środa, 11 maja 2011

O geniuszach, terrorystach i... farbie do włosów

Jeżeli zastanawialiście się czasami dlaczego wasz pies jest nieposłuszny, co tak naprawdę widać na zdjęciach mammograficznych lub jak wygląda praca „łowców talentów” to zdecydowanie powinniście sięgnąć po książkę Malcolma Gladwella pt. „Co widział pies i inne przygody”.

Autor to amerykański pisarz i publicysta, autor kilku bestsellerów, którego nazwisko znajduje się na liście 100 najbardziej wpływowych osób na świecie stworzonej przez „Time”. W Polsce wydane zostały jeszcze trzy inne jego prace, a mianowicie „Punkt przełomowy”, „Błysk!” i „Poza schematem” – wszystkie znalazły się na liście 20 książek, które kształtowały polskich liderów. Listę stworzył magazyn „Think tank” a książki wydał „Znak” w serii „Punkty przełomowe”.

Na książkę składa się kilkanaście artykułów publikowanych wcześniej w prasie, które na potrzeby tej publikacji zostały podzielone na trzy grupy tematyczne.
„Maniacy, pionierzy i inni geniusze mniejszego formatu” to historie ludzi, którzy mieli i mają wpływ na niemal całe społeczeństwo – wytwórcy keczupu, giganci telesprzedaży, twórca pigułki antykoncepcyjnej, osoby odpowiedzialne za reklamę farby do włosów, itp. Ich nazwiska może niewiele mówią polskiemu czytelnikowi, jednak ważniejsze od odniesień personalnych jest przedstawienie pewnego mechanizmu działań, który jest prawie taki sam po obydwu stronach Atlantyku.
Część druga „Teorie, prognozy i diagnozy” to z kolei rozważania o różnego rodzaju teoriach mniej lub bardziej spiskowych – czy można było uniknąć tragedii z 11 września 2001 roku, jak to jest z wykrywalnością raka piersi a także kiedy zapożyczenie staje się już plagiatem. Autor podaje opinie ekspertów, często diametralnie różne aby jak najlepiej naświetlić omawiany problem.
Ostatnia część „Osobowość, charakter i inteligencja” – tytuł mówi sam za siebie. Dowiadujemy się z niej kto ma szansę zostać geniuszem, jak pracują sportowi łowcy talentów czy na co zwracać uwagę tworząc portret psychologiczny przestępcy.

Muszę przyznać, że nie czytam zbyt wiele takich książek, bo jakoś niespecjalnie lubię publicystykę. Tymczasem „Co widział pies” mile mnie zaskoczyła.  Autor posługuje się językiem zrozumiałym dla przeciętnego czytelnika a tematy, którym poświęcił swoje artykuły są ciekawe dla szerokiego grona odbiorców. Nie czytałam jej może z zapartym tchem do drugiej nad ranem, ale przyznaję, że pozwoliła mi spojrzeć na wiele spraw z nowej perspektywy.
Polecam każdemu, kto chce lepiej zrozumieć otaczający nas świat i zjawiska społeczne w nim zachodzące.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova.


poniedziałek, 9 maja 2011

O rzeczach przyjemnych i... tych mniej przyjemnych też...

Wczoraj obchodzony był dzień Bibliotekarzy i Bibliotek o którym, o wstydzie, zupełnie zapomniałam....

Dlatego dzisiaj wszystkim tym, którzy podobnie jak ja zajmują się książkami i czytelnikami życzę satysfakcji z pracy, zrozumienia decydentów i ogromnej kasy, aby nasze biblioteki były wspaniale zaopatrzone:O)

A jak już jesteśmy przy czytelnikach...

Wielu z Was zapewne czyta w autobusach i innych środkach transportu publicznego, jest grupa czytaczy wannowych i pewnie jeszcze wielu innych, którzy czytają w warunkach ekstremalnych. Naprzeciw ich potrzebom wychodzi projekt Wygodne Czytanie promujący gadżet pod nazwą Thumb Thing.


Jest to specjalna nakładka na kciuk umożliwiająca wygodne trzymanie książki 
kiedy do dyspozycji mamy tylko jedną rękę:) 


A teraz rzecz mniej przyjemna.

