serial obyczajowy.


Dożywocie - książka Marty Kisiel jest niezwykle filmowa - dużo w niej akcji, zabawnych sytuacji a i bohaterowie barwni jak rzadko... No nic  tylko pisać scenariusz, zatrudniać aktorów (ciekawe, kto zagrałby Licho) i tworzyć dzieło godne najwyższych filmowych laurów. Pomimo, że do kina z przyczyn obiektywnych nie chadzam (na wsi nie ma a do Krakowa daleko) to na ekranizację tej akurat książki chętnie bym się wybrała. Całkiem sympatyczna komedia z elementami fantasty by to mogła być.


Dziewczyna która pływała z delfinami - to jedna z tegorocznych książek, która mnie zachwyciła ale przy okazji zmusiła do zastanowienia się nad sobą i własnym nastawieniem do otaczającego świata. Powieść Sabiny Berman to wspaniały materiał na dramat obyczajowy. Autorka zresztą zawodowo zajmuje się pisaniem scenariuszy więc może już takowy na podstawie własnej książki napisała i teraz szuka producenta, który pomógłby to przenieść na ekran?



Klub Matek Swatek - powieść Ewy Stec czytałam z wypiekami na twarzy i nie odłożyłam dopóki nie skończyłam. W książce o perypetiach 30-letniej Ani Romantowskiej mamy wszystkiego po trochu - jest wątek romansowy, kryminalny, sensacyjny a wszystko w komediowej konwencji. I tak sobie wyobrażam film na podstawie tej powieści - taki bigos, gdzie wszystkiego jest po trochu...
Ale gdybym musiała zdecydować się na jakiś jeden gatunek to pewnie byłaby to komedia romantyczna.



Ksiądz Rafał - to moje i nie tylko moje tegoroczne odkrycie. Niektórzy twierdzą, że tytułowy ksiądz przypomina serialowego ojca Mateusza. Nie oglądam serialu więc nie mam porównania, ale znając z opowiadań filmową fabułę nie do końca jestem przekonana co do tego podobieństwa. Wydaje mi się jednak, że książka pana Macieja Grabskiego, a także jej kontynuacja to świetny materiał na film obyczajowy.



Opowieści z Wilżyńskiej Doliny - polska fantastyka nie ma jakoś szczęścia do ekranizacji (wystarczy choćby wspomnieć film i serial na podstawie książek o Wiedźminie). A szkoda, bo nasi autorzy stworzyli sporo ciekawych powieści i opowiadań z tego gatunku. Wiadomo, filmy fantastyczne sporo kosztują, szczególnie efekty specjalne, ale wydaje mi się, że koszty by się zwróciły bo wielbiciele gatunku chętnie zobaczyliby swoich ulubionych bohaterów na ekranie.
Wyobraźcie sobie film kostiumowy na motywach opowiadań Anny Brzezińskiej z taką Agnieszką Dygant w roli Babuni Jagódki na przykład... Albo z jakąś waszą ulubioną aktorką...



Poczekajka - powiem szczerze, że na okoliczność tej książki to się paskudnie nacięłam... Otóż w zeszłym roku to było chyba, kiedy nasza TV reklamowała serial o pani weterynarz, która rzuca pracę w mieście i przenosi się na wieś. Brzmi znajomo? Ano brzmi... Złamałam więc embargo na telewizor i pewnego niedzielnego wieczora rozsiadłam się w fotelu coby obejrzeć sobie "Blondynkę" co do której byłam przekonana, że to właśnie filmowa wersja przygód Patrycji Marynowskiej. Okazało się, że to tylko zbieg okoliczności i niezamierzone (hmm...) podobieństwo do książki, która biła rekordy popularności w rankingach Empiku i innych księgarni również...
Tak więc czekam na komedię romantyczną o pani doktor od zwierzątek, a na razie musi mi wystarczyć teledysk zrealizowany przez Katarzynę Michalak.



Złodziejski honor - to jedna z moich ulubionych książek Jeffreya Archera. Historia kradzieży Deklaracji Niepodległości zorganizowanej na zlecenie Saddama Husajna a następnie jej brawurowe odzyskanie przez amerykańskiego naukowca i agentkę izraelskiego wywiadu to świetny temat na film sensacyjny. Jest tam bowiem wszystko co w tego typu produkcjach być powinno - pościgi, ucieczki, nieoczekiwane zwroty akcji, przystojny bohater i piękna agentka, którzy ratują... no może nie świat przed zagładą ale Stany Zjednoczone przed totalną kompromitacją to na pewno:)

piątek, 9 września 2011

Zdolne bestie te Kossaki!

