poniedziałek, 18 lipca 2016

Ślub, którego nie było i co z tego wynikło

Nie wiem jak w innych częściach kraju, ale u nas pod Miechowem już od kilku dni pogoda czysto jesienna - zimno, mokro i ogólnie mało przyjemnie. Najlepiej zalegnąć w jakimś kąciku z ciekawą książką...

To miał być najpiękniejszy dzień w życiu Kaliny - ślub i wesele dopracowane w najmniejszych szczegółach, piękna suknia, coś starego, coś pożyczonego, coś niebieskiego i jest ON, Patryk, facet idealny. 
Niestety ktoś tam w górze miał inne plany i w czasie ceremonii ślubnej okazuje się, ze Patryk ideałem nie jest, oprócz Kaliny adorował jeszcze inną panią, która teraz spodziewa się jego potomka. Żeby było weselej owa pani to Jola, najbliższa przyjaciółka Kaliny...
Przerwany ślub, odwołane wesele, kolejne dni spędzone na rozpamiętywaniu doznanego upokorzenia - właściwie nie ma się co dziwić, że Kalina tak mocno przeżyła zdradę narzeczonego i przyjaciółki. Ale w końcu trzeba wrócić do życia - dziewczyna postanawia wykorzystać jedyny prezent ślubny jaki dostała - voucher do spa "Kamienny Krąg" w zabytkowym dworku gdzieś na końcu świata (no może niekoniecznie jest to koniec świata, ale autobusy do wsi nie dojeżdżają...). Dar co prawda pochodzi od jakiejś wiekowej ciotki Patryka, ale Kalina postanowiła potraktować go jako odszkodowanie za straty moralne.
Wybierając się w podróż Kalina nie ma pojęcia, że pakuje się w zwariowaną a przy okazji również niebezpieczną przygodę.

"I że ci nie odpuszczę" to literacki debiut Joanny Szarańskiej. Tylko pozazdrościć takiego debiutu - świetna, trzymająca w napięciu intryga, ciekawi bohaterowie i komedia pomyłek w najlepszym wydaniu sprawiają, że od książki nie można się wręcz oderwać.

Kalina to jedna z tych osób, które na własne życzenie generują sobie, a i przy okazji wszystkim wokoło, masę kłopotów. Kiedy właścicielka dworku omyłkowo bierze ją za osobę zatrudnioną do renowacji zabytkowego fresku, nie prostuje tej pomyłki i rozpoczyna pracę u pani Elizy chociaż jej zdolności plastyczne w skali od 0 do 10 można ocenić na "-3". Jakby tego było mało w nocy zostaje okradziona, jednak to co inną osobę zmusiłoby do wyjazdu w tym przypadku tylko utwierdza bohaterkę do pozostania w Kamiennym Kręgu.
Kalina to osóbka o silnej osobowości, energiczna, pomysłowa, z tych co to najpierw robią a dopiero później myślą, lojalna wobec przyjaciół i nieprzejednana wobec tych, którzy ją skrzywdzili - daje się lubić od pierwszej chwili.

Mocną stroną książki jest język - dowcipne, skrzące się humorem dialogi, własne przemyślenia bohaterki, które miejscami przywodzą na myśl styl Joanny Chmielewskiej, humorystyczne opisy miejsc, zdarzeń i ludzi (przecudnej urody czwórka dziarskich staruszków z Warszawy) sprawiają, że czytelnik niejednokrotnie wybuchnie szczerym śmiechem.

"I że ci nie odpuszczę" to pierwszy tom większego cyklu pt. "Kalina w malinach" - mam nadzieje, że autorka nie każe długo czekać na kolejne przygody Kaliny...

sobota, 16 lipca 2016

Wakacyjne podróże: z Martą i Bartkiem po rosyjskich stanach

Równo cztery lata temu pisałam na tym blogu o książce "Byle dalej: w 888 dni dokoła świata" będącej relacją z podróży odbytej przez jej autorów Martę Owczarek i Bartka Skowrońskiego. A teraz leży przede mną kolejne dzieło tej dwójki czyli "Byle dalej: Pod stopami słońca. Motocyklami po bezdrożach Azji."

Jak zaczyna się wyprawa?
No cóż, w tym wypadku rozpoczęło się od mapy po której palce Marty i Bartka wędrowały znacząc kolejne szlaki. A kiedy nieomal wydrapali dziurę w miejscu gdzie na mapie znajdował się Pamir decyzja była już podjęta. 
Czym dostać się do Pamiru?
Oczywiście najprościej samolotem, ale co to za frajda? Wybór środka komunikacji był szybki - w poprzedniej podróży świetnie sprawdziły się motocykle, więc i tym razem dadzą radę.
Najlepszy termin na wyprawę?
21 maja 2013 roku minie 888 dni od powrotu z poprzedniej podróży więc to najlepszy czas aby znów poczuć wiatr we włosach i ruszyć na spotkanie przygody...
Jeszcze tylko ostatnie przygotowania, ostatnia korekta trasy i w drogę - przez Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię do Rosji, następnie kilkaset kilometrów w kierunku wschodnim aż za Ural, a potem już prościutko na południe. A jak już na południe, to przy okazji Pamiru można odwiedzić dawne rosyjskie"stany", które kilkanaście lat temu odzyskały niepodległość - Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan, Uzbekistan, Turkmenistan oraz całkiem już egzotyczny  Afganistan.

Marta i Bartek (szczególnie on) starają się unikać utartych szlaków, bo tylko z daleka od nich można zobaczyć prawdziwe oblicze kraju i ludzi, zmierzyć się z obiegowymi opiniami i stereotypami. Jest coś w motocyklistach co przyciąga do nich uwagę i sympatię tubylców - właściwie w każdym miejscu gdzie się zatrzymali spotykali się z sympatią i gościnnością. Autorzy książki są świetnymi obserwatorami, ludźmi otwartymi na nowe doznania, starają się jak najwięcej dowiedzieć o przemierzanych terenach - o ich historii i teraźniejszości, o radościach, smutkach i marzeniach ludzi, których los postawił na ich drodze.

Osobny temat, chociaż jak najbardziej związany z podróżą to jedzenie - im dalej od domu tym bardziej egzotycznie. Owszem są specjały, które przeciętnemu Europejczykowi za nic w świecie nie chcą przejść przez gardło, jednak biorąc pod uwagę, że w większości są to dania zrobione ze świeżych, raczej nieskażonych chemią, a tym bardziej nie modyfikowanych genetycznie produktów to trzeba bezstronnie przyznać, że są zdecydowanie zdrowsze od tego co większość z nas jada na co dzień.
Autorzy książki przy okazji swojej podróży przeprowadzili coś na kształt naukowych badań, których tematem był chleb - pokarm występujący w każdej kulturze, na całym świecie. W każdym miejscu gdzie się zatrzymali starali się dowiedzieć jak najwięcej na temat sposobu pieczenia oraz rodzajów pieczywa charakterystycznego dla danego regionu - wyniki owych badań znajdzie czytelnik w specjalnym dodatku na końcu książki.

"Pod stopami słońca" to świetna, dobrze napisana książka, wzbogacona ogromnym materiałem fotograficznym - aż żal ją odkładać po skończonej lekturze.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że autorzy znów poczują zew przygody, a swoje doświadczenia opiszą w kolejnym tomie. Chociaż biorąc pod uwagę pewne wypadki, które zaszły pod koniec tej podróży nie jest to takie oczywiste...
Co się stało? A to już kto ciekawy niech sobie sam doczyta ;)

Serdecznie polecam.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Wojciech Kossak odbrązowiony

Sama nie wiem jak to się stało, że przy mojej "kossakowskiej pasji" nie zdarzyło mi się przeczytać żadnej konkretnej biografii Wojciecha Kossaka, chociaż wiem, że dawnymi laty coś takiego powstało.
Bardzo mnie więc ucieszyła wiadomość, że nakładem PWN wydana została książka Mai i Jana Łozińskich pt. "Wojciech Kossak. Opowieść biograficzna". Książkę przeczytałam już kilka dni temu i muszę przyznać, że długo zastanawiałam się co o niej napisać...

Bohater opracowania to człowiek niezwykły. Jeden z najbardziej uznanych twórców swojej epoki, znany i rozpoznawany nie tylko w kraju ale i za granicą, nadworny malarz dwóch cesarzy (przez co niektórzy zarzucali mu brak patriotyzmu), współtwórca słynnej "Panoramy Racławickiej", autor niezliczonej ilości portretów i scen obyczajowych (głównie "konnych"). Pochodził z artystycznej krakowskiej rodziny - jego ojciec Juliusz oraz syn Jerzy również byli malarzami, a dwie córki - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska oraz Magdalena Samozwaniec parały się literaturą.

Książka, jak na biografię przystało, ma układ chronologiczny, autorzy oparli się w dużej mierze na korespondencji rodziny Kossaków, oraz na wspomnieniach samego Wojciecha, jak również na istniejących już opracowaniach. Doskonałym uzupełnieniem tekstu są liczne fotografie przedstawiające dzieła Wojciecha, jego najbliższych, ludzi z którymi malarz współpracował bądź się przyjaźnił oraz miejsca z którymi był związany.

Jaki był więc Wojciech Kossak? Przede wszystkim ogromnie pracowity i obowiązkowy, nawet w podeszłym wieku. Ciekawy świata, lubił podróżować, chętnie obracał się w gronie arystokracji, był w każdym calu dżentelmenem, zawsze elegancki i szarmancki wobec kobiet.

To jednak tylko jedna strona medalu - Wojciech miał nie tylko zalety, ale również wady - lubił hazard, zdradzał żonę, był snobem i megalomanem. Nie do końca radził sobie w pracy grupowej, co widać było chociażby w czasie prac nad Panoramą Racławicką - kłótnie, konflikty, czy wręcz rękoczyny niejednokrotnie stawiały pod znakiem zapytania terminowe ukończenie dzieła...
No ale wybitnym jednostkom sporo można wybaczyć.

Wydawać by się mogło, że książka powinna spełnić moje oczekiwania - konkretna, bezstronna, oparta na różnorakich źródłach, pokazująca cały życiorys omawianej postaci. Tak, to wszystko prawda, jednak jej lektura jakoś zupełnie mnie nie porwałą - tzn. przeczytałam z zainteresowaniem, ale nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak chociażby czytana przed rokiem "Simona", biografia wnuczki Wojciecha Simony Kossak.
 Mam wrażenie, ze autorzy starali się być tak bardzo bezstronni, że aż stali się obojętni wobec opisywanej postaci.

Jednak jeśli kogoś interesuje ten niezwykły człowiek warto sięgnąć po tę biografię, bo jest wspaniałym źródłem wiedzy na temat losów Wojciecha Kossaka. 


środa, 6 lipca 2016

Wakacyjne podróże: z Gabrysią i Nilsem w czasy hippisów i magnetofonów szpulowych

Rafał Witek jest autorem zabawnego cyklu książek dla dzieci pt. "Bzik & Makówka przedstawiają:". Do tej pory wyszły trzy książeczki ( "Zgniłobrody i Luneta Przeznaczenia", "Ucieczka z tajemniczego ogrodu" i "Autograf za milion dolarów") a kilka dni temu swoją premierę miał tom czwarty pt. Maliny zza żelaznej kurtyny".

Gabrysia Bzik i Nilson Makówka mają po 10 lat, chodzą do jednaj klasy i są najlepszymi przyjaciółmi. Więc kiedy Nilson tajemniczo znika Gabrysia postanawia go odnaleźć. Chłopiec zaginął w drodze do biblioteki, więc jego koleżanka postanawia udać się jego śladem. Wsiada do dziwnego autobusu, a kiedy udaje się jej z niego wysiąść okazuje się, że cofnęła się w czasie do roku 1974. Jedyną dobrą stroną tej sytuacji jest fakt, że spotyka tam Nilsona...

Gabrysia i Nilson trafiają w czasy młodości swoich dziadków. Pierwsze co rzuca się im w oczy to brak jakichkolwiek reklam,mniejsza liczba samochodów i szare blokowiska. Ogólne zainteresowanie budzą ich dżinsy i koszulki - dla współczesnego nastolatka są to zwykłe codzienne ciuchy, dla młodych ludzi z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych to symbol lepszego życia na Zachodzie...

Poruszanie się w rzeczywistości sprzed ponad czterdziestu lat sprawia bohaterom dosyć poważne kłopoty - brak ówczesnych pieniędzy, nieznajomość realiów czy wreszcie bariera językowa (bo niby to polski język, ale dogadać się w nim wcale nie jest łatwo) to tylko kilka przykładów. Ale to przestaje być ważne, kiedy okazuje się, że dwójką rzucających się w oczy dzieciaków zaczyna się interesować SB...

Książeczka przeznaczona jest oczywiście dla dzieci, więc bohaterom udaje się wywinąć z trudnej sytuacji, ale młody czytelnik ma okazję dowiedzieć się co nieco o życiu w tamtym okresie. Ma szansę dowiedzieć się co oznaczały określenia "esbecja", "demoludy", "czarny rynek" czy wreszcie tytułowa "żelazna kurtyna". Co więcej - może (podobnie jak Gabrysia) porównać życie wtedy i teraz. I wcale nie jest pewne, która rzeczywistość bardziej przypadnie mu do gustu...

"Maliny zza żelaznej kurtyny" przybliżą współczesnym dziesięciolatkom trudne czasy w których żyli ich dziadkowie - oczywiście jest to zaledwie niewielki wycinek tamtej rzeczywistości podany w formie możliwej do zaakceptowania przez dziecko. I być może przynajmniej część młodych czytelników będzie chciała u źródła (czyli u rzeczonych dziadków) znaleźć więcej informacji na temat tamtych czasów.
Dziadkowie i babcie - czujcie się ostrzeżeni ;)

piątek, 1 lipca 2016

Skandale i skandaliki czyli "Historia Bez Cenzury"

Zdarzyło się kilka miesięcy temu, że jeden z moich uczniów, któremu z historią było zdecydowanie nie po drodze zaskoczył mnie wiedzą na temat jednego z naszych władców. Ponieważ znał fakty, których na próżno szukać w podręczniku do gimnazjum, zaczęłam drążyć temat i wtedy gość z ociąganiem przyznał, że jest taki fajny program w internecie i to stamtąd pochodzi jego wiedza. W taki sposób również ja trafiłam na "Historię Bez Cenzury".
Nie ukrywam, że początkowo byłam w lekkim szoku - spowodował to przede wszystkim język prowadzącego program Wojciecha Drewniaka, który nie stronił od określeń z pogranicza kulturalnej wypowiedzi czy wręcz wulgaryzmów. Jednak kiedy obejrzałam kilka odcinków dotarło do mnie coś jeszcze - Drewniak ma pojęcie o czym mówi, historia jest jego pasją a ten... hmm... "oryginalny" przekaz ma za zadanie przyciągnąć ludzi, którzy z własnej woli nawet by nie spojrzeli w kierunku jakiegoś historycznego tomiszcza.

Każdy odcinek "HBC" trwa ok. 15 minut, więc nie ma możliwości aby zmieścić w nim wszystkie ciekawe fakty dotyczące prezentowanej osoby lub wydarzenia. Z tego powodu Wojciech Drewniak postanowił wydać książkową wersję swojej audycji, w której zamieścił swoiste biogramy dziesięciu postaci z historii Polski - dziewięciu naszych władców oraz Józefa Piłsudskiego. 

Czym kierował się autor przy doborze postaci? 
Wydaje mi się, że bohaterowie to przede wszystkim bardzo barwne osoby, niekoniecznie z tych najbardziej dla polskiej historii zasłużonych - brakuje tu chociażby Mieszka I, który wprowadził nas do chrześcijańskiej Europy czy Władysława Łokietka, który posklejał polskie ziemie po okresie rozbicia dzielnicowego. Jest natomiast August II Mocny oraz Stanisław August Poniatowski - dwóch głównych architektów rozbiorów... 
Ale nie oszukujmy się, prywatne życie Łokietka nie było najciekawsze, a o Mieszku to w ogóle niewiele pewnego wiadomo, natomiast Mocny i Poniatowski nawet dzisiaj byliby w czołówce skandalistów.

I to chyba jest podstawą sukcesu "Historii bez cenzury" - zdecydowana większość rodzaju ludzkiego uwielbia skandale, a jak już głównym bohaterem takiego skandalu jest ktoś znany to zainteresowanie sięga chmur. 
Tak wiec czytelnik "HBC" nie znajdzie w tej książce dat ani szczegółów umów międzynarodowych (o których musiał się uczyć w szkole), za to może sobie poczytać o sypialnianych wyczynach wspomnianego wyżej Augusta II, o zoologicznych pasjach Sobieskiego czy o pantoflarstwie Władysława Jagiełły. A wszystko to podane językiem, no może nie do końca spod przysłowiowej budki z piwem, ale takim, którym operuje przeciętny polski gimnazjalista.

Czy polecam? Hmm, trudno mi powiedzieć. 
No bo jednak nie przepadam za tego typu słownictwem, ale z drugiej strony jak już się przezwycięży niechęć, że tak powiem, językową to się to wspaniale czyta...

Tak więc na własną odpowiedzialność ;)

wtorek, 7 czerwca 2016

Zostań zuchem z Bolkiem i Lolkiem

Już za kilkanaście dni rozpoczną się kolejne wakacje. Część dzieciaków wyjedzie na kolonie, obozy lub chociaż do rodziny. Jednak spora grupa będzie musiała spędzać wakacyjne tygodnie w domu. Powiało nudą, prawda?
Otóż nieprawda. Wakacje w domu wcale nie muszą być nudne, wystarczy tylko dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu. 

Takie domowe wakacje przytrafiły się bohaterom książeczki "Bolek i Lolek z telewizora" autorstwa Karoliny Macios. 
Bolka i Lolka nie trzeba chyba nikomu przedstawiać - to chyba najbardziej rozpoznawalni bohaterowie polskich kreskówek. Od jakiegoś czasu wydawnictwo Znak emotikon prezentuje młodszym i starszym czytelnikom pisane wersje przygód tej sympatycznej dwójki - książka o której mowa pojawiła się na księgarskich półkach zaledwie kilka tygodni temu.

Tak więc Bolek i Lolek rozpoczynają najgorsze wakacje w życiu. Na szczęście dla nich, stryj Marian ma pewien pomysł, który może zapobiec wszechogarniającej nudzie. Stryj był w młodości harcerzem i teraz zaproponował chłopcom aby w czasie wakacji zdobyli dziesięć zuchowych sprawności. Chłopcy mieli stać się bardziej samodzielni, odpowiedzialni, mieli pomagać innym ale również rozwijać się poprzez obcowanie z kulturą.
Brzmi to bardzo poważnie i może sugerować, że książeczka ocieka nadmiernym dydaktyzmem. Nic bardziej mylnego. Przygody Bolka i Lolka są wesołe, chłopcom nie wszystko się udaje od pierwszego razu, ale starają się - np. pomimo katastrofy jaką zakończyła się pierwsza próba ugotowania obiadu Lolek staje się w czasie wakacji całkiem niezłym kucharzem. 

Pamiętam z dzieciństwa Bolka i Lolka oglądanych w telewizji - Bolek to był taki trochę cwaniak, trochę leń i często wysługiwał się młodszym bratem, chociaż w decydujących chwilach stawał za nim murem, tymczasem Lolek był grzeczny, uczynny i serdeczny, chociaż bywały chwile, że nie wytrzymywał i potrafił całkiem pomysłowo odegrać się na starszym bracie. Literacki portret chłopców też opiera się na takim schemacie - to szczególnie ważne dla tych, którzy Bolka i lolka znają właśnie z telewizora...

Książeczka będzie świetną lekturą dla dzieciaków w wieku 7 - 10 lat. 
Serdecznie polecam :)

wtorek, 31 maja 2016

Trylogia na maj, czyli prokurator Szacki po raz ostatni

Ostatnie spotkanie z prokuratorem Teodorem Szackim - szkoda, bo chociaż nie należy on do najmilszych bohaterów literackich zdążyłam go polubić...

Po świetnym "Uwikłaniu", jeszcze lepszym "Ziarnie prawdy" przyszła pora na "Gniew" Zygmunta Miłoszewskiego. Jeszcze przed lekturą miałam duże oczekiwania w stosunku do tej powieści, a rozmaite znajome czytelnicze dusze, które już książkę znały, nie szczędziły zachwytów. A teraz po przeczytaniu owego dzieła mam trochę mieszane odczucia. Ale do rzeczy.

Teodor Szacki po raz kolejny zmienia miejsce pracy i zamieszkania - tym razem trafia do Olsztyna, którego to miasta szczerze i serdecznie nie lubi. Nie lubi swojej pracy, nie przepada za zwierzchnikami ani współpracownikami, nawet ze swoją aktualną kobietą nie ma jakichś gorących relacji. Co więcej, razem z nim w Olsztynie wylądowała jego córka, i nawet z nią nie potrafi się porozumieć.

Pewnego dnia zostaje wezwany do, zdawałoby się, rutynowej sprawy - w czasie prac budowlanych natrafiono na szkielet, najprawdopodobniej z czasów II wojny światowej. Przepisy wymagają zawiadomienia prokuratury, więc Szacki udaje się na miejsce budowy. Szybko załatwia papierkową robotę i sądzi, że na tym sprawa się zakończy. 
Tak się nie dzieje - okazuje się, że znalezione kości są znacznie młodsze niż przypuszczano, a ich właściciel jeszcze kilka tygodni wcześniej cieszył się dobrym zdrowiem. 
Jaki był powód jego śmierci, i co ważniejsze, w jaki sposób zginął?
A co gorsza szybko się okazuje, że zabójca może uderzyć po raz kolejny...

Tak jak pisałam na początku miałam co do tej książki duże oczekiwania, które nie do końca się spełniły. Owszem dużo się dzieje, czytelnik jest wciąż zaskakiwany nagłymi zwrotami akcji, językowo jest bez zarzutu, ale bohaterowie... Szackiego się już raczej nie da zepsuć, całkiem nieźle wyszła Miłoszewskiemu Helena Szacka - nastolatka wyrwana z naturalnego środowiska, która z Warszawy musi przenieść się na prowincję, dorastająca "córeczka tatusia" obwiniająca ojca o caałe zło świata tego i trochę podświadomie zazdrosna o jego pracę i to by było na tyle. Reszta jest jakaś płaska, jednowymiarowa, przerysowana - nie wiem, może taki był zamysł autora, ale mnie to nie przekonało.

A już zupełnie rozłożyło mnie zakończenie - nie nie zdradzę co się stało z Szackim na ostatniej stronie, ale nie do końca rozumiem koncepcje pana Miłoszewskiego...

Gdybym miała ustawić kolejne części trylogii o Teodorze Szackim na sportowym podium to zdecydowanie wygrałoby "Ziarno prawdy", drugie miejsce przypadłoby "Uwikłaniu", natomiast "Gniew" zająłby miejsce trzecie.

Co by nie powiedzieć - seria o Szackim autorstwa Zygmunta Miłoszewskiego to literatura godna polecenia.