Otóż pod jednym z poprzednich wpisów http://anek7.blogspot.com/2011/05/stosik-nr-11.html pojawiły się anonimowe komentarze, które były, delikatnie mówiąc obraźliwe. Część wykasowałam, ale dwa zostały...
Mam nadzieję, że ów anonim wyładował już swoją frustrację i da sobie spokój, jeśli jednak okaże się, że nie to jedynym wyjściem będzie wprowadzenie moderacji. Chciałabym tego uniknąć ale być może nie będę miała wyjścia. W związku z tym bardzo proszę WSZYSTKICH pozostawiających komentarze o podpisywanie ich:)

A jeśli ktoś chce sobie powylewać żale to bardzo chętnie przyjmie go i wysłucha FENRIR - w mailu wyrażał ubolewanie, że jego blog wariaci omijają... 

niedziela, 8 maja 2011

Podróż łodzią po Tamizie

Pomimo iż nie przepadam za angielskim poczuciem humoru sięgnęłam po napisaną pod koniec XIX wieku książkę J.K. Jerome’a pt. „Trzech panów w łódce nie licząc psa”. Wielka w tym zasługa biblionetkowego konkursu, w którym fragment tejże książki występował.

Tytułowych trzech panów to przyjaciele: George, Harris i Jerome, który jest narratorem tej historii. Postanowili oni pewnego dnia udać się w podróż „na wiosłach” w górę Tamizy. W tej podróży towarzyszy im Montmorency – pies Jerome’a. Panowie mają jakie takie pojęcie o wiosłowaniu, lecz nie do końca chyba zdają sobie sprawę, że planowana wyprawa to nie jest niedzielna majówka tylko kilkanaście dni podróży i biwakowanie pod gołym niebem. Przeżywają w związku z tym masę zabawnych przygód ale też ścierają się z denerwującymi sytuacjami dnia codziennego. Stają się przez to bliscy czytelnikowi, bo każdy z nas miał kiedyś podobne doświadczenia – czajnik, który nie chce się zagotować, gdy na niego patrzymy, szczoteczka do zębów schowana na samym dnie plecaka, posiadanie wszystkich objawów choroby o której słyszymy pierwszy raz w życiu, itp.

Gdzieś przeczytałam, że w pierwotnym zamyśle książka miała być przewodnikiem po miejscowościach leżących nad Tamizą, ale w końcu treści turystyczno-krajoznawcze zostały niemal całkowicie usunięte a do rąk czytelników trafił ten zbiór anegdotek powiązanych ze sobą motywem podróży łódką.

To jedna z sympatyczniejszych książek jakie trafiły w moje ręce w ostatnim czasie. Czytałam niemal jednym tchem, prawie ze łzami w oczach – od śmiechu oczywiście.
Perypetie trzech przyjaciół, typowe angielskie obyczaje i zasady zachowania, zderzenie własnego wyobrażenia o sobie z rzeczywistością, ciekawa galeria postaci epizodycznych (wujek Podger wieszający obraz – mistrzostwo świata) gwarantują naprawdę świetną rozrywkę.  


sobota, 7 maja 2011

Stosik nr 11

Kolejny stos książek do przeczytania składał się przez dwa tygodnie.

A oto co w nim jest:
Marta Kisiel "Dożywocie" - kupiona po promocyjnej cenie w Selkarze. Już dawno miałam na nią ochotę (szczególnie po zachwytach Engi) i wreszcie sobie kupiłam:)
Clive Cussler  "Na dno nocy" i "Sahara" - też promocyjne zakupy w Selkarze.
Clive Cussler  "Afera śródziemnomorska" - wymiana na LC
Aleksander Sowa  "Umrzeć w deszczu" - książka do recenzji przesłana przez autora. Dziękuję:)
Michał Gardowski "Trzecie dno" - wygrana w konkursie na Kanapie
Katarzyna Michalak "Lato w Jagódce" - książka z autografem od pani Kasi...

Na samej górze dwie książki z akcji "Włóczykijka":
Agnieszka Krawczyk "Magiczne miejsce" - już przeczytana, recenzja się tworzy. 
Anna Brzezińska "Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny"


Brakuje tutaj jeszcze jednej książki, a mianowicie "Kwiatków błogosławionego Jana Pawła II" o których pisałam tutaj , ale przyznam, że ledwie udało mi się samej przeczytać i książeczka ruszyła na wędrówkę - aktualnie wizytuje moją koleżankę z pracy.