Jeśli chodzi o naszą rodzimą historię nie darzę jakoś specjalną sympatią okresu XX-lecia międzywojennego. Natomiast jeśli chodzi o literaturę (szczególnie poezję) i inne dziedziny sztuki to wręcz przeciwnie - lubię Iłłakowiczównę, Dąbrowską, Wierzyńskiego i Dołęgę-Mostowicza, kocham Makuszyńskiego, Tuwima, Gałczyńskiego i  Leśmiana a szczerym uwielbieniem darzę siostry Kossakówny - Marię Pawlikowską-Jasnorzewską oraz Magdalenę Samozwaniec. Szczególnie bliska jest mi ta druga pisarka - mam w domu sporą kolekcję jej książek do których często i chętnie wracam.

W tych dniach udało mi się wreszcie przeczytać ostatnią książkę Magdaleny Samozwaniec (wydana już po śmierci pisarki) a mianowicie "Zalotnicę niebieską", która jest biografią a zarazem zbiorem wielu mniej znanych wierszy oraz korespondencji jej starszej siostry Marii.

Książka opowiada o życiu poetki - od dzieciństwa w krakowskiej Kossakówce, poprzez trzy małżeństwa aż do śmierci w dalekim i obcym Manchesterze. Na kartach biografii spotkać można wielu wybitnych artystów z którymi połączyła Pawlikowską przyjaźń bądź tylko współpraca artystyczna, wspominane są również ważne wydarzenia których była świadkiem - tak kulturalne jak i polityczne.
Najwięcej miejsca poświęciła autorka drugiemu małżeństwu Lilki (tak najbliżsi nazywali Marię) z Janem Gwalbertem Pawlikowskim. Związek ten miał ogromny wpływ na twórczość Marii - poznała bowiem Jasia-Gwasia będąc jeszcze żoną Władysława Bzowskiego i początkującą poetką. Magdalena Samozwaniec snuje wspomnienia o tej niezwykle romantycznej i zakazanej miłości, opisuje starania czynione w celu unieważnienia ślubu kościelnego z Bzowskim i wreszcie ukazuje banalny koniec tego uczucia. Emocje towarzyszące tym wszystkim perypetiom uczuciowym zaowocowały najpiękniejszymi wierszami poetki, w których odbiły się kolejne etapy jej związku z Pawlikowskim.

Jeżeli ktoś czytał "Marię i Magdalenę" (recenzja TUTAJ) to z pewnością zauważy sporo powtórzeń - jest to chyba oczywiste, wszak obydwie książki opowiadają o tych samych osobach. Bo chociaż "Zalotnica niebieska" z założenia jest książką o starszej Kossakównie to jednak nie byłoby Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej bez jej najbliższych - siostry Magdaleny, brata Jerzego, matki Marii z Kisielnickich i wreszcie ojca Wojciecha oraz dziadka Juliusza. To największy chyba artystyczny klan w naszej historii (bo doliczyć do niego trzeba jeszcze bratanicę Wojciecha pisarkę Zofię Kossak-Szczucką) a w każdym razie największy jeśli chodzi o Kraków - trzy pokolenia malarzy, poetka, satyryczka i powieściopisarka oraz pisarka historyczna...

Nie pozostaje nic innego tylko powtórzyć za Tadeuszem Boyem-Żeleńskim: "Zdolne bestie te Kossaki!"


poniedziałek, 5 września 2011

Lichotko - gdzie jesteś?

Wygląda na to, że ze skowronka przeistaczam się powoli w sowę - dopiero w godzinach wieczornych mam czas na przegląd Waszych blogów i ewentualną twórczość własną. Chociaż jak już odrobię szkolną pańszczyznę (znaczy się uzupełnię dokumentację) to mam nadzieję wrócić do normalnego trybu życia.
Planowałam sobie koniec wakacji z serią Poczekajkową Katarzyny Michalak ale książki gdzieś tajemniczo przepadły razem ze Sklepikiem i Poziomką... Jak wrócą to chyba potraktuje je jak rękopisy średniowieczne i przykuję do nocnej szafki łańcuchem - zobaczymy czy znów uda im się oddalić w siną i nieprzeniknioną dal.

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - przeczytałam wreszcie "Dożywocie" Marty Kisiel, które akurat wróciło z wizyty u różnych krewnych i znajomych Królika.

