piątek, 19 sierpnia 2011

Tajemniczy depozyt i niebezpieczna wyprawa

Wędrując w poszukiwaniu czytelniczych inspiracji po blogach książkowych widać, że najczęściej omawiane książki (tak gdzieś 80%) to nowości. Jest to zrozumiałe, bo spora część blogerów współpracuje z wydawnictwami, a i idąc do jakiejkolwiek księgarni na jej półkach nie znajdziemy jakichś starszych pozycji niż te z obecnego i ewentualnie ubiegłego roku. Jak więc trafić na godne uwagi a nieco starsze wydawnictwa? Użytkownicy BiblioNETki już od dawna głoszą, że najlepszymi polecankami są biblionetkowe konkursy. Dwa razy w miesiącu, wśród konkursowych fragmentów można znaleźć literackie perełki od których puchnie schowek lub (jak w moim przypadku) wydłuża się lista z którą odwiedzam bibliotekę.

Jedną z takich wypatrzonych w konkursie książeczek była powieść Władysława Łozińskiego pt. "Oko proroka czyli Hanusz Bystry i jego przygody".
Autor powieści to żyjący w drugiej połowie XIX wieku historyk i pisarz, kolekcjoner dzieł sztuki oraz przez wiele lat sekretarz lwowskiego instytutu Wydawniczego im. Ossolińskich. Wspomnieć należy, że starszym bratem Władysława był Walery Łoziński, również pisarz, autor m.in. "Zaklętego dworu" (książkę spopularyzował serial telewizyjny z 1976 roku pod tym samym tytułem gdzie główne role zagrali Roman Wilhelmi, Jerzy Bińczycki, Krzysztof Jasiński i Olgierd Łukaszewicz) a kuzynem ze strony ojca wybitny historyk Karol Szajnocha. Łoziński napisał kilka opracowań oraz powieści historycznych, których akcja toczyła się głównie w XVII i XVIII wieku, pisał też powieści obyczajowe osadzone w czasach mu współczesnych.

Bohaterem książki jest młody chłopiec Hanusz (Janek) Bystry, którego rodzice są wolnymi kmieciami i posiadają gospodarstwo we wsi niedaleko Sambora w ziemi przemyskiej. Na ziemię Bystrych ma ogromną ochotę hajduk Kajdasz służący u podstarościego Białczyńskiego. Marek Bystry, ojciec Hanusza, zdobył co prawda szczęśliwym przypadkiem przyrzeczenie samego króla Zygmunta III Wazy, że gospodarstwo na wieczne czasy otrzyma rodzina Bystrych, jednak stosowny dokument z królewskiej kancelarii nie nadchodził. W końcu aby oddalić od rodziny widmo wysiedlenia ułożył się Marek z Białczyńskim, że zapłaci mu 100 dukatów a podstarości zostawi rodzinę Bystrych w spokoju. Kwota to była niemała i na gospodarstwie chłopskim niemożliwa do zdobycia, więc Marek zatrudnia się jako furman u lwowskich kupców, którzy wysyłają karawanę z towarem do Turcji. Wyprawa jest mocno ryzykowna, jako, że rzecz dzieje się w 1622 roku, zaledwie rok po szczęśliwie zakończonym oblężeniu Chocimia a dwa lata po klęsce pod Cecorą i stosunki na pograniczu są mocno napięte. Niestety nie ma innej możliwości zdobycia potrzebnych pieniędzy i żegnany przez żonę i syna Marek wyrusza w podroż do  Stambułu. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem, ale w pewnym momencie karawana ze Lwowa zostaje napadnięta, towary rozgrabione a o ludziach ginie ślad.
I w tym momencie zaczyna się właściwa akcja utworu - Hanusz, który w chwili zaginięcia ojca ma 14 lat musi dorosnąć. Skutkiem nieszczęśliwych wypadków ucieka z rodzinnej wsi i udaje się do Lwowa gdzie znajduje mieszkanie i pracę u pewnego kupca. Nie jest mu jednak pisane spokojne życie - Hanusz ma bowiem w swoim tobołku tajemniczą paczuszkę, którą dał mu na przechowanie Samen, młody Kozak służący w wojsku koronnym. (W przerwach między wyprawami wojennymi oddziały koronne kwaterowane były w tzw. królewszczyznach, czyli wsiach należących bezpośrednio do Korony - wieś Hanusza była taką właśnie królewszczyzną) Okazuje się, że tajemniczy przedmiot jest poszukiwany przez kilka osób a Hanuszowi grozi ogromne niebezpieczeństwo. W tym samym czasie chłopiec dowiaduje się, że istnieje szansa, że jego ojciec żyje i znajduje się w tureckiej niewoli. Chłopak chwyta się tej szansy i wyrusza na poszukiwania ojca. Czy uda się odnaleźć Marka i uwolnić go? Czym jest tajemniczy przedmiot, który ściąga na głowę Hanusza tyle niebezpieczeństw? I czy uda się Bystrym odzyskać własny dom? Odpowiedzi na te i pewnie jeszcze inne pytania trzeba szukać w książce.

