poniedziałek, 22 sierpnia 2011

O tym jak snajper strzela i kto ustrzelił "Snajpera"

Nie wiem czemu panuje przekonanie, że książki sensacyjne to typowo "męska literatura" jest. Ja tam akurat bardzo lubię tego typu powieści, chociażem baba. I muszę powiedzieć, że serce zabiło mi mocniej kiedy okazało się, że będę miała możliwość przeczytać "Snajpera" autobiograficzną książkę Howarda E. Wasdina, byłego komandosa jednej z najlepszych jednostek specjalnych na świecie - SEAL Time Six, wydaną przez Znak litera nova. Współautorem książki jest Stephen Templin, wykładowca japońskiego w Meio Uniwersity, który poznał Howarda Wasdina w czasie jednego ze szkoleń wojskowych.

Howard Wasdin przyszedł na świat w 1961 roku na Florydzie, jednak kiedy miał kilka lat jego rodzina przeniosła się do Georgii. Chłopiec nie pamiętał swojego ojca a ojczyma wspomina jako despotę znęcającego się nad pasierbem za najmniejsze przewinienie. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia jednak oszczędności wystarczyło zaledwie na półtora roku. Aby zebrać fundusze na dalszą naukę Wasdin postanowił zaciągnąć się do marynarki wojennej. A stamtąd już prosta droga (oczywiście dla tych najlepszych) zawiodła go do SEAL.
W swojej książce Howard Wasdin opisuje mordercze szkolenie, któremu był poddawany na różnych etapach swojej kariery, mówi o misjach które wykonywał jako snajper, przybliża w końcu zasady i procedury obowiązujące w SEAL Tim Six. Procedury, które nie raz i nie dwa razy ocaliły życie jemu i jego kolegom.

Zasadniczą i najlepszą moim zdaniem część książki stanowi niemal kronikarski opis walk w Mogadiszu, stolicy Somalii, które to działania zostały przedstawione m.in. w filmie Ridleya Scotta pt. "Helikopter w ogniu". Wasdin przedstawia te wydarzenia jako ich naoczny świadek oraz czynny uczestnik bitwy na ulicach miasta.

Książkę przeczytałam a właściwie pochłonęłam w ciągu trzech wieczorów. Pewne utrudnienie może stanowić nagromadzenie szczegółów technicznych i opisów uzbrojenia ale w kontekście tematu jest to jak najbardziej zrozumiałe. Muszę przyznać, że początkowo trochę mi zgrzytał nieco naiwny styl narracji oraz głoszenie prawd objawionych w stylu "Nie był to pierwszy raz kiedy zabijałem dla ojczyzny. I nie będzie ostatni" czy "Im więcej potu na ćwiczeniach tym mniej krwi w walce"jednak w pewnym momencie zrozumiałam, że taka narracja dodaje książce wiarygodności. Przecież swoją historię opowiada żołnierz, zwykły chłopak z Południa a nie jakiś uczony intelektualista. 
Uważam, że jest to kawałek dobrej literatury, który przybliża, na ile to oczywiście możliwe, kulisy działania  żołnierzy najlepszych  sił specjalnych na świecie.

**********************************************************************************

A teraz coś na co czeka pewnie większość z Was czyli wyniki losowania. Zaskoczyła mnie ilość zgłoszeń - aż 58 osób wyraziło chęć przygarnięcia "Snajpera", który trafił do mnie podwójnie. W związku z tak licznym udziałem postanowiłam rozlosować jeszcze jedną książkę a mianowicie mój "recenzyjny" egzemplarz książki Wasdina. Oto relacja z losowania:
Wszyscy, którzy zgłosili się do losowania

Najpierw trzeba porządnie wymieszać...

A teraz losujemy...

