sobota, 9 listopada 2013

Tam gdzie rośnie pieprz i wanilia

Brakuje mi czasu...
Niestety (albo stety, zależy jak na to spojrzeć) musiałam po raz kolejny iść do szkoły (jako kursant) i od połowy października niemal wszystkie soboty i niedziele spędzam na wykładach. Na to konto przepadły mi Targi Książki w Krakowie, potargowe spotkanie blogerów i pewnie jeszcze kilka fajnych imprez mi do końca marca (zajęcia na kursie kończę w pierwszą sobotę kwietnia) poleci. Nie mam też za dużo czasu na pisanie, bo oprócz pracy i kursu mam przecież dom i rodzinę.
Mam nadzieję, że nie zapomnicie o moim istnieniu przez te kilka miesięcy - będę się starała jak najczęściej o sobie przypominać;)


Kiedy jeszcze Wojciech Cejrowski nie chodził boso przez świat, kiedy Beata Pawlikowska była jedną z tysięcy blondynek chodzących po naszych ulicach, kiedy Martyna Wojciechowska chodziła jeszcze do szkoły podstawowej - czyli w dosyć zamierzchłych czasach pewna polska dziennikarka wyjechała na stypendium do Ameryki Południowej i przy tej okazji udało jej się przeprowadzić wywiad ze znanym podróżnikiem, dziennikarzem i wielbicielem wszystkiego co indiańskie, czyli Tonym Halikiem. Dziennikarką tą była Elżbieta Dzikowska, a przypadkowe spotkanie zamieniło się w trwający ponad dwadzieścia lat związek dwojga ludzi połączonych oprócz uczuć wspólną pasją. Dzikowska i Halik nakręcili wspólnie około 300 filmów dokumentujących ich podróże po całym świecie, które można było oglądać w naszej telewizji. W moją pamieć najbardziej zapadł jednak program "Pieprz i wanilia", który nadawany był w niedzielne popołudnia z domowego studia pani Elżbiety i jej męża. 

Elżbieta Dzikowska jest również autorką kilkunastu książek podróżniczych, a w tym roku ukazała się najnowsza z nich pt. "Tam gdzie byłam".
Jest to książka autobiograficzna, mamy więc możliwość dowiedzieć się czegoś na temat dzieciństwa i młodości przyszłej dziennikarki i podróżniczki. I tak: w wieku 15 lat spędziła kilka miesięcy w areszcie za udział w nielegalnej organizacji politycznej; maturę zdała w wieku 16 lat; z racji przeszłości własnej, a także na okoliczność AK-owskiej przeszłości ojca nie dostała się na studia dziennikarskie; z wykształcenia jest sinologiem; pracowała m.in. w Centrali Importu i Eksportu Chemikaliów - to tylko kilka ciekawostek z niezwykle bogatego życiorysu pani Elżbiety.

Kiedy wreszcie udało jej się ukończyć studia dziennikarskie i wyjechać po raz pierwszy do Ameryki Południowej zakochała się w tamtym rejonie świata niemal od pierwszego wejrzenia. Początkowo barierę stanowił język hiszpański, a właściwie brak jego znajomości, ale szybko udało się zniwelować tę przeszkodę i można było ruszać na szlak wielkiej przygody. Dzięki rozmaitym kontaktom Toniego miała Elżbieta Dzikowska  możliwość dotrzeć do plemion indiańskich żyjących z dala od popularnych szlaków, badać ich kulturę, zwyczaje i sztukę, podziwiać wyroby rzemieślnicze, a nawet uczestniczyć w magicznych rytuałach i poznać w praktyce tradycyjne zabiegi medyczne - niestety jej sceptycyzm i brak wiary w skuteczność tych działań sprawił, że nie odniosły one pożądanego skutku...  

Pani Elżbieta dosyć swobodnie traktuje w swojej książce chronologię - wspomnienia nie są ułożone według kolejności czasowej, tylko tematycznie. Osobom uważającym, że biografię powinno się pisać według dat może to przeszkadzać, ale moim zdaniem takie uporządkowanie faktów daje lepszy obraz świata, który Elżbieta Dzikowska przemierzyła ze swoją kamerą.

Książka, jak zresztą wszystkie wychodzące z Wydawnictwa Bernardinum, jest wydana niezwykle starannie, na kredowym papierze, z twardą okładką, a tekst ilustrują setki pięknych kolorowych fotografii. Z racji takiego a nie innego potraktowania warstwy edytorskiej wydanie ma jeden niewielki minus - cieszy oko, ale swoje waży... No ale dla prawdziwego wielbiciela literatury podróżniczej taka przeszkoda nie jest warta nawet wzmianki.
Serdecznie polecam lekturę tej kisążki:)

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja też, szczególnie jeśli chodzi o publikacje z dużą ilością fotografii.

      Usuń
  2. Też mam problem ze znalezieniem czasu na czytanie :( Ale jak to mówią - chcieć to móc xD Dobrze, że piszesz o pani Dzikowskiej, bo mam wrażenie, że ostatnio o niej przycichło :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać czytam (chociażby w środkach komunikacji publicznej), niestety z czasem na pisanie jest gorzej...

      Usuń
  3. Czytałam i polecam, polecam! Pięknie wydana książka o niezwykłej treści. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz podobne zdanie do mnie:)

      Usuń
  4. Czyli nie będzie cię na biblionetkowych spotkaniach aż do wiosny? Szkoda, ale może uda ci się odrobić z pożyczkami, bo nie będziemy ci znosić kolejnych tomiszczy... Ale i tak wielka szkoda :/ Znam ten ból, gdy brakuje czasu na czytanie, ten rok upłynął mi właśnie pod takim hasłem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze tak źle nie będzie - np. gdyby teraz przeszedł 8 grudzień to bym była, choćby na godzinkę. Natomiast 23, 24 listopad mi całkiem nie pasuje - to jedyny wolny od szkoły weekend aż do świąt i chciałabym wtedy jednakowoż pobyć w domu...

      Usuń
  5. Och, jakie piękne wprowadzenie... Muszę to przeczytać, no muszę, no! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam ten program. Ech, egzotyka to była wtedy ogromna, bo takich programów było jak na lekarstwo, a oni kręcili te filmy, nasze okienko na świat. Książka na pewno też wspaniała. Kiedyś może sprawdzę sama.

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)