Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Marginesy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 grudnia 2017

Obejrzane - przeczytane: Wiktoria serialowa i książkowa

Jak już niejednokrotnie pisałam, uważam, że jeśli mamy do czynienia z książką i jej ekranizacją, to najlepiej rozpocząć od wersji pisanej a dopiero później wziąć się za wersję filmową. Niestety, nie zawsze tak można - chociażby z tego powodu, że wersja pisana powstaje później - tak było chociażby ze"Stowarzyszeniem Umarłych Poetów". 

Podobnie rzecz się ma z "Wiktorią", której autorką jest Daisy Goodwin, scenarzystka serialu o tym samym tytule, którego drugi sezon właśnie można oglądać na HBO.
Telewizji właściwie nie oglądam, od czasu do czasu transmisje sportowe, ewentualnie jakiś film, na którym nie było mi dane być w kinie (chociażby ostatnio najnowszą wersję "Pięknej i Bestii"). Seriali również nie śledzę - zwyczajnie jest tego za dużo. Na "Wiktorię" trafiłam przypadkiem, obejrzałam pierwszy odcinek i całkowicie się zauroczyłam.

Serial opowiada o jednej z najbardziej znanych władczyń europejskich, brytyjskiej królowej Aleksandrynie Wiktorii Hanowerskiej.
Pierwszy sezon serialu obejmuje lata 1837 - 1840, czyli od wstąpienia na tron do urodzenia pierwszego dziecka. Akcja książki obejmuje nieco krótszy okres, kończy się bowiem zaręczynami młodej władczyni i jej kuzyna księcia Alberta.

Autorka ma bardzo lekkie pióro, fantastycznie snuje swoją opowieść, nie zanudza szczegółami historycznymi, chociaż widać, że ma obszerną wiedzę i dokładnie maluje tło epoki.
Postacie są żywe, pełnokrwiste, ich emocje są wiarygodne, jedni od razu budzą sympatię, inni wręcz przeciwnie, do niektórych trzeba się przekonywać, bowiem pierwsze wrażenie może być mylne - czyli wszystko układa się jak w prawdziwym życiu.
Książka jest wciągająca, chociaż, znając wcześniej serial, doskonale wiedziałam co będzie dalej. Więcej - przy lekturze przed oczami pojawiały mi się kolejne sceny zapamiętane z telewizyjnego ekranu.

Jeżeli ktoś nie widział serialu a ma możliwość najpierw przeczytać książkę to serdecznie doradzam taką właśnie kolejność. W drugą stronę też oczywiście działa i potrafi zachwycić, czego sama jestem najlepszym przykładem.

wtorek, 3 października 2017

Przeczytane we wrześniu

Wrzesień to dla nauczycieli szczególnie trudny czas - początek nowego roku szkolnego generuje tony papierologii (szczególnie teraz, kiedy wdraża się kolejna reforma oświaty...), ogarnięcie starej klasy lub poznanie (jak w moim wypadku) nowej, niekończące się rady, konferencje, komisje. Czas na czytanie znajduje człowiek tylko nocą...
Dzisiaj parę słów o trzech książkach przeczytanych we wrześniowe noce.

Dwa miesiące temu, 2 sierpnia 2017r., zmarła Wanda Chotomska - najpopularniejsza polska autorka pisząca dla dzieci. Nie ma chyba wśród nas kogoś, kto nie znałby przynajmniej kilku jej utworów, bowiem wiersze i proza pani Wandy na stałe zagościły w podręcznikach szkolnych, a ilość publikacji, które ukazywały się od końca lat 50. może budzić podziw.
"Nie mam nic do ukrycia" to wywiad rzeka, który z panią Wandą przeprowadziła w 2007 roku inna pisarka, Barbara Gawryluk.

Książka ma układ chronologiczny - poznajemy naznaczone wojną dzieciństwo i ciężką powojenną młodość, pierwsze dziennikarskie kroki w redakcji "Świata Młodych" oraz początek kariery literackiej. Pisarka wspomina osoby z którymi spotkała się na swojej życiowej i zawodowej drodze - te z pierwszych stron gazet, ale również zwykłych ludzi, rzesze czytelników, tak małoletnich jak i dorosłych. Bo to czytelnicy jej wierszy oraz odbiorcy sztuk telewizyjnych i radiowych słuchowisk byli dla pisarki najważniejsi - to dla nich tworzyła nowe teksty, z nimi spotykała się objeżdżając całą Polskę, dla nich wymyślała osobiste wpisy do książek, kiedy przychodzili z prośbą o autograf.

Nie dane mi było osobiście poznać pani Wandy, chociaż kilka lat temu gościła w naszej gminnej bibliotece. Jednak relacje moich koleżanek uczestniczących w tym spotkaniu są wyjątkowo zgodne - przemiła, ciepła, energiczna osoba. I taka jest też Wanda Chotomska, która mówi do nas z kart tej książki.
Warto przeczytać.

**********************************************************

Pamiętacie Kalinę Radecką? Jej poprzednie przygody opisane są w tomach "I że ci nie odpuszczę" oraz "Kocha, lubi, szpieguje", których autorką jest Joanna Szarańska. Natomiast całkiem niedawno ukazał się trzeci tom przygód tej bohaterki noszący tytuł "Nic dwa razy się nie zdarzy".

Kalina właśnie po raz kolejny przygotowuje się do ślubu. Jednak te przygotowania stanowią zupełną odwrotność tego co działo się kilkanaście miesięcy wcześniej - skromna sukienka, niewielkie przyjęcie dla najbliższych osób, rezygnacja z wieczoru panieńskiego i, co najważniejsze, zupełnie inny pan młody. I kiedy wydaje się, że zły los został odczarowany na Kalinę spada grom z jasnego nieba - po raz drugi jej wymarzony ślub nie dochodzi do skutku... O ile poprzedni narzeczony dopiero w czasie uroczystości okazał się zdrajcą i łobuzem, o tyle ukochany Marek zdecydowanie odniósł poprzeczkę - wcale nie dotarł do kościoła, co więcej przepadł jak kamień w wodę. Zdesperowana Kalina rozpoczyna poszukiwania i nawet znajduje delikwenta w leżącej na obrzeżach miasta willi, jednak on udaje, że jej zupełnie nie zna... Amnezja? Choroba psychiczna? Jeszcze coś innego?

Kalina to taka osoba z którą nie sposób się nudzić. Jej kreatywność nie ma granic, a zwariowane pomysły mogą wbić w kompleksy nawet najbardziej szalonego scenarzystę filmowego. Dom do którego trafia to posiadłość pewnego gangstera o wdzięcznej ksywie "Bazylia" - Kalinka nie ma zupełnie instynktu samozachowawczego, działa impulsywnie i przez cały czas zastanawiałam się ile ten facet jest jeszcze w stanie wytrzymać? Fakt, książka to lekka humorystyczna historyjka z wątkiem kryminalnym, ale główna bohaterka momentami przegina...

Podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich tomów serii "Kalina w malinach" tak i ten stanowi doskonałą lekturę na poprawę humoru i odpoczynek po ciężkim pracowitym dniu.

***********************************************************

Gosława Brzózka, uczennica wiejskiej zielarki, którą poznałam w książce Katarzyny Bereniki Miszczuk "Szeptucha"powraca w kolejnym tomie pt. "Noc Kupały".

Młoda adeptka medycyny naturalnej podejmuje bardzo ryzykowną grę - składa bogom obietnicę, której nie zamierza spełnić. Zarówno Świętowit jak i Weles nie dowierzają jednak Gosi i posyłają w jej kierunku mniej lub bardziej zawoalowane groźby oraz swoich demonicznych wysłanników, którzy mają pilnować aby dziewczyna dotrzymała danego słowa. Jakby tego było mało pojawia się jeszcze jedna boska osoba - Mokosz, Matka - Ziemia, która również wie o przeznaczeniu dziewczyny i chce z niego zrobić użytek.
Ale te wszystkie boskie intrygi bledną wobec tego, co przygotowuje dla Gosi Ote, przedwieczna towarzyszka życia Mieszka. Mężczyzna sądzi, że Ote od wielu wieków nie żyje, jednak prawda jest zupełnie inna.
Życiu Gosi zagraża niebezpieczeństwo, tym większe, że tak naprawdę nie wie kto stoi po jej stronie i komu można zaufać.

Katarzyna Berenika Miszczuk prezentuje w "Nocy Kupały kolejną porcję wierzeń, legend i obrzędowości słowiańskiej. Kolejne demony zrzucają ludzką powłokę i Gosia (a my razem z nią) zagłębiamy się w świat naszej rodzimej mitologii.
I uważam, że to właśnie stanowi jedną z ważniejszych wartości tej książki. Już od dziecka poznajemy mitologię grecką i rzymską - zresztą bardzo słusznie, bowiem stanowią one podstawę naszej europejskiej kultury. Ale równocześnie wiemy niewiele lub zgoła nic o naszej rodzimej słowiańskiej religii i tradycji. Dobrze więc byłoby się z nią zapoznać, chociażby czytając tę książkę jak również pozostałe tomy cyklu "Kwiat paproci".
Dobra zabawa gwarantowana, a to że przy okazji się czegoś nowego dowiemy to tylko dodatkowy bonus.