wtorek, 6 stycznia 2015

Wojna o Krym, czyli ostatnia odsłona przygód byłego analityka CIA

Kiedy Tom Clancy debiutował w 1984 roku powieścią "Polowanie na Czerwony Październik", to chyba nawet jemu samemu się nie śniło, że oto powołał do życia legendę. Ów debiut szybko stał się światowym bestsellerem, a kiedy sześć lat później John McTiernan przeniósł go na ekran, obsadzając w głównej roli, Jacka Ryana, jednego z najprzystojniejszych ówczesnych aktorów czyli Aleca Baldwina, to o młodym analityku CIA usłyszeli nawet ci, którzy z założenia po powieści sensacyjne nie sięgają.
Przez kolejne lata spod ręki Clancy'ego wyszło jeszcze 15 książek z Jackiem Ryanem, który w międzyczasie awansował na zastępcę dyrektora CIA, po wypadku odszedł ze służby, wykładał historię w Akademii Marynarki Wojennej, następnie wrócił do polityki jako doradca prezydenta ds. Bezpieczeństwa Narodowego, za zasługi w czasie konfliktu z Japonią mianowany został wiceprezydentem, a wreszcie staje na czele państwa po tragicznej śmierci urzędującego prezydenta.
Większość powieści z cyklu o Jacku Ryanie Clancy napisał sam, jednak trzy ostatnie książki powstały w duecie z Markiem Greaney'em. Ostatnia z nich nosząca tytuł "Zwierzchnik" wyszła w grudniu 2013 roku, już po śmierci autora, a w listopadzie 2014 roku trafiła do polskich księgarń.

Osią książki jest konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą o Półwysep Krymski. (Swoją droga Clancy, gdyby nie był tak dobrym pisarzem, mógłby zarabiać jako wróżka...). 
Walerij Wołodin, prezydent Rosji dąży do odbudowania Związku Radzieckiego i połączenia w jeden organizm dawnych republik radzieckich. Atakuje Estonię, jednak interwencja sił NATO uniemożliwia zajęcie nadbałtyckiego państwa. Kolejnym celem staje się Ukraina, a przede wszystkim Krym i dostęp do Morza Czarnego. W obliczu zbliżającej się wojny Amerykanie muszą ewakuować z zagrożonych terenów swoich obywateli, głównie pracowników CIA, równocześnie poszukując ludzi stojących za otruciem rosyjskiego dysydenta i bliskiego przyjaciela prezydenta Ryana. 

W tym czasie syn prezydenta, Jack Junior pracuje jako analityk w londyńskiej firmie zajmującej się międzynarodowymi finansami. Jedna ze spraw, którą się zajmuje dotyczy przejęcia przez Gazprom należącej do angielskiego miliardera firmy wydobywczej. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że za Gazpromem stoją wysoko postawieni Rosjanie, może nawet sam prezydent Wołodin.

Okazuje się, że rozwiązania współczesnych konfliktów należy szukać w przeszłości. Trzydzieści lat wcześniej Jack Ryan badając okoliczności śmierci oficera operacyjnego natrafił na aferę finansową dotyczącą tajnych kont KGB oraz na trop tajnego zabójcy o pseudonimie "Zenit". Po latach sprawa powraca, a ustalenie tożsamości "Zenita" może mieć decydujący wpływ na utrzymanie pokoju na świecie...

Tom Clancy nie bez powodu uznawany jest za mistrza powieści sensacyjnej. Jego książki charakteryzuje niezwykła dbałość o szczegóły, tak jeśli chodzi o fabułę, jak i o "zaplecze techniczne", z którego korzystają bohaterowie. Czytelnik znajdzie w jego książkach dokładny opis broni, pojazdów i samolotów bojowych podany w ten sposób, że nawet laik go zrozumie. Autor opisuje tez ze szczegółami sposób działania rozmaitych oddziałów bojowych, morderczy cykl treningowy i drobiazgowe planowanie akcji - te wszystkie szczegóły mają wpływ na ostateczne powodzenie akcji. I co ważne, robi to tak, że czyta się te opisy z autentyczną ciekawością.

Ważną sprawą jest też konstrukcja głównych bohaterów, zarówno tych, którzy występują w kilku częściach cyklu, jak i tych epizodycznych. Różnorodność typów, charakterów, nawet rodzaju poczucia humoru sprawia, że szybko stają się bliscy czytelnikowi, który będzie im kibicował w czasie akcji. Oczywiście "dobrzy" nie maja patentu na zwycięstwo, zdarzają im się pomyłki, ale w ogólnym rozrachunku... 

Ponieważ książka stanowi kolejny tom cyklu, to siłą rzeczy nawiązuje do poprzednich tomów i dobrze byłoby znać jej poprzedniczki. Aczkolwiek bez większego problemu można ją czytać osobno, bo nawet jeśli są wspominane wcześniejsze wydarzenia to zawsze jest kilka słów wyjaśnienia.

niedziela, 4 stycznia 2015

Wejść na Dach Świata

Mount Everest, Czomolungma, Sagarmatha, Góra Gór, Trzeci Biegun, Dach Świata - najwyższy szczyt na Ziemi (8848 m n.p.m.), marzenie i cel życia setek himalaistów, ale również amatorów, którzy mając w sobie wiele samozaparcia (a w kieszeni bardzo zasobny portfel) podejmują trud i ogromne ryzyko przy próbie jego zdobycia...
Polacy zapisali się na stałe w historii wejść na Everest - do 2006 roku zdobyło go 14 naszych rodaków, w tym Wanda Rutkowska, która weszła na  niego jako pierwsza Europejka oraz Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki którzy dokonali pierwszego zimowego wejścia na szczyt.
Wiosną 2006 roku ruszyła kolejna polska wyprawa w Himalaje, w skład której weszła Martyna Wojciechowska, która swoje przeżycia i obserwacje z tej wyprawy zawarła w książce "Przesunąć horyzont".

Jak to się stało, że popularna dziennikarka i prezenterka telewizyjna, znana z takich programów jak "Big Brother", "Dzieciaki z klasą", "Automaniak" czy "Misja Martyna" porywa sie na tak ekstremalną wyprawę? Czy to kolejny stopień w karierze zawodowej, poszukiwanie adrenaliny, sposób na promocję własnej osoby? A może kaprys gwiazdy, której uderza do głowy woda sodowa, do tego stopnia, że chce zdobyć coś, co udało się nielicznym? I czy amatorka jeśli chodzi o wspinanie się w wysokich górach da sobie radę w Himalajach? Czy nie będzie tylko ciężarem dla bardziej doświadczonych członków wyprawy?
Na te i jeszcze inne pytania i wątpliwości znajdziecie odpowiedź w "Przesunąć horyzont". Książka powstała na podstawie dziennika Martyny, więc znajdziecie w niej autentyczne emocje, opisy poszczególnych etapów trwającej półtora miesiąca wyprawy, chwile euforii i wątpliwości, które targały autorką, jej zmaganie się z własnymi ograniczeniami i słabością. Bo dopiero w sytuacjach ekstremalnych dowiadujemy się prawdy o sobie. Bycie osobą publiczną  nie pomaga w chwilach słabości, kiedy płucom brakuje tlenu, mózg funkcjonuje na zwolnionych obrotach, a postawienie kolejnego kroku stanowi niewyobrażalny wysiłek. Góry uczą człowieka ogromnej pokory, a mieszkanie przez kilka tygodni z inną osobą w niewielkim namiociku odziera z jakiejkolwiek intymności...

Martyna weszła na Everest, sprawdziła się, przesunęła swój horyzont. Prawdą jest, że miała przy tym ogromne szczęście, bowiem wielu wspinaczy nigdy nie wraca z gór (w czasie pobytu polskiej ekipy w Himalajach zginął wspinacz z Czech), inni wracają poturbowani i chorzy, a sporej grupie, pomimo ogromnego wysiłku, nie udaje się zdobyć szczytu. Ale nawet największy fart nie pomógłby, gdyby nie ciężka praca i wiara w końcowy sukces.

Warto przeczytać tę książkę. I może warto pomyśleć o przesunięciu własnego horyzontu?

PS. W książce jest masa przepięknej urody zdjęć :) 

piątek, 2 stycznia 2015

Leśna agencja detektywistyczna

Moje dziecko od dłuższego czasu ma jasno sprecyzowane plany na przyszłość. Otóż Piotrek postanowił zostać leśniczym. Ma na to oczywiście wpływ fakt, że tato pracuje w Zakładzie Usług Leśnych, a dziadkowie mieszkają niemal w lesie - od najmłodszych lat Piotrek do owego lasu uczęszczał, zbierał z babcią poziomki i maliny, uwielbia chodzić na grzyby (ze wstydem przyznaję, że jest o niebo lepszym zbieraczem niż ja), a z większością okolicznych leśniczych jest sprzyjaźniony bardzo. Co za tym idzie interesuje się przyrodą i większość jego księgozbioru stanowią książki o tej właśnie tematyce. O ile nie ma większego problemu ze zdobyciem ciekawie zrobionych albumów czy książek popularnonaukowych (oczywiście na poziomie dziesięciolatka) o tyle z beletrystyką jest już gorzej. Na szczęście jakiś czas temu trafiliśmy na dwie książki autorstwa Pawła Wakuły - "O czym szumi las" i "Na tropie sześcioptaka", których akcja toczy się w leśnictwie Klechdy, zamieszkałym przez rozmaite zwierzęta oraz kilka baśniowych stworów. Lektura tych książek bardzo przypadła nam do gustu, a kiedy dowiedzieliśmy się, że istnieje jeszcze jedna (chronologicznie pierwsza) część leśnej serii zapragnęliśmy ją mieć. Niestety, rzecz była nie do zdobycia... Na szczęście Wydawnictwo Literatura zdecydowało się na drugie wydanie i tak oto pod choinką Piotrek znalazł tomik pt. "Co w trawie piszczy".

Głównymi bohaterami książeczki jest para przyjaciół - skrzat Maurycy i szczurek Ogryzek, którzy mieszkają w domku na Malinowej Polanie. Poznajemy ich pewnej szczególnej czerwcowej nocy - wszyscy mieszkańcy lasu wpatrują się w niebo i czekają na spadające gwiazdy, aby wypowiedzieć swoje Wielkie Doroczne Życzenie. Ogryzek jest niepoprawnym żarłokiem, więc marzy o wielkiej górze frytek polanych keczupem. Natomiast Maurycy chciałby nowe buty albo maszynę do robienia błyskawic, ale kiedy zauważa spadającą gwiazdę prosi, aby nadchodzące lato było inne niż zwykle.
Życzenie Maurycego spełnia się niemal błyskawicznie - na łące ląduje kosmita, któremu skończyło się paliwo w rakiecie... Skrzat i szczurek podejmują się znalezienia tajemniczej brombuli, dzięki której Ufoludek będzie mógł wrócić do domu, a kiedy udaje im się rozwiązać to zadanie wpadają na pomysł założenia agencji detektywistycznej specjalizującej się w sprawach trudnych i niezwykłych. Szybko się okazuje, że tego typu placówka jest w lesie bardzo potrzebna, a domorośli detektywi mają pełne ręce roboty.

W książce spotkaliśmy większość postaci, które znaliśmy ze wspomnianych wyżej książek, a więc borsuka Teofila, niedźwiedzia brutalnego Leona, zająca Karola czy lisa Ambrożego. Ale to nie wszyscy mieszkańcy Doliny Bagiennej Trawy. Paweł Wakuła zapełnił swój las postaciami z polskiego folkloru - znajdziemy tu utopce, dziwożony, rusałki, latawice, wilkołaki a nawet boboka (tak przy okazji - wreszcie wiem o co chodziło, kiedy wiele lat temu dorośli straszyli małą Anię, że przyjdzie bobo i ją porwie...).
Lektura tej książki to świetna zabawa - postaci, nawet te "straszne" okazują się być sympatyczne i dają się lubić. Główni bohaterowie skonstruowani są na zasadzie kontrastu - poukładany, konkretny Maurycy i niezdyscyplinowany Ogryzek wzajemnie się uzupełniają, a co najważniejsze są dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi i zawsze mogą na siebie liczyć. 

Dodam jeszcze, że książka "Co w trawie piszczy" została wyróżniona w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, który promuje utwory o wysokim poziomie artystycznym, ale również etycznym, które można z pełnym przekonaniem polecać do czytania dzieciom i młodzieży.

I my również polecamy :)

PS.  My czytaliśmy tę książkę na końcu - nie robi to zbyt wielkiej różnicy w odbiorze. Ale jeśli będziecie mieli możliwość, to radzę przeczytać w kolejności chronologicznej, bo wtedy pewne wątki będą lepiej zrozumiałe :)

Książka bierze udział w wyzwaniu "Grunt to okładka"

środa, 31 grudnia 2014

Rok 2014 się kończy... i bardzo dobrze.

Za kilka godzin skończy się rok 2014 - jak dla mnie rok paskudny, pełen kłopotów, mniejszych i większych katastrof, naznaczony śmiercią dwóch osób z najbliższej rodziny. To wszystko odbiło się również na blogu, co widać po ilości opublikowanych postów - ten jest 77. Dla porównania w ubiegłym roku 171, a dwa lata temu 214. Z tej też racji dałam ciała w wyzwaniach blogowych, ale zwyczajnie nie miałam siły...

Oczywiście były też miłe chwile - przede wszystkim wyjazd na Targi Książki do Krakowa i Katowic, ukończenie (z wyróżnieniem) kursu kwalifikacyjnego, nagroda z okazji Dnia Nauczyciela. Mam nadzieję, że za jakiś czas te gorsze wspomnienia znikną, a pozostaną tylko te miłe.
Dla porządku dodam jeszcze, że od wiosny Lektury są dostępne również na FB.

Przeczytałam też sporo mniej książek niż w ubiegłe lata, ogólną dosyć dużą liczbę zawdzięczam głównie książkom dla dzieci, bo moje dziecko jednak ma swoje wymagania i bajka na dobranoc stanowi priorytet.

To teraz tradycyjnie statystyka - niech będą dzięki BiblioNETce :)
Na ogólną liczbę 108 przeczytanych książek złożyły się:
  • biografia/autobiografia/pamiętnik - 7
  • dziecięca/młodzieżowa - 30
  • fantasy - 7
  • historyczna - 3
  • literatura faktu - 5
  • literatura polska - 15
  • literatura zagraniczna - 8
  • podróżnicza - 1
  • publicystyka i eseje - 1
  • romans - 9
  • satyra - 1
  • science fiction - 1
  • społeczna/obyczajowa - 2
  • thriller/sensacja/kryminał - 16
  • Literatura popularnonaukowa - 2
Najlepsze książki w tym roku:
  • Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej (Anna Bikont, Joanna Szczęsna)
  • Nomen omen (Marta Kisiel)
  • Tysiąc wspaniałych słońc (Khaled Hosseini)
  • Uwikłanie (Zygmunt Miłoszewski)
  • Amerykańscy bogowie (Neil Gaiman)
  • Chłopaki Anansiego (Neil Gaiman)
  • Daniel Stein, tłumacz (Ludmiła Ulicka)
  • Motyl (Lisa Genova)

Straciłam tylko czas:
  • Gwiazda sezonu (Jayne Ann Krentz)
  • Bransoletka (Jayne Ann Krentz)
  • Korytarz podziemny "B" (Aleksander Błażejowski)
  • Renesans (Olivier Bowden)
  • Niezwykłe światy Arabelki (Edyta Łaszkiewicz)
  • Ognie świętego Wita (Jarosław Klonowski)



Na nadchodzący rok życzę Wam spokoju, radości, spełnienia marzeń, pięknych książek, wspaniałych przyjaciół, niezapomnianych chwil spędzonych z kimś bliskim. A sobie? Sobie życzę, żeby ten nowy rok nie był gorszy od tego, który właśnie mija...

A na koniec jeszcze coś jednego z moich ulubionych zespołów:


wtorek, 30 grudnia 2014

12 książek na 2015 rok i moje prywatne wyzwanie.

Koniec roku już tuż, tuż. Jutro pojawi się podsumowanie tego co działo się na blogu w mijającym 2014 roku. Dzisiaj natomiast o dwóch inicjatywach na rok przyszły.

Po pierwsze wyzwanie zaproponowane przez Kaś:



Wyzwanie zacne, bo pomoże chociaż kilku książkom z półki doczekać się wreszcie przeczytania... Na czym polega? otóż trzeba wybrać z własnych półek 12 książek, które już czekają od dłuższego czasu na przeczytanie, co miesiąc jedną z nich przeczytać i zrecenzować. Proste, prawda?
Wybranie tej "nieparszywej dwunastki" trochę trwało, bo chciałam, żeby był to zbiór w miarę możliwości różnorodny - przecież nie zawsze człowiek ma ochotę na kryminał czy biografię, prawda? Może czasami chętnie przeczytałby jakąś obyczajówkę? Albo i romans? 

Oto moje wybranki:



Od dołu patrząc:

  • B. Prus "Faraon" - wstyd i hańba odwieczna, zaczynana już kilka razy i nigdy nie wyszłam poza 30 stronę... Może tym razem się wreszcie uda?
  • J. Fedorowicz, J. Konopińska "Marianna i róże" - zakupiona pod wpływem pozytywnych opinii na blogach już wieki temu opowieść o życiu w Wielkopolsce na przełomie XIX i XX wieku.
  • M. Wojciechowska "Przesunąć horyzont" - musiała być jakaś podróżnicza.
  • A. Brzezińska "Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny" - mam jeszcze w pamięci fantastyczną pierwszą część przygód Babuni Jagódki więc liczę, że i tym razem się nie zawiodę.
  • D. Morrell "Bractwo Róży" - wiele lat temu urzekł mnie film, szukałam książki, a jak już znalazłam to oczywiście odstawiłam na półkę... Sensacja w najlepszym wydaniu.
  • M. Grabski "Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy" - kupiona na fali zachwytu pierwszą częścią, przeczytana przez całą rodzinę oraz większość znajomych. Powieść obyczajowa.
  • M. Ziomecki "Mr.Pebble i Gruda" - kryminał, wybrany ze względu na gabaryty. To najgrubsza książka w moich zbiorach. Jak jej dam radę, to potem już będzie z górki.
  • Z. Niewidowski "30 lat życia z Madzią" - wspomnienia męża Magdaleny Samozwaniec. Bo musiało być coś o Kossakach.
  • J.A. Zajdel "Prawo do powrotu" - SF też można poczytać...
  • S. Koper  "Kobiety w życiu Mickiewicza" - Biograficzna, dorzucona w ostatniej chwili (wygrała z Kingiem), ale skoro Ałtorka Marta Kisiel-Małecka ma ponoć napisać cuś z Mickiewiczem w tle (za jakieś lajki na FB czy coś) to MUSZĘ sobie jego życiorys odświeżyć.
  • E. Giffin "Coś pożyczonego" - ta książka znalazła się na pierwszym stosiku prezentowanym na blogu... Chyba wreszcie nadszedł jej czas.
  • E. Adler "Lato w Toskanii" - romans. Jakby mi przyszła ochota na coś baaardzo lekkiego ;)

Mam nadzieję, że się uda... Od razu zapowiadam, że styczeń należeć będzie do Martyny Wojciechowskiej i jej wyprawy na Mount Everest.

Po drugie moje własne, prywatne wyzwanie:

Na FB pojawiła się już jakiś czas temu propozycja listy książek do przeczytania w nadchodzącym roku. Nie do końca mi ona odpowiadała (chociażby z tego powodu, że za słabo znam język, żeby się zdecydować na czytanie po angielsku) więc dokonałam pewnej modyfikacji i jej efekt można podziwiać w specjalnej zakładce - Wyzwanie na 2015 rok. Traktuję to (podobnie jak wyzwanie o którym pisałam wyżej) jako motywację do czyszczenia własnych półek z nieprzeczytanych książek. 

Co do pozostałych wyzwań w których brałam udział w tym roku, a które będą kontynuowane w roku przyszłym - zobaczymy jak to będzie. Na dzień dzisiejszy pewny jest udział w "Polacy nie gęsi", którego III edycja ruszyła w listopadzie na blogu "Myśli i słowa wiatrem niesione".


niedziela, 28 grudnia 2014

Miś jaki jest, każdy widzi :)

Ciekawe, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby w 1902 roku Teodor "Teddy" Roosevelt, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, nie wypuścił na wolność złapanego w czasie polowania małego niedźwiadka. Historię szybko podchwyciły gazety tworząc komiks na ten temat, a pewien przedsiębiorczy imigrant z Rosji rozpoczął produkcję pluszowych maskotek przedstawiających misia imieniem Teddy.
I tak bezimienny amerykański niedźwiadek stał się protoplastą zabawki, bez której większość z nas nie wyobrażała sobie dzieciństwa. Z czasem misie trafiły do literatury i do kina, i chociaż zmieniają się mody i gusta to niedźwiadki trzymają się mocno - kultowy już Kubuś Puchatek, nasz rodzimy Uszatek, francuski Colargol czy disneyowskie Gumisie bawią kolejne pokolenia dzieci i dorosłych na całym świecie. Ba, misie doczekały się nawet swojego święta - od 2002 roku w dniu 25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia.

W 1958 roku światło dzienne ujrzał jeden z najbardziej znanych literackich niedźwiadków - pochodzący z mrocznych ostępów Peru, uwielbiający kanapki z marmoladą, siejący (zupełnie niechcący) chaos i zniszczenie, a przy tym mający wyjątkową umiejętność spadania zawsze na cztery łapy miś Paddington. Pojawił się pewnego dnia na londyńskim dworcu, gdzie zauważyli go państwo Brown i zaproponowali mu aby na parę dni zatrzymał się w ich domu. Kilka dni zmieniło się w kilka tygodni, a potem już nikt z domowników nie wyobrażał sobie życia bez Paddingtona.

Paddingtonowi może brakuje kindersztuby (w końcu wychowywał się w dżungli), ale jest grzeczny i stara się dopasować do otoczenia i szybko zyskuje sobie serca domowników, oraz innych osób. Szczególnie zaprzyjaźnia się z panem Gruberem, właścicielem antykwariatu, który niejednokrotnie ratuje misia z kłopotów. Trochę gorzej układają się stosunki Paddingtona z mieszkającym po sąsiedzku panem Curry'm, ale właściwie nie ma się co dziwić - jest to osobnik z gruntu niemiły i kłótliwy, a przy tym niezwykle skąpy i złośliwy.
Miś stara się odwdzięczyć swoim gospodarzom za okazaną sobie gościnność i chętnie pomaga w domu - jego domeną staja się zakupy na targu, ale jeśli ma możliwość pomaga również przy innych pracach, chociaż najczęściej ta pomoc kończy się katastrofalnie... Paddington jest jednak misiem pogodnym i zrównoważonym, który nie zraża się niepowodzeniami, zakładając, całkiem zresztą słusznie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

Pomysłodawcą Paddingtona jest angielski pisarz Michael Bond, który stworzył czternaście książek opowiadających o przygodach tego niezwykłego niedźwiadka. Polskie dzieci po raz pierwszy miały okazję spotkać się z Paddingtonem na początku lat siedemdziesiątych i od tego czasu wszedł on na stałe do grona ulubionych książkowych postaci. Jego popularność wzrosła jeszcze bardziej, od kiedy stał się bohaterem kreskówki, a aktualnie do kin wchodzi najnowsza wersja przygód Paddingtona. Przy tej okazji wydawnictwo Znak emotikon postanowiło przypomnieć literacki pierwowzór i kilka tygodni temu w księgarniach pojawił się "Paddington", na którego złożyły się trzy pierwsze tomiki o przygodach misia: "Miś zwany Paddington", "Jeszcze o Paddingtonie" i "Paddington daje sobie radę". Równocześnie wydawnictwo zapowiada kolejną książkę o londyńskim niedźwiadku "Paddington. Kolejne historie".

Warto sięgnąć po tę książkę, bo to doskonała rozrywka tak dla dzieci, jak i dla dorosłych. My z Piotrkiem przeczytaliśmy ją przed wizytą w kinie, ale myślę, że i po obejrzeniu filmu lektura nikogo nie znudzi. Już Paddington o to zadba. 


sobota, 27 grudnia 2014

Najlepszym lekiem na przeziębienie jest oczywiście książka ;)

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale ogłaszam uroczyście: przeziębienie w tygodniu przedświątecznym to całkiem fajna sprawa jest :) Oczywiście pomijając tak nieistotne rzeczy jak ból gardła, kaszel i katar, które dostaje się w pakiecie... Człowiek sobie leży w pościeli, popija na przemian herbatkę z cytryną i sok malinowy, a domowi mężczyźni udowadniają, że też potrafią przygotować święta ;) 
Tak więc Robert z Piotrkiem działali na niwie porządkowo - kuchennej, a ja sobie leżałam i czytałam  dwie powieści przywiezione z tegorocznych Targów Książki: "Autorkę" Marii Ulatowskiej i Jacka Skowrońskiego (to z Krakowa) oraz "Piękny dzień" Elin Hilderbrand (a to z Katowic). Obydwie należą do gatunku "lekko, łatwo i przyjemnie", ale ich największą zaletą jest to, że nawet jak co 5 minut ktoś mi przerywał (Gdzie jest ...? Czym umyć ...? Jak zrobić ...? i najczęściej powtarzane: Czy ty na pewno nie dasz rady wstać chociaż na chwilę?) to i tak nie gubiłam wątku. 

Jeśli chodzi o Jacka Skowrońskiego to czytałam jego dwie książki ("Mucha" i "Był sobie złodziej") i obydwie bardzo mi się podobały. Natomiast Maria Ulatowska nie należy do moich faworytek - czytałam większość jej powieści (jak już przyniosłam z biblioteki dla mamy, to sama też zajrzałam...) i niestety nie wzbudziły mojego zachwytu: za bardzo cukierkowe, nie podobał mi się styl autorki, a i bohaterowie niezbyt przekonujący. Bardzo więc byłam ciekawa jak będzie wyglądało wspólne dzieło tej dwójki. I chociaż widać, które z autorskiego tandemu tworzyło poszczególne fragmenty (stylu nie da się zmienić) to powstała książka ciekawa, intrygująca, taka, od której ciężko się oderwać.

Justyna Sobolewska to autorka kilku popularnych książek. Pisze właśnie kolejną, ale proces twórczy zakłóca jej były mąż, Janusz Zamorski, który nagle zapłonął chęcią posiadania pewnego obrazu będącego jej własnością. Autor obrazu to Marek Cygler, przyjaciel Janusza ze studiów, który ostatnio stał się bardzo popularny. Szybko okazuje się, że problemy z eksmałżonkiem to pestka, bowiem pisarkę zaczyna nękać jakiś psychopata - pisze do niej na Facebooku, przysyła fragmenty jakiegoś pamiętnika w którym jest mowa o morderstwie, wreszcie zaczynają ginąć czytelniczki jej książek...
Sprawę prowadzi komisarz Piotr Zawada, któremu pomaga policyjna profilerka Ewelina Zaczeska. Zawada ma akurat nie najlepszy okres w życiu, jego małżeństwo rozpada się, a na dodatek studiująca w Gdańsku córka znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Policjant próbuje pogodzić obowiązki zawodowe z ogarnięciem życia prywatnego, ale nie do końca się to udaje.

Książka, jak na kryminał przystało ma wartką akcję, kilkakrotnie sądziłam, że już wiem, kto stoi za morderstwami, ale wtedy następował zwrot akcji i moje teorie sypały się w gruzy. Chociaż na koniec okazało się, że miałam nosa i (po pewnym drobnym szczególe) udało mi się wytypować zabójcę. Aczkolwiek lojalnie uprzedzam, że zakończenie jest niekonwencjonalne i może stanowić ogromne zaskoczenie.
Jeśli chodzi o bohaterów, to w większości budzą sympatię (no, oprócz bezpośredniego szefa Zawady, ale w końcu musi być jakiś "zły glina" czyż nie?), chociaż nie są szczególnie świetlani. Ot, zwyczajni ludzie, z zaletami, wadami, problemami i tajemnicami z przeszłości. Mam jednak żal do autorskiej spółki o zmarnowanie potencjału jednej z postaci - niejaki Krzysztof pojawia się na początku, ma powód, żeby namieszać w życiu bohaterów (przez chwilę nawet go podejrzewałam o mordowanie fanek autorki) i nagle znika jak sen jaki złoty...

Ale na koniec chciałabym autorów "Autorki" pochwalić że udało im się uniknąć czegoś, co jest ogromną bolączką współczesnego polskiego kryminału, a mianowicie wulgarnego języka. Wiadomo, policjant nie archanioł, a i pracę stresującą ma, ale nikt mnie nie przekona, że nasi stróże prawa jak jeden mąż posługują się slangiem, w którym do publikacji nadają się tylko znaki przestankowe. A tak niestety wyraża się większość powieściowych gliniarzy. Komisarzowi Zawadzie zdarzy się rzucić "grubszym" słowem, ale ogólnie potrafi się posługiwać poprawną polszczyzną. I chwała mu za to :)

***********************************************

Elin Hilderbrandt (jeśli wierzyć notce na okładce książki) nazywana jest królową wakacyjnego romansu a akcja jej książek toczy się w romantycznej scenerii wyspy Nantucket. Tak jest i w przypadku "Pięknego dnia", aczkolwiek w żadnym wypadku nie nazwałabym tej książki romansem...

Rodzina Carmichaelów ma na wyspie dom - dawniej mieszkali w nim na stałe, teraz od czasu do czasu spędzają w nim kilka wakacyjnych tygodni. Tym razem rodzina spotyka się w wyjątkowych okolicznościach - Jenna, najmłodsza z rodzeństwa wychodzi za mąż. Na kilka dni przed planowaną uroczystością do starego domu przyjeżdża przyszła panna młoda wraz ze starszą siostrą Margot i najbliższą przyjaciółką Finn, aby dopilnować ostatnich przygotowań. Zwykle takimi sprawami zajmują się rodzice, jednak ojciec Jenny nie bardzo wie jak się zabrać za sprawę (ma zresztą problemy osobiste) natomiast matka dziewczyny od siedmiu lat nie żyje. Ale Beth Carmichael nie zostawiła swojej małej córeczki bez niczego - zanim zmarła spisała dla niej najważniejsze porady dotyczące organizacji ślubu i wesela, sukni, druhen, dekoracji, menu, prezentów, zaproszeń i wszystkiego tego co jej zdaniem może stanowić o tym, żeby ten dzień był najpiękniejszy w życiu.

Jenna i Margot nie rozstaja się z notesem matki, jednak pojawiają się problemy, których Beth nie przewidziała. Na wyspę przyjeżdżają kolejni członkowie rodziny Carmichaelów, przyjeżdża Stuart Graham, narzeczony Jenny i jego rodzina, przyjaciele państwa młodych, którzy jeszcze nie wiedzą, że ten weselny weekend wprowadzi zmiany w ich życiu. Wydaje się, że to klimat wyspy i atmosfera starego domu, w którym kiedyś wszyscy byli szczęśliwi ma taki wpływ na Jennę i jej najbliższych.

Ślub to ważny moment dla państwa młodych, ale również dla ich bliskich. Ojciec Jenny, pomimo upływu kilku lat i ponownego małżeństwa, nie jest w stanie ukoić bólu po odejściu żony. Margot, która ma za sobą małżeństwo z tzw. "wiecznym chłopcem" i samotnie wychowuje trójkę dzieci już nie wierzy w uczucie i podchodzi bardzo sceptycznie do związku siostry - nie chce jej odwodzić od podjętej decyzji, ale obawia się, aby małżeństwo nie rozczarowało Jenny. Tym bardziej, że Finn, która wyszła za mąż kilka miesięcy wcześniej jest w swoim małżeństwie nieszczęśliwa... Historia małżeństwa przyszłych teściów Jenny też nie napawa optymizmem - Graham senior na jakiś czas porzucił rodzinę i związał się z inną kobietą. I chociaż wrócił a żona mu wybaczyła, to jego zdrada cały czas stanowi rysę na ich związku...

"Piękny dzień" to opowieść o ludzkich pragnieniach i marzeniach, o uczuciach, które przemijają chociaż miały trwać wiecznie, ale też o takich, których nie zniszczyła nawet śmierć. To opowieść o tym co w życiu liczy się najbardziej - miłość, zaufanie, wierność, prawda, szczerość...
I tylko wtedy, kiedy wraz ze ślubną obrączką obdarujemy tym wszystkim siebie nawzajem to będzie prawdziwie piękny dzień.

Zdecydowanie polecam :)