Powieść przeznaczona była dla młodszego czytelnika, jednak i dla starszego może stanowić ciekawą lekturę. Autor stawia na drodze swojego bohatera przeróżne przeszkody, kilkakrotnie Hanuszowi tylko cudem udaje się wyjść z opresji, tak, że emocje przy czytaniu są gwarantowane. Są tutaj również akcenty patriotyczne - trzeba pamiętać, że książka powstała w okresie zaborów. Bardzo dużą uwagę autor poświęcił warstwie społeczno - obyczajowej. Odmalował przedstawicieli chłopstwa i mieszczaństwa a także drobnej szlachty, opisał działalność składu kupieckiego, pokazał ówczesną modę i obyczaje. Pomimo, że słownictwo jest stylizowane to nie stanowi to zbyt wielkiej przeszkody - w egzemplarzu, który ja czytałam (Wydawnictwo Łódzkie 1986) znajdował się poza tym słownik z trudniejszymi wyrazami do którego można było sięgnąć w razie problemów.

Gorąco polecam tę piękną, chociaż dzisiaj już nieco zakurzoną historię i mam nadzieję, że kolejni czytelnicy z zapartym tchem będą śledzić przygody Hanusza na polskiej i tureckiej ziemi - właściwie trudno powiedzieć gdzie groziły mu większe niebezpieczeństwa....

13 komentarzy:

  1. To tak poza tematem - aż się zjeżyłem, jak zobaczyłem nazwisko autora. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak się książka ma do serialu? Może oglądałaś, bo ja go pamiętam jako monstrualną nudę i nie miałem w związku z tym ochoty czytać pierwowzoru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam serial, książka mi umknęła jakoś. Czas nadrobić zaległości ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fenrir - a cóż ty masz do niego? Toż autor zmarł jeszcze przed pierwszą wojną...

    ZWL - serialu nie widziałam ale znalazłam streszczenie na filmpolski.pl i powiedziałabym, że fabuła książki i filmu mają coś wspólnego ze sobą;)
    Mnie książka nie znudziła w żadnym razie, ale ja generalnie lubię XIX-wieczną literaturę akcji...

    Taki jest świat - tak jak pisałam wyżej film nie jest wierną ekranizacją. Ale nasi filmowcy mieli w 80-tych latach jakiegoś bzika żeby adaptacja pierwowzoru literackiego jak najmniej przypominała książkę na motywach której kręcono film. Najbardziej pamiętam takie "poronione" adaptacje "Przyjaciela wesołego diabła" Makuszyńskiego i "Lata leśnych ludzi" Rodziewiczówny. Książki podobały mi się bardzo a seriale to jakieś koszmarki były...

    OdpowiedzUsuń
  5. Anek7: to dużo wyjaśnia, znaczy można kiedyś powieść zaryzykować bez bólu:) Serial Przyjaciel wesołego diabła też mi się jawi jako koszmarek:P Łoziński to nazwisko tłumacza, który okaleczył jedno z ulubionych (jak sądzę) dzieł Fenrira:P

    OdpowiedzUsuń
  6. ZWL - faktycznie, nie skojarzyłam nazwiska...
    I w tym wypadku popieram Fenrira - jak można było tak skopać "Diunę"???

    OdpowiedzUsuń
  7. Anek7: mam dziwne wrażenie, że Fenrirowi mogło raczej chodzić o Tolkiena:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ZWL - to on i "Władcę Pierścieni" tłumaczył?
    Aż sprawdziłam - ja mam na szczęście Tolkiena w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej...

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest człowiek wszechstronny (Łoziński znaczy):P

    OdpowiedzUsuń
  10. No ja też mam WP w tłumaczeniu Skibniewskiej, ale i tak drugi raz już będę w oryginale czytał (poluję na specjalne kolekcjonerskie wydanie po angielsku, i aż się zastanawiam, ile ja pensji na to przeznaczę... ^^)

    Diunę mam zarówno w tłumaczeniu Łozińskiego (nieruszana), ale czytałem już kolekcjonerskie wydanie, które ma innego tłumacza, tylko nie pamiętam, jakiego. Ale Diuna też w planach kupna po angielsku. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Fenrir - to drugie tłumaczenie (właściwe) jest autorstwa Marka Marszała:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A matko, przeoczyłam to w konkursach, w którym to było?

    OdpowiedzUsuń
  13. A było w takim konkursie, który organizowała dot59 o lekarzach. Jakoś tak w zimie...

    Sprawdziłam na B-NETce - to był konkurs na początku lutego, brałaś udział i zaszczytne III miejsce zajęłaś:)

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)