piątek, 12 sierpnia 2011

Nowy stos i Kraków w sezonie turystycznym

Mój pan listonosz powinien dostać jakiś dodatek funkcyjny za noszenie moich przesyłek - w tym tygodniu codziennie coś przybywało:)


Udało mi się zrobić zdjęcie plenerowe - na balustradzie balkonu. Oto co i od kogo przywędrowało:

  • "Nie zawrócę" J. Guse - wygrana na blogu Niedopisanie - po przeczytaniu powędruje dalej, więc spodziewajcie się losowania tej książki w niedługim czasie.
  • "Sklepik z niespodzianką. Bogusia" K. Michalak - zakup na Targu z książkami
  • "Afery i skandale Drugiej Rzeczpospolitej" S. Koper - wymiana na LC
  • "Operacja Przystań Charona" J. Du Brul - do recenzji od Kanapy
  • "Snajper. Opowieść komandosa SEAL Team Six" H.E. Wasdin, S. Templin - do recenzji od Znak Litera Nova.
**********************************************************************************

Od kilku tygodni sytuacja (choroba mojej mamy) zmusza mnie do częstego bywania w mieście wojewódzkim Krakowie. Tak się jakoś udawało, że jeździłam tam zawsze z jakąś zmotoryzowaną osobą i omijała mnie przyjemność spaceru przez miasto. Niestety we wtorek szczęście się ode mnie odwróciło i musiałam jechać busem. Sama podróż w porządku, ale kiedy już dotarłam do Krakowa... 
Nie wiem co mi mózg zaćmiło, bo przecież wiem jak wygląda miasto w sezonie turystycznym, dość na tym, że nie tylko udałam się do szpitala "na butach" (nie ma daleko) ale jeszcze jak wzorcowa kretynka ruszyłam Floriańską do Rynku. Ta Floriańska i Rynek były mi potrzebne jak psu piąta noga - spokojnie mogłam przejść Plantami, no ale jak już wlazłam w ten tłum to nie chciało mi się wracać. Kocham gród podwawelski miłością wielką - przez cały rok z wyjątkiem wakacji, kiedy zadeptuje go turystyczna stonka, kiedy co parę metrów napadają na mnie wyszczerzone panienki namawiając na odwiedzenie restauracji, przejażdżkę meleksem dokoła rynku czy darmową konsultację na temat makijażu - ta ostatnia to jakaś ślepota była, bo ja się z zasady nie maluję i widać po moim obliczu, że kosmetyków upiększających nie używam czyli jej gadanie to tylko strata czasu...
Ze szpitala odebrał mnie na szczęście brat więc oszczędziłam sobie drogi do dworca.

Wczoraj, tj. we czwartek znów wybraliśmy się do województwa ale to już wyprawa rodzinna była że tak powiem - bo moje chłopaki też ze mną pojechały. Po zaliczeniu pierwszego punktu programu czyli Szpitala im. J. Dietla udaliśmy się z Młodym na Rynek - trudno, niech dziecko zobaczy jak ma dobrze, że się na wsi w spokoju i ciszy wychowuje... Mieliśmy iść do Mariackiego, ale kolejka do wejścia zdecydowanie nas odstraszyła, przeszliśmy się po Sukiennicach, przysiedliśmy chwilę na fontannie (ale to dosłownie chwilę, bo zapach chloru był nie do wytrzymania), obejrzeliśmy występ klauna i tyle turystyki...
A to kilka zdjęć z wyjazdu:
Fontanna Chlorianka

Klaunów dwóch...

Bańki mydlane z bańkomatu

Bez McDonald'sa wyjazd się nie liczy...

Zakupy w Galerii Krakowskiej - za trzy tygodnie zaczyna się szkoła...

16 komentarzy:

  1. Anka, ja miałem przyjemność pracować jeden dzień w muzeum w środku rynku, to był dopiero hardcore... ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Sklepik z niespodzianką! :) A Kraków to Kraków... czeka mnie w październiku... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fenrir - ja sama nie wiem cy ludzi pracujących w tamtym rejonie to bardziej podziwiać czy bardziej im współczuć...

