czwartek, 5 stycznia 2012

Science fiction zza naszej południowej granicy

W ramach akcji czytania własnych książek pochłonęłam w ciągu tego tygodnia 5 tomów cyklu JFK autorstwa duetu Miroslav Žamboch i Jiří W. Procházka (pierwsze cztery tomy) oraz Tomáša Němeca (tom piąty). I żeby od razu wyjaśnić wszelkie nieporozumienia nie jest to w żadnym wypadku opowieść o pewnym amerykańskim prezydencie zastrzelonym w Dallas.

Bohaterem książek jest bowiem John Francis Kovař były żołnierz służb specjalnych i prywatny detektyw. W chwili kiedy go poznajemy kończy z wielkim hukiem pracę w straży pożarnej - zdecydowanie nie potrafi podporządkować się przełożonym... Równocześnie jego kobieta ma już dosyć życia w ciągłym strachu o niego i odchodzi. Do stojącego u progu nowego życia (w sensie bez pracy i bez Lindy) mężczyzny zgłasza się tajemnicza para, młoda kobieta i niezwykle atletyczny Murzyn, z propozycją pracy w ich agencji. Zanim jednak Monika i Frank wyjaśnili Johnowi o co chodzi cała trójka jest zmuszona uciekać przed tajemniczymi prześladowcami. W czasie tej ucieczki przenoszą się do świata równoległego. Świata w którym Czesi wygrali wojnę z Hitlerem, nie ma telefonów komórkowych ani komputerów a policji i służbach specjalnych zatrudniani są ludzie z parapsychologicznymi umiejętnościami. John musi sobie poradzi w nowych warunkach i znaleźć przejście do swojego świata. Zupełnie nieświadomie też staje na drodze pracownikom owej tajemniczej agencji, która w dalszym ciągu widzi możliwość współpracy z niepokornym zabijaką.

Cykl "JFK" reklamowany jest jako pierwsze czeskie s-f. I jeśli prawdą jest to co mówią wydawcy to ten debiut naszych południowych sąsiadów należy uznać za udany. Może bez przesadnych zachwytów i fajerwerków, ale używając szkolnej skali ocen jest to cykl na solidną czwórkę. Zaznaczam od razu, że książki są nieco nierówne - pierwszy tom był nieco toporny, natomiast trzy kolejne już trzymały poziom. Tom piąty, jak wspomniałam na początku, ma innego autora ale jeżeli chodzi o styl nie ma jakichś ogromnych różnic. Autorzy wykorzystali wzory obecne w s-f od lat - podróże w czasie, rzeczywistość równoległa, różnego rodzaju mutanty, świat po zagładzie nuklearnej, zaburzenie czasoprzestrzeni, nowoczesne technologie, itd. Oczywiście wrzucenie tego wszystkiego do jednego kotła mogłoby zakończyć się dla nieszczęsnego czytelnika co najmniej niestrawnością dlatego całkiem na miejscu było stworzenie cyklu książeczek. Dodam, że seria liczy 7 książek - w każdym razie tyle wydano w Polsce.

Przyznaję, że całkiem dobrze się bawiłam przy lekturze, ale doskwierała mi jedna rzecz. Nie wiem oczywiście jak to w oryginale wyglądało i do kogo mieć pretensje - czy do panów autorów czy do pana tłumacza ale kością w gardle mi stawał używany nagminnie rzeczownik "chłop". Rozumiem, że są pewne związki frazeologiczne (chociażby "chłop na schwał") gdzie tego słowa nie da się zastąpić innym, ale w innych wypadkach można chyba użyć jakiegoś synonimu, chociażby mężczyzna, człowiek, gość, osobnik, facet, koleś, że wymienię te najpopularniejsze...
Możliwe, że się czepiam, ale mnie to akurat przeszkadzało...

Zdaję sobie sprawę, że koneserów gatunku książka nie powali na kolana, ale osobom, które podobnie jak ja z fantastyką naukową mają kontakt sporadyczny powinno się spodobać.


5 komentarzy:

  1. @Anek, "wzory obecne w s-fi od lat"? Dziewczę drogie, zapraszam ja na maila... :]

    OdpowiedzUsuń
  2. @Anek, "wzory obecne w s-fi od lat"? Dziewczę drogie, zapraszam ja na maila... :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Dość ciekawie brzmi. Poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam Cię, bo ja bym się chyba za to nie zabrała :P

    OdpowiedzUsuń

Posty anonimowe będą kasowane - proszę podpisz się:)