I cóż na nocnej szafce już panoszy się Babunia Jagódka i reszta mieszkańców Wilżyńskiej Doliny, o szyby dzwoni deszcz, kończę te pisaninę i zabieram się za lekturę;) 

czwartek, 5 maja 2011

Trochę się będę chwalić... i losować książkę...

Po pierwsze mam dla Was propozycję z wydawnictwa ZNAK:
Mamy dla Was kod rabatowy, który uprawnia do 25% rabatu na całą ofertę naszej księgarni internetowej. Jak działa? 
1. Zaloguj się na stronie www.znak.com.pl
2. Dodaj interesujące Cię tytuły do koszyka
3. W koszyku w pole: "Wpisz kod rabatowy", wpisz słowo: przyjaciele.
4. Kliknij w "zapisz"
System naliczy rabat: 25% od ceny detalicznej.



Teraz sie będę chwalić - otrzymałam w ostatnich dniach dwie fajne propozycje recenzowania.


Odezwał się do mnie pan Aleksander Sowa z propozycją przesłania do recenzji swojej kolejnej książki. Recenzowałam na tym blogu jakiś czas temu jego "Złą miłość", no i cóż nie do końca byłam nią zachwycona... Tym bardziej cieszy mail od pana Aleksandra - mam szczerą nadzieję, że tym razem będzie lepiej:)
Druga propozycja przyszła ze strony Wydawnictwa REMI - zgodziłam się  i już czekam na książki. 
Sami mnie zauważyli - fajne uczucie...


I rzecz kolejna - NAJWAŻNIEJSZA:-)


Przyznam się, że ukłuła mnie troszeczkę igiełka zazdrości, kiedy zobaczyłam na blogach Archer i Sabinki zdjęcia najnowszej książki Kasi Michalak z autografem autorki. Też bym taką chciała...
I słuchajcie - marzenia się spełniają... Mam... Pani Kasia przysłała tę książeczkę i mnie...


Bardzo, bardzo pani dziękuję Pani KASIU:-)



A ponieważ jakiś czas temu kupiłam sobie tę książkę to chcę się nią z kimś podzielić - książka jest nowa, jeszcze nieczytana. I dlatego ogłaszam WYGRYWAJKĘ z książką "Lato w Jagódce" Katarzyny Michalak. Wystarczy się tylko wpisać w komentarzu pod postem. Osoby, które nie mają blogów proszę o podanie adresu mailowego. Zgłoszenia przyjmuję do piątku 13 maja, do godz. 20.00. Postaram się przeprowadzić losowanie w tym samym dniu - przynajmniej dla jednej osoby piątek 13-tego będzie szczęśliwy;)

środa, 4 maja 2011

Maraton z Dziewicami

Trzy książki (każda ponad 300 stron) przeczytane w ciągu 2 dni? Zapewniam Was, że jest to w sprzyjających okolicznościach przyrody całkiem realne do osiągnięcia. Taki bowiem czytelniczy wynik udało mi się osiągnąć w ciągu poniedziałku i wtorku (2-3 maj br.), kiedy to przeczytałam niemal jednym ciągiem cykl książek Moniki Szwai a mianowicie „Klub Mało Używanych Dziewic”, „Dziewice, do boju!” oraz „Zatoka Trujących Jabłuszek”.