I już wszystko wiadomo:)


Książki wędrują do Madlen i Wiedźmy - gratuluję i proszę o kontakt na adres anek7@poczta.onet.pl

I od razu zapowiadam kolejne losowanie w najbliższych dniach... Może już w środę?

niedziela, 21 sierpnia 2011

Jak palatyn Petrek zadarł z księżną Agnieszką

Do lektury kolejnego tomu "Dziejów Polski" Kraszewskiego czyli "Historii prawdziwej o Petrku Właście palatynie, którego zwano Duninem" podchodziłam z niejakim wzruszeniem, ponieważ akcja tej powieści umiejscowiona jest między innymi w Miechowie i okolicach czyli o przysłowiowy rzut kamieniem od mojej wsi, mieszkam bowiem w odległości 9 km od tego miasta.

Głównych bohaterów jest dwóch - tytułowy Piotr Włostowic, palatyn (najwyższy urzędnik) Bolesława Krzywoustego i strażnik jego testamentu oraz młody rycerz Jaksa Gryfita z Miechowa.
Akcja powieści toczy się w latach 40-tych XII wieku. Kraj podzielony jest pomiędzy synów Krzywoustego nad którymi zwierzchnią władzę sprawuje Władysław II, najstarszy potomek Bolesława. Stara się on obalić testament ojca, wygnać młodszych braci i przejąć władzę nad wszystkimi ziemiami polskimi. Sprzeciwiają się temu możnowładcy oraz hierarchia kościelna a głównym wyrazicielem tego sprzeciwu jest właśnie wojewoda Petrek. Ufając w swoją potęgę ośmiela się on zwracać uwagę Władysławowi za jego niewłaściwe postępowanie oraz, co okazuje się bardziej niebezpieczne, popada w konflikt z księżną Agnieszką. A nie ma ponoć nic gorszego niż narazić się na gniew kobiety, która ma władzę...
Petrek przypadkowo spotyka młodego Jaksę, który przybywa do Wrocławia w odwiedziny do swego stryja biskupa Jana Gryfity. Pomiędzy wojewodą a młodym rycerzem nawiązuje się nić sympatii a kiedy jeszcze Jaksa pozna córkę Petrka piękną Błogosławę...

To jedna z tych książek historycznych autorstwa JIK-a gdzie, mówiąc współczesnym żargonem, autor popłynął i część wydarzeń nie ma solidnego oparcia w źródłach historycznych. To znaczy bohaterowie powieści istnieli naprawdę, główne fakty takie jak bunt możnych przeciw Władysławowi, oblężenie Poznania czy uwięzienie Petrka też miały miejsce ale znalazło się tutaj sporo nieścisłości jak choćby osoba córki Petrka - w żadnym ze źródeł nie występuje Błogosława, chociaż dzieci wojewody są wymieniane w kilku dokumentach. Nie będę pisać o innych wątpliwych faktach, żeby nie robić spojlerów - jeżeli ktoś będzie sobie chciał porównać prawdę historyczną z prawdą JIK-a w tej akurat powieści nie będzie miał z tym większych trudności...
Zachęcam do przeczytania tej książki, bo mimo nieścisłości historycznych jest to świetnie napisana powieść przygodowo - obyczajowa.
A ponieważ bohaterem jest jeden z najsłynniejszych moich krajanów pozwolę sobie zamieścić kilka zdjęć - co prawda z JIK-iem one wiele wspólnego nie mają ale może kogoś zainspirują do odwiedzenia miejsc związanych z Jaksą Gryfitą:)

Jaksa Gryfita w 1162 roku udał się do Ziemi Świętej -
na portrecie przedstawiony w stroju krzyżowca

Nie zachowały się budynki pierwszego kościoła i klasztoru Bożogrobców
sprowadzonych przez Jaksę do Miechowa.
Obecny wygląd bazylika miechowska uzyskała na przełomie XIV i XV wieku.
W podziemiach bazyliki znajduje się miniatura Bazyliki Grobu Bożego w Jerozolimie.
Umieszczone są w niej relikwie Ziemi Świętej przywiezione przez Jaksę z pielgrzymki.
Ponieważ kościół miechowski kilkakrotnie ulegał pożarom aktualne wnętrze
pochodzi z II połowy XVIII wieku.
W herbie Miechowa znajduje się Gryf (rodowy znak Jaksy)
trzymający tarczę z herbem Bożogrobców.

sobota, 20 sierpnia 2011

TOP10 - książka dla nastolatka




Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć lektur obowiązkowych każdego nastolatka!