Książkę kupiłam już jakiś czas temu zachęcona entuzjastycznymi opiniami na różnych blogach oraz w BiblioNETce. I jak to u mnie najczęściej jest odłożyłam na półkę, bo miałam jakieś pożyczone książki, które trzeba był przeczytać na przedwczoraj a z własnymi nie ma pośpiechu. Ale wreszcie przyszła pora na zaznajomienie się z powieściowym debiutem Marty Kisiel. 
Konrad Romańczuk, wschodząca sława polskiej literatury dosyć niespodziewanie dziedziczy dom - położoną na odludziu Lichotkę. W testamencie jest co prawda mowa o jakichś dożywotnikach, jednak nimi się nowy właściciel specjalnie nie przejmuje. Zrywa z dotychczasowym miejskim życiem, z projektem na narzeczoną w osobie niejakiej Majki też zrywa, wynajmuje mieszkanie koledze i rusza do swojego nowego domu. Gdy jest już niemal u celu psuje mu się samochód, więc ostatnie dwa kilometry przebywa na piechotę w nieziemskim upale i wreszcie jego umęczonym oczom ukazuje się Lichotka - willa, raczej z tych pokracznych, ozdobiona dodatkowo gotycką wieżyczką. Przy bramie Konrad spotyka tymczasowego opiekuna obiektu - Szymona Kusego i jest to pierwsza i ostatnia w miarę normalna osoba związana z tym domem. Jak się bowiem okazuje w domu zamieszkuje Anioł Stróż kolejnych właścicieli o wdzięcznym imieniu Licho - uczulony na pierze, przez co wiecznie zasmarkany wielbiciel porządków, Szczęsny - dwustuletnie widmo panicza - samobójcy, romantycznego poety i mistrza robótek ręcznych, Krakers - pradawny potwór z otchłani, który uwielbia kulinarne wyzwania i karmi mieszkańców domu oraz Zmora - kocica, bez jakiegoś widocznego talentu za to z niezwykle ostrymi pazurami. Stan osobowy uzupełniają cztery utopce zasadniczo zamieszkujące w stawie ale nie gardzące też znajdującą się na parterze łazienką. 
Wszystkie te postacie to dożywotnicy Konrada, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że Romańczuk z natury rzeczy jest istotą śmiertelną zaś  tamci nie mają takich ograniczeń to może raczej on jest dożywotnikiem w Lichotce...

Dawno już się tak świetnie nie bawiłam przy czytaniu, a wybuchy śmiechu wstrząsały pogrążonym we śnie domem. Książka ma szybką akcję i sympatycznych bohaterów a napisana jest barwnym językiem. Widać, że autorka świetnie się bawiła tworząc kolejne komplikacje na które napotykają mieszkańcy Lichotki. Odkładając zakończoną lekturę czułam ogromny niedosyt - ja chcę jeszcze więcej przygód Licha, Konrada i Szczęsnego... Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Marta Kisiel wróci do swoich bohaterów i powstanie kontynuacja "Dożywocia".

Ale zanim to nastąpi serdecznie zachęcam do przeczytania tej książki - mam nadzieję, że po zakończeniu lektury pomyślicie podobnie jak ja - gdzie jesteś Lichotko? Tak chciałabym w tobie zamieszkać...                                                                                                                               

niedziela, 4 września 2011

TOP10 - bohaterowie literaccy z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić



Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięciu bohaterów książkowych, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić!


Moje zestawienie jest typowo damskie, bo jak to już pisałam u Klaudyny jakoś nie wierzę w przyjaźń między kobietą a mężczyzną... Mam kilku kolegów, naprawdę świetnych facetów, jednak przyjaciółka to przyjaciółka. Poza tym trochę głupio zwierzać się jednemu panu, że czujemy coś więcej do innego pana, albo rozważać z nim jakieś problemy, nazwijmy to zdrowotne... A już z pewnością na całodzienne buszowanie po sklepach to tylko z inną przedstawicielką rodzaju żeńskiego można się wybrać;)


Anna Eliot 

W przeciwieństwie do innych postaci wymyślonych przez Jane Austen bohaterka "Perswazji" to już nie podlotek czy młoda dziewczyna a dojrzała kobieta. Inteligentna, zrównoważona - uważam, że byłaby wspaniałą przyjaciółką z którą można porozmawiać o wszystkim, ale można także pomilczeć na każdy temat.


Baśka Wołodyjowska

Hajduczek z "Pana Wołodyjowskiego" to wulkan energii z którym nie można się nudzić. Niespecjalnie lubi typowo kobiece zajęcia (podobnie jak ja), woli natomiast ruch i przygodę więc nie byłoby nam nigdy nudno. Ale jest również lojalna i wierna wobec swoich bliskich - a to jedne z najważniejszych cech przyjaźni.