Zanim podzielę się wrażeniami z lektury to coś o tych sprzyjających okolicznościach przyrody. Jak wiadomo zapalony mól książkowy potrafi nie jeść, nie spać, nie oglądać telewizji (że o tak trywialnych zajęciach jak pranie, prasowanie i sprzątanie nie wspomnę) tylko czytać, czytać i czytać, szczególnie, gdy coś ciekawego w łapki wpadnie. Niestety bardzo często biedny mól obarczon jest całkiem lub prawie całkiem nieczytaną rodziną, która jego pasję może i rozumie, ale domaga się jakichś w miarę konkretnych posiłków i poświęcenia sobie choćby odrobiny uwagi.
Nie inaczej jest z moimi chłopakami. Na całe szczęście (moje oczywiście) mąż mój Robert w poniedziałek był w pracy prawie 12 godzin, a we wtorek w ramach relaksu udał się na ryby – wrócił mokry, zakatarzony i zasypany śniegiem ale z 1,5-kilogramowym karpiem – pyszną kolację mieliśmyJ
Synkowi już dawno obiecałam filmowy maraton – więc w poniedziałek poleciały wszystkie części „Epoki lodowcowej” a we wtorek również trzy części „Opowieści z Narni”. Piotruś, kochane dziecko, jest parówkożerny, więc z zaprowiantowaniem wielkich problemów nie było.
Pogoda za oknem taka bardziej listopadowa – więc i pani Przyroda stanęła na wysokości zadaniaJ

Tak więc miałam możliwość przeniesienia się na te dwa deszczowo-śniegowe dni do pięknego, słonecznego Szczecina oraz w inne nieco bardziej egzotyczne klimaty. „Dziewicza” trylogia pani Moniki opowiada o czterech przyjaciółkach z licealnej ławki – Alinie, Agnieszce, Marcelinie i Michalinie. Poznajemy je na spotkaniu odbywającym się w 20 rocznicę studniówki. Wszystkie cztery pokończyły studia, mają dobrą, choć nie zawsze satysfakcjonującą pracę (Alina jest doradcą kredytowym w dużym banku, Agnieszka dyrektorką prywatnego liceum, Marcelina pracuje w Urzędzie Miasta a Michalina nadzoruje zieleńce na miejskim cmentarzu) i wszystkie są mniej lub bardziej samotne. Takie spotkanie klasowe po latach to jeden z momentów, kiedy człowiek robi ze sobą obrachunek z życia i bardzo często podejmuje jakieś wielkie życiowe decyzje. Nie inaczej jest z naszymi bohaterkami – postanawiają coś zmienić w swoim z lekka nudnawym życiu i zakładają tytułowy Klub Mało Używanych Dziewic – organizację pożytku publicznego. W ramach klubu Alina zostaje wolontariuszką na dziecięcym oddziale onkologicznym, Agnieszka zaczyna opiekować się mieszkającą w sąsiedztwie staruszką a Michalina, która początkowo chce pomagać w hospicjum, ostatecznie zmienia pracę i zajmuje się planowaniem ogrodów. W życiu Marceliny też zachodzi zmiana, bowiem okazuje się, że jest w ciąży z aktualnym adoratorem. Jak potoczą się dalsze losy Dziewic i czy znajdą swoich rycerzy – kto ciekawy odsyłam do książek.

Monika Szwaja to jedna z moich ulubionych pisarek. W jej książkach jest ciepło i poczucie humoru ale są też i poważniejsze tematy. Wiele z nas 40-latek boryka się z podobnymi kłopotami jak bohaterki tych książek – problemy w pracy, dorastające potomstwo w okresie „burzy i naporu”, rodzice, którzy nie rozumieją, że ich dzieci już od dawna są dorosłe, nieodpowiedzialni partnerzy – przykłady można mnożyć. I może dlatego są to książki po które sięgamy, kiedy nam smutno i źle.
Spotkałam się z wieloma niezbyt przychylnymi opiniami na temat książek pani Moniki – że to takie czytadła dla gospodyń domowych, że przewidywalne, schematyczne i od pierwszej kartki wiadomo jak się skończy… Może to i prawda, ale wiem jedno – życie samo w sobie niesie tyle różnych problemów, że nie trzeba ich na siłę szukać w literaturze. A książka to mój przyjaciel z którym mogę się pośmiać, nad którym zdarzy mi się uronić łzę i który ma mnie podnieść na duchu w trudnych chwilach – i te książki takie właśnie sąJ

niedziela, 1 maja 2011

Wspomnienia o błogosławionym Janie Pawle II


W 2002 roku krakowski „Znak” wydał książeczkę pt. „Kwiatki Jana Pawła II”. Był to zbiór anegdot z życia naszego papieża, który przecież słynął z niezwykłego poczucia humoru i dystansu do swojej dostojnej osoby. Nie wiem, czy nakład był tak mały, czy ja się za długo ociągałam z zakupem – dość na tym, że nie udało mi się tej książki nabyć w tamtym czasie a i później też jakoś nie mogłam do niej dotrzeć. Możecie sobie wyobrazić moją radość, kiedy przeglądając ofertę jednej z internetowych księgarni zauważyłam nowe wydanie tej książki, pod zmienionym nieco tytułem „Kwiatki błogosławionego Jana Pawła II”. Tym razem szybciutko książeczkę zamówiłam i jestem już po jej lekturze. Historie z życia papieża ułożone są w kolejności chronologicznej i podzielone na poszczególne etapy życia Karola Wojtyły – dzieciństwo i młodość, początki posługi kapłańskiej, okres kierowania biskupstwem krakowskim i wreszcie czasy watykańskie. Z tych historyjek jawi nam się obraz człowieka wielkiej wiary, niezwykle rozmodlonego, charyzmatycznego ale i skorego do żartów, niezwykle ciepłego i pozytywnie nastawionego do świata. Przy okazji tej lektury a także ponieważ przygotowywałam scenariusz apelu i prezentację multimedialną na dzisiejszy dzień przywołałam sobie moje wspomnienia o papieżu – wszak większość mojego życia przypada na czas Jego pontyfikatu.

16 października 1978 roku miałam dokładnie 9 lat i 7 miesięcy i od kilku tygodni byłam uczennicą IV klasy. Interesowała mnie moja nowa lalka, jakaś czytana w tym czasie książka i skakanie w gumę z koleżankami. I zupełnie nie rozumiałam o co chodzi moim rodzicom i nauczycielom w szkole, którzy cały czas debatowali nad nowym papieżem. Pomimo, że wychowywałam się w katolickiej rodzinie, chodziłam na religię i co niedzielę śpiewałam psalm w kościele to całe zamieszanie ze śmiercią Jana Pawła I, konklawe i kardynałem Karolem Wojtyłą to był dla mnie zupełny kosmos, coś co działo się gdzieś tam daleko, co pokazano w telewizji ale pewnie nie będzie miało na mnie i moje życie większego wpływu. Jakże się wtedy myliłam…
Przez kolejne 26 lat miałam możliwość obserwować i podziwiać niezwykłego człowieka i wielkiego Polaka a przy okazji stawałam się częścią tzw. pokolenia JPII, czyli urodzonych i wchodzących w dorosłość w czasie tego niezwykłego pontyfikatu.


Kiedy 6 lat temu dobiegało kresu ziemskie pielgrzymowanie polskiego papieża ja oczekiwałam na jedno z  najszczęśliwszych wydarzeń w moim życiu – narodziny mojego synka. I może dlatego tamte dni aczkolwiek smutne wypełnione były również nadzieją.


Od 7 lat pracuję w gimnazjum, którego patronem jest papież Jan Paweł II. I z racji takiego a nie innego patrona nie wyobrażaliśmy sobie, że może nas zabraknąć w dzisiejszym ogólnonarodowym świętowaniu Jego beatyfikacji. Pomimo różnorakich trudności (egzaminy gimnazjalne klas III, próbne egzaminy klas II, przerwa świąteczna, chwilowy rozpad sekcji instrumentalnej, śmierć i pogrzeb mojego dziadka w ostatnim tygodniu) udało nam się stworzyć piękny i wzruszający program artystyczny, który dzisiaj rano przedstawiliśmy w naszym kościele. Nie raz  i nie dwa zdarzyło mi się widzieć płaczące w kościele kobiety, ale dzisiaj po raz chyba pierwszy widziałam łzy wzruszenia w oczach mężczyzn. I to była dla nas przygotowujących ten program oraz biorących w nim udział chyba największa nagroda.


Kiedy to pisałam nie było jeszcze fotoreportażu na naszej gimnazjalnej stronie internetowej, dlatego pozwoliłam sobie skopiować kilka zdjęć z podstawówkowej strony internetowej (LINK). Teraz już i u nas pojawiły sie zdjęcia, które można obejrzeć TUTAJ

Fragment prezentacji multimedialnej

Połączone siły gimnazjum i szkoły podstawowej

Sekcja instrumentalna - organy, dwie gitary, skrzypce i saksofon