środa, 28 marca 2012

Jakoś nie oszalałam na punkcie tej książki

Jednym z wydawnictw po którego książki sięgam właściwie "w ciemno" jest wydawnictwo SOL firmowane przez Monikę Szwaję, której powieści bardzo lubię i cenię. Przy okazji wierzę, że również inni autorzy związani z tą oficyną prezentują wysoki poziom a pani Monika nie podpisze się pod jakąś miernotą.
Tym razem jednak moja wiara w szczecińską oficynę uległa niejakiemu zachwianiu. Stało się to za sprawą "Rzeki szaleństwa" debiutanckiej książki Marka P. Wiśniewskiego - nie jest to na szczęście wspomniana wyżej miernota, ale i do arcydzieła jej bardzo daleko.

Bohaterem i narratorem tej historii jest Michał Marlowski - około 40-tki, były nauczyciel w liceum, pracował też przez pewien czas jako logistyk, aktualnie bez stałego zajęcia. Przyjmuje zlecenie od niejakiego Mariusza Kurtza - ma nadzorować transport nietypowej przesyłki na trasie Szczecin - Sieradz. Przewozić tę przesyłkę ma barka rzeczna której załogę stanowi kapitan Listkiewicz oraz bosman Hryciuk. W czasie podróży mają miejsca tajemnicze, czasem groźne, czasem nieco makabryczne wydarzenia, które wywierają ogromny wpływ na załogę barki. Jedynie Marlowski stara się nie ulegać psychozie a wszystkie zajścia usiłuje jakoś logicznie wytłumaczyć. Okazuje się jednak, że podróż, chociaż do najspokojniejszych nie należała jest niczym w porównaniu z tym z czym musi się zmierzyć Michał po dotarciu na miejsce. Spotyka tam kobietę, która go intryguje, ale równocześnie budzi w nim obawę. Nikt nie jest tym za kogo się podaje, a wokół dzieją się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć w kategoriach zdroworozsądkowych. Bohater zmuszony jest podjąć kilka ważnych dla siebie decyzji - co jest tym bardziej trudne, że tak naprawdę nie może nikomu do końca zaufać.

Książka to po trosze powieść obyczajowa, po trosze thriller, po trosze studium psychologiczne czyli takie trochę nie wiadomo co... I to mój główny zarzut do tej pozycji - mam wrażenie, że autor w czasie pisania pogubił się i zamiast jasno określić czym ma być jego opowieść pisał trochę na zasadzie "trzy w jednym". Niestety to co się sprawdza przy okazji szamponu w książce najczęściej nie daje oczekiwanego efektu. Powieść ma kilka naprawdę świetnych scen, które czytałam z zaciekawieniem, niestety przeplatane są jakimiś retrospekcjami, monologami wewnętrznymi, opisami co sprawia, że akcja się niemiłosiernie wlecze i zupełnie nie trzyma w napięciu - co jest przecież podstawowym wymogiem przy powieściach typu thriller psychologiczny (bo chyba takie było pierwotne założenie tej książki). 

Co jest mocną stroną tej książki to język, którym posługuje się autor. Widać łatwość operowania słowem, talent do plastycznego opisu ludzi, scenerii i wydarzeń, wyczucie w stosowaniu wulgaryzmów - to jedna z nielicznych książek, gdzie mnie nie raziło mocne słownictwo postaci...

W szkolnej skali ocen ta powieść ma u mnie trójkę z plusem. Autor ma potencjał i mam nadzieję, że jeśli jeszcze chwyci za pióro to stworzy coś fajnego - czego mu z całego serca życzę.

Książkę przeczytałam dzięki akcji "Włóczykijka" i w najbliższych dniach wyślę do kolejnej czytelniczki - być może ktoś dojrzy w tej książce coś więcej niż mnie udało się dostrzec...

Książka z akcji Włóczykijka przekazana przez wydawnictwo SOL

5 komentarzy:

  1. SOL??? i taka ponura okładka? To wydawnictwo kojarzę ze słoneczymi, przyjemnymi opowiesciami, a nie z thrillerami.
    Autor chyba się Conrada naczytał (Marlow - Marlowski, rzeka, żegluga...)
    Nie zapisałam się na to we "Włóczykijce" i chwała Bogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się zapisałam... cóż, zobaczymy, ale słabo to widzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tą książkę i nie dziwię się, że nie oszalałaś na jej punkcie - bo ogólnie ciężko to zrobić. Mam wrażenie, jakby autor każdy pomysł wziął od istniejącej historii... tak jakbym wszyscy co czytam kiedyś już czytała w bardzo podobnym wydaniu!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym chętnie sprawdziła, czy mi się spodoba, czy nie.

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)