Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na tropie Agathy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na tropie Agathy. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2015

Marple - Poirot 1:0:

Kończy się wrzesień, który z założenia miał być "Wrześniem z kryminałem" - nie do końca się udało (chociaż jakieś kryminałopodobne lektury były...), więc niech chociaż końcówka będzie z przytupem ;)
A kto jest najlepszym kryminalistą? No cóż... Tylko Agatha :)

W czasie weekendu udało mi się przeczytać dwie jej książki, a mianowicie "Wielką czwórkę" z Poirotem oraz "Trzynaście zagadek" gdzie prym wiedzie panna Marple. Tym razem zdecydowanie wygrywa Jane Marple :)

**********************************************

Panna Marple mieszka co prawda w niewielkiej wiosce jednak uważa, że obserwacje poczynione wśród jej mieszkańców dają jej obraz całego świata. Bo chociaż dekoracje mogą być różne to natura ludzka raczej się nie zmienia... Co więcej, opierając się na owych obserwacjach panna Marple potrafi rozwiązać najbardziej zagmatwane zagadki kryminalne...

"Trzynaście zagadek" to właściwie zbiór opowiadań, których głównym motywem są takie właśnie historie opowiadane w gronie znajomych. Opowiadający musi znać rozwiązanie, a pozostali uczestnicy zabawy mogą na podstawie podanych szczegółów próbować odkryć sprawcę zbrodniczego czynu. Głównym atutem tej książki jest jej różnorodność - omawiane zdarzenia to nie tylko spektakularne morderstwa, ale również historie, które na pierwszy rzut oka nie zawierają w sobie żadnego przestępstwa.

Domorośli detektywi to ludzie rozmaitych profesji, ale znający całkiem nieźle naturę ludzką - pisarz, duchowny, sędzia, lekarz, emerytowany policjant. Panowie posługują się logiką natomiast panie (bo w grze biorą udział również kobiety) stawiają na emocje. Ze wstydem trzeba przyznać, że początkowo wszyscy traktują pannę Marple z pewną pobłażliwością - ot, trochę staroświecka, śmieszna staruszka. 
Tylko jej udało się rozwiązać pierwszą zagadkę? Cóż, szczęście debiutanta. 
To samo za drugim razem? Zdarzają się takie fuksy. 
Trzecia, czwarta, piąta zagadka? No, no może i panna Marple jest staroświecka, ale intelektu i przenikliwości nie można jej odmówić...

**********************************************

Światem trzęsie miedzynarodowa organizacja przestępcza określana jako Wielka Czwórka. 
Numerem Pierwszym jest niezwykle bogaty chiński mandaryn. Numer Drugi to wpływowy amerykański biznesmen. Numer Trzeci to Francuzka - wybitna uczona, rywalka samej Marii Skłodowskiej-Curie. Numer Czwarty... O nim  niewiele wiadomo - najprawdopodobniej jest to Anglik o dosyć przeciętnym wyglądzie i niesamowitych zdolnościach aktorskich.

Poirot wie o istnieniu tej organizacji, jednak dopiero przypadek sprawia, że zaczyna się zajmować tą sprawą. I wreszcie trafia na godnego siebie przeciwnika, który wciąż jest pół kroku przed nim... Tym razem małe szare komórki nie wystarczą i trzeba się będzie posiłkować podstępem.

"Wielka Czwórka" to jedna z pierwszych powieści Agathy Christie - powstała w 1927 roku. Moim zdaniem jest ona dosyć nierówna, początkowo akcja się wlecze niemiłosiernie, a w pewnej chwili nabiera tempa iście piekielnego i pędzi do finału niczym Pendolino: nie ma jednej sprawy tylko kilka, które, siłą rzeczy, traktowane są po łebkach (tym bardziej, że czytelnik od początku ma świadomość, że stoi za tym Wielka Czwórka); Herkules jest wyjątkowo drętwy i nadęty, natomiast jego przyjaciel Hastings... No ten bohater się wyjątkowo w tej powieści nie udał. Piszę "w tej", bowiem Hastings pojawia się w kilku innych książkach Christie i z tym z "Wielkiej Czwórki" łączy go właściwie tylko nazwisko. Hastings to zasadniczo człowiek na wzór holmesowego sympatycznego doktora Watsona, jednak w omawianej książce jest to narwany, nieodpowiedzialny i mało inteligentny (żeby nie powiedzieć "głupi") osobnik. A do tego zupełnie nie potrafi się niczego nauczyć na własnych błędach...


Cóż, moim zdaniem w dorobku Agathy jest sporo innych o wiele bardziej udanych powieści.

czwartek, 28 listopada 2013

Poirot obserwuje, amatorzy prowadzą śledztwo

Wielbiciele Agathy Christie licytują się pomiędzy sobą o to, które z dwójki najważniejszych bohaterów jej książek jest lepszym detektywem - Herkules Poirot czy Jane Marple? Ja osobiście skłaniam się do frakcji herkulesowej, co jest może o tyle dziwne, że większą sympatią darzę jednak pannę Marple...
Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać kolejną książkę z owym małym Belgiem wyposażonym w ogromne ego, która nosi tytuł "Tragedia w trzech aktach". Książka ta nieco odstaje od innych kryminałów z Poirotem, ponieważ detektyw jest tu raczej w roli obserwatora i nie do końca nadąża za biegiem wydarzeń.

Akcja powieści rozpoczyna się w Kruczym Gnieździe, posiadłości znanego aktora sir Charlesa Cartwrighta, gdzie trwają przygotowania do kolacji na którą mają przybyć londyńscy przyjaciele gospodarza oraz kilka osób z miejscowego towarzystwa. W czasie przyjęcia zdarza się tragiczny wypadek - w niewyjaśnionych okolicznościach umiera pastor. Starszy pan nie miał wśród miejscowych żadnych wrogów, gości przybyłych z Londynu w ogóle nie znał, więc jego śmierć dosyć szybko zaliczono do kategorii "zgonów naturalnych".
Jak się okazuje, zupełnie niesłusznie, bowiem kilka tygodni później, również na przyjęciu, tyle, że innej miejscowości umiera kolejny człowiek - lekarz, bliski przyjaciel Cartwrighta. Jego śmierć jest taka sama jak w wypadku pastora, a na przyjęciu znajdują się niemal wszyscy goście, którzy byli świadkami śmierci pastora.
Inny z przyjaciół Cartwrighta oraz jego młoda sąsiadka postanawiają wytropić mordercę - zakładają, że to ktoś z osób obecnych na obydwu przyjęciach... 

Po raz kolejny tworzy Agata Christie skomplikowaną intrygę, która wydaje się niemal nie do rozwikłania - z jednej strony brak konkretnego motywu, a równocześnie każda z podejrzanych osób ma jakąś tajemnicę, dla zachowania której teoretycznie mogłaby się posunąć do morderstwa.

Tak jak wspomniałam na początku Poirot jest w tej książce postacią w tle głównych wydarzeń - nie odmówi sobie co prawda zadziwienia wszystkich swoimi umiejętnościami, jednak robi to dopiero pod koniec, natomiast przez większość utworu jest niewidoczny. Tak, tak, mówię o TYM Herkulesie Poirot...
Co jeszcze różni tę książkę od innych poświęconych belgijskiemu detektywowi to pewna nostalgia i zaduma prezentowana przez Poirota - w życiu bym go nie podejrzewała o taką wrażliwość...