Coraz trudniejsze zadania stawia Klaudyna... Jako, że 13 lat miałam już baaardzo dawno temu (większości blogerów nie było pewnie jeszcze na świecie nawet) więc dosyć długo zastanawiałam sie jaki zestaw książek dla nastolatka zaproponować - przecież w czasach mojej młodości nie było ani Harrego Pottera ani Belli Swan... Klaudyna dała mi wolną rękę - mogłam wybrać współczesne książki, które według mnie powinien przeczytać młody człowiek lub wygrzebać z otchłani pamięci coś co sama czytałam i co mogłoby przypaść do gustu dzisiejszym nastolatkom. Po namyśle wybrałam to drugie rozwiązanie... Pominęłam w tym zestawieniu książki takie jak "Ania z Zielonego Wzgórza", "Mały książę" czy "Kamienie na szaniec" - nie dlatego, że ich w młodości nie czytałam - powodem jest fakt, że znajdują się na dzień dzisiejszy w kanonie lektur szkolnych więc młodzież prędzej czy później, z większym lub mniejszym zapałem będzie musiała po nie sięgnąć...
A więc ruszajmy w przeszłość:)

"Godzina pąsowej róży" Marii Kruger - historia Andy, dziewczyny żyjącej w latach 60-tych XX wieku, która przez przypadek przenosi się o 80 lat wstecz. Zderzenie sposobu życia, postępowania i obyczajów z drugiej połowy XX i końca XIX wieku prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Przez dość długi okres czasu marzył mi się taki skok w przeszłość...
To jedna z wielu książek tej autorki czytana przeze mnie i moje koleżanki - bo to zdecydowanie dziewczyńska lektura jest:)




"Kwiat kalafiora" Małgorzaty Musierowicz - to pierwsza książka tej autorki jaką przeczytałam i według mnie najlepsza. Gabrysia Borejko jest ode mnie kilka lat starsza, bliżej mi wiekowo do młodszych Borejkówien, ale to ona jest moją ulubioną bohaterką tego cyklu. Książki są pełne ciepła, humoru i specyficznej atmosfery. Większość osób, które chociaż raz trafiły do domu przy ulicy Roosevelta na poznańskich Jeżycach wraca tam regularnie i śledzi losy kolejnych pokoleń... O rany, Gabrysia jest już przecież babcią...




"Ludzie jak wiatr" Krystyny Siesickiej - mniej popularna niż "Zapałka na zakręcie" i "Jezioro osobliwości" ale godna polecenia. Dziennikarz przyjeżdża do znajomej leśniczówki, żeby tam odpocząć i w spokoju popracować nad książką. Przez przypadek staje się świadkiem rodzącego się pierwszego uczucia i niszczących go nieporozumień. Wspaniała książka o dorastaniu, szukaniu siebie i przyjaźni. Jest też wątek sensacyjno - kryminalny...





"Pan Samochodzik i templariusze" Zbigniewa Nienackiego - najpierw obejrzałam serial na motywach tej powieści ze Stanisławem Mikulskim w roli pana Tomasza a dopiero później sięgnęłam po książkę. Przeczytałam zresztą (a później zakupiłam) cały cykl. To książki przygodowo-podróżnicze z elementami historii (ale bez przesady). A chyba każdy młody człowiek ma taki okres w życiu kiedy marzą mu się przygody, poszukiwanie skarbów, śledzenie przestępców...

"Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" Edmunda Niziurskiego - nie ma chyba wśród moich rówieśników osoby, która nie czytałaby przynajmniej jednej książki tego autora. Niesamowite przygody i awantury w które wplątywali się jego bohaterowie, swoisty język po którym nawet nie widząc okładki można było rozpoznać książkę Niziurskiego to pozostało w mojej pamięci. Pechowy Marek Piegus, detektyw Hipolit Kwass, przestępcy Wieńczysław Nieszczególny, Albert Flasz i Teofil Bosman, mozna by jeszcze długo wymieniać oryginałów którzy czekają na czytelnika na kartach tej książki.