Elizabeth Bennet

Lizzy z "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen to jedna z moich ulubionych postaci literackich i wydaje mi się, że byłybyśmy wspaniałymi przyjaciółkami. A biorąc pod uwagę inteligencję i poczucie humoru panny Bennet to nawet spotkanie przy konwencjonalnej herbatce nie byłoby nudne.


Eowina

Księżniczka Rohanu z "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena - odważna, wierna i lojalna, w obronie swoich najbliższych gotowa na wszystko. A jeszcze do tego miłośniczka koni...
No i do Aragorna mogłybyśmy sobie razem powzdychać...


Gabrysia Borejko

Ulubiona postać z "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. Twardo stąpająca po ziemi najstarsza Borejkówna, która jest przy tym zatwardziałą optymistką i dobrym duchem nie tylko dla rodziny ale i dla wszystkich osób z którymi się styka - taka przyjaciółka to Skarb przez duże "S".


Gabrysia Szczęśliwa

Zastanawiałam się, którą z postaci wykreowanych przez Katarzynę Michalak lubię najbardziej i po baaaardzo długim namyśle doszłam do wniosku, że bohaterka "Lata w Jagódce" wygrywa o milimetry z Patrycją z "Poczekajki".
Dlaczego? Bo podziwiam Gabrysię, która miała sto tysięcy powodów, żeby stać się zgorzkniałą, złośliwą i okropną babą a jednak nie zrobiła tego, co więcej pomimo swoich problemów nie przechodziła obojętnie wobec nieszczęścia innego człowieka.


Joanna

Zwariowana bohaterka powieści Joanny Chmielewskiej ma w sobie podobno wiele cech samej autorki, dlatego takie a nie inne zdjęcie tu zamieściłam.
Z Joanną nie można się nudzić i każda, nawet najbardziej prozaiczna czynność może być wstępem do niesamowitej przygody. Jedyne co mnie troszkę razi w tej postaci to nagminne palenie papierosów, no ale w przyjaźni od czasu do czasu trzeba iść na kompromis i wybaczać różne "grzeszki".


Joanna Stirling

Ukochana bohaterka z ukochanej książki. Joasia z "Błękitnego zamku" to wspaniała, choć niedoceniana przez swoją rodzinę, dziewczyna. Podziwiam ją za to, że potrafiła w pewnym momencie zawalczyć o siebie i swoje szczęście.
A ponieważ bardzo lubi czytać to z pewnością tematów do rozmów nam by nie zabrakło.


Karen Blixen

Czytając autobiograficzne "Pożegnanie z Afryką" podziwiałam Karen za jej odwagę i determinację, za to, że potrafiła się odnaleźć w tak niezwykłych dla siebie warunkach, że nigdy się nie poddała i że nie była obojętna na drugiego człowieka.
To jedna z najciekawszych bohaterek o jakich czytałam i przyjaźń z nią wniosłaby wiele do mojego życia.


Pollyanna Whitter 

Bohaterka dwóch książek E. H. Porter to niezwykle optymistyczna osóbka. Jej "gra w zadowolenie" wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach życiowych - bo w każdym wydarzeniu można znaleźć jakiś pozytywny element.

piątek, 2 września 2011

Stosik na rozpoczęcie roku szkolnego

Dopadło mnie niechciejstwo jakieś totalne a dołożyła się do tego jeszcze papierologia związana z rozpoczęciem roku szkolnego. Ogólnie papierzysk nie lubię, wiecznie o czymś zapominam, coś mi ginie i muszę tworzyć je od nowa - podziwiam swoją drogą mojego dyrektora, że jeszcze ani razu za 7 lat nie wyszedł z nerw w stosunku do mojej osoby i mojego podejścia do szkolnej dokumentacji... Zeszły rok był w miarę luźny, ale w tym roku mam przyjemność być wychowawczynią klasy IB liczącej... 27 osób. No dziki tłum...

Ale nie o tym miało być. Oto niewielki liczebnie, ale całkiem sympatyczny stosik z tego tygodnia:

Od góry:
  • "Rodzina Wenclów. Wspólnik" L. Najdecka - wygrana w urodzinowym konkursie na blogu u Magdy. Zwracam uwagę na zakładkę, która wystaje z książki - to również prezent od Magdy. Dziękuję:)
  • "Nie ufaj nikomu" G. Hurwitz - do recenzji z Valkirii
  • "Długi weekend" W. Hagen - j.w. - właśnie czytam.
Nie wiem czy widać - w tle jest dym, to nie pożar u sąsiada, ale dowód na to, że już jesień się zbliża, bo na wsi kopią ziemniaki...
 A łodygi się oczywiście pali i w takim ognisku piecze się ziemniaki. Pyszota:)