Książka (jak niemal wszystkie tej autorki) stanowi świetną rozrywkę na długie jesienne i zimowe wieczory.
Polecam:)

niedziela, 9 czerwca 2013

Zbiorowo o angielskich kryminalach

Jako, że czytać cały czas coś czytam, a pisać nie bardzo mam czas i z chęciami też bywa różnie, to zrobiło się trochę zaległości. I dlatego dzisiaj taka zbiorówka będzie, aczkolwiek tematycznie dosyć jednorodna. Przeczytałam bowiem jedną z ostatnich powieści pani Christie oraz trzy pierwsze tomy cyklu kryminałów M.C. Beaton, którą wydawcy (wg mnie na wyrost) głoszą następczynią wielkiej Agathy.

**************************************************

Powieść Agathy Christie pt. "Nemezis" (znana u nas również jako "Przeznaczenie") powstała w 1971 roku. Jej główną bohaterką jest panna Jane Marple, a w tekście znajduje się wiele nawiązań do wcześniejszej książki - powstałej w 1964 roku "Karaibskiej tajemnicy".

W czasie podróży na Karaiby panna Marple poznała niejakiego Jasona Rafiela, niezwykle bogatego dżentelmena obdarzonego jednak bardzo przykrym charakterem. Pomimo początkowej niechęci udaje im się znaleźć wspólny język, a nawet podjąć pewną współpracę przy rozwiązywaniu kryminalnej zagadki. Od tamtego czasu minęło jednak już kilka lat i panna Marple dowiaduje się, że jej znajomy zmarł po ciężkiej chorobie. Okazuje się, że pan Rafiel nie zapomniał starej panny z detektywistycznym zacięciem i, niejako w testamencie, zostawił dla niej zlecenie - panna Marple ma rozwiązać kryminalną zagadkę. 
Niby nic prostszego, tylko, że... nie zostawia dla niej żadnych informacji czego i kogo dotyczy owa zagadka. Funduje staruszce wycieczkę krajoznawczą, w czasie której powinna odgadnąć o co chodzi i znaleźć rozwiązanie problemu. 
Nemezis to imię greckiej bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Panna Marple ma stać się taką Nemezis i wymierzyć sprawiedliwość. Starsza pani dosyć szybko dochodzi do wniosku, że przestępstwo o które chodziło Rafielowi miało miejsce w przeszłości, że najprawdopodobniej karę za niego poniósł ktoś niewinny, a prawdziwy sprawca znajduje się na wolności...
Panna Marple nie takie sprawy już rozwiązywała, więc i teraz sobie poradzi, chociaż łatwo nie będzie. 

Akcja powieści toczy się w latach powojennych i widać, że autorce nie podoba się to jak wygląda życie w tym okresie. Właściwie wszyscy bohaterowie narzekają na upadek obyczajów, na zbytnią swobodę młodych kobiet i na brak odpowiedzialności u mężczyzn. Pomimo, że czytałam już kilkanaście książek Agathy Christie, to po raz pierwszy spotykam się z tak gorzkim obrazem świata, w którym przyszło egzystować jej bohaterom. Panna Marple, podobnie jak jej twórczyni to postacie z innej epoki. Epoki, która odeszła bezpowrotnie...

Powieść trochę nostalgiczna ale intryga wciągająca. I po raz kolejny zakończenie zaskakuje;)

************************************************

Z książkami M.C. Beaton spotkałam się jakiś czas temu za sprawą kilku tomów z cyklu o przygodach pani detektyw Agathy Raisin. O moich wrażeniach (nie najlepszych) pisałam TUTAJ. Postanowiłam jednak dać pisarce drugą szansę i przeczytałam trzy pierwsze tomy jej drugiego cyklu powieściowego, którego bohaterem jest wiejski policjant Hamish Macbeth. 

Nazwisko posterunkowego kojarzy się jednoznacznie - i jest to skojarzenie jak najbardziej właściwe. Hamish jest bowiem rodowitym Szkotem i pracuje jako posterunkowy w Lochdubh, w zachodniej Szkocji. Jeśli chodzi o kreację głównego bohatera to specjalnie się autorka nie wysiliła - Macbeth jest oszczędny, uwielbia plotki i darmowe poczęstunki, nie lubi Anglików, to taki trochę chłopek-roztropek, bez większych ambicji, którego ignorują przełożeni i miejscowi notable. Trochę przypomina filmowego porucznika Colombo - z pozoru do trzech zliczyć nie potrafi, a jak przyjdzie co do czego to bez większego trudu rozwiązuje najtrudniejsze zagadki kryminalne.
Obok tytułowego bohatera autorka umieściła w książkach kilka charakterystycznych postaci,m.in.: przełożonego Hamisha, aroganckiego inspektora Blaira; typowego Anglika pułkownika Halburton-Smythe, miejscowego posiadacza ziemskiego; jego córkę Priscillę - przyjaciółkę Macbetha z dzieciństwa; miejscowego pijaczka i kłusownika Angusa.

Intrygi kryminalne są dosyć pomysłowe, jednak jeśli chodzi o wykonanie to jest już trochę gorzej. Główne postacie są jednowymiarowe, niemal od pierwszej chwili wiadomo, kto mądry, kto niekoniecznie, i tak się jakoś składa, że ci inteligentniejsi zaliczają się do przyjaciół Hamisha, a ci nieco ograniczeni do jego wrogów. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku cyklu o pani Raisin najsłabszym punktem tych powieści są dialogi - drętwe, wszyscy mówią tak samo, niezależnie czy to włóczęga czy znany pisarz. Co jeszcze mi się rzuciło w oczy, to ogólny brak kultury i obycia wśród, zdawałoby się, inteligentnych ludzi. Ale to chyba też wina stereotypów, na których autorka buduje swoją powieść.

Na plus można zaliczyć fakt, że Hamish jest zdecydowanie bardziej sympatyczny niż Agatha Raisin.
Czy przeczytam kolejne części? Jak przypadkiem wpadną w ręce i będę mieć czas to pewnie tak, ale nie będę sie za nimi jakoś specjalnie rozbijać.

I na koniec takie pytanie - czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć co autor miał na myśli w tym zdaniu: "Lady Jane ubrana była w grecki rybacki kaszkiet, który przydawał jej mięsistej twarzy z zakrzywionym nosem dziwnego wyglądu hermafrodyty." ("Hamish Macbeth i śmierć plotkary", wyd. Edipresse 2013, s. 78).

Bo ja całe życie myślałam, że hermafrodytyzm to się raczej nie na twarzy uwidacznia... 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Morderczy pawilon gimnastyczny

Ekskluzywna szkoła dla dziewcząt niedaleko Londynu prowadzona jest już od wielu lat przez pannę Bulstrode. Uczęszczają do niej przede wszystkim dziewczęta z najlepszych angielskich rodzin, jest kilka panien z kontynentu ale zdarzają się również bardziej egzotyczne uczennice - w tym trymestrze edukację w Meadowbank ma rozpocząć pewna arabska księżniczka.
Jednak aby dostać się do szkoły nie wystarczy samo nazwisko i pieniądze - przełożona sama decyduje o przyjęciu (lub nieprzyjęciu) każdej kandydatki. Z tego też powodu pomiędzy wysoko urodzonymi uczennicami znajdują się również nieutytułowane dziewczęta - panna Bulstrode stawia przede wszystkim na potencjał jaki w nich dostrzega.
Szkoła od lat już należy do najlepszych w Anglii  i nikt nie spodziewa się, że w przeciągu kilku tygodni jej renoma i ciężko budowana opinia mogą się zawalić jak domek z kart.

"Kot wśród gołębi" to kolejna książka Agaty Christie należąca do cyklu o Herculesie Poirot. Jest to jednak powieść dosyć nietypowa - detektyw pojawia się właściwie jako postać drugoplanowa, chociaż oczywiście on rozwiązuje zagadkę morderstw popełnionych w Meadowbank. Hercules już od lat jest na emeryturze, jego sława właściwie już przebrzmiała i, co jest pewnie bardzo bolesne dla jego miłości własnej, wiele osób zupełnie nie zdaje sobie sprawy z kim ma do czynienia.
Na pierwszy plan wysuwają się w tej powieści przedstawiciele młodego pokolenia - Adam Goodman, funkcjonariusz tajnych służb oraz Julia Upjohn, jedna z uczennic, przez przypadek wmieszana w kryminalną aferę.