"Szaleństwa panny Ewy" Kornela Makuszyńskiego - tu miałam trudny wybór, bo jeszcze kilka innych książek tego autora darzę sympatią. Wybrałam tę książkę, bo jest wręcz przeładowana optymizmem i dobrymi emocjami. Ewa Tyszowska to nastolatka żyjąca w międzywojennej Warszawie. jej tato jest światowej sławy mikrobiologiem, który w związku z pracą musi wyjechać na rok do Chin. Ewą opiekuje się sąsiadka, która nie rozumie dziewczynki i zwyczajnie jej nie lubi. Ewcia postanawia uciec z domu... Jak to u Makuszyńskiego - beczka śmiechu ale i łezka też się w oku zakręci...


"Tajemnica Abigel" Magdy Szabo - to również powieść o dojrzewaniu ale osadzona w bardzo trudnych czasach. Główna bohaterka, 14-letnia Gina Vitai to córka oficera armii węgierskiej. Jej pozbawione trosk życie kończy się w 1943 roku - ojciec wywozi ją z Budapesztu na prowincję i instaluje na pensji imienia biskupa Matuli. Gina nie wie czym spowodowana jest decyzja ojca, nie chce się przystosować do rygorystycznych warunków na pensji ani nie potrafi porozumieć się z koleżankami. Szybko okazuje się, że to zaledwie początek jej kłopotów i dopiero zaczyna jej grozić prawdziwe niebezpieczeństwo... Jedyna szansa to pomoc tajemniczej Abigel...


"Tajemnica zielonej pieczęci" Hanny Ożogowskiej - to też jedna z bardziej lubianych autorek z czasów mojej wczesnej młodości. Jej książki pełne humoru i prześmiesznych przygód osadzone były najczęściej w polskiej szkole lat 70-tych gdzie uczniowie nosili granatowe fartuszki z białym kołnierzykiem, dyżurny na początku lekcji składał meldunek nauczycielowi, na przerwach dziewczyny skakały "w gumę" a chłopcy grali w "zośkę" - dla mnie to książki szczególne bo ja do takiej szkoły chodziłam. Ta akurat książka opowiada o grupie przyjaciół z pewnej warszawskiej podstawówki, którzy przez przypadek wplątują się w grupę chuliganów i jak próbują się z niej wyplątać...


"Tajemnicza wyspa" Juliusza Verne'a - przeczytałam większość książek tego prekursora literatury fantastyczno-naukowej. I jakoś najbardziej zapadła mi właśnie w pamięć ta książka stanowiąca zamknięcie "Trylogii morskiej" w skład której wchodzą jeszcze "Dzieci kapitana Granta" oraz "20000 mil podmorskiej żeglugi". Przygody pięciu rozbitków czytałam z zapartym tchem. Wyspa dostarczyła im pożywienie oraz bogactwa mineralne z których potrafili skorzystać - wszak Cyrus Smith, jeden z rozbitków jest inżynierem.  Na dokładkę wokół wyspy zaczynają się dziać jakieś dziwne rzeczy a nieuchwytny "ktoś" obserwuje naszych bohaterów i w krytycznych momentach spieszy z pomocą...



"Zwyczajne życie" Joanny Chmielewskiej - to nie była pierwsza książka tej autorki, bo jakoś tak najpierw trafiłam na jej "dorosłą" książkę - było to "Wszyscy jesteśmy podejrzani". Przygody Tereski i Okrętki poznałam dopiero później... Dwie młode dziewczyny trafiają na trop przestępczej afery i próbując pomóc organom ścigania wprowadzają masę zamieszania i wpadają w potężne kłopoty. Jest też pewien przystojny milicjant...