    Soulmate - ale Kraków po wakacjach to już całkiem inne miasto jest...

    Bujaczek - mnie się udało na TzK...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również jestem ciekawa ,,Sklepiku z niespodzianka''.
    Fajnie, że masz tak blisko do Krakowa, te miasto mnie fascynuje i chwiałbym je kiedyś odwiedzić. Zdjęcia super!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też tych dzikich tłumów nie lubię (tym bardziej, że oznaczają dzikie tłumy w pociągach), ale tak sobie myślę: może to jednak dobrze, że chociaż 3-4 miasta w Polsce są mocno turystyczne? Szczególnie, że te z biedą kilka miast jest turystycznych międzynarodowo. Inaczej jeszcze więcej lubi by myślało, że Polska to Rosja, białe niedzwiedzie i pingwiny po mieście chodzą. I piszę to serio - sporo podróżuję poza Polską i naprawdę dziwny jest obraz naszego kraju. Więc niech przyjeżdżają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny zestaw książek. Ja w Krakowie byłem wczoraj i niestety pod Warszawą minąłem pociąg który się wykoleił :-(, ale fakt że jechał jak szalony...

    OdpowiedzUsuń
  7. Operacja Przystań Charona intrygowała mnie i sama też się zgłaszałam po nią ;P Jestem ciekawa twojego zdania ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty trafiłaś do Krakowa w sezonie a ja w momencie kiedy były Juwenalia i przez to znienawidziłam Kraków dobitnie :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Informuję, że moja skromna osoba znana pod nickiem Książkówka, postanowiła zmienić miejsce swojego, recenzenckiego blogowania. :) Już jutro (tj. 14.08.) pojawi się mój pierwszy wpis na blogspocie. Adres do mojego, nowego blogu to:
    http://ksiazkowka.blogspot.com .
    Bardzo proszę o zmianę na ten właśnie adres w zakładkach/obserwowanych blogach. Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie! Ewa-Ksiązkówka

    OdpowiedzUsuń
  10. W Krakowie nigdy nie byłam a bardzo bym chciała go zwiedzić :) Ciągnie mnie do niego niesamowicie !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem ;) Prześcignęłaś mnie ;D Ja tu cała happy klikam w link już chce pisać posta i...patrze a tu, że ją rezerwujesz ;D
    Wyobraź sobie moją minę ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. Kraków to moje ukochane polskie miasto. Jednak podobnie jak większość nie marzę, aby znaleźć się w nim w sezonie turystycznym. Zresztą każde większe miasto w sezonie przeżywa oblężenie. Ja jestem dziewczyna miastowa i choć często marzę o ciszy, spokoju i zieleni, to chyba nie umiałabym przebywać poza miejską aglomeracją. To jakiś paradoks, bo dziś wracałam z pracy ponad dwie godziny... Kiedy obserwuję te wszystkie stosiki na bloogach zastanawiam się, kiedy znajdujecie czas na czytanie i czy wszyskie książki stosikowe znajdują swoje odzwierciedlenie w recenzjach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Guciamal - z tym czasem to różnie bywa, ale staram się na bieżąco czytać - wiadomo jeżeli wisi mi nad głową termin, że recenzję muszę napisać w przeciągu dwóch tygodni to taka książka idzie na pierwszy ogień;)
    Biblioteczne też w jakimś terminie trzeba oddać, tak więc na szarym końcu lądują te książki, które stanowią moją własność... Czy wszystkie przeczytane książki przekuwają się na recenzje - staram się, chociaż zdarzyło mi się raz zawrzeć recenzję w trzech zdaniach ale to była książka, która mi jakoś tak nie podeszła. A i raczej odpuszczam sobie pisanie o książkach, które mi się wybitnie nie podobały - już i tak zmarnowałam czas na ich przeczytanie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest to jakiś pomysł nie recenzować książek, które skradły nam czas na czytanie. U mnie też biblioteczne mają pierwszeństwo, co powoduje, że książka pożyczona od koleżanki, która poszła sobie na rok co najmniej macierzyńsko-wychowawczego ciągle przesuwa się na szary koniec kolejki

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)