Agatha Christie tworząc tę powieść posłużyła się schematem, który gości w wielu jej książkach. Szkoła to w miarę zamknięte środowisko i właściwie od początku wiadome jest, że morderca to ktoś z personelu. Jak się okazuje  wśród pracowników jest kilka osób, które, pomimo drobiazgowej kontroli przy podejmowaniu pracy u panny Bulstrode, mają pewne niewygodne tajemnice i nie do końca są tymi, za których się podają.

Chyba dla nikogo nie będzie niespodzianką, że po raz kolejny nie udało mi się rozwiązać zagadki zabójstw w pawilonie gimnastycznym przed Herculesem Poirot...

Ciekawa książka, ciekawa intryga - warto przeczytać.

wtorek, 29 stycznia 2013

Od A do...

Tak jak Sherlock Holmes miał swojego doktora Watsona, tak wielki Herkules Poirot miał kapitana Hastingsa. Co prawda po ślubie Hastings wyjechał do Argentyny, ale od czasu do czasu odwiedzał Anglię oraz swojego belgijskiego przyjaciela i jeśli nadarzyła się okazja brał udział w prowadzonych przez niego śledztwach.

Kiedy po raz kolejny kapitan odwiedza ojczyznę wiosną 1935 roku wszystko wskazywało na to, że przed Herkulesem pojawiło się kolejne wielkie wyzwanie. Otrzymał bowiem detektyw list informujący go o miejscu i dacie mającego nastąpić przestępstwa. Nadawca listu podpisał go trzema literami - A. B. C..
Poirot przyjmuje ten list jako wyzwanie dla siebie osobiście, ale powiadamia o nim Scotland Yard - policja traktuje jednak sprawę dosyć sceptycznie. Wszystko się zmienia, kiedy w wyznaczonym dniu i miejscu (miasteczko Andover) dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest starsza kobieta, prowadząca niewielką trafikę pani Ascher - zginęła w swoim sklepiku, morderca nic z niego nie zabrał, zaś na ladzie zostawił kolejowy rozkład jazdy, potocznie nazywany ABC, bowiem wszystkie stacje były tam ułożone w kolejności alfabetycznej. 
Bardzo szybko okazuje sie, że zabójstwo w Andover to zaledwie początek serii - kilkanaście dni później Poirot otrzymuje kolejny list z datą i nazwą miejscowości - tym razem na literę B...
Rozpoczyna sie wyścig  - czy alfabetyczny zabójca zdoła dojść do litery Z, czy Herkules wcześniej go schwyta?

W "A.B.C." Poirot ma godnego siebie przeciwnika, kogoś kto choć uznany za szaleńca, zaskakuje niezwykłą precyzją w działaniu dowodzącą jasnego i analitycznego umysłu. Oprócz Herkulesa sprawą zajmuje się również policja - wyznaczony do niej młody stażem, ale już ze znaczącymi osiągnięciami na koncie, inspektor Crome jest chyba jeszcze bardziej zadufany w sobie niż Poirot i nie ma zbyt wielkiego mniemania o metodach śledczych stosowanych przez starszego kolegę.

Kolejna świetna historia, która wyszła spod pióra Agathy Christie, rozwiązanie sprawy po raz kolejny zaskakuje czytelnika, chociaż muszę się pochwalić, że nie dałam się złapać na pewien bardzo oczywisty ślad, który jak się później okazało miał za zadanie wprowadzić w błąd detektywa i uchronić mordercę przed zasłużoną karą. To takie małe pocieszenie, dla mojego ego - bo niestety, znów nie udało mi sie wydedukować kto zabił...

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Pobożne życzenia czasem się spełniają

W wiosce St. Mary Mead wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Niemała w tym zasługa kilku starszych pań żywo interesujących się tym co się dzieje u sąsiadów - nawet Mosad i FBI razem wzięte nie mają takich mocy przerobowych jak pani Ridley, panna Wetherby, panna Hartnell i panna Marple. 
Niestety, panie nie mają zbyt wielkich możliwości wykazania się swoim wywiadowczym talentem, bo życie w wiosce jest przeraźliwie wręcz spokojne. Niejakie zamieszanie wprowadza jedynie ogólnie nielubiany właściciel Starego Dworu, pułkownik Protheroe - osobnik niezwykle trudny we współżyciu i apodyktyczny, z rodzaju tych, co to zawsze mają rację. Za pułkownikiem nie przepada również miejscowy proboszcz - do tego stopnia, że pewnej środy, wyraża pogląd "że każdy, kto zamorduje pułkownika Protheroe, odda światu wielką przysługę".  

Słowa proboszcza okazały się prorocze - następnego dnia późnym popołudniem w gabinecie proboszcza znalezione zostają zwłoki pułkownika. Gołym okiem widać, że popełniono morderstwo. Przybyły na miejsce przedstawiciel policji,  inspektor Slack rozpoczyna śledztwo, a na komisariat zgłaszają się dwie osoby przyznające się do popełnienia zbrodni.
Sprawa wydaje się zakończona, jednak panna Marple ma wątpliwości - jak się okazuje całkiem słusznie...

"Morderstwo na plebanii" to jeden z pierwszych kryminałów, których bohaterką jest Jane Marple. Poznajemy ją przez pryzmat opinii proboszcza i jego żony, inspektora Slacka i jego szefa pułkownika Melchetta oraz mieszkańców wsi. Początkowo nikt specjalnie się nie przejmuje uwagami starszej damy, jednak w miarę upływu czasu okazuje się, że panna Marple jest niezwykle bystrą obserwatorką, świetnie kojarzy fakty i wyciąga logiczne wnioski. Ma również własną "metodę śledczą", mianowicie uważa, że ludzie postępują według pewnych schematów, więc do każdego problemu można znaleźć wytłumaczenie analizując podobne przypadki z przeszłości.
Dodać należy, że panna Marple jest osobą niezwykle skromną, a swoje detektywistyczne sukcesy traktuje jako coś zupełnie zwyczajnego. Bywa niekiedy wścibska, jednak nie jest złośliwą plotkarą, co zaskarbia jej sympatię mieszkańców plebanii oraz pułkownika Melchetta. Na marginesie dodam, że jeszcze nie raz przyjdzie im się spotkać przy okazji spraw kryminalnych, chociażby wspomnieć sprawę morderstwa młodej fordanserki opisaną w tomie "Noc w bibliotece".

Kolejność czytania kryminałów Agathy Christie nie ma jakiegoś specjalnego znaczenia, bowiem każdy opisuje inną sprawę, jednak, jeśli ktoś nie zna jeszcze panny Marple to proponuję rozpocząć znajomość z nią od tego właśnie tomu.

wtorek, 1 stycznia 2013

Pociąg, morderstwo i drogie kamienie

Sąsiad odpalił już ostatnie race, mój pies wylazł spod łóżka (gdzie się schował przestraszony hukiem), Piotrek poszedł spać z rykiem w temacie "Bo czemu ja musze chodzić do tej gupiej szkoły?", stos zeszytów czeka aby jutro wrócić do swoich właścicieli z klasy IIa - koniec ferii świątecznych, witaj Nowy Roku 2013:)

Nie jestem za bardzo przesądna, ale tak jakoś podświadomie mam, że jak rok zacznę z dobrą książką to będzie w nim dużo fajnych lektur. Dlatego też od jakiegoś już czasu na sylwestrowo-noworoczną lekturę wybieram pewniaka - a co może być lepszego od klasycznego kryminału?

Wielkie pieniądze, cenne klejnoty, namiętność i chłodna kalkulacja, kradzież i morderstwo - to wszystko znajdzie czytelnik w kolejnej po "Morderstwie  w Orient Expresie" wagonowej historii jaka wyszła spod pióra Agathy Christie, a mianowicie w "Zagadce Błękitnego Ekspresu". 

Rufus Van Aldin, amerykański milioner nabywa niezwykle cenny naszyjnik z rubinów - jego ozdobą  jest jeden z największych i najsłynniejszych kamieni świata noszący nazwę Serce Płomienia. Klejnot stanowi dar dla jego córki Ruth, żony Dereka Ketteringa, przyszłego lorda Loconbury. Małżeństwo nie należy do najszczęśliwszych, to bardziej układ handlowy niż uczucie - Derekowi zależy tylko na pieniądzach żony a jej na arystokratycznym tytule, który uzyska z chwilą śmierci teścia. Van Aldin uważa jednak, że córka powinna się rozejść z mężem, tym bardziej, że ten ostatni ostentacyjnie zdradza ją z pewną tancerką. Wydaje się, że Ruth ulega namowom ojca, ale zanim oficjalnie zakończy związek udaje się na Riwierę. Podróż odbywa luksusowym francuskim pociągiem "Błękitny Ekspres" w którym los zetknie ją z miss Katarzyną Grey - niespodziewanie wzbogaconą Angielką, która wybiera się w odwiedziny do kuzynki mieszkającej w Nicei. Panie odbywają dosyć dziwną rozmowę, a kilka godzin później okazuje się, że Ruth Kettering została zamordowana a z jej przedziału zginął rubinowy naszyjnik.

Policja francuska ma więc pełne ręce roboty, ale na szczęście Błękitnym Ekspresem podróżował również Hercules Poirot, który co prawda zrezygnował już z kariery zawodowej, ale w tym wypadku włącza się do śledztwa.
Katarzyna Grey całkiem niespodziewanie dla siebie samej znajduje się w centrum wydarzeń - jako jedna z ostatnich osób widziała żywą Ruth, rozmowa jaką odbyły wniosła sporo do prowadzonego śledztwa, a poza tym Poirot z sobie tylko znanych powodów wciąga dziewczynę do prowadzonego śledztwa. Panna Grey to zamknięta w sobie, zrównoważona, spostrzegawcza i inteligentna młoda osoba. Potrafi łączyć fakty i udaje się jej, przynajmniej częściowo, rozwiązać zagadkę śmierci pani Kettering...
Swoją drogą mnie też się to udało;) 

"Zagadka Błękitnego Ekspresu" nie powaliła mnie na kolana - owszem powieść starannie skonstruowana, osadzona w realiach, Poirot jak zawsze w formie, chociaż jego zarozumialstwo sięga tutaj Himalajów, bohaterowie dopracowani, ale czegoś tu zabrakło... Powieść jest przegadana, miejscami miałam wrażenie, że czytam menu wytwornej restauracji a nie kryminał. Tak więc nawet Agacie Christie trafiało się pisać o niczym.

Być może trochę niższą ocenę tej książki spowodował fakt, że w ostatnich tygodniach przeczytałam dwie świetne książki tej autorki, a mianowicie "Morderstwo w Boże Narodzenie" i "Noc w bibliotece" i miałam trochę za bardzo wygórowane oczekiwania...

Jakby nie było - książka nie najgorsza, ale szału nie ma.

wtorek, 18 grudnia 2012

1 mini-relacja, 2 ogłoszenia, 2 malutkie opinie czyli "Post na 5"

W niedzielę 16 grudnia odbyło się ostatnie w tym roku spotkanie biblionetkowe w Krakowie. Z przyczyn obiektywnych byłam tylko godzinę, ale i tak wyniosłam torbę książek... Mąż mój Robert, który mi towarzyszył, już nawet za bardzo nie protestuje jak kolejne tomy do domu przynoszę, bo wreszcie do niego dotarło, że mogłaby mu się trafić baba z gorszym świrem;) 
Gdybym tak na ten przykład była wielbicielką chomików (to jedyne zwierzę, którego Robert nie dotknie nawet kijem od miotły), albo miłośniczką punk rocka to by miał dopiero przechlapane. A tak książki karmić nie trzeba, butów nie ogryzie, cicho i spokojnie na półeczce sobie leży... 

A wracając do spotkania - jak zwykle wesoło, gwarnie, książkowo. W tym roku w Krakowie odbyło się osiem spotkań + impreza po Targach Książki. Całkiem nieźle, tym bardziej, że dopiero się rozkręcamy;)

Stosy, stosiska i stosiki...


Tyle wyniosłam ze spotkania;)
Oprócz pozycji, które widać na powyższym zdjęciu (a które w zdecydowanej większości są do oddania) przywiozłam z Krakowa jeszcze jedną książkę, a mianowicie trochę spóźniony prezent mikołajowy w postaci "Wiśniowego Dworku" Katarzyny Michalak.

***********************************

A teraz ogłoszenia:

Ogłoszenie nr 1

Rusza kolejna wymianka organizowana przez Sabinkę. Tym razem coś dla miłośników romantycznych historii:



Po szczegóły odsyłam TUTAJ


Ogłoszenie nr 2



Już za kilka tygodni odbędzie się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku również wielbiciele słowa pisanego mogą dołożyć swoją cegiełkę na szczytny cel, bowiem organizowana jest Wielka Orkiestra Książkowej Pomocy, firmowana m.in. przez naszą koleżankę blogerkę Agnieszkę Taterę. O szczegółach akcji można sie dowiedzieć TU

**********************************************

I jeszcze słów kilka o dwóch książkach przeczytanych w ostatnim czasie - jedna podobała mi się bardzo, a druga...
Ale do rzeczy.

Najbardziej chyba ogranym motywem jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju kryminały są zwłoki, które zjawiają się w bibliotece. Ciekawe, dlaczego akurat to pomieszczenie kojarzy się twórcom tak morderczo?
Tym razem "szczęśliwym" znalazcą zostaje emerytowany wojskowy, pułkownik Bantry, którego wczesnym rankiem służąca informuje, że w bibliotece znajdują się jakieś młode damskie zwłoki. Denatka jest nieco zmaltretowana, bowiem została uduszona, ale z całą pewnością nikt z domowników jej nie zna. Sensacyjna wiadomość szybko rozprzestrzenia się po okolicy a miejscowe plotkarki rozkoszują się snuciem domysłów na temat mordercy i jego motywów. Dosyć szybko powstaje teoria, że sprawcą jest sam pułkownik - co prawda do tej pory cieszył się nieposzlakowaną opinią, ale... Jego żona, oburzona tymi plotkami postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, a do pomocy wzywa starą przyjaciółkę, pannę Jane Marple.

To moje drugie spotkanie z miss Marple, ale pierwsze w "pełnym wymiarze", jako, że w czytanym przeze mnie kilka miesięcy temu "Zatrutym piórze" pojawiła się tylko w niewielkim epizodzie.  I muszę się przyznać, że chociaż podziwiam niezmiennie intelekt Herculesa Poirot, to jakoś nie potrafię go polubić. Tymczasem w przypadku Jane Marple zaiskrzyło od pierwszej chwili - prawdziwa wiktoriańska dama, z zasadami, ale niezwykle sympatyczna. 

Intryga jak zawsze zawikłana, jak zwykle nie udało mi się zgadnąć kto jest sprawcą, ale bardzo miło spędziłam z tą książką trzy sobotnie godziny. 
I już się rozglądam za kolejnym tomem pani Christie:)


Druga książka, na temat której chciałam coś niecoś napisać to "Kamienica przy Kruczej", najnowsza powieść Marii Ulatowskiej.
Jest to historia domu przy ulicy Kruczej 48 w Warszawie, od lat 30-tych ubiegłego wieku do czasów współczesnych. 

Głównymi bohaterami są Tosia i Piotr. Ona, urodzona w pierwszych miesiącach okupacji w polsko-żydowskiej rodzinie, przygarnięta przez polskie małżeństwo ma szansę na życie pod zmienionym nazwiskiem. On, kilkanaście lat starszy, żołnierz powstania warszawskiego, po wyzwoleniu wraca do Warszawy. Początkowo nie zwracają na siebie uwagi - Tosia jest jeszcze dzieckiem, a Piotr z wojennej tułaczki przywozi ze sobą żonę i syna. Wyburzenie starej kamienicy i przymusowa przeprowadzka rozdziela ich, jednak kilka lat później los po raz kolejny zetknie dorosłą już Tosię z dawnym sąsiadem. 

Książka jest dosyć chwalona, więc chociaż poprzednie powieści pani Ulatowskiej nie do końca przypadły mi do gustu, postanowiłam dać jej drugą szansę. Jedno jest pewne - to już nie taka cukierkowo-miodowo-lukrowana opowiastka jak dwutomowy cykl o Sosnówce (pisałam o nim TUTAJ). I za to plusik dla autorki.
I drugi plus za historię Magdaleny Kornblum, biologicznej matki Tosi. I jeszcze za fragmenty o powstaniu warszawskim.  
Niestety jest sporo minusów...

Po pierwsze warstwa językowa - bohaterowie, nieważne czy to cieć, zmęczony do granic wytrzymałości ranny powstaniec czy towarzysz z PZPR mówią bezbłędną, poprawną polszczyzną, bez śladu gwary, wulgaryzmu czy partyjnej nowomowy. Nie mówię, że od razu "Wiechem powinni lecieć" czy kląć jak przysłowiowy szewc, ale taka poprawność jest zwyczajnie sztuczna i mnie nie przekonuje zupełnie.

Po drugie - w książce pełno jest jakichś wątków pobocznych i informacji zupełnie nieistotnych dla przebiegu akcji, które tylko zajmują miejsce i wprowadzają chaos - może się czepiam, ale jak dla mnie panieńskie nazwisko babci jednego z bohaterów i miejsce urodzenia jego dziadka nic nie wnosi do tematu. Tak samo jak dokładna informacja na co i kiedy ktoś tam zmarł.

Po trzecie - błędy rzeczowe. Przykład pierwszy z brzegu: kiedy Piotr ma zostać przyjęty w szeregi AK odbywa się uroczyste zaprzysiężenie grupy kilku chłopców na które przychodzi ich przyszły dowódca i na dzień dobry przedstawia się z imienia i nazwiska - jeszcze adres powinien dodać i datę urodzenia. Bo jakby się któryś z tych spiskowców dostał w ręce gestapo to nie mógłby podać wszystkich personaliów dowódcy.

Po czwarte - główna bohaterka. To, że niespecjalnie sympatyczna to da się przeżyć - nie ma nakazu, że główne bohaterki muszą być miłe. Ale chwilami miałam wrażenie, że o dwóch różnych osobach czytam - szczególnie gdy chodziło o stosunek Tosi do polityki i tego co się w kraju dzieje. Chwilami jedno zdanie wykluczało drugie. To tak jakby autorka chciała aby jej bohaterka była apolityczna a równocześnie brała udział we wszystkich najważniejszych wydarzeniach powojennej historii Polski. Zdecydowanie lepiej wypada tutaj Piotr, który jest zdeklarowanym członkiem partii i przez długi okres czasu nie daje się przekonać do opuszczenia jej szeregów.

Pewnie znalazłyby się jeszcze inne zarzuty, ale te są najważniejsze. Świetny temat, niestety zmarnowany - mnie w każdym razie lektura się dłużyła bardzo. 

I na koniec taka refleksja - kamienica przy Kruczej miała zdecydowanie mniej szczęścia niż dom przy ulicy Złotej, który stał się bohaterem serialu Jana Rybkowskiego.

niedziela, 2 grudnia 2012

Całkiem nierodzinne rodzinne święta;)

Zaczął się grudzień, podobno na dniach ma spaść kilka milimetrów śniegu, w telewizyjnych reklamach coraz więcej Mikołajów się pojawia - znak, że coraz bliżej święta Bożego Narodzenia. A skoro już za trzy tygodnie w naszych domach pojawią się choinki i prezenty, zapachną pierniczki i makowce, a kolejne setki pechowych karpi dadzą głowę pod ... (tu wpisać odpowiednie narzędzie, jako, że sposobów pozbawiania życia  wigilijnej ryby jest wiele) to czas przyszedł także na świąteczną lekturę. 
W moim wypadku bardzo krwawą...

Do rodzinnego domu, na kilka świątecznych dni zjeżdżają się członkowie rodziny Lee. Przybywają na zaproszenie Simeona, seniora rodu. Starszy pan, mocno już schorowany, mieszka wraz z najstarszym synem Alfredem i jego żoną Lydią w ogromnej wiejskiej rezydencji i nie ruszając się ze swojego pokoju żelazną ręką rządzi swoimi potomkami, którzy, chociaż dawno dorośli, założyli rodziny i żyją z dala od ojca nie są w stanie wyrwać się spod jego presji. Na dzień przed świętami pojawiają się więc w Gorston Hall: 
- George Lee, miejscowy polityk i poseł do parlamentu wraz z żoną Magdaleną;
- malarz David Lee i jego żona Hilda;
- Harry Lee, rodzinna "czarna owca", który wiele lat temu zmuszony był uciekać za granicę;
- Pilar Estravados, jedyna wnuczka Simeona, na stałe mieszkająca w Hiszpanii.
Do rodzinnego grona dołącza jeszcze jeden niespodziewany gość - Stephen Farr, syn przyjaciela pana Lee, z czasów, kiedy przebywał w Afryce Południowej.
Szybko okazuje się, że nie będą to zbyt radosne święta - rodzeństwo nie przepada za sobą a ojciec stara się ich skłócić jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że atmosfera jest napięta i grozi wybuchem. Nikt jednak nie przypuszczał, że prawdziwe emocje zgotuje rodzinie wigilijny wieczór, kiedy po kolacji domem wstrząsnął potężny hałas, połączony z przeraźliwym krzykiem dobiegający z pokoju ojca. Kiedy udało się wreszcie sforsować zamknięte od środka drzwi oczom przerażonej rodziny ukazał się makabryczny widok - na środku pokoju, w kałuży krwi leżał zamordowany Simeon Lee.

Kto zabił starszego pana a potem nieudolnie próbował upozorować samobójstwo? Jakie tajemnice kryją w sobie najbliżsi zamordowanego? Czy inspektor Sugden, chociaż niewątpliwie bystry i logicznie myślący miejscowy stróż prawa da sobie sam radę z rozwiązaniem tej, zdawałoby się nierozwiązywalnej, sprawy? Na to ostatnie pytanie niestety nie otrzymamy odpowiedzi, gdyż w okolicy bawi przypadkiem słynny belgijski detektyw Hercules Poirot, który zgadza się pomóc w wytropieniu mordercy.

Kolejny kryminał Agathy Christie, który przeczytałam i kolejny, którego rozwiązanie zupełnie mnie zaskoczyło... Po raz kolejny niemal wszystkie osoby z otoczenia denata miały motyw, aby pomóc mu zejść z tego świata, po raz kolejny wszyscy mieli alibi, ale jak się później okazuje dosyć łatwo było je obalić, i po raz kolejny prawie wszyscy kłamią, lub zatajają część prawdy - ale od czegóż genialny umysł wielkiego Herculesa - wyłapuje wszelkie nieścisłości, z pojedynczych, zdawałoby się całkowicie nieistotnych wypowiedzi wyciąga genialne wnioski i spokojnie czeka na odpowiedni moment aby wyjawić zaskoczonej publiczności personalia mordercy.
Książka w pewien sposób przypomina "Morderstwo w Orient Expressie" (każdy mógł być zabójcą, brak możliwości udziału osób z zewnątrz, wzajemne dawanie sobie alibi) aczkolwiek fabuła jest oryginalna i pomysłowa. Od innych znanych mi powieści Królowej Kryminału odróżnia tę książkę jeszcze i to, że po raz pierwszy (a znam już trochę książek tej autorki) zbrodnia jest tak dosłowna i mało finezyjna - to nie był tajemniczy zgon z niewyjaśnionych przyczyn, coś co mogło uchodzić za nieszczęśliwy wypadek. Od początku wszystko jest jasne - ktoś poderżnął staruszkowi gardło i nie ma żadnych wątpliwości co do klasyfikacji czynu. Ale znalezienie sprawcy to już całkiem inna historia...

Serdecznie polecam lekturę "Morderstwa w Boże Narodzenie", chociaż może już po świętach. Bo, jak nie daj Boże, za bardzo się wczujecie w lekturę to różnie to może być z tymi świętami w rodzinnym gronie...

wtorek, 4 września 2012

Jak z małej Agathy Miller wyrosła wielka Agatha Christie

Na początku chciałam bardzo serdecznie podziękować 
wszystkim razem i każdemu z osobna za miłe słowa, 
które pojawiły się pod wczorajszym postem:)
Kochani jesteście:)


Czytając biografię jakiegoś twórcy szukam w niej czegoś co stało się inspiracją do tworzenia przez nich takich a nie innych dzieł. Tak było również w czasie lektury "Autobiografii" znakomitej brytyjskiej pisarki, niekwestionowanej Królowej Kryminału czyli Agathy Christie. Ciekawa byłam co ją skłoniło do pisania o różnej maści morderstwach - nawet dzisiaj większość autorów tego typu literatury to mężczyźni, a co dopiero w latach międzywojennych, kiedy pisarka debiutowała. 

Mała Agatha Miller była najmłodszym dzieckiem w rodzinie, miała brata i siostrę sporo od siebie starszych, mieszkała w dużym domu z ogrodem w Torquay, w hrabstwie Devon. Szczęśliwe dzieciństwo przerwała przedwczesna śmierć ojca, jednak matka zadbała o staranne wychowanie i wykształcenie córki, oczywiście zgodnie z wiktoriańskimi standardami. W czasie I wojny światowej pracowała przez pewien czas jako technik farmacji, zetknęła się wtedy z rozmaitymi truciznami - zdobytą wtedy wiedzę wykorzystała w swojej późniejszej pracy literackiej. W czasie wojny wyszła też po raz pierwszy za mąż za lotnika, Archibalda Christiego - małżeństwo przetrwało 14 lat i zakończyło sie rozwodem w 1928 roku. Dwa lata później pisarka zawarła drugie małżeństwo z archeologiem Maxem Mallowanem - ten związek okazał się bardziej udany i trwał do śmierci pisarki w 1976 roku.

Jeśli wierzyć wspomnieniom lady Agathy to jej kariera rozpoczęła sie przez przypadek - założyła się z siostrą, że napisze i opublikuje powieść kryminalną. Tekst powstał dosyć szybko, trochę dłużej trwało znalezienie wydawcy, ale w końcu książka "Tajemnicza historia w Styles" ujrzała światło dzienne, okazała sie sukcesem, a jej bohater, belgijski detektyw Hercules Poirot przebojem zdobył sobie miejsce wśród najbardziej rozpoznawalnych bohaterów literackich. 

Z autobiografiami najczęściej jest tak, że autor pisze o tym co według niego jest najważniejsze, niektóre fakty tylko sygnalizuje, a o części spraw nawet nie wspomina. Agatha Christie nie jest tu wyjątkiem - bardzo dużo pisze o swoim dzieciństwie, szczegółowo omawia kłopoty z nianiami swojej córki Rozalind, ekscytuje się sukcesami naukowymi swojego drugiego męża - natomiast nawet jednym słowem nie wspomina o swoim tajemniczym zniknięciu, które miało miejsce w 1926 roku. A to tylko jeden przykład wybiórczego potraktowania własnej historii.
Ale z drugiej strony trzeba przyznać autorce, że stworzyła bardo ciekawą i wciągającą książkę.Ukazała w niej swoje ogromne poczucie humoru, dystans do własnej osoby a także podzieliła się swoimi marzeniami, planami, przemyśleniami o ludziach i życiu. Wyłania się z tej książki obraz niezwykle ciepłej, rodzinnej, nieco nieśmiałej kobiety, matki, żony, gospodyni domowej, która przy okazji jest jeszcze pisarką.

To jedna z tych książek, które na początku przerażają swoimi gabarytami ale kiedy już zacznie się ją czytać to nie wiadomo kiedy lektura się kończy:)
Zdecydowanie polecam.

wtorek, 17 lipca 2012

Tajemnica morderstwa sprzed lat

Jedna świnka na targ biegała,
Druga świnka w domu siedziała,
Trzecia świnka mięsko zajadała,
Czwarta świnka nic nie miała,
Piąta świnka "kwi... kwi..." kwiczała.

Ten dziecięcy wierszyk stał się kanwą kolejnej opowieści Agathy Christie, której głównym bohaterem jest Herkules Poirot. A tak przy okazji, zauważyłam, że pan HP, a i sama autorka takoż, ma zamiłowanie do takich właśnie rymowanek, piosenek i wyliczanek - w wielu książkach Mistrzyni Kryminału stanowią one swego rodzaju motto. Ale do rzeczy.

Do Herkulesa zgłasza sie młoda kobieta z bardzo nietypowym zleceniem - prosi mianowicie aby detektyw zajął się sprawą zabójstwa jej ojca Amyasa Crale, o które oskarżona została matka dziewczyny. Problem w tym, że zbrodnia miała miejsce przed 16 laty... Wtedy też odbył się proces, oskarżona w żaden sposób nie starała się bronić, nic więc dziwnego, że została skazana na dożywocie a w rok później zmarła w więzieniu. Przed śmiercią Karolina Crale napisała jednak list do swojej kilkuletniej córeczki zapewniając w nim o swojej niewinności. Dziewczynka wychowała się poza krajem, u dalekich krewnych a kiedy osiągnęła pełnoletność przekazano jej list z przeszłości. Jest on dla niej impulsem aby znaleźć prawdziwego zabójcę a tym samym oczyścić pamięć matki. A któż lepiej nadaje sie do takiego, zdawałoby się niewykonalnego, zadania niż detektyw z psychologicznym zacięciem?

Karolina Crale co prawda już nie żyje, ale pozostałe pięć osób, które w feralnym dniu przebywały w domu zamordowanego cieszy się dobrym zdrowiem i nie ma co do tego wątpliwości, że jeśli nie żona to tylko ktoś z nich mógł być sprawcą śmierci Amyasa. 
Żyją również prawie wszystkie osoby postronne, które brały udział w procesie domniemanej zabójczyni. Poirot spotyka sie ze wszystkimi, słucha ich wspomnień a następnie wyciąga wnioski i... A nie nie powiem kto zabił - jak jesteście ciekawi to zapraszam do lektury.

To kolejna z powieści Agaty Christie w moim dorobku czytelniczym i oceniam ją jako całkiem przyjemną lekturę, chociaż nie jest ona szczytowym osiągnięciem brytyjskiej pisarki. Czemu tak sądzę? A temu, że udało mi się zgadnąć (co prawda przed samym końcem, ale jednak) kto odpowiadał za śmierć Amyasa Crale'a. Po raz pierwszy udało mi się przewidzieć co autorka miała na myśli i bardzo mnie to cieszy, chociaż z drugiej strony może nauczyłam się zwracać uwagę na mało istotne szczegóły, bo to takie drobiazgi najczęściej naprowadzają Herkulesa na właściwy trop...

Jakby nie było - książka godna uwagi:)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Śnieżna zaspa, pociąg i superdetektyw

Pewnej zimowej nocy, gdzieś na Bałkanach w śnieżnej zaspie utkwił pociąg. Ponieważ rzecz dzieje się w latach międzywojennych więc i możliwości techniczne są nieco odmienne od współczesnych - pasażerowie muszą pogodzić się z niedogodnościami jakie zgotowała im pogoda. Nie wiedzą, że zasypane tory to żaden problem w porównaniu z tym co czeka ich rankiem...

Tak oto rozpoczyna się akcja powieści Agathy Christie noszącej tytuł "Morderstwo w Orient Expressie". Powieść powstała w 1933 roku i jest jednym z najpopularniejszych dzieł brytyjskiej pisarki.

Cóż takiego stanie się owej feralnej nocy? Odpowiedź mamy w tytule - rankiem okazuje się, że jeden z pasażerów został zamordowany. Podróżujący pociągiem dyrektor spółki zarządzającej Orient Expressem ma więc poważny problem - na szczęście wśród podróżnych znajduje się jego bliski przyjaciel, jeden  z najsławniejszych detektywów świata czyli Herkules Poirot.
W sprawie jasne jest tylko jedno - mordercą jest ktoś z osób podróżujących w wagonie relacji Stambuł - Calaise. Jest to niemałe grono, bo prócz denata i Poirota w wagonie przebywało tej nocy 12 podróżnych  i konduktor. Niewiele można wywnioskować ze śladów znalezionych na miejscu przestępstwa a obraz dodatkowo zaciemniają wyniki obdukcji. Z raportu lekarza wynika, że Ratchett (tak nazywał się zamordowany) zginął zasztyletowany. Jednak rany są tak różne, że na ich podstawie nie można wysnuć żadnych wniosków co do mordercy.
Dosyć szybko okazuje się, że Ratchett to fałszywe nazwisko a zamordowany tak naprawdę nazywał się Cassetti i kilka lat wcześniej był sprawcą głośnej sprawy kryminalnej w Stanach Zjednoczonych w wyniku której życie straciła 3-letnia dziewczynka, jej matka zmarła a ojciec popełnił samobójstwo. Przez niedopatrzenia proceduralne udało mu się uniknąć kary ale musiał wyjechać z kraju. 
Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć jest wynikiem zemsty za tamtą tragedię...

To jedna z trudniejszych spraw prowadzonych przez Herkulesa - liczne grono potencjalnych morderców, którzy nawzajem dają sobie alibi, mylne tropy i brak możliwości kontaktu ze światem (chociażby celem zweryfikowania tożsamości podejrzanych) sprawiają, że odnalezienie prawdziwego sprawcy nieomal graniczy z cudem. Detektyw może polegać tylko na własnej umiejętności dedukcji, obserwacji, kontrolowaniu każdego słowa i gestu podejrzanych. Powoli sytuacja staje się coraz bardziej klarowna i wreszcie w jego umyśle pojawia się zaskakująca hipoteza...
Nie, nie napiszę cóż takiego wymyślił belgijski detektyw - zostawię tym, którzy książki nie znają przyjemność samodzielnego odkrycia prawdy.

"Morderstwo w Orient Expressie" to jedna z tych historii w których widać ogromne podobieństwo Poirota do Holmesa. Podobnie jak jego wielki poprzednik, Hercules rozwiązuje zagadkę tylko i wyłącznie przy użyciu intelektu. Troszkę to może naciągane, ale czyta się świetnie i przy końcowym wyjaśnieniu ciśnie się na usta kwestia najczęściej chyba powtarzana przez Sherlocka: "Ależ to proste, drogi Watsonie."
Może i proste, ale dopiero jak się zna rozwiązanie...

W 1974 roku powstała ekranizacja tej książki w reżyserii Sidneya Lumeta. Film miał prawdziwie gwiazdorską obsadę - dość wspomnieć Ingrid Bergman, Seana Connery'ego, Michaela Yorka czy Vanessę Redgrave. Moim skromnym zdaniem świetny film:)


sobota, 4 lutego 2012

Anonimy, psychologia i panna Marple po raz pierwszy

Zaliczyłam właśnie kolejne spotkanie z królową kryminału a to za sprawą jej powieści "Zatrute pióro". Przy tej okazji po raz pierwszy zetknęłam się z panną Jane Marple, która pojawia się pod koniec powieści i ostatecznie rozwiązuje zagadkę.

Jerry Burton przeżył wypadek lotniczy, ale wyszedł z niego z ogromnymi obrażeniami. Po dosyć długim okresie hospitalizacji lekarz zaleca mu rekonwalescencję w jakiejś niewielkiej miejscowości, najlepiej takiej w której nie ma żadnych znajomych. I tak oto Jerry i jego młodsza siostra Joanna trafiają do Lymstock, gdzie od panny Emily Barton wynajmują domek zwany Jałowcowym Dworkiem.
Lymstock to niewielkie senne miasteczko, gdzie wszyscy się znają, wiedzą o sobie niemal wszystko a życie płynie zwyczajnym trybem. Wydaje się więc, że Jerry nie mógł lepiej trafić. Tymczasem szybko okazuje się, że w miasteczku mieszka ktoś, kto wysyła do różnych ludzi oszczercze anonimy. Sprawa jest co prawda dosyć nieprzyjemna, ale poszkodowani starają się przechodzić nad tymi listami do porządku dziennego. Niestety jeden z anonimów ma bardzo poważne konsekwencje - żona miejscowego prawnika, pani Symmington, po otrzymaniu listu oskarżającego ją o niewierność małżeńską popełnia samobójstwo...

Policja rozpoczyna śledztwo, z Londynu zostaje sprowadzony specjalista od anonimów a Jerry, jako osoba z zewnątrz włącza się w tę działalność - ma bowiem świeże spojrzenie na Lymstock i jego mieszkańców i istnieje możliwość, że zwróci uwagę na coś co umknie miejscowym stróżom prawa. Krąg podejrzanych jest dosyć duży, ale znacznie się zmniejsza kiedy umiera kolejna osoba...

Świetna intryga kryminalna - jak zresztą w zdecydowanej większości powieści Agathy Christie. Nauczona doświadczeniem z lektury poprzednich książek jej autorstwa starałam się czytać bardzo uważnie  i znaleźć wskazówki prowadzące do rozwiązania  zagadki, jednak po raz kolejny mi się ta sztuka nie udała...
Ale nie tracę nadziei, że kiedyś mi się to uda. Wszak ciągle jeszcze wiele książek królowej kryminału jest przede mną.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Powieść obyczajowa czy jednak kryminał?

Po książki Agathy Christie sięgam w zasadzie w ciemno - nigdy się nie zawiodłam, lubię jej styl pisania, kryminały wręcz uwielbiam, dlatego w czasie ostatniej wizyty w bibliotece wzięłam pierwszą z brzegu książeczkę z półki jej poświęconej. Tytuł "Noc i ciemność" oraz okładka z kamieniem, rozbitym szkłem    oraz skrawkiem papieru i napisem "Pańską żonę zabiła kobieta" sugerował mroczną kryminalną historię.
Zaczęłam lekturę i trochę się zdziwiłam, bo książka owszem ciekawa, ale żadnej intrygi kryminalnej nie było...

Mike Rogers to młody chłopak z ubogiej rodziny. Jego ojciec był alkoholikiem a matka pracowała ponad siły aby zapewnić jedynakowi godziwe wykształcenie i lepszy start w dorosłe życie. Niestety Mike nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca, ciągle zmieniał pracę, przez pewien okres zajmował się nawet handlem narkotykami, w chwili kiedy rozpoczyna się zasadnicza część utworu jest kierowcą w firmie wynajmującej luksusowe samochody z szoferem ludziom chcącym podróżować po Europie. Mike jak chyba każdy młody człowiek ma marzenia - chciałby mieć wspaniały dom, piękną żonę i dużo pieniędzy.
I te marzenia, choć w jego sytuacji raczej mocno nierealne, okazują się możliwe do spełnienia. Mike poznaje przez przypadek Ellie Guteman - młodą Amerykankę, jak się okazuje dziedziczkę jednej z najbogatszych rodzin w kraju. Młodzi zakochują się w sobie, biorą potajemnie ślub i budują dla siebie dom w niewielkim nadmorskim miasteczku. I zupełnie nie przejmują się klątwą ciążącą nad miejscem budowy ani złowieszczymi wróżbami starej Cyganki...

Książka, nie powiem, wciągnęła mnie, ale afery kryminalnej jak nie było tak nie było. Już sobie nawet układałam w głowie recenzję w której miałam ogłosić światu, że królowa Agatha napisała powieść obyczajową a nie kryminał, kiedy okazało się, że jednak popełniono morderstwo. I to nawet nie jedno.

I dlatego piszę - "Noc  i ciemność" wcale nie jest tym czym się na pierwszy rzut oka wydaje. To świetna intryga kryminalna, która, jak to u pani Christie bywa, ma zaskakujące rozwiązanie. Po raz kolejny udało się autorce mnie przechytrzyć...

wtorek, 30 sierpnia 2011

Największy brylant w koronie Królowej Kryminału



Nie czytałam jeszcze wszystkich powieści autorstwa Agathy Christie ale sądzę, że nie pomylę się zbytnio wyrażając pogląd, że jedną z najlepszych jej książek, lub zgoła najlepszą, jest "Dziesięciu Murzynków" lub jak kto woli "I nie było już nikogo" bo pod takim tytułem poznałam tę książkę.

Bohaterami jest 10 osób, które pewnego dnia spotykają się w pięknej willi na niewielkiej wyspie należącej... no właśnie już od początku wszystko jest niezwykle tajemnicze począwszy od właściciela domu. Ośmiu gości i dwójka służących nie zetknęli się nigdy dotąd ze sobą ani z osobą, która ich zaprosiła. Gospodarz jest nieobecny ale wszystko na wyspie jest przygotowane na przyjęcie gości. Kiedy wszyscy spotykają się na kolacji ich uwagę przykuwa niezwykła dekoracja - 10 małych figurek odnoszących się do dziecięcego wierszyka o Murzynkach, z których każdy zginął gwałtowną śmiercią - co więcej w każdym pokoju znajduje się tekst tego wiersza.
Podczas posiłku następuje niezwykłe wydarzenie - pojawia się głos, który oskarża wszystkie przebywające na wyspie osoby o różnorodne zbrodnie. Zbrodnie za które osoby te uniknęły kary... 
I w ten sposób tajemnica zaczyna mieszać się z grozą, która rośnie kolejnego dnia kiedy okazuje się, że jedna z osób nie żyje a ze stołu zniknął jeden Murzynek...

Uczciwie trzeba powiedzieć, że początek książki nieco mnie znudził - biorąc pod uwagę dosyć dużą liczbę bohaterów, których chociaż pokrótce należało przedstawić przez pierwsze kilka stron trzeba się po prostu przebić - przyznam się, że w pewnej chwili występujące postacie zaczęły mi się mylić. Trwało to jednak tylko chwilę a kiedy już zawiązała się konkretna akcja nie mogłam się oderwać od książki

To chyba pierwszy przeczytany przeze mnie kryminał gdzie do samego końca nie miałam pojęcia kto, dlaczego i przede wszystkim jak popełnił kolejne morderstwa. Książka ta różni się od zdecydowanej większości utworów Królowej Kryminału - nie ma tutaj detektywa (ani zawodowca, ani amatora) natomiast zbrodnie odbywają się niemal na naszych oczach potęgując napięcie i nastrój grozy.

Zdecydowanie polecam wszystkim wielbicielom powieści kryminalnych aczkolwiek odradzam czytania w nocy i w pustym domu...

czwartek, 17 lutego 2011

Dwanaście prac Herkulesa

Czy zauważyliście kiedyś, że  niektóre imiona wpływają na to jak postrzegamy osoby je noszące? Często jest to powiązane z kimś kogo znamy a noszącym takie właśnie imię – np. każdego Wojtka będziemy zupełnie podświadomie  porównywać do tego sympatycznego Wojtka poznanego w czasie wakacji nad morzem 15 lat temu…  
Zdarza się też, że nasze skojarzenia wynikają z przeczytanej książki lub oglądanego filmu – i tak Majkę będziemy postrzegać jako osobę nieco szaloną, Ania to wrażliwa romantyczka a Kasia i Tomek to zwariowana acz bardzo sympatyczna parka.
Jak na tym tle wygląda Herkules? Z jakimi cechami bądź czynami będzie się nam kojarzył? Osoby które mają jakieś nawet niewielkie pojęcie o mitologii pewnie powiedzą, że Herkules to silny, odważny i przystojny (przynajmniej jego filmowa wersja) facet, który musiał wykonać 12 prac. Wymagały one od niego przede wszystkim odwagi i siły ale również sprytu i inteligencji.
Imiennikiem starożytnego herosa jest najbardziej chyba znany bohater cyklu powieści pióra Agathy Christie – belgijski detektyw Herkules Poirot. Jeśli ktoś czytał przynajmniej jeden kryminał z Poirotem w roli głównej to wie, że fizycznie był on przeciwieństwem swojego wielkiego poprzednika. Mały, krępy, z wypomadowanym, śmiesznym wąsikiem, zawsze nieskazitelnie odziany – gdzież mu do olbrzyma z maczugą, którego strojem wyjściowym była skóra lwa.
Sam Poirot widzi dysonans pomiędzy swoim imieniem a własną osobą, a ponieważ decyduje się zakończyć swoją karierę zawodową ma oryginalny pomysł na godne jej przypieczętowanie.  Postanawia bowiem powtórzyć wyczyn swojego starożytnego imiennika i wykonać „Dwanaście prac Herkulesa”. Jako, że nie może się z greckim bohaterem równać pod względem siły fizycznej jego 12 prac to szczególnie trudne, zdawałoby się niemożliwe do rozwikłania zagadki kryminalne. Zagadki oprócz trudności muszą mieć jeszcze jedną cechę – w jakiś sposób być powiązane z zadaniami greckiego Herkulesa.
Trzeba przyznać, że autorka z tego nieco karkołomnego wyzwania wyszła obronna ręką i oto mamy 12 kryminalnych historyjek z mitologicznym podtekstem. Dla zachęty dodam, że w jednej z tych historii znajdzie czytelnik polskie akcenty – dwie autentyczne damy z Polski, zamieszane pośrednio w bardzo pomysłowe oszustwo.
„Dwanaście prac Herkulesa” Agathy Christie to obowiązkowa lektura dla każdego miłośnika kryminałów a także talentu jednej z najwybitniejszych pisarek brytyjskich. Moim skromnym zdaniem to jedna z lepszych książek mistrzyni kryminału.