Dopiero teraz zauważyłam, że osiem książek z tej 10-tki to książki polskich autorów. I tak sobie myślę, że to chyba dowód na to, że w latach 60-tych i 70-tych (bo z tego okresu w większości pochodzą te książki) powstawało sporo dobrej literatury dla dzieci i młodzieży oraz, że było wtedy grono świetnych pisarzy tworzących dla tych grup wiekowych. A dzisiaj? Jakoś mi się tylko Rafał Kosik kojarzy...

piątek, 19 sierpnia 2011

Kolejny stos i bardzo radosna wiadomość:O)

Dzisiejszy stos zawdzięczam dwóm przemiłym dziewczynom - Ewie u której wygrałam książkę Mari Jungstedt "Umierający dandys" oraz pewnej sympatycznej biblionetkowiczce kryjącej się pod nickiem Niebieski ptak która zaproponowała mi pożyczkę trylogii "Millenium" autorstwa Stiega Larssona. Powiem szczerze, że kiedy otwarłam paczkę z Larssonem to usiadłam z wrażenia. No niby wiedziałam, że to opasłe tomiska są, ale rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Na szczęście książki mogę trzymać do końca roku...

Ach, a ten śliczny kotek to zakładka, którą Ewa dołączyła do książki. Cudny jest, prawda?

**********************************************************************************

A teraz ta radosna wiadomość:
Będzie kolejna WYMIANKA:O) 


Sabinka i Lena organizują  wymiankę pod hasłem "Z książką przy kominku". Szczegóły i regulamin znajdziecie TUTAJ.

Tajemniczy depozyt i niebezpieczna wyprawa

Wędrując w poszukiwaniu czytelniczych inspiracji po blogach książkowych widać, że najczęściej omawiane książki (tak gdzieś 80%) to nowości. Jest to zrozumiałe, bo spora część blogerów współpracuje z wydawnictwami, a i idąc do jakiejkolwiek księgarni na jej półkach nie znajdziemy jakichś starszych pozycji niż te z obecnego i ewentualnie ubiegłego roku. Jak więc trafić na godne uwagi a nieco starsze wydawnictwa? Użytkownicy BiblioNETki już od dawna głoszą, że najlepszymi polecankami są biblionetkowe konkursy. Dwa razy w miesiącu, wśród konkursowych fragmentów można znaleźć literackie perełki od których puchnie schowek lub (jak w moim przypadku) wydłuża się lista z którą odwiedzam bibliotekę.

Jedną z takich wypatrzonych w konkursie książeczek była powieść Władysława Łozińskiego pt. "Oko proroka czyli Hanusz Bystry i jego przygody".
Autor powieści to żyjący w drugiej połowie XIX wieku historyk i pisarz, kolekcjoner dzieł sztuki oraz przez wiele lat sekretarz lwowskiego instytutu Wydawniczego im. Ossolińskich. Wspomnieć należy, że starszym bratem Władysława był Walery Łoziński, również pisarz, autor m.in. "Zaklętego dworu" (książkę spopularyzował serial telewizyjny z 1976 roku pod tym samym tytułem gdzie główne role zagrali Roman Wilhelmi, Jerzy Bińczycki, Krzysztof Jasiński i Olgierd Łukaszewicz) a kuzynem ze strony ojca wybitny historyk Karol Szajnocha. Łoziński napisał kilka opracowań oraz powieści historycznych, których akcja toczyła się głównie w XVII i XVIII wieku, pisał też powieści obyczajowe osadzone w czasach mu współczesnych.

Bohaterem książki jest młody chłopiec Hanusz (Janek) Bystry, którego rodzice są wolnymi kmieciami i posiadają gospodarstwo we wsi niedaleko Sambora w ziemi przemyskiej. Na ziemię Bystrych ma ogromną ochotę hajduk Kajdasz służący u podstarościego Białczyńskiego. Marek Bystry, ojciec Hanusza, zdobył co prawda szczęśliwym przypadkiem przyrzeczenie samego króla Zygmunta III Wazy, że gospodarstwo na wieczne czasy otrzyma rodzina Bystrych, jednak stosowny dokument z królewskiej kancelarii nie nadchodził. W końcu aby oddalić od rodziny widmo wysiedlenia ułożył się Marek z Białczyńskim, że zapłaci mu 100 dukatów a podstarości zostawi rodzinę Bystrych w spokoju. Kwota to była niemała i na gospodarstwie chłopskim niemożliwa do zdobycia, więc Marek zatrudnia się jako furman u lwowskich kupców, którzy wysyłają karawanę z towarem do Turcji. Wyprawa jest mocno ryzykowna, jako, że rzecz dzieje się w 1622 roku, zaledwie rok po szczęśliwie zakończonym oblężeniu Chocimia a dwa lata po klęsce pod Cecorą i stosunki na pograniczu są mocno napięte. Niestety nie ma innej możliwości zdobycia potrzebnych pieniędzy i żegnany przez żonę i syna Marek wyrusza w podroż do  Stambułu. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem, ale w pewnym momencie karawana ze Lwowa zostaje napadnięta, towary rozgrabione a o ludziach ginie ślad.
I w tym momencie zaczyna się właściwa akcja utworu - Hanusz, który w chwili zaginięcia ojca ma 14 lat musi dorosnąć. Skutkiem nieszczęśliwych wypadków ucieka z rodzinnej wsi i udaje się do Lwowa gdzie znajduje mieszkanie i pracę u pewnego kupca. Nie jest mu jednak pisane spokojne życie - Hanusz ma bowiem w swoim tobołku tajemniczą paczuszkę, którą dał mu na przechowanie Samen, młody Kozak służący w wojsku koronnym. (W przerwach między wyprawami wojennymi oddziały koronne kwaterowane były w tzw. królewszczyznach, czyli wsiach należących bezpośrednio do Korony - wieś Hanusza była taką właśnie królewszczyzną) Okazuje się, że tajemniczy przedmiot jest poszukiwany przez kilka osób a Hanuszowi grozi ogromne niebezpieczeństwo. W tym samym czasie chłopiec dowiaduje się, że istnieje szansa, że jego ojciec żyje i znajduje się w tureckiej niewoli. Chłopak chwyta się tej szansy i wyrusza na poszukiwania ojca. Czy uda się odnaleźć Marka i uwolnić go? Czym jest tajemniczy przedmiot, który ściąga na głowę Hanusza tyle niebezpieczeństw? I czy uda się Bystrym odzyskać własny dom? Odpowiedzi na te i pewnie jeszcze inne pytania trzeba szukać w książce.

Powieść przeznaczona była dla młodszego czytelnika, jednak i dla starszego może stanowić ciekawą lekturę. Autor stawia na drodze swojego bohatera przeróżne przeszkody, kilkakrotnie Hanuszowi tylko cudem udaje się wyjść z opresji, tak, że emocje przy czytaniu są gwarantowane. Są tutaj również akcenty patriotyczne - trzeba pamiętać, że książka powstała w okresie zaborów. Bardzo dużą uwagę autor poświęcił warstwie społeczno - obyczajowej. Odmalował przedstawicieli chłopstwa i mieszczaństwa a także drobnej szlachty, opisał działalność składu kupieckiego, pokazał ówczesną modę i obyczaje. Pomimo, że słownictwo jest stylizowane to nie stanowi to zbyt wielkiej przeszkody - w egzemplarzu, który ja czytałam (Wydawnictwo Łódzkie 1986) znajdował się poza tym słownik z trudniejszymi wyrazami do którego można było sięgnąć w razie problemów.

Gorąco polecam tę piękną, chociaż dzisiaj już nieco zakurzoną historię i mam nadzieję, że kolejni czytelnicy z zapartym tchem będą śledzić przygody Hanusza na polskiej i tureckiej ziemi - właściwie trudno powiedzieć gdzie groziły mu większe niebezpieczeństwa....

wtorek, 16 sierpnia 2011

Niespodziewana wygrywajka:)

Co prawda planowałam jakąś wygrywajkę na koniec wakacji - ale życie pisze własne scenariusze i tak się złożyło, że przez pomyłkę otrzymałam z Wydawnictwa Znak litera nova dwa egzemplarze tej samej książki. Oczywiście mogłabym sobie jeden egzemplarz podczytywać w kuchni a drugi w sypialni, ale to byłaby chyba za duża rozpusta...

Po konsultacji z panem Tomaszem ze "Znaku" ogłaszam zatem niespodziewaną i całkiem nadprogramową "Wygrywajkę" w której można zgarnąć nowiutki egzemplarz tej oto książki:

Ponieważ jeszcze jej nie przeczytałam to nie mogę służyć własną opinią ale może zachęci Was to co napisano o niej TUTAJ.

Zgłoszenia pod tym postem przyjmuję do niedzieli 21 sierpnia do północy - losowanie w poniedziałek. Osoby nie mające bloga proszę o pozostawienie adresu do kontaktu.

Gdyby ktoś z Was, celem promocji książki, zechciał wstawić link u siebie na blogu będę bardzo wdzięczna - aczkolwiek nie ma takiej konieczności.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Całkiem niemagiczna historia pewnego maga

Choć moje doświadczenia z fantastyką nie są zbyt duże to jednak książki z tej kategorii, które przeczytałam do tej pory miały jedną zasadniczą cechę - były wciągające a lektura nawet jakichś szczególnie opasłych tomów nie przeciągała się zbytnio w czasie. Tymczasem powieść o której chcę dzisiaj napisać wlokła mi się niemiłosiernie.

Marina i Siergiej Diaczenkowie to rosyjskie małżeństwo tworzące powieści fantastyczne. Na polskim rynku ukazało się kilkanaście ich powieści - samodzielnie lub w antologiach. Moje pierwsze, średnio udane, spotkanie z tym pisarskim duetem to książka "Magom wszystko wolno". Autorzy wykreowali w swojej powieści świat (trochę na wzór feudalnej Europy) gdzie zwykli ludzie i magowie żyją obok siebie. Magiem w tym świecie można zostać poprzez urodzenie (mag dziedziczny) bądź na drodze długotrwałej edukacji (mag mianowany). Nie muszę chyba dodawać, że magowie dziedziczni uważają się za lepszych i potężniejszych od tych mianowanych, zaś magowie mianowani mają głęboko zakorzenione kompleksy wobec tych dziedzicznych.
Głównym bohaterem jest niejaki Hort zi Tabor dziedziczny mag "ponad rangą". Magowie są podzieleni na stopnie ze względu na swoje magiczne umiejętności - "ponad rangą" to stopień najwyższy. Hort mieszka na prowincji, jest raczej samotnikiem, wolny czas urozmaica sobie gnębieniem okolicznych wieśniaków - aczkolwiek trzeba przyznać, że robi to sporadycznie. Wszystko się zmienia gdy Hort zostaje wylosowany w magicznej loterii - wygraną jest Rdzenne Zaklęcie Kary. Polega ono na tym, że jego właściciel ma jednorazową możliwość ukarania śmiercią dowolnej istoty żywej, która sobie w taki czy inny sposób na taką karę zasłużyła. Hort musi opuścić swój dom, udać się do stolicy, stawić czoła tłumom petentów proszących go o użycie wygranego zaklęcia przeciwko ich wrogom i nie dać się uwikłać w wielką politykę - jak widać nagroda w loterii przynosi mu więcej kłopotu niż pożytku. Zi Tabor postanawia w końcu użyć tego zaklęcia wobec potężnego czarownika, który preparuje ludzkie dusze. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem maga staje się pani Ora Szantalia - jedna z bardzo nielicznych kobiet - magów.

Jak widać z powyższego opisu Diaczenkowie mieli świetny pomysł na powieść i obiektywnie mówiąc wyszedł im całkiem porządny kawał literatury - tylko w moim odczuciu bardziej psychologicznej niż fantastycznej. Hort zi Tabor jest osobą nieszczególnie wzbudzającą sympatię, a na temat jego pokręconej psychiki można by napisać obszerną pracę naukową. Nie uważam broń Boże, że bohater powieści fantastycznej ma być prosty jak konstrukcja cepa ale co za dużo to też niezdrowo... Akcja też się trochę wlecze a dodatkowo pełno jest wstawek z podręczników dla kandydatów na magów co nie ma żadnego wpływu na przebieg akcji a tylko zwiększa objętość książki.

Mnie ta książka nie porwała niestety... Ale nie chciałabym się uprzedzać do tej pary autorów - mam w domu jeszcze ich "Czas wiedźm". Może to